„Algorytm”, czyli przyjacielska rozmowa, która mrozi krew w żyłach

Kostiumy, charakteryzacje i efekty specjalne potrafią zdziałać czasem takie cuda, że nie jesteśmy w stanie rozpoznać nawet najsłynniejszych aktorów, a o ich udziale w produkcji dowiadujemy się z napisów końcowych. Można obejrzeć film dwa razy i nawet się nie zorientować, że grał w nim Keanu Reeves, Ryan Reynolds czy Stanley Tucci.
Ekipa Jasnej Strony postanowiła porównać naszych ulubionych aktorów w słynnych rolach oraz w produkcjach, w których trudno ich rozpoznać.
To prawdopodobnie jedna z najbardziej nietypowych ról w dorobku hollywoodzkiego aktora. Revees wcielił się w jednego z potworów, zamieszkujących świat zwariowanego naukowca. Za rolę zgarnął milion dolarów, pomimo faktu, że jego nazwisko nie zostało wymienione w napisach końcowych.
Do roli Weylanda początkowo brano pod uwagę 83-letniego wówczas Maxa von Sydowa. Ale ponieważ w filmie miały pojawić się sceny z czasów młodości bohatera, angaż dostał Guy Pearce.
Według reżyserki Patty Jenkins punkt kulminacyjny filmu miał wyglądać zupełnie inaczej. David Thewlis, którego pamiętacie pewnie z roli Lupina z uniwersum Harry’ego Pottera, miał wystąpić bez zbroi. Ale pod naciskiem wytwórni Warner Bros. scenę zmieniono.
Choć charakteryzacja bohaterki nie wygląda na zbyt wymagającą, widzowie nie od razu rozpoznali w niej Danę z serialu Z Archiwum X. Odgrywana przez nią postać mocno zapadła w pamięć, a jej metamorfoza przypadła do gustu zarówno widzom, jak i krytykom.
To nie był najlepszy film w karierze aktorki znanej głównie z serialu Czarodziejki. Krytycy nie pozostawili na produkcji suchej nitki, ale mimo to widzom bardzo podobała się postać odegrana przez Rose.
W ludzkiej postaci Stanley Tucci pojawia się tylko na początku i na końcu filmu. W międzyczasie udziela głosu klawesynowi. Warto odnotować, że we wcześniejszych wersjach tej słynnej opowieści nie było takiej postaci.
Już na początku castingu Javier Bardem powiedział reżyserowi, że chciałby zmienić wygląd odgrywanej przez siebie postaci, zwłaszcza oczy i kolor włosów. I kiedy aktor pojawił się na planie pierwszego dnia, nikt go nie rozpoznał. Ciekawostka — ta blond czupryna to peruka. Aktor używał też sztucznej szczęki.
Być może pamiętacie Geenę z roli matki w filmie Stuart Malutki. Ale w Soku z Żuka, który powstał 11 lat wcześniej, trudno ją rozpoznać. Pod koniec filmu w trakcie seansu spirytystycznego aktorka błyskawicznie się postarzała, a wszystko za sprawą genialnych wizażystów.
Michael Sheen jest wielkim fanem pierwszej części filmu Tron. Kiedy więc zaproponowano mu rolę w kontynuacji, bez wahania ją przyjął. Jedną z inspiracji dla jego wyglądu był Ziggy Stardust — artystyczne wcielenie i postać Marsjanina z 5. i 6. albumu Davida Bowiego.
Mila Kunis w takim wydaniu to rzadkie zjawisko. W 2011 roku wcieliła się w postać czarownicy w filmie Oz: Wielki i potężny. Aktorka odgrywa w nim właściwie dwie role. Charakteryzacja na Złą Czarownicę Theodorę nie należała do najprostszych i wykorzystano w niej między innymi soczewki kontaktowe, silikon i gumę piankową.
W filmie Lady Gaga wcieliła się w postać Patrizii Reggiani — prostej dziewczyny, której dane było spotkać na swojej drodze dziedzica fortuny domu Gucci, Maurizio. Małżeństwo padło ofiarą ambicji, chciwości i zazdrości. Lady Gaga bardzo poważnie potraktowała przygotowania do roli. Przez 9 miesięcy mówiła z włoskim akcentem i studiowała i naśladowała ruchy kota, lisa i pantery. Wielu krytyków pokochało jej wizję.
Która z gwiazd zaskoczyła was najbardziej swoją charakteryzacją?