26 drobnych gestów, które dały największą radość


Wszyscy wiemy, jak to wygląda: możesz kochać swoją pracę, ale jeden naprawdę toksyczny współpracownik potrafi zmienić każdy dzień w reality show, którego nikt nie chce oglądać. Wchodzisz do biura z nadzieją na produktywność, a czekają cię zmyślone problemy, małostkowy sabotaż lub całkowity absurd.

Jedna z moich współpracowniczek skarżyła się, że „obniżałem morale”, bo nie byłam... wystarczająco radosna.
Dział HR wezwał mnie na rozmowę.
Wyjaśniłam, że dochodzę do siebie po rozstaniu i staram się być profesjonalna, nie przygnębiona.
Przedstawiciel działu HR przestał się pytać i powiedział: „Zgłosili cię za to, że się nie uśmiechasz?”.
Dział HR zamknął sprawę i później poprosił współpracowniczkę, aby przestała „monitorować stan emocjonalny innych”.
Przestała ze mną rozmawiać, ale szczerze? Spokój powrócił na moje miejsce pracy.
Każdego poranka o 8:01 puszczał głośno przemówienia motywacyjne, takie jak:
„WSTAŃ I DZIAŁAJ! SUKCES NIE ŚPI!”
Otwarte biuro. Przez głośniki.
Pewnego dnia, dyrektorka firmy przypadkiem zjawiła się wcześniej. Usłyszała przemówienie i od razu zapytała: „Czy to... tak zawsze?”.
Tydzień później została wprowadzona nowa zasada: „Muzykę i wszelkie nagrania należy odtwarzać przez słuchawki”.
Współpracownik krążył po biurze rozgniewany. Twierdził, że firma „tłumi wielkość”, ale nikomu nie brakowało przemówień.
Przez wiele miesięcy znajdowałam na swoim biurku listy miłosne i małe prezenty od „tajemniczego wielbiciela”. Schlebiało mi to... aż dowiedziałam się, że zostawiał je mój żonaty współpracownik. Kiedy go o to zapytałem, zaczerwienił się i wyznał, że zostawiał je bardziej dla siebie samego — aby podnieść się na duchu po tym, jak opuściła go żona.
Nasze biuro „zaadoptowało” bezdomnego kota i wszyscy go uwielbialiśmy, aż ktoś „ukradł” go pewnej nocy. Po kilku dniach poszukiwań i wzajemnego obwiniania się, dozorca przyznał, że zabrał go do domu, ponieważ przypominał mu kota jego zmarłej żony.
Dwie pracowniczki chciały wziąć wolne w tym samym tygodniu.
Jedna z nich miała dłuższy staż, a druga ciągle przechwalała się przed kierownictwem, jaka jest „niezastąpiona”.
Zarząd odmówił jej urlopu i zatwierdził go dla tej z dłuższym stażem. Wtedy „niezastąpiona” ogłosiła: „Jeśli odejdę, cały ten biznes się zawali”.
Kierownictwo to usłyszało i zdali sobie sprawę, że naprawdę tak myśli. Trzy tygodnie później została przydzielona do pracy z mniejszym klientem, aby „rozwinąć odporność psychiczną”.
A starsza stażem pracowniczka? Otrzymała podwyżkę.
Każdego ranka znajdowałem swoją filiżankę do kawy starannie umytą, co było dziwne, bo celowo zostawiałem ją nieumytą, aby dokończyć kawę następnego dnia. Po kilku tygodniach przyłapałem stażystkę na gorącym uczynku. Przyznała, że uważała, iż osad z kawy jest „nieprofesjonalny” i postanowiła codziennie czyścić filiżanki całego zespołu. Kiedy wyjaśniłem, że wolę ją „mocniejszą”, była przerażona. Stwierdziła, że myślała, że to moje „zapominalstwo” i chciała „pomóc mi” bez pytania.
Pewnego dnia pracowałem zdalnie i nie odpowiedziałem na wiadomość na Slacku przez 20 minut.
Ktoś napisał do naszego szefa: „Martwi mnie, że X nie pracuje”.
Mój szef odpowiedział: „To dziwne, właśnie patrzę na dokument, który X edytuje”.
Okazało się, że myślał, iż praca zdalna oznacza, że ludzie powinni odpowiadać natychmiast. Szef powiedział mu, żeby przestał monitorować współpracowników.
Zaczęłam otrzymywać „anonimowe” uwagi dotyczące mojej pracy, krytykujące moje stroje i dobór słów. W końcu odkryłam, że mój współpracownik zostawiał je, twierdząc, że „pozyskał je z opinii, które zebrał”. Kiedy zapytałam dlaczego, odpowiedział: „Myślałam, że docenisz podejście nastawione na działanie”.

Mieliśmy biurowego tajnego Mikołaja i moja współpracowniczka Lisa dała mi srebrny pierścionek z małym szmaragdem. Był to niespodziewanie hojny, zbyt ładny prezent, biorąc pod uwagę limit 20 dolarów i pamiętam, że poczułam się dziwnie doceniona. Zawsze traktowałyśmy się przyjaźnie, wiec często nosiłam ten pierścionek i zakładałam, że to po prostu miły gest.
W tym miesiącu zauważyłam, że szmaragd lekko się poluzował. Gdy nacisnęłam na niego, nieznacznie się przesunął, jakby klej trzymający oprawę w końcu zaczął słabnąć. Zaniepokojona, że mogłabym go zgubić, zdjęłam pierścionek i położyłam go na biurku, aby przyjrzeć się mu bliżej.
Kiedy przechyliłam go pod światło, coś na wąskiej wewnętrznej krawędzi obrączki przykuło moją uwagę — malutki grawer, którego wcześniej nie zauważyłam. Obróciłam pierścionek, zmrużyłam oczy i zdałam sobie sprawę, że to nie zarysowania. Ten grawer był tak mały, że wręcz niewidoczny bez przesunięcia oprawy.
Dwa słowa, wyryte w metalu: „Nienawidzę cię”.
Siedziałam tak z kamieniem w jednej ręce i grawerem w drugiej, próbując to wszystko zrozumieć. Przez cały rok wierzyłam, że Lisa i ja jesteśmy koleżankami. W tym momencie pomyślałam tylko jedno: Czy to był żart, którego nigdy nie miałam zobaczyć? Pomyłka, która niechcący trafiła na prezent? A może umieściła to tam celowo, wiedząc, że pozostanie ukryte do momentu, w którym pierścionek zacznie się rozpadać?
Bez przerwy otrzymywałem niechciane „porady” od współpracowniczki, która nawet nie pracowała w moim dziale. Kiedy w końcu zapytałem dlaczego, powiedziała, że jej szef przypisał jej cichy „mentoring”, aby pomóc mi „odnieść sukces”. Nie miałem o tym pojęcia i mój menedżer też nie!
Zauważyłam, że za każdym razem, gdy przyjeżdżałam do pracy, moja współpracownica już była zaparkowana na miejscu tuż obok mojego, czekając na mnie. Potem szła za mną do budynku i zachowywała dziwne milczenie. W końcu zapytałam ją o to, a ona mimochodem wyjaśniła, że „monitorowała” mój czas przyjazdu, bo uważała, że „zbytnio zbliżałam się do 9:00”. Nawet stworzyła arkusz kalkulacyjny.
Kiedy zgłosiłam to wyżej, stwierdziła, że to „narzędzie odpowiedzialności zespołowej”. Dział kadr musiał wydać oświadczenie dla całej firmy o poszanowaniu prywatności.
Współpracowniczka zaczęła zostawiać niskokaloryczne przekąski na moim biurku, a pewnego dnia wręczyła mi broszurę zatytułowaną „Twoja droga do dobrego samopoczucia”. Powiedziała, że jej szef „przydzielił” jej zadanie „inspirowania zdrowych nawyków” w zespole. Najwidoczniej byłam jej głównym „celem”.
Spędziłem wiele dni na przygotowanie prezentacji, ale z rana, w dzień mojego spotkania, współpracowniczka zaczęła prezentować ten sam temat przede mną. Kiedy zapytałem ją dlaczego, odpowiedziała, że myślała, iż moje slajdy to tylko „inspiracja do własnej prezentacji”. Nawet nie pofatygowała się zmienić mojego imienia na jednym ze slajdów.
Jak widać, współpracownicy potrafią naprawdę namieszać! Czasem jednak klienci zasługują na „inne” traktowanie i wtedy tylko niektórzy pracownicy mają tę moc.
17 pracowników usług, którzy dali nauczkę bezczelnym klientom











