17 ciepłych historii na mroźne dni

Ludzie
miesiąc temu
17 ciepłych historii na mroźne dni

Czasami życie obdarza nas drobnymi cudami: cichymi, niezauważalnymi, ale niesamowicie ciepłymi. Właśnie takie historie zebraliśmy w tym zestawieniu. Te, po których serce staje się lżejsze, a świat wydaje się lepszy.

  • Stałam na przystanku obok osiedla, kiedy zatrzymał się tam samochód, a kierowca zaproponował, że podrzuci wszystkich, z którymi mu po drodze, za darmo. Kiedy zapytałam, dlaczego to robi, opowiedział mi, że „wiele lat temu zauważył tutaj ciężarną dziewczynę: sama malutka, a brzuch już duży, stała nastroszona jak wróbelek na deszczu. Zaproponowałem, że ją podrzucę, a ona wstydziła się usiąść, mówiąc, że jest cała mokra i zamoczy siedzenie. Byłem w szoku, że stała w ulewie pełną godzinę, w szortach i koszulce, a ludzie przejeżdżali obok i nikt się nie zatrzymał. Teraz ciągle podwożę ludzi. A niedawno moją ciężarną żonę podwiózł jakiś mężczyzna i nawet pomógł donieść torby do mieszkania. Dobro powraca”. Nie powiedziałam mu, że tą dziewczyną byłam ja, a teraz ja i wszyscy moi przyjaciele staramy się rozpowszechniać takie bumerangi dobra. © Mamdarinka / VK
  • Mąż wrócił z pracy i powiedział, że znalazł kartę bankową. Złapał psa i pobiegł z nim na spacer, powierzając mi odnalezienie właściciela. Postanowiłam zacząć poszukiwania właściciela, a dokładniej, jak wynikało z imienia na karcie, właścicielki, od najprostszej rzeczy: przesłałam 1 rubla z wiadomością „Znaleźliśmy twoją kartę” i napisałam numer telefonu. Dosłownie po kilku minutach zadzwoniła młoda dziewczyna, bardzo zdenerwowana. Z rozmowy wynikało, że jest mamą na urlopie macierzyńskim, czeka na wpłatę zasiłku lada dzień. Podałam jej adres, okazało się, że niedawno była na naszej ulicy i tam zgubiła kartę, nie zdążyła daleko odejść. Jeszcze po kilku minutach rozległ się dzwonek domofonu. Na progu miła dziewczyna z małym rudym jamnikiem na smyczy. Powąchali się z naszą syberyjską łajką, szczęśliwej właścicielce wręczyliśmy kartę i pożegnaliśmy się. A po jakimś czasie przyszły pieniążki i wiadomość: „Dziękuję waszej rodzinie”. Wydaje się to prostą sytuacją, każdy na naszym miejscu postąpiłby tak samo, ale i tak bardzo miło jest na duszy z powodu tego, że udało się nam jej pomóc. © / Pikabu
  • Moje życie przewróciło się do góry nogami w jednej chwili. To był zwykły dzień pracy, kiedy przyszedł kurier. W rękach miał małe pudełko, a na twarzy strach i niepokój. Wręczył mi pudełko i sięgnął po coś do wewnętrznej kieszeni. Otworzyłem je, a tam znajdowała się notatka od mojej żony, w której pisała, że nie mogła wytrzymać do wieczora, aby przekazać mi tę wiadomość. A w pudełku był pozytywny test ciążowy. Czekaliśmy na ten moment przez siedem lat! Poczułem, jak łzy napływają mi do oczu. I wtedy zrozumiałem, po co sięgnął kurier: po chwili zrobił mi zdjęcie. To była osobista prośba mojej żony, aby uchwycić moją prawdziwą reakcję. © mommdarinka
  • Niedawno razem ze znajomymi składaliśmy życzenia urodzinowe przyjacielowi, który w emocjonalnym aspekcie został mocno doświadczony w tym roku. Oprócz głównego prezentu, kamery do nagrywania przejażdżek na rowerze, poprosiłam wszystkich przyjaciół, nawet tych, którzy nie mogli być obecni (z innych miast i zza granicy), aby napisali szczere życzenia na kartce papieru, skserowali i przesłali je do mnie. Przygotowałam tematyczne koperty, wydrukowałam życzenia, zapieczętowałam listy i włożyłam do prezentu. Świętowaliśmy w małym gronie, i kiedy jubilat zajął się rozpakowywaniem listów, ja zabrałam gości do kuchni, aby zachować pewną prywatność chwili. Jubilat szybko do nas wrócił. Listy wzruszyły go do łez, i przez kilka minut nie mógł nic powiedzieć. To go tak poruszyło, tak podniosło na duchu. Minęły prawie dwa miesiące, a on wciąż czasem wspomina o prezencie. Kamera bardzo mu się spodobała, ale proste listy od przyjaciół ze szczerymi słowami i życzeniami okazały się najlepszym prezentem. © / Pikabu
  • Byłem mały, miałem chyba z dziewięć lat, szedłem ze szkoły przez zagajnik. Patrzyłem pod nogi, a tam coś zabłysło. Przyjrzałem się: monety, starannie owinięte taśmą. Całkiem spora kupka monet! Skakałem jak szalony ze szczęścia, że znalazłem taki „skarb”. Już w głowie układałem plany, jak wydam to bogactwo na słodycze i napoje gazowane... I wtedy zobaczyłem nieco dalej dziewczynkę w moim wieku, a jak się później okazało, także jej mamę. Przeszukiwały ziemię, próbując znaleźć te pieniądze, które właśnie ja znalazłem. To były pieniądze dziewczynki na szkołę muzyczną, które zgubiła po drodze. Oczywiście oddałem ten pakunek monet właścicielkom. Mama dziewczynki dziękowała mi przez około trzy minuty, nawet próbowała dać mi parę monet, ale odmówiłem. Widząc, jak przedtem czołgały się na kolanach w poszukiwaniu pieniędzy, nie mogłem przyjąć od nich ani grosza. © Koby27 / Pikabu
  • Tego lata sama znalazłam się wśród tych „dobrych ludzi z autobusu”, kiedy upadła na mnie dziewczyna. Udało mi się ją złapać i posadzić, ktoś natychmiast pobiegł do kierowcy, zatrzymując autobus. Znalazły się osoby, które wiedziały, jak przywracać ludzi do przytomności, a na pytanie „czy ktoś ma wodę” z różnych stron podsunięto aż pięć butelek. Nikt nie odszedł, nawet kiedy chwilowo wyprowadzono ją na zewnątrz. Okazało się, że wysiadamy na tym samym przystanku, odprowadziłam ją do domu i poprosiłam, żeby do mnie napisała, jak się czuje, kiedy już zje, i podałam jej swój numer. Podczas jazdy do jej przystanku tylko się uśmiechała i cicho szeptała: „Jacy wy jesteście mili”. Rozmawiałyśmy po drodze, a na pożegnanie mocno mnie przytuliła i nawet nazwała słoneczkiem. Jedno z najcieplejszych wspomnień. © / ADME
  • Wie o tym tylko moja mama. Moja kuzynka miała urodziny i cała rodzina się składała. Mama miała zamiar kupić tort, ale okazało się, że kosztuje jakieś szalone pieniądze. A ja akurat oszczędzałem na coś... nawet już nie pamiętam na co dokładnie. W końcu oddałem swoje oszczędności, żeby zapłacić za tort, i szczerze mówiąc, to było niesamowite uczucie. © FemurLemur206 / Reddit
  • To było czternaście lat temu. Dla rozrywki poszliśmy z dziewczyną do najbliższego stawu, aby nakarmić kaczki. W portfelu miałem tylko jeden duży banknot, i bardzo nie chciałem go rozmieniać. Wiecie, te wszystkie historie, że jak tylko rozmienia się pieniądze, to zaczyna się je szybciej wydawać, a inaczej leżą, przyciągając inne. Poszliśmy do straganu po chleb. Staliśmy obok niego i dość długo zbieraliśmy drobne ze wszystkich kieszeni na bułkę. Obok była kolejka. Z niej wyszedł jakiś starszy mężczyzna i zapytał, czy potrzebujemy pomocy. Zrozumieliśmy, jak wyglądamy z boku i jak nieoczekiwane i miło było otrzymać propozycję pomocy od nieznajomego, ale życzliwego człowieka. Każdego z nas zaskoczyło to, że ktoś nieznajomy podał pomocną dłoń. Kaczek nie nakarmiliśmy, bo nad jeziorem zjawiła się jakaś kontrola, ale to już zupełnie inna historia. © / Pikabu
  • W moim mieście często wieje silny wiatr, który potrafi przewrócić nawet dorosłego człowieka. Wracając do domu, zobaczyłam małego chłopca, którego wiatr znosił w stronę drogi, podbiegłam, złapałam go i przeprowadziłam na podwórko, chroniąc przed wiatrem. Wydawałoby się, że nic w tym niezwykłego, ale od tego dnia zawsze staram się pomagać ludziom, nawet jeśli muszę iść w zupełnie innym kierunku, nawet jeśli spóźniam się na swoje zajęcia...© Podsłuchane / Ideer
  • Kiedyś w dzieciństwie mama zapisała mnie do szkoły plastycznej. Na zajęciach oczywiście pilnie malowałam farbami na płótnie i wykonywałam potrzebne zadania, ale w domu zwykłe płótno wydawało mi się bardzo nudne, więc brałam gwasz, wyciągałam mamine sukienki i domalowywałam na nich różne wzory. Mama z dumą nosiła „ozdobione” sukienki do pracy i wszystkim opowiadała, że jej córka jest taka utalentowana. Wtedy ten matczyny gest bardzo mnie zainspirował i dlatego, gdy dorastałam, robiłam wszystko, by zostać projektantką. Obecnie mam wielu różnych ważnych klientów, ale największą dumą zawsze będzie dla mnie mój pierwszy i najważniejszy klient — moja mama. © / VK
  • Lubię w wolnym czasie zaglądać do biblioteki blisko domu i tam czytać. Niedawno, kiedy czytałam Balzaca, znalazłam w książce zakładkę, na której były zapisane numery stron. Zaczęłam po kolei otwierać wskazane strony. Na każdej z nich były zaznaczone niektóre słowa. Wtedy wzięłam kartkę papieru i zapisałam słowa w kolejności. Powstało takie zdanie: „Piękna milady, czy zgodzisz się zostać moją żoną?”. Zafascynowana tym, co zobaczyłam, podeszłam do bibliotekarki, a ona opowiedziała mi historię o tym, jak 30 lat temu młody człowiek oświadczył się swojej ukochanej. © / VK
  • Około dwóch lat temu wracałam z rynku i przechodziłam obok pchlego targu. Zobaczyłam tam staruszka, który sprzedawał obraz. Zrobiło mi się go żal, więc kupiłam malowidło. Kilka tygodni później odwiedził mnie mój wujek, który zna się na antykach, i powiedział, że ten obraz jest wiele wart. Ledwo udało mi się znaleźć tego staruszka, opowiedziałam mu wszystko, pomogłam sprzedać obraz. Aż mu łzy napłynęły do oczu, kiedy dowiedział się, że teraz może żyć bez martwienia się o emeryturę. Zaraz po naszym pożegnaniu pobiegł do supermarketu po zakupy, żeby wypełnić lodówkę. Oferował mi połowę sumy, ale odmówiłam. Chcę, aby dziadek przeżył życie dla siebie i cieszył się tym, o czym od dawna marzył. © / VK
  • Wychowuję syna sama. Miał jedną parę jesiennych butów — ulubione, ale już dość znoszone. Dziś wracaliśmy z przedszkola, bawiliśmy się, skakaliśmy przez kałuże i w pewnym momencie ostatecznie je rozerwał. Trochę się zmartwiłam: no cóż, trzeba będzie pomyśleć, czym je zastąpić. Obok przechodziła sąsiadka, spojrzała na mnie, na syna i poprosiła, bym zajrzała wieczorem. Wieczorem poszłam do niej, a ona podała mi pudełko z nowymi, prawie nienoszonymi butami dziecięcymi. Okazało się, że też ma syna, który wyrósł, a rzeczy pozostały zupełnie nowe. Dzięki Bogu, że ten świat jest pełen dobrych ludzi! © / VK
  • W lipcu kupiliśmy synowi świetne rolki. Przez tydzień jeździł na nich, a potem wrócił już bez rolek. Powiedział, że zostawił na podwórku, wrócił, a ich nie było. Nie uwierzyliśmy w to z mężem, bo syn jest odpowiedzialny, nigdy nic nie gubi, nie zapomina. Myśleliśmy, że starsi chłopcy je zabrali, a on nie chce nam powiedzieć. Nie zaczęliśmy go ganić ani wypytywać, po prostu pogodziliśmy się z tym. Ale jakieś dwa dni później szliśmy z synem z rynku, i zobaczyłam naszą małą sąsiadkę z patologicznej rodziny, która jeździła na tych rolkach. Po raz pierwszy widziałam, że się uśmiecha i jest naprawdę szczęśliwa. Syn od razu mnie uprzedził, mówiąc: „Mamo, tylko jej ich nie odbieraj, proszę. Mi i bez rolek jest dobrze, a dla niej nie żal, bo rodzice jej takich na pewno nie kupią!”. Oczywiście, nie miałam nic przeciwko. Zostawiliśmy rolki dziewczynie, a synowi zamierzamy kupić nowe. Cieszę się, że mam takiego dobrego synka! © / VK
  • Kiedyś konduktorka ustąpiła mi miejsca. To było jakieś 15 lat temu, wtedy pracowałam w fabryce, 10 godzin na nogach i do domu autobusem około godzinę. Jechałam po kolejnym dniu pracy, autobus był zatłoczony, a ja nie czułam nóg, plecy mi odpadały, aż ciemniało mi przed oczami. Ale nie prosiłam, żeby mi ustąpiono miejsca, byłam wtedy bardzo młoda. W końcu, po kilku przystankach, konduktorka spojrzała mi w twarz i bez zbędnych słów pociągnęła mnie na swoje miejsce. A sama pojechała dalej na stojąco. I oto 15 lat minęło, a ja wciąż pamiętam tę wspaniałą kobietę i jestem niezmiernie wdzięczna. © / Pikabu
  • Nie da się opisać słowami uczucia ciepła i szczęścia! Wczoraj zabrałam mamy (swoją i męża) do teatru. One — radosne, trochę podekscytowane w oczekiwaniu na spektakl. Po cudownym przedstawieniu zaproponowałam kontynuację wieczoru w restauracji. Mamy zgodnie pokiwały głowami, i spędziliśmy jeszcze parę godzin w przytulnym miejscu, przy smacznym jedzeniu i kieliszku wina, omawiając to, co zobaczyliśmy. I jak bardzo cieszyły się z przyniesionego deseru z lodami — jak małe dziewczynki, przysięgam. Wiecie, może to nie spełnienie wielkiego marzenia, nie wycieczka do Paryża, ale coś ciepłego i szczerego w duszy. Świadomość, że możesz sobie pozwolić na podarowanie mamom takiego wieczoru, kiedy nie muszą się o nic martwić, po prostu odpoczywają i cieszą się życiem, daje powód do uśmiechu, patrząc na ich szczęśliwe twarze. I przypominanie sobie, jak kiedy byliśmy z mężem małymi dziećmi, organizowały dla nas podobne wypady — do cyrku, teatru czy parku z atrakcjami i lodami. A teraz my to robimy dla naszych mam. © Palata № 6 / VK
  • Dzisiaj moja córka (1,9) odbyła swoją pierwszą podróż metrem. Obawiałam się, że się przestraszy i zacznie płakać, ale nie, wszystko poszło dobrze. Siedziałyśmy sobie, a naprzeciwko nas siedział chłopak z dziewczyną. Córka raz spojrzała na chłopaka, wyciągnęła rączkę na piątkę, a nawet zaczęła mu śpiewać piosenki. Dziewczyna zaśmiewała się do rozpuku, a potem powiedziała: „Czemu się ociągasz, spójrz, jaka dziewczynka, poznaj ją, i teściowa niczego sobie, młoda, sympatyczna będzie”. Cały wagon chichotał, kiedy moja mała dama, patrząc poważnie na chłopaka, głośno krzyknęła: „Patrz!” i wsadziła sobie palec do nosa. © / VK

Czy jakiś nieznajomy zrobił kiedyś dla was dobry uczynek, którego nigdy nie zapomnicie? Opowiedzcie o nim w komentarzach! A oto kolejna porcja historii, które ogrzeją wam duszę.

Komentarze

Otrzymuj powiadomienia
Masz szczęście! Ten wątek jest pusty,
co oznacza, że masz prawo do pierwszego komentarza.
Śmiało!

Powiązane artykuły