Nie pozwolę, by mój kuzyn zarządzał rodzinnym spadkiem tylko dlatego, że jest najstarszy

Rodzina i dzieci
2 godziny temu
Nie pozwolę, by mój kuzyn zarządzał rodzinnym spadkiem tylko dlatego, że jest najstarszy

Przy rozmowach na temat spodków często wypływają dawno skrywane urazy, niewypowiedziane oczekiwania i niekomfortowe zmiany w dynamice władzy. Jeden z naszych czytelników, 29-letni Andrew, opowiada, jak decyzja, którą jego rodzina uznała za „praktyczną”, skłoniła go do zakwestionowania swojej roli.

Oto jego historia:

Mój najstarszy kuzyn, 34-letni Joe, od lat nie ma pracy, tonie w długach, a mimo to wciąż jest chroniony przez rodzinę. Gdy coś idzie nie tak, to ja wkraczam do akcji, rozwiązuję problemy, łagodzę sytuacje, dbam o to, by nic nie wybuchło.

Rodzina postrzega sprawy inaczej.

Dlatego nie mogłem uwierzyć, kiedy moi dziadkowie oznajmili, że chcą, aby to on zarządzał ich spadkiem. Powód? Jest najstarszy.

Wybuchłem, zanim się powstrzymałem: „On? Rodzinna katastrofa?”. Zignorowali to. Powiedzieli, że przesadzam i wiedzą, co robią.

Chciał porozmawiać.

Tydzień później kuzyn poprosił mnie o spotkanie. Założyłem, że znowu potrzebuje pomocy. Zamiast tego usiadł, otworzył torbę i wyjął schludną teczkę z moim imieniem na okładce. „Musimy poważnie porozmawiać” — powiedział.

Prawie się uśmiechnąłem. To mówił ktoś, kto pożyczał pieniądze, których nie mógł nigdy spłacić. Ktoś, po kim musiałem sprzątać więcej razy, niż potrafię zliczyć. Teraz tylko otworzył teczkę i wyglądał na gotowego do czytania.

Coś się nie zgadzało.

Przerwałem mu i przypomniałem, że mam pracę. Ja w ciągu dnia pracuję. Nie kłócił się. Powiedział tylko: „Cóż, babcia i dziadek chcą kogoś, kto może reagować natychmiast”.

Kiwnąłem głową, ale coś we mnie pękło. Tak naprawdę mówił, że mój czas, moja praca i moje życie liczą się mniej. Ważniejsze niż określenie rozsądnych granic jest bycie dostępnym o każdej porze.

Odpuściłem, ale wciąż jestem zły.

Zamknął teczkę i powiedział, że teraz on się wszystkim zajmie i skontaktuje się ze mną, gdy będzie taka potrzeba. Rozmowa zakończyła się uprzejmie, niezobowiązująco wręcz, jakby nic ważnego się nie stało.

Później ciągle o tym myślałem. Nie byłem nieostrożny. Nikogo nie ignorowałem. Zajmowałem się wszelkimi sprawami odpowiedzialnie i chroniłem swój czas. Myślałem, że to właściwa równowaga.

Naprawdę drażniło mnie, że moi dziadkowie uważali, że bycie na ich każde wezwanie jest od tego ważniejsze. Myślałem o porozmawianiu z nimi, ale częściowo mi się po prostu nie chce. Czy się mylę?

Andrew

Dziękujemy za napisanie do nas. Decyzje tego typu mogą często prowadzić do poczucia zagubienia. Oto kilka pomocnych wskazówek, które pomogą ci w zrozumieniu swoich uczuć:

  • Życie poza obowiązkami rodzinnymi nie czyni cię mniej godnym zaufania: nie unikałeś odpowiedzialności, ale równoważyłeś ją z pracą i własnymi potrzebami. Ta równowaga nie jest wadą charakteru.
  • Chronienie swojego czasu nie stanowi porażki moralnej: posiadanie granic nie oznacza, że mniej ci zależy. Pokazuje tylko, że traktujesz własną pracę i życie jako priorytety. Nie czuj się źle z tym, że inni widzą w tym „mało pomocne” podejście.

Często się mówi, że więzy rodzinne są jak żadne inne, ale czasem to rodzina rani nas najbardziej! Oto inna historia szokującej rodzinnej zdrady.

Komentarze

Otrzymuj powiadomienia
Masz szczęście! Ten wątek jest pusty,
co oznacza, że masz prawo do pierwszego komentarza.
Śmiało!

Powiązane artykuły