25 nostalgicznych historii ze szkoły i przedszkola, które przeniosą cię do czasów dzieciństwa

Ludzie
2 godziny temu
25 nostalgicznych historii ze szkoły i przedszkola, które przeniosą cię do czasów dzieciństwa

Każdy dzień nauczyciela lub wychowawcy przedszkolnego to mała przygoda. Ileż potrzeba cierpliwości i mądrości, aby nadążać za rozbrykanymi maluchami! Czasami któreś z dzieci powie coś zabawnego lub zrobi coś takiego, że trudno powstrzymać śmiech. Prawie w każdej klasie jest taki „Jaś”, który zadaje nauczycielom niewygodne pytania. Rodzice również czasami robią śmieszne rzeczy: na przykład mogą dać dziecku młotek zamiast motka nici na lekcję, po prostu źle odczytując wiadomość od nauczyciela.

  • szkole na Walentynki wystawiano „skrzynkę pocztową” na parterze, do której można było anonimowo wrzucić kartki walentynkowe. Późnym popołudniem starsi uczniowie chodzili po klasach i rozdawali je adresatom. Razem z mamą lubiłyśmy się wygłupiać: kupowałyśmy kilka kartek walentynkowych w sklepie obok domu, a mama wypisywała je różnymi charakterami pisma dla moich kolegów z klasy. Potem, gdy koledzy z klasy dostawali swoje „wyznania miłosne”, szczęśliwi biegali i próbowali ustalić swoje tajemnicze wielbicielki. Kiedy byliśmy jeszcze całkiem mali, na jednej z takich kartek narysowałam duże czerwone usta, i jeden kolega z klasy chodził i porównywał ten rysunek z ustami wszystkich dziewczyn w naszej klasie. Nie wiem, jak to się stało, że nigdy przez te wszystkie lata się nie wydało, ale było zabawnie. A chłopcy natychmiast rozkwitali.
  • Przez długi czas byłam na zwolnieniu lekarskim. Wracam do szkoły, a nauczyciel informatyki mnie pyta: „Jak minął czas na szkoleniu?”. Patrzę na niego zdziwiona i nie rozumiem, o jakim szkoleniu mowa. Okazało się, że mój kolega z klasy cały ten czas opowiadał nauczycielowi, że wyjechałam na obóz bobslejowy. A nauczyciel wziął wszystko za dobrą monetę. No cóż, postanowiłam się nie wycofywać: po kilku dniach opowiedziałam nauczycielowi, że ten kolega z klasy zajmuje się tańcami latynoamerykańskimi. Myślałam, że się zmiesza, ale chłopak się nie speszył. Kiedy go wezwano do tablicy, podszedł do niej, podrygując, ze słowami: „Taniec to moje życie”. Potem oboje dostaliśmy za nasze „bajki”. Minęło tyle lat, a ja nadal wspominam to z uśmiechem. A potem, nawiasem mówiąc, to z nim tańczyłam na balu maturalnym.
  • Młoda nauczycielka poszła na zwolnienie lekarskie, więc musiałam ją zastąpić na lekcji. Siadam przy biurku, patrzę w prawo — tam ma małe lusterko, w lewo — szminkę i perfumy. Opuszczam wzrok na dół, a tam na podłodze naklejka: „Jesteś najpiękniejsza”. Uśmiechnęłam się. Każdy z nas taki był na początku drogi.
  • Mamę uprzedzono, że w szkole będzie bal przebierańców. Dla mnie znalazła kostium śnieżynki, a sama postanowiła przebrać się za królika. Dopiero przychodząc na bal, zrozumiała, że „przebierany” był ten bal tylko dla dzieci. Do dziś przetrwała wspólna fotografia, na której wszystkie mamy są odświętnie ubrane, a moja mama jako królik. © / Telegram
  • Uczniowie z klas starszych przebrali się za Dziadka Mroza i Śnieżynkę i poszli po klasach wręczać prezenty nauczycielom. Ja miałam klasę piątą. Kiedy wręczono mi pudełko, maluch z pierwszej ławki zapytał, dlaczego im nie przyniesiono prezentów. Byłam zaskoczona, a sąsiad tego chłopca roześmiał się i dał odpowiedź wartą milion: „To dlatego, że nauczycielka była grzeczna, a my — nie”. Cała klasa śmiała się serdecznie.
  • Mieliśmy specyficznego nauczyciela historii w piątej klasie. Kiedy miał nastrój, lubił organizować dla nas quizy i zadawał losowe pytania. Wszyscy byliśmy zdenerwowani, bo mógł zapytać o cokolwiek. Przyszła moja kolej. Uprzedziłem jego pytanie i powiedziałem: „A może ja zadam wam ciekawe pytanie? Jeśli pan nie odpowie, postawi mi piątkę”. Zainteresował się i powiedział, żebym zadał pytanie. Zapytałem go, nasłuchawszy się z babcią programów edukacyjnych: „Jak w przyszłości pomoże nam akcelerator hadronów?”. Pomyślał chwilę, nie znalazł odpowiedzi i uśmiechnął się: „Ale ty jesteś sprytny”. Postawił piątkę.
  • Czy mieliście takie doświadczenie: nauczyciel wyrzuca z klasy waszego przyjaciela, zaczynacie się śmiać jak dziki koń, a on od razu mówi: „Wyjdź za nim”?. Wychodzicie i już na korytarzu śmiejecie się jak dwie hieny. Nauczyciel ma nadzieję, że jednak jesteście rozsądnymi stworzeniami, uspokoicie się i wejdziecie z powrotem, jednocześnie przepraszając. Ale wy już pędzicie po schodach do stołówki, żeby kupić ciastko lub to arcydzieło wszystkich szkolnych stołówek: ciasto z kiełbasą i papryką zwane „pizzą”, i tam siedzicie do dzwonka. © lesunvl
  • Kiedy syn moich przyjaciół skończył trzy lata, tata złożył mu drabinkę gimnastyczną. Jeśli dziecko po niej się nie wspinało, to na niej wisiało. Nawet próbowało spać na antresoli, gdzie można było się dostać z górnych szczebli.
    W wieku pięciu lat Dima poszedł do przedszkola. Pierwszego dnia mama przyszła go odebrać. Na jej spotkanie wybiegła cała grupa, wesoło krzycząc, że nauczyli jej dziecko wspinać się po drabince! Mama zdezorientowana, odprowadziła dziecko na bok i zapytała, co się stało? Okazało się, że na zajęciach z wychowania fizycznego kazano im wspinać się po drabince gimnastycznej. Dima, broniąc swojej przestrzeni osobistej, zadeklarował, że nie potrafi. I całą godzinę cała grupa z wychowawcą na czele tłumaczyła Dimie, gdzie postawić stopę, gdzie trzymać się ręką. Ten spryciarz przez godzinę ani razu się nie uśmiechnął... Udawał, że nic nie rozumie, a kiedy mu się znudziło — wspiął się na trzy szczeble. © / Pikabu
  • Pracuję w przedszkolu jako wychowawca. Dzieci przygotowują się do snu. Namawiam, by posmarować zielenią brylantową zadrapania, których dorobiły się podczas spaceru — wszyscy odmawiają. Obiecuję, że przyniosę jutro magiczny mazak, który zupełnie bezboleśnie leczy ranę. Jedna dziewczynka mówi: „To idź na obiad i przynieś go!”. Objaśniam dziecku, że miałam obiad w pracy i że dyrektor przedszkola nie pozwoli mi wyjść z pracy.
    I wtedy dziewczynka daje bardzo logiczną i prostą odpowiedź: „To idź do dyrektora przedszkola i powiedz mu, że się nie najadłaś, a on cię puści do domu”. © / Pikabu
  • W młodości pracowałam jako wychowawczyni. Po jednego chłopca często przychodził brat Witek. Podobał mi się, a wydawało się, że ja jemu też. Ale kiedyś ten mały powiedział: „A Witek mówi, że jesteś krzywa jak sosna”. O mało się nie popłakałam, a Witek się zarumienił i wykrzyknął: „Przepraszam, ale powiedziałem mu, że jesteś piękna jak wiosna”. Teraz jesteśmy małżeństwem, mamy dwoje dzieci.
  • Nasza córka jest szczupła i blada, po ojcu. A na dodatek to straszna niechluja. Chodzi do szkoły na drugą zmianę, więc nie mogę dopilnować, w co się ubiera. I oto scena jak z obrazu: stoi ten rozczochrany cudaczek w bufecie i płacze — brak jej na bułeczkę. Nauczycielka plastyki się nad nią zlitowała i dała jej pieniądze. Wychowawczyni zadzwoniła i zagroziła wizytą opieki społecznej. Tylko że z pieniędzmi nie mamy problemu — dajemy jej ich aż nadto. Ale w drodze do szkoły wszystko wydaje na chipsy i inne smakołyki — więc na bułeczkę zabrakło. © / Pikabu
  • Jestem nauczycielem klas początkowych. Wczoraj napisałam rodzicom, żeby dzieci zabrały ze sobą motek muliny, a najlepiej dwa, na zapas. Dzisiaj jedno dziecko z całej klasy przyniosło do szkoły dwa młotki. Przeszukałam swoje wiadomości: „motek”. I przecież mamie nie przeszkadzało, że dziecku w 1 klasie na technologii potrzebne są młotki! © / VK
  • Pewnego razu uczeń siódmej klasy wysłał mi zdjęcie zrobione z dużym zoomem w kinie: „Pani zobaczy, jak ta kobieta bardzo do pani podobna! Niesamowite, po prostu sobowtór!”. A na zdjęciu rzeczywiście ja i widać to doskonale. Zdziwiłam się: „Przecież to ja, Lesza. Dlaczego pomyślałeś, że to nie ja?”. „Naprawdę? A myślałem, że nauczyciele nie chodzą na kreskówki do kina... to jakieś niepoważne”. Uśmiałam się, cóż mi pozostaje. Ale, drodzy uczniowie, musicie wiedzieć, że nauczyciele bardzo lubią kreskówki. I lody. I żelki. I świeczki na torcie zdmuchiwać w dniu urodzin. A jak nam czasami chce się wagarować, to sobie nawet nie wyobrażacie! © / Pikabu
  • Mam dwóch uczniów w sportowej drużynie piłkarskiej. Jeden opuszcza treningi. Próbuję go przekonać. Mówię: „Przecież jesteś bramkarzem! Co oni zrobią bez ciebie?!”. I wtedy drugi uczeń: „Może wygrają?”. Zachować powagi się nie dało — śmiałam się do łez. © BH_Charlotte97 / Reddit
  • Uczennica-sześciolatka zdenerwowała się bez powodu. Próbuję się dowiedzieć, pytam: „Co cię zdenerwowało?”. Na co ona: „Nie wiem, może po prostu urodziłam się zła”. Musiałem się odwrócić, żeby się nie roześmiać. © Affectionate-Post289 / Reddit
  • Uczę informatyki. Pokazałam dzieciom zdjęcie ciastek i powiedziałam, że wykonamy je krok po kroku w Photoshopie. I wtedy jeden chłopiec z niecierpliwością pyta: „Czy możemy je zjeść, kiedy wszystko będzie gotowe?”. Dla jasności, on nie żartował. © Ok-Thing-2222 / Reddit
  • Każdego roku mówię uczniom, że powinni poważnie zacząć przygotowywać się do egzaminów już teraz, gdy zostały jeszcze dwa lata. W przeciwnym razie, w klasie jedenastej, będzie bardzo ciężko. I oczywiście później jęczą i żałują, że nie zaczęli wcześniej.
    Pewnego razu umówiliśmy się z Denisem, jednym z takich cierpiących absolwentów, że przyjdzie na początku roku do dziesięcioklasistów i podzieli się swoją mądrością. Rzeczywiście przyszedł. Ewidentnie przygotował swoje przemówienie wcześniej, mówił przekonująco. Opowiadał, jak trudno było mu dostać się na studia medyczne i jak łatwiej by było, gdyby zaczął solidnie przygotowywać się od dziesiątej klasy.
    Dzieci słuchały go bardzo uważnie, a potem ktoś z chłopców zapytał:
    — A na ile punktów ostatecznie zdałeś?
    — Na 92 punkty, — odpowiedział z dumą Denis.
    — Super. No to na razie nie muszę się tak bardzo stresować. Skoro zdążyłeś przygotować się w ciągu roku, to ja też zdążę.
    Gdybyście widzieli, jak posmutniał Denis i jak trudno mi było się nie roześmiać. Pewne rzeczy w zawodzie nauczyciela są niezmienne jak prawa natury, ale w tym tkwi ich urok. © / Pikabu
  • Przyprowadziłam wczoraj córkę do przedszkola, a dziewczynka z jej grupy bardzo gorzko płacze. Wychowawczyni pyta: „Co się stało, Natalko?”. A Natalka przez szloch mówi: „Tęsknię za weekendeeendem”. Jak ja cię rozumiem, Natalko... © / Pikabu
  • Nowy chłopiec, Igorek, pojawił się w naszej grupie. Zasypał mnie tysiącem pytań. Takich, że raz bladnę, raz czerwienię się! I oto kolejny raz podchodzi do mnie: „A kim jest amant?”. Ja na to: „To taki mężczyzna, który za wszelką cenę stara się zwrócić na siebie uwagę pań”. I tu Igorek kiwa głową, bierze krzesło, stawia je pośrodku grupy, staje na nim i głośno mówi: „Uwaga wszyscy!”. Kłania się i odchodzi. © julber / Pikabu
  • Chodziłem do wiejskiego przedszkola. Zabrali nas na spacer. Znalazłem jakąś dziurę pełną wody i małych żabek. Podjąłem genialną decyzję — muszę podarować je mojej ulubionej i najpiękniejszej wychowawczyni, cioci Natalii! Zebrałem je do obu kieszeni, podszedłem do spokojnie siedzącej z książką wychowawczyni i mówiąc „to ode mnie dla pani prezent”, podsunąłem je jej pod nos. Jakie było moje zdziwienie, gdy z piskiem odskoczyła ode mnie. A dzieci, przestraszone jej piskiem, zaczęły uciekać, potykając się i biegając w różne strony.
    Ciocia Natalia była najlepsza, bo najpierw poprosiła, żeby je wszystkie zwrócić tam, skąd je wziąłem. Potem poszła ze mną umyć ręce i dała radę, że nie wszystkie dziewczyny lubią żaby, ale za to kwiaty podobają się wszystkim. © / Pikabu
  • Mam jednego bardzo pewnego siebie ucznia. Za każdym razem podczas sprawdzianu lub samodzielnej pracy pyta, ile trzeba zrobić, żeby dostać trójkę. Za każdym razem uczciwie odpowiadam, że na trójkę trzeba zrobić poprawnie przynajmniej połowę. Za każdym razem on robi dokładnie połowę zadań i ani jednego więcej. Za każdym razem przy sprawdzaniu jego prac znajduję co najmniej jeden błąd. I za każdym razem dostaje dwójkę. © Rid77 / Pikabu
  • Robiłam testy psychologiczne dziewczynce. Bystrej, rezolutnej. Pokazuję jej obrazki z krową, świnią i koniem i proszę, aby nazwała je jednym słowem. Ona odpowiada: „zwierzaki”. Ja do niej: „Zgadza się, ale lepiej powiedzieć: zwierzęta hodowlane”. A ona mi oznajmia: „Nie, bo to jest niepoprawna odpowiedź — przecież są w niej dwa słowa.”
  • Jestem logopedą. Diagnozuję dziecko. Nie możemy sobie poradzić z doborem antonimu do słowa „chory”. Próbuję na różne sposoby. Mówię: „Denisie, człowiek zachorował – stał się chory. Wyzdrowiał – stał się jaki?”. I nagle go olśniło – odpowiada głośno i radośnie: „Szalony!”. © / Pikabu
  • Testuję chłopca imieniem Matwiej. On się leni, dąsa. Proponuję kompromis: „Jesteś zmęczony, rozumiem. Ale musisz pomyśleć, chociaż trochę. Zróbmy to na zmianę, najpierw ja będę myśleć, potem ty”. A on z melancholią odpowiada: „Tuta jest bardzo nudno. Może pomyślimy o kosmosie? Nad tym to mogę nawet sam”. © / Pikabu
  • Odbierałam dziecko, podszedł do mnie psycholog. Mówi: „Pani dziecko ma problemy! Rysuje człowieka bez szyi, to zły znak!”. Wracamy do domu. Pytam dziecko: „Dlaczego narysowałeś człowieka bez szyi?”. A on z niedowierzaniem: „Przecież ona poprosiła, żeby narysować ludzika, a nie człowieka. A ludzik to rączki, nóżki, ogórek. Przecież uczyliśmy się takiego wierszyka. Więc narysowałem ludzika. Gdyby poprosiła o ludzi lub człowieka, narysowałbym pięknie, jak należy”. © Kasimoff / Pikabu

Przeczytawszy historie naszych bohaterów, zanurzyliśmy się w poczuciu nostalgii za dzieciństwem. Kiedyś chciało się szybciej dorosnąć, a teraz zaskakuje nas, jak szybko to minęło. A jakie wspomnienie ze szkoły czy przedszkola na zawsze zapadło wam w serce?

Szkoła to miejsce, gdzie mogą zdarzyć się niesamowite sytuacje: niektóre zabawne, niektóre straszne, ale zawsze emocjonujące. Poczytajcie o najbardziej niezwykłych historiach opowiedzianych przez nauczycieli i uczniów.

Komentarze

Otrzymuj powiadomienia
Masz szczęście! Ten wątek jest pusty,
co oznacza, że masz prawo do pierwszego komentarza.
Śmiało!

Powiązane artykuły