16 osób, które wyniosły ze sklepu nie tylko zakupy, ale też niezbyt miłe wspomnienia

Ludzie
4 miesiące temu

Dla większości z nas zakupy to nużący codzienny obowiązek. Wydawać by się mogło, że nie ma w tej czynności nic nadzwyczajnego. Jednak w kolejce do kasy lub w kontaktach z klientami i sprzedawcami od czasu do czasu zdarzają się tak dziwne sytuacje, że nie wiadomo, czy płakać, czy się śmiać, czy opowiedzieć tę historię znajomym w ramach żartu.

  • Stałam w kolejce. Otworzyła się druga kasa. Podeszłam, wyładowałam towar na taśmę i wtedy przede mnie wcisnęła się kobieta. Zajrzałam do jej koszyka, a tam pół sklepu. Sprzedawca też był w szoku. Kobieta jednak bez wahania oznajmiła: „Ja będę pierwsza, bo spóźnię się na autobus”. I od razu znalazła winnego całej sytuacji, czyli sprzedawcę! Narzekała, że to przez sprzedawców tworzą się kolejki, że są powolni i tak dalej. Wszystkim puściły nerwy, a ona spokojnie zebrała swoje zakupy i odeszła w stronę zachodzącego słońca.
  • Moja siostra ma własny sklep. Poszedłem tam kiedyś, a sprzedawczyni była tak nieuprzejma dla klientów, że aż skóra mi cierpła. Zadzwoniłem do siostry i poinformowałem ją o tym, a ona na to: „Zapytaj ją o coś, a ja posłucham”. Zapytałem. A sprzedawczyni bezczelnie powiedziała: „A pan co, czytać nie umie? Okulary trzeba nosić!”. Powiedziałem: „OK, sam przeczytam, nie będę pani przeszkadzać”. Zostawiłem sprzedawczynię i zapytałem siostrę: „No, słyszałaś?”. Odpowiedziała: „Już idę, poczekaj na mnie”. Przyszła, ochrzaniła sprzedawczynię, zwolniła ją i zadzwoniła po drugą.
  • Stoczyłam wręcz walkę ze sprzedawczynią, by kupić niebieskie sandały dla mojej dwuletniej córki. Sprzedawczyni pieniła się ze złości, bo: „Niebieskie są dla chłopców, a dla dziewczynek — różowe!”. Uparła się i oznajmiła: „Nie sprzedam pani niebieskich dla dziewczynki! Nie ma mowy!”. Ale ja też byłam uparta. W końcu sprzedała mi te sandały, ale kosztowało mnie to wiele siły moralnej.
  • W supermarkecie spytałem sprzedawcę, gdzie są konserwy. Podszedł i cicho powiedział: „Przepraszam, to mój pierwszy dzień pracy. Nie wiem, gdzie są konserwy, i mogą mnie za to zwolnić. Niech pan znajdzie sam, proszę”.
  • Mój kierownik działu zawsze był bezpośredni w stosunku do klientów i nigdy nie był szczególnie miły. Pracowałem tam od niedawna. Klient przyszedł kupić aparat fotograficzny. Długo wypytywałem, wyjaśniałem szczegóły. W końcu odsialiśmy wszystkie niepotrzebne, wymieniłem mu 3 opcje za 800, 1000 i 1500 złotych. Wtedy klient stwierdził: „Wszystko fajnie, oczywiście. Ale chciałbym wydać nie więcej niż 300”. Trochę się zawiesiłem, nawet nie wiedziałem, co powiedzieć. Ale kierownik zaprowadził klienta do działu z lornetkami i powiedział: „Tutaj za 200 złotych kupi pan dobrą lornetkę z 35-krotnym zoomem, a za pozostałą stówę proszę kupić notes, ołówki i kredki w sklepie papierniczym. Nie będzie pan mógł robić zdjęć, ale można szkicować z pamięci”.
  • Przyszła kobieta, długo wybierała multicooker, w końcu kupiła najdroższy. Dokładnie 2 dni później wróciła z nim i udała się prosto do działu serwisowego. Powiedziała: „Pokrywa się zacięła, nie mogę wyjąć ryby”. Pracownik serwisu zaproponował jej złożenie reklamacji. Kobieta bez awantur, co było zaskakujące, napisała oświadczenie i wyszła. Po 3 dniach zapach wydobywający się przez zawór wypełnił cały dział, nie dało się tam przebywać dłużej niż 10 minut. W końcu wada została potwierdzona, klientka zdecydowała się odebrać pieniądze. Żaden problem, odzyskała całą kwotę. Ale to nie koniec: powiedziała, że napisze kolejną reklamację, żeby zwrócili jej pieniądze za rybę. Ta została już odrzucona.
  • Wszedłem dziś do sklepu ze sprzętem AGD, oglądałem towar, kalkulowałem ceny. Nagle zobaczyłem uśmiechniętego sprzedawcę, który skradał się w moim kierunku. Najwyraźniej chętny do pracy. Podszedłem więc do niego i powiedziałem:
    — Dzień dobry, w czym mogę panu pomóc?
    Facet zawiesił się na 5 sekund z zaskoczenia, po czym powiedział:
    — Niech pan coś kupi....
  • Wyszłam z mężem poszukać piżamy dla mnie na urodziny. Podobało mi się kilka fioletowych zestawów, ale góra źle leżała, chociaż spodnie były fajne. Sprzedawczyni zaproponowała mi przymierzenie jedwabnej koszuli do spania, która pasowała idealnie. I oznajmiła, że sprzeda mi ją ze spodniami w tej samej cenie, co zwykły komplet pidżamowy. Zamarłam w niezdecydowaniu, ale zapewniła mnie, że taka jest polityka ich firmy. Chcą, aby każdy klient wyszedł od nich zadowolony. Rzeczywiście, otrzymałam wszystko zgodnie z obietnicą. © Georgene Wickstrand / Quora
  • Dawno temu pracowałam jako sprzedawczyni. Pewnego deszczowego dnia w drzwiach sklepu pojawiła się kolorowo wyglądająca starsza pani. Przywitała się, wesoło rozmawiała z pracownikami, dodając im energii i pozytywnego nastawienia. Potem jednak z tym samym radosnym uśmiechem podeszła do lustra i bez skrępowania zdjęła perukę, wyszczotkowała ją, przeczesała pod nią włosy i równie grzecznie wyszła.
  • Krewny starał się o pracę w firmie sprzedającej sprzęt komputerowy. Nawiasem mówiąc, jest bardzo wygadany, a z poprzedniego miejsca pracy dostał fantastyczne referencje i pochwały. Miał talent do przekonywania! Kiedy firma została zamknięta, zaczął szukać nowej pracy. Poszedł na rozmowę kwalifikacyjną. Pracownik działu kadr spojrzał na jego CV, historię zatrudnienia i powiedział: „Widzę, że jesteś dobrym pracownikiem, a twoje CV jest świetne. Ale nie zrozum nas źle: pozycjonujemy się jako firma młodzieżowa, a ty masz już 37 lat. To dużo, nasi klienci nie zaakceptują tego...”. W dzisiejszych czasach nigdy nie jest za wcześnie, by zostać starym człowiekiem.
  • Poszłam do sklepu z chemią gospodarczą i kosmetykami, żeby kupić środki higieniczne. W ręku miałam tylko kluczyki do samochodu. Wzięłam to, co chciałam, i przeszłam jeszcze między rzędami, aby przyjrzeć się towarom. Sprzedawczyni chodziła za mną przez cały ten czas. Nie odzywała się do mnie, po prostu szła z tyłu i patrzyła na mnie beznamiętnie. Czy wyglądałam tak podejrzanie? Kiedy stało się to absurdalne, odwróciłam się i powiedziałam: „Jeśli nadal będzie pani tak za mną chodzić, nie będę mogła niczego ukraść i włożyć do spodni!”.
  • Zostałam zaproszona na wesele. Panna młoda bardzo prosiła, aby wszystkie dziewczyny założyły fioletowe sukienki. Obeszłam mnóstwo sklepów, ale nigdzie nie było nic odpowiedniego. W końcu, w innym centrum handlowym, w jednym sklepie prawie znalazłam to, czego potrzebowałam, ale rozmiar nie pasował. Kiedy siedziałam w przymierzalni, usłyszałam, jak sprzedawczyni, zorientowawszy się, że nic na mnie nie pasuje, zaczęła dzwonić do innych sklepów w centrum handlowym. Kiedy wyszłam, pokazała mi nawet kilka opcji na swoim telefonie. Tego dnia nie znalazłam odpowiedniego stroju, ale wciąż ciepło wspominam zaangażowanie, z jakim starała się mi pomóc. © Lea Holden / Quora
  • Przed przeprowadzką do nowego mieszkania poszłam z chłopakiem wybrać lodówkę. Chcieliśmy taką z podwójnymi drzwiami. Sprzedawczyni wyraziła swoją osobistą, bardzo negatywną opinię na temat lodówek z podwójnymi drzwiami i zasugerowała, by w ostateczności ustawić obok siebie dwie zwykłe lodówki, mówiąc, że tak będzie lepiej. Oszołomieni ruszyliśmy do wyjścia. A przy drzwiach sklepu wisiało na tablicy zdjęcie tej sprzedawczyni, z informacją, że jest najlepszym pracownikiem miesiąca!
  • Pracowałem w znanym sklepie sportowym jako sprzedawca. Sam byłem sportowcem. Kiedyś przyszedł 12-letni chłopaczek i poprosił o narty. Wybraliśmy całkiem fajne. Ale przy kasie zdał sobie sprawę, że brakuje mu trochę pieniędzy do potrzebnej kwoty. W końcu dokonałem zakupu na siebie, z rabatem pracowniczym. Jakaż była radość chłopaka, że nie tylko starczyło mu pieniędzy, ale jeszcze została całkiem przyzwoita kwota! Widziałem go potem kilka razy na treningu, za każdym razem wita mnie jak bohatera.
  • Wybieram nawilżacz, ceny wahają się od 300 do 1500. Przychodzi konsultant. Pytam go, który nawilżacz jest lepszy. Odpowiada: „Najtańszy! I tak zepsuje się zaraz po wygaśnięciu gwarancji!”. Z poprzednim nawilżaczem zresztą też tak było, zepsuł się kilka miesięcy po gwarancji. Dziękuję, uczciwy człowieku!
  • Poszłam do kwiaciarni kupić bukiet dla mojej mamy. Wyjaśniłam sprzedawczyni, że chcę duży i bogaty. Uśmiechnęła się słodko: „A ma pani wystarczająco dużo pieniędzy? Niech pani weźmie tańszy”. Odmówiłam. Nalegała, że inne będą mnie kosztować fortunę. Zaczęłam się gotować ze złości, a wtedy ona powiedziała: „Jestem pewna, że pani mama nie chciałaby, żeby pani zbankrutowała na kwiaty dla niej”. Zamarłam z wrażenia! Ale wzięłam się w garść, wybrałam bukiet, który mi się podobał, zapłaciłam gotówką i zaproponowałam, żeby zatrzymała sobie resztę i kupiła podręcznik dobrych manier.

Niekiedy zwykłe wyjście do sklepu po bułki może stać się ekscytującą przygodą. Zobaczcie sami.

Komentarze

Otrzymuj powiadomienia
Masz szczęście! Ten wątek jest pusty,
co oznacza, że masz prawo do pierwszego komentarza.
Śmiało!

Powiązane artykuły