22 zwierzaki, którym po latach udało się odnaleźć swoich właścicieli

Zwierzęta
16 godziny temu
22 zwierzaki, którym po latach udało się odnaleźć swoich właścicieli

W świecie pełnym zgiełku, czasami warto zatrzymać się i przypomnieć sobie o tym, co najważniejsze — o bezwarunkowej miłości i wierności, które ofiarują nam nasze zwierzęta. Te 22 historie to nie tylko opowieści o zagubieniu i odnalezieniu. To opowieści o nadziei, które rozgrzeją najzimniejsze serce i przypomną, że cuda się zdarzają.

  • Siostra namówiła mamę, żeby wzięła drugiego kota. W schronisku od razu wskoczył jej w ręce wspaniały kot — na wpół maine coon, łagodny, z jedwabistą sierścią, figlarny, w miarę psotny, mądry, od razu zrozumiał „tłumaczenia”, co wolno, a czego nie. I to jest mój kot, on sam mnie wybrał! Śpi ze mną, wita, przymila się, mruczy. Jedyny kot, który kocha mnie bardziej niż siostrę! A ja lecę do domu i nie mogę go ze sobą zabrać. Stiepa, już tęsknię! © / Ideer
  • Mieszka u mnie czarny kot. Wziąłem go ze schroniska. Kot uliczny, dom to jego rezydencja, gdzie je, śpi i się myje. Tej wiosny sąsiedzka kotka urodziła dwa kociaki, rudego i czarnego. To teraz ten łobuz przyprowadza czarnego kociaka do domu, żeby mógł się najeść. Podejrzewam, że rudego kociaka nie uznał za swojego syna. Tatuś... © / Ideer
  • Rano się nie udało, przespałam siedem budzików i okropnie spóźniałam się do pracy na ważne spotkanie. Wybiegam z klatki schodowej z szaloną prędkością, a na głowę spada mi kot! Ogromny czarny kot! Ależ się przestraszyłam. Kot też się przestraszył, więc mocno podrapał mi twarz i szyję. Wiadomo, że do pracy już nie poszłam. Wzięłam kota i chodziłam po klatce schodowej, szukając właściciela kudłatego chuligana.
    Nie znalazłam i tak mi się go żal zrobiło, że postanowiłam zabrać go do siebie. Zadzwoniłam do pracy, powiedziałam, że się zwalniam. Wynajęłam nam z kotem mieszkanie w Petersburgu, od dawna marzyłam, żeby tam zamieszkać, na szczęście oszczędności pozwalają. Jutro wieczorem ze Szczęściarzem mamy pociąg. © VK

„Byłem w delegacji. Zostawiłem kotkę u przyjaciół, a ona uciekła. Szukałem jej wszędzie, ale się zniechęciłem i przeprowadziłem się. Później wróciłem i po 2 latach nagle do mnie zadzwonili”.

  • Pół roku temu znalazłam na ulicy kociaka, którego tylne łapki nie funkcjonowały. Zrobiłam mu kółeczka, żeby mógł poruszać się po mieszkaniu. Ale na tym nie poprzestałam. Zaczęłam zabierać go do różnych weterynarzy. I oto cud! Jeden lekarz powiedział, że można spróbować podać mu pewne leki, a także przeprowadzić operację. Bałam się, ale zaryzykowałam! I oto po 4 miesiącach leczenia mój mały kociak zaczął sam próbować chodzić! Na razie niezdarnie, ale sam! Jestem taka szczęśliwa! © Ideer
  • Kiedy byłam mała, mama przyniosła z ulicy bezdomną kotkę. Nazwaliśmy ją Julka. To były lata 90. Mama wtedy pracowała w kiosku spożywczym. Nie znajdował się on szczególnie daleko od naszego mieszkania. Ale, żeby się tam dostać, trzeba było przejść przez ruchliwą szosę. I w tym kiosku pojawił się problem: myszy. Mama postanowiła zabrać naszą Julkę do pracy, żeby łapała myszy. Kotka zamieszkała w kiosku i sumiennie polowała. Minął tydzień. I oto pewnego jesiennego poranka mama zabrała mnie do szkoły na zajęcia do pierwszej klasy. Wychodząc z klatki, zauważyłam kotkę, bardzo podobną do Julki. Zauważywszy nas, podbiegła do drzwi i zaczęła miauczeć. „To nasza kotka!” — zdziwiłam się. „Nie, nie nasza. Nasza w kiosku, łapie myszy” — zawahała się mama. Ale na wszelki wypadek wróciła do domu i zadzwoniła do pracy. I tak, okazało się, że Julka uciekła. Widocznie, uznała, że swoje zrobiła, i wróciła do domu. © / Ideer
  • W czasach studenckich tak się bawiłam na weselu koleżanki, że do domu przyniosłam małego kotka. Od tego momentu się z nią nie rozstawałam. Wiele razem przeszłyśmy. Później wyprowadziłam się od mamy, założyłam własną rodzinę, a kotka, jak dawniej, śpi obok mnie lub na mnie. Tylko z 300 gramów urosło trzy kg. © Ideer

„Zgubiłem kota 4 lata temu. Cud! Jesteśmy znów razem!”

  • Pewnej zimy spacerowałyśmy z przyjaciółką (byłyśmy wtedy uczennicami), zimno, śnieg napadał. Nagle słyszymy miauczenie kociątka, zmarzniętego, biednego. A na parterze budynku biurowego było otwarte okno. Sięgnęłyśmy i wpuściłyśmy tam kociątko, by się ogrzało. Po chwili wychodzi z okna groźny mężczyzna w garniturze, z tym kociątkiem w rękach, i krzyczy: „Kociątko spadło mi na głowę, ale dziękuję! Dzieci od dawna proszą”. © Ideer
  • Dzisiaj wzięliśmy podrzuconego do klatki schodowej kociaka z ulicy. Ma półtora miesiąca. Biegała za wszystkimi, miauczała, patrzyła w oczy. Spała pół dnia na rękach, mruczała. A teraz jest jej niedobrze, ledwo stoi na nogach, ciągle śpi. Jutro pojedziemy do weterynarza, jeśli dożyje. Cały czas trzymam ją na rękach, chcę, żeby wiedziała, że jeśli umrze, to umrze ukochana, a nie porzucona przez kogoś na deszczu na ulicy. © / Ideer
  • Kiedy wzięliśmy labradora z przytułku, kupiłam mu mnóstwo miękkich zabawek. Najdziwniejsze było to, że ciągle rozkładał je na podłodze w różnych kształtach geometrycznych. Kwadratami, trójkątami, okręgami i liniami prostymi, wszystkie w jednym kierunku. Zwykle robił to, gdy nie było nas w domu. Jeśli wracaliśmy do domu i przesunęliśmy którąś z zabawek, szedł ją poprawić, a potem leżał i pilnował. Myślę, że wtedy wreszcie czuł, że panuje nad sytuacją. Ale kiedy zrozumiał, że naprawdę jest w domu, przestał to robić, czując się bezpiecznie. © Re*****ary-Fact6 / Reddit

„Następny dzień po adopcji”

  • Wracałem z pracy, deszcz, zimno. Ktoś przy moim instytucie zostawił w pudełku szczeniaka, który, biedaczek, drżał i piszczał. Na początku poszedłem do pracy, ale nie mogłem pracować; poprosiłem o wolne, zabrałem pudełko i zawiozłem go do weterynarza. Wszystko z pieskiem w porządku, opowiedziano mi, jak go karmić, wieczorem zabrałem go do domu. Ale czy jest rasowy, czy nie, weterynarz nie mógł określić. Dziś otrzymałem odpowiedź od grupy kynologicznej po tym, jak wysłałem im zdjęcie szczeniaka. To australijski kelpie! Jak on trafił do nas na prowincję, niepojęte! © Ideer
  • Wziąłem ze schroniska dużego psa, o wadze 80 kg, który na dodatek mógł wykazywać agresję w stosunku do innych zwierząt. Ale zatrudniliśmy behawiorystę i pies stał się nie do poznania! Dwukrotnie uratował życie mojemu drugiemu psu. Potrzebował trochę czasu, aby się przyzwyczaić, ale był najlepszym kudłatym przyjacielem w moim życiu. © IAmPandaRock / Reddit

„Właśnie znalazłem tego słodziaka na parkingu”.

  • W listopadzie przyszła do nas husky z ulicy. Bardzo gruba. Skamlała żałośnie, więc, mimo że nie planowaliśmy, przygarnęliśmy psa. Kochaliśmy ją, odpowiednio karmiliśmy, spacerowaliśmy z nią, aby schudła. W maju pierwszy raz uciekła. Znaleźliśmy ją w pobliżu grilla. Zabraliśmy do domu, ale znowu uciekła. Powtórzyło się to osiem razy, ale zawsze wiedzieliśmy, gdzie jej szukać. Za dziewiątym razem długo szukaliśmy i nie znaleźliśmy jej. W tym listopadzie znowu przyszła do naszej bramy, weszła na podwórko i położyła się na swoim miejscu. Sądzimy, że po prostu zmieniła grill na inny. © / Ideer
  • Kiedy byłam dzieckiem, wybraliśmy się z tatą w odwiedziny do babci. Dotarliśmy do jej klatki schodowej i zobaczyliśmy, że obok niej siedzi łajka. Wpuściliśmy ją, a ona poszła za nami aż do mieszkania. Tata żartobliwie otworzył drzwi i powiedział: „Wejdź!”. Suka weszła do środka i od razu pobiegła do babci, a babcia powiedziała: „To mój pies, który zaginął 7 lat temu”. Wtedy postanowiliśmy zawołać ją po imieniu, a ona się odezwała! Okazuje się, że wróciła do nas po 7 latach! © / VK
  • Do naszej pracy przyplątał się kotek, zimą uratowano go spod maski auta i tak został w biurze. Urządziliśmy mu legowisko, miejsce na kuwetę i miski, chodzi leniwie po wszystkich pokojach, a w weekendy i noce mieszka na recepcji u ochroniarzy. Pracownicy teraz mają prawo do kociej przerwy: każdy może na kilka minut odejść, pogłaskać kota, odpocząć i wrócić do pracy. Nawet zaczęliśmy lepiej pracować. Oto jak korzystny wpływ mają zwierzaki na produktywność pracy! © Ideer

„Kiedy wzięliśmy Hildę, była bardzo wycieńczona po niedawnych porodach. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy stała się długowłosą królową piękności”.

  • Gdy miałem dziesięć lat, znalazłem malutkiego szczeniaka, który nawet nie umiał chodzić. Wiedziałem, że ojciec jest przeciwny psom i nie pozwoli przynieść go do domu, więc wziąłem od rodziców klucze od piwnicy i urządziłem tam miejsce na psi nocleg. Całymi dniami zajmowałem się nim, opuszczałem szkołę i zajęcia muzyczne. Bardzo szybko rodzice dowiedzieli się o moich nieobecnościach. Bałem się, że będą mnie karać, ale oni po prostu poprosili, żebym wyjaśnił, co się dzieje. Kiedy powiedziałem prawdę, wszyscy razem poszliśmy po szczeniaka do piwnicy. Od tego czasu Misza mieszka z nami.
    © / VK
  • Poszłam na spacer i zobaczyłam małego bezdomnego szczeniaczka. Bez oka, ale po prostu piękny, biały z czarnymi plamkami. Całą noc płakałam, wiedząc, że jest tam sam! Następnego dnia wstałam o szóstej rano, szybko się ubrałam i pobiegłam na ulicę, znalazłam malucha i wzięłam go do siebie. Po miesiącu stał się zdrowym i pięknym szczeniakiem, którego kocham. Mam jeszcze jednego psa, shiba inu, który nazywa się Kai. Malucha nazwałam Arbuzikiem. Tysiące takich czeka na ulicy na swoich ludzi... © Ideer
  • Mój puszysty domator, korzystając z otwartych drzwi, uciekł. W ciemności, na mrozie daremnie go wołałam i szukałam. Nie spałam całą noc, bałam się, że zamarznie na dworze. Do południa znów wyszłam. Zrobiwszy kilka kroków, zamarłam: tuż pod drzwiami stoi mój „zaginiony bez wieści”, rozczochrany, brudny, ale cały. I nie tylko siedzi w milczeniu, ale krzyczy na cały klatkę schodową żądającym, oskarżającym basem. Uważam, że to cud.

Opowiedzcie o najśmieszniejszej rzeczy, jaką zrobiło wasze zwierzę. Chętnie zobaczymy jakieś zdjęcia: podzielcie się nimi w komentarzach!

Komentarze

Otrzymuj powiadomienia
Masz szczęście! Ten wątek jest pusty,
co oznacza, że masz prawo do pierwszego komentarza.
Śmiało!

Powiązane artykuły