Jakby nie patrzeć, bez naszych czworonożnych przyjaciół nasze życie byłoby o wiele bardziej nudne i smutne. W końcu to one wypełniają każdy nasz dzień nie tylko miłością, ale także swoimi dziwactwami. Wyobraźcie sobie tylko, jak musiał się czuć właściciel malamuta, do którego przyjechała policja, lub dziewczyna, której pies oszalał z powodu wiewiórki. A psi romans pary husky jest w stanie stopić bryłę lodu.
- Znam chłopaka, do którego ktoś wezwał policję, bo jego malamut został zimą na zewnątrz, a ludzie pomyśleli, że porzucił psa. W rzeczywistości pies po prostu kategorycznie odmawiał wejścia do domu. Policjant przyjechał na miejsce, ale nie znalazł żadnego psa. Wtedy właściciel zagwizdał i oto, niczym śnieżny zombie, spod ziemi wyskoczył najszczęśliwszy pies na świecie. © DaggerMoth / Reddit
- Mój piesek ma przyjaciółkę husky, która mieszka dwie przecznice od nas. Za każdym razem, gdy mijamy jej dom, on kładzie się i odmawia dalszego marszu. Nie jest zbyt hałaśliwy, ale w tej sytuacji zaczyna wyć, a jego przyjaciółka piszczy w odpowiedzi i biega tam i z powrotem po swojej werandzie. Czuję się, jakbym niszczył młodzieńczą miłość. Na szczęście właścicielka naszej ukochanej często pozwala im bawić się razem na swoim podwórku. © foobaby1992 / Reddit
- Rano wyprowadzałam psa na spacer w parku. Puściłam go, żeby sobie pobiegał, a po około pięciu minutach do jego bezsensownych podskoków między drzewami dołączył kruk. Pies skakał, próbując doskoczyć do niego, a kruk krążył nad nim lub siadał niedaleko. I tak przez 40 minut! Myślałam, że kruk próbuje zmęczyć mojego psa, a nieco później zrozumiałam, że po prostu się bawią. Kiedy wracaliśmy do domu, nowy pierzasty przyjaciel poszedł z nami. Teraz zgadnijcie, kto w mieszkaniu ma rottweilera i kruka razem? Tak, po spacerze pies położył się spać na swoim miejscu, a kruk wszedł pod jego bok. © / VK
„Kiedy zostałeś zasypany śniegiem i jesteś szczęśliwym właścicielem retrievera”.
- Spacerowałam z psem. Nagle pociągnął mnie w stronę sąsiedniej działki. Patrzę, a tam wiewiórka na drzewie. Psiak zaczął do niej skakać. Podbiegła sąsiadka i oświadczyła: „Należy się 20 złotych!”. Zatkało mnie, a ona kontynuowała z chytrym uśmiechem: „Za widowisko w pierwszym rzędzie! Wiesz, ilu takich widzów do mnie przychodzi? Teraz będę pobierać opłaty, bo czy warto, żeby wszyscy tu biegali i psuli mi kwiaty!”. Ze śmiechem zaproponowałam zapłatę orzechami, żeby gwiazda widowiska była zadowolona.
- Moja suczka husky ma chłopaka — alaskańskiego malamuta, który mieszka siedem domów dalej. I ten malamut to prawdziwy mistrz ucieczek! Przez kilka miesięcy jakoś udawało mu się przeskakiwać przez płot i przychodzić do nas do domu, a moja suczka słyszała go przy drzwiach i wpadała w szał, dopóki go nie wpuściliśmy. To było trochę irytujące, gdy pojawiał się między godziną 12 a 8 rano, ponieważ wtedy spaliśmy, a nasza suczka skakała na nas, dopóki się nie obudzimy i go nie wpuścimy. © MckennaRomero / Reddit
„Pierwsze spotkanie mojej kotki ze śniegiem”
- Szłam ze swoim małym pieskiem na smyczy, kiedy nagle na niego wpadł ogromny pies. Warknął i pognał dalej: uszy odstają, ogon uniesiony, brwi zmarszczone, zęby migają. Kilka metrów dalej byli jego właściciele, krzyczeli na niego, a on ich ignorował. Pochylam się do swojego psa i czule mówię: „Ty mały puchatku, przestraszyłeś się, biedaczku?”. I wtedy między moim pieskiem a moją twarzą pojawia się ten ogromny pysk, patrzy na mnie: oczy wytrzeszczone, brwi spoglądają żałośnie, uszy opadłe, ślina cieknie, kolana zgięte, ogon zamiata asfalt. To on jest małym puchatkiem i biedaczkiem. Musiałam pogłaskać również tego hultaja. © Anonim / Pikabu
- Jestem lekarzem weterynarii. Przychodzi do mnie kiedyś facet z ogromnym rottweilerem, skarżąc się, że pies zaczął się męczyć po spacerach. Przy zbieraniu wywiadu okazało się, że spacery trwają po dwie godziny. Pytam: „To dlaczego tak długo chodzicie?” A on z wyrafinowanym spokojem odpowiada: „No, bo ja nie chodzę, jeżdżę na skuterze śnieżnym”. © / VK
- Od pół roku raz w tygodniu chodzę do schroniska dla psów, żeby wyprowadzać psy na spacery. Sprawia mi to przyjemność, bo każdy jest inny. Mam podejście do psów, i nawet te pieski, które prawie nie dopuszczają do siebie ludzi, idą ze mną na spacer z przyjemnością. Tydzień temu zaproponowano mi pracę w tym centrum, a ja właśnie szukałam, gdzie mogłabym się zatrudnić. Zaoferowano mi prowadzenie ich strony w mediach społecznościowych, aby wszystkie zwierzęta znalazły sobie domy. Bardzo lubię filmować psy, wychodzą na filmach bardzo wesołe i urocze. Postaram się zrobić wszystko, aby każde zwierzę znalazło swojego właściciela. © / VK
„Byliśmy na wystawie psów, gdzie ukradł skórkę wołową z pudełka i od razu zaczął ją żuć, a następnie nosił ją wszędzie. Wyglądało na to, że bał się, iż ktoś też może mu ją ukraść”.
- Wczoraj stoję na ulicy: w jednej ręce klucze, w drugiej smycz. Ale jakby coś było nie tak. Zastanawiałem się kilka minut i zrozumiałem: faktycznie coś jest nie tak. Smycz jest, a psa nie ma! To właśnie oznacza nie wypić kawy rano. Kupiłem wczoraj dwie puszki na zapas, bo biedny pies nie zniósłby jeszcze jednej takiej przygody. © / VK
- W młodości córka bardzo chciała psa, a ja byłam przeciwna takiej olbrzymiej odpowiedzialności. Tak się złożyło, że wyszłam za mąż po raz drugi, a mój mąż miał kota, który w zachowaniu był kopią psa! Teraz wszyscy są szczęśliwi, a mała chodzi na spacery tylko z kotem, który zawsze dzielnie maszeruje obok, tyle że bez smyczy. © / VK
- Kiedy przeprowadziłam się do nowego domu, na porannym spacerze z psem poznałam dwie dziewczyny, które również wyprowadzały swoje zwierzaki. Spotykaliśmy się prawie każdego ranka, a czasami dołączała do nas jeszcze jedna dziewczyna, która nie miała psa, ponieważ jej chłopak zakazał jej go mieć. Była z tego powodu bardzo smutna, ale pewnego poranka wyszła na spacer z małym szczeniaczkiem i z wielką radością opowiedziała, że rzuciła tego nieczułego głupca. © Sala nr 6 / VK
„Mój narzeczony zabiera ze sobą do kombajnu mojego golden retrievera, aby dotrzymywał mu towarzystwa podczas pracy”.
- Mieliśmy na naszym podwórku kota, który się kręcił po okolicy, a w naszym budynku jest ośmiu właścicieli psów. Wyprowadzanie psów stało się praktycznie niemożliwe, a jeszcze kota było szkoda, nie daj Boże, żeby go dogoniły. Cały tydzień się męczyliśmy, liczyliśmy na to, że kotka przeniesie się do bezpieczniejszego dla niej podwórka, ale okazała się uparta. Zaczęliśmy się zastanawiać, co z nią zrobić, i znaleźliśmy rozwiązanie. Ustaliliśmy dyżury: wychodzimy kolejno wcześniej i zamykamy kota w jedynej klatce schodowej, gdzie nie ma psów, a po spacerze wypuszczamy go z powrotem. Psy są spokojne, a kot cały, ale jednocześnie próbujemy znaleźć dla niej nowe miejsce. © / VK
- Przyjaciele nauczyli psa pilnować dziecka na spacerze: delikatnie chwytał je za ubranie i ciągnął do siebie, jeśli szło gdzieś, gdzie nie powinno. Pies był pasterski, świetnie sobie radził z obowiązkami, dopóki na przejściu „nie ukradł” cudzej pociechy, która zamierzała z mamą przejść przez ulicę. Właścicielka na chwilę się zagapiła, a ocknęła się, gdy mama dziecka żądała oddania jej syna. A pies najwyraźniej zbierał stado. © Podsłuchane / VK
- Byłam na spacerze z moją ciężarną suczką. Wracałyśmy do domu i wsiadłyśmy do windy z moją sąsiadką. Nagle winda się zatrzymała. Z trudem dodzwoniłyśmy się do dyspozytora, który powiedział, że pracownik wkrótce przyjedzie. Czekałyśmy długo i wtedy suczka zaczęła rodzić! Byłam w szoku, nic przy sobie nie miałam, jak mam przyjąć poród w windzie?! I wtedy moja sąsiadka oznajmiła: „Nie martw się, wszystko będzie dobrze, jestem chirurgiem”. I wyjęła z torby zestaw medyczny: rękawiczki, opatrunki i tak dalej. Zanim nas wypuścili, suczce udało się urodzić wszystkie cztery szczeniaki! Sąsiadka wzięła jednego dla siebie, kiedy podrós. © / VK
„Znalazł listek i nosił go ze sobą przez następne 30 minut”.
- Pies latem mieszka na działce z babcią. Zazwyczaj podczas porannego spaceru idą wzdłuż naszej ulicy do lasu, gdzie można zebrać trochę grzybów. Pies bardzo uważnie obserwował babcię i patrzył, co ona robi. Następnie podbiegał i węszył te miejsca, gdzie babcia wycinała grzyba. Jesienią nasz pies już umiał odróżnić maślaka od podgrzybka, a do tego miał nosa do borowików. Szkoda, że nie potrafi szukać trufli, albo po prostu ich u nas nie ma. © / VK
- Za każdym razem, gdy wychodzę na spacer, już wiem, że nie obejdzie się bez ciekawskich spojrzeń i komplementów. „Jaka piękność”, — co i rusz słychać za mną. To stało się tak zwyczajne, że już na to nie zwracam uwagi. Z uśmiechem przytrzymują mi drzwi, ustępują pierwszeństwa, przepuszczają do przodu. Ktoś tylko nieśmiało obserwuje, rzuca przelotne spojrzenia, a kto odważniejszy, ten decyduje się podejść i w końcu zapytać: „Dziewczyno, a jaka to rasa?”. Mam bardzo pięknego psa. A bez niego nikt mnie w ogóle nie zauważa. © / VK
- Wyprowadziłam moich dwóch azjatów na spacer, a oni szybko załatwili, co trzeba, i stoją, proszą o powrót do domu. A to dlatego... Tydzień temu tak samo chciały pilnie wrócić do domu. Zobaczyłam, że jeden z nich ma coś w pysku. Okazało się, że to kociak! Półślepy, zapchlony, cały w brudzie. Popatrzyłam na psy — nic nie dało się zrobić, wzięliśmy znajdę do domu. Umyłam kociaka, nakarmiłam z dziecięcej butelki, odpchliłam i odrobaczyłam. A moje psy oszalały — na zmianę go rozgrzewają. Kiedy go kąpałam, siedziały obok i bały się mrugać. Przestały chodzić na spacery — załatwiają swoje i pędzą do domu! Sąsiad wpadł w gości, a one stanęły, kotka zasłoniły i warczą, nie wpuszczają. Okazało się, że mam takich psich „ojców”. © Sala nr 6 / VK
„Pierwszy spacer i pływanie w nowych okularach przebiegły pomyślnie”.
- Spacerowałam z psem, który dopiero pojawił się w naszej rodzinie, to uroczy szczeniak mopsa. Na polanie postanowiłam go spuścić ze smyczy i zostawić w obroży, aby mógł trochę pobiegać. Rozproszyłam się na chwilę, a potem już biegałam z krzykiem i we łzach. Zobaczyłam przed sobą młodą parę, dobiegłam do nich, może go widzieli? A chłopak już ma na rękach mojego szczeniaka, którego zabiera! Jedyne, co mogłam powiedzieć to: „To mój mops, szukałam go”. Od tego czasu podczas spacerów nie spuszczam z niego wzroku. © / VK
- Napełniłam sobie wannę, zostawiłam na chwilę, aby ostygła, wlałam tam środek, aby była piana. Pewnym krokiem zmierzałam do otulających, relaksujących wód i nagle zobaczyłam, że z wanny wygląda pies. Brat przyprowadził psa ze spaceru, a ten, jak go uczono, od razu pobiegł się myć. Siedzi w wodzie, cały w zakłopotaniu, ale skoro właściciel kazał wchodzić do wanny, to trzeba wchodzić! A nieważne, że pachnie truskawkami. © / VK
- Kilka miesięcy temu podczas spaceru z psem podeszła do nas kotka z piwnicy i zaczęła chodzić obok. Spacerowała z nami przy każdej przechadzce, a potem wracała na swoje podwórko, do piwnicy. W zeszły wtorek doszła z nami do naszego budynku, usiadła na ławce i czekała. W rezultacie teraz w moim sklepie mieszka Aśka. Bardzo czuła, inteligentna kotka, która od pierwszego dnia korzystała z kuwety. © Max51 / Pikabu
„Chcieliśmy sprawdzić, czy Waryżce spodoba się śnieg, bo zawsze z takim zainteresowaniem patrzy na niego przez okno... Nie spodobał się”.
- Zawsze chciałam mieć psa, ale w dzieciństwie rodzice mi na to nie pozwalali. Teraz mieszkam z chłopakiem, on też jest przeciw, ale za to mamy dwa koty. Kupiłam dwie smycze i wieczorem wychodzę je wyprowadzać, podczas gdy on pracuje. Przyzwyczaiły się do wieczornych spacerów. Teraz chłopak jest w domu i szczerze nie rozumie, dlaczego koty miauczą przy drzwiach wejściowych. © / VK
- W Austrii są mandaty, jeśli nie sprzątnie się po psie na ulicy. Przez miesiąc gościłam u siostry w Wiedniu. Często zabierałam jej husky o imieniu Ginny i szłyśmy razem po siostrę z pracy. I zdarzyła się taka sytuacja. Podchodzimy do sygnalizacji świetlnej, spokojnie zaczynamy przechodzić. A Ginny zaczyna załatwiać się na środku jezdni w trakcie przechodzenia. Ja się skręcam ze wstydu. Pies nie zamierza się zatrzymywać, no bo jakby wie, że przez ulicę przechodzi się pewnym krokiem i nie ma co stać w miejscu. A ja rozumiem, że muszę to dobro sprzątnąć do torebki. Sprzątałam, samochody stały, czekały na nas. © galaktioshka / Pikabu
„Wyprowadzam psy i kota”.
- Dwa kilometry od mojego domu znajduje się rzeka i plaża. Z tego miejsca wieczorami rozpościerają się po prostu zachwycające widoki na zachody słońca. Od dziesięciu lat, praktycznie każdego dnia, ja i mój pies przychodzimy na tę plażę. Dużo biegamy, spacerujemy. A potem moja Lana odpoczywa, a ja patrzę na zachód słońca. Ale ostatnio Lana szybko się męczy. Ma już 14 lat, jest stara, ma wiele chorób. Dla owczarka to znaczny wiek. Dlatego wychodzimy wcześniej, aby powoli, nie śpiesząc się, dotrzeć na naszą plażę. Myślałam, że takie spacery tylko szkodzą Lanie, bo się męczy. Ale sama zawsze przynosi mi smycz i idzie właśnie w tę stronę. Już nie biegamy po plaży, po prostu leżymy obok siebie. Głaszczę ją i mówię mojej dziewczynce, jaka jest wspaniała i jak bardzo ją kocham. © / VK
- Mam miniaturowego jamnika. Pięć kilogramów miłości i uroku, ale w duszy jest co najmniej wilczarzem! Nie, nie bije się, wręcz przeciwnie. Kiedy spotykamy szczekającego psa na spacerze, pies przechodzi obok z dumnie uniesioną głową, jakby mówił, że to poniżej jego godności, tak się przekomarzać. A jeśli, jego zdaniem, grozi mi niebezpieczeństwo, staje przede mną i w milczeniu szczerzy zęby. W sumie, zupełnie nietypowe dla jamnika zachowanie. Mój duży mały pies. © / VK
A oto kolejny wybór opowieści o uroczych zwierzakach, które bawią nas do łez swoimi psotami.