17 odważnych osób, które uznały, że nie potrzebują profesjonalisty — a my zaniemówiliśmy z wrażenia


Rodzinne spory o pieniądze często ujawniają głębsze problemy, takie jak roszczeniowość, brak zaufania i manipulacje emocjonalne. Jeśli dorosłe dzieci muszą wyznaczać granice, to dawne urazy powracaj i zmuszają do wyborów między własnym bezpieczeństwem, poczuciem winy i lojalnością wobec bliskich.
Droga Jasna Strono!
Piszę do was, bo nie mam gdzie się wyżalić. To złożona sytuacja.
Kiedy byłam dzieckiem, mama założyła dla mnie fundusz, żebym miała pieniądze na studia. To nie była wielka kwota, ale z pewnością ułatwiłaby mi wchodzenie w dorosłe życie. Mama zmarła, a tata ożenił się z inną kobietą. Macocha praktycznie przejęła finanse rodziny.
Każdego roku przed świętami wypłacała około 5 tysięcy dolarów z moich oszczędności i wydawała na ozdoby, prezenty i różne wycieczki. Dopytywałam o fundusz i protestowałam, ale tata ucinał temat, mówiąc: „To wspólne pieniądze” albo „Kiedyś ci oddamy”.
Ale nigdy tego nie zrobili. Zbankrutowali, kiedy jeszcze byłam w szkole. Fundusz na studia przepadł.
Pracowałam na trzech etatach, żeby się utrzymać na studiach. Omijały mnie imprezy, wakacje, sen, wszystko. W końcu ograniczyłam kontakt z rodzicami, bo miałam do nich ogromny żal. Minęło parę lat.
Wreszcie mam stabilną sytuację finansową. Nie jestem bogata, ale radzę sobie całkiem nieźle. Niedawno mój tata ni stąd, ni zowąd odezwał się do mnie i poprosił o 40 tysięcy dolarów. Powiedział, że to „pożyczka”, ale nie chciał powiedzieć na co.
Odmówiłam. Spokojnie, bez nerwów. Wydawało mi się, że to zamknie temat.
Następnego dnia otworzyłam drzwi i zamarłam. Stał tam mój tata z macochą. Okazało się, że zmusili moją ciocię, żeby podała im mój adres.
Zanim zareagowałam, tata krzyknął: „Wciąż masz żal za ten fundusz? Przez 18 lat dawaliśmy ci jedzenie i dach nad głową!”. Wypominał mi, że jedzenie, schronienie, ubrania i tak dalej były „warte o wiele więcej” niż pieniądze, które mi zabrali.
Kazał mi „dorosnąć” i „pomóc rodzinie”, zamiast żyć przeszłością. Nawet nie krzyczałam. Po prostu powiedziałem im, żeby wyszli i zamknęłam za nimi drzwi. Potem usiadłam na podłodze i godzinę tkwiłam bez ruchu. Znów się czułam jak dwunastolatka.
Jestem w rozsypce. Z jednej strony czuję się usprawiedliwiona. Z drugiej — mam wyrzuty sumienia, bo to jednak mój tata.
Jasna Strono... Czy postąpiłam źle, odmawiając pomocy i zrywając ponownie kontakt? Czy powinnam postąpić inaczej, czy to wyjątkowo niefortunna sytuacja?
Pozdrawiam!
G.
Dziękujemy, że nam zaufałaś i opowiedziałaś swoją historię. Niełatwo mówić o tak osobistych sprawach, dlatego bardzo doceniamy twoją szczerość i otwartość.
Te sytuacje, choć bywają bolesne, mogą stać się punktami zwrotnymi, które doprowadzą nas w końcu do lepszego życia i wyznaczenia zdrowych granic. Mijający czas, wsparcie bliskich i szacunek do siebie pomagają nam przetrwać to, co zgotują nam inni.
Inny artykuł: Nie biorę odpowiedzialności za finanse mojej macochy. Dbam o swoją niezależność











