15 historii, które przypominają nam, by pielęgnować w sobie dobro, nawet gdy życie daje w kość


Każdy zasługuje na prywatność we własnym domu. Ludzie potrzebują miejsca, gdzie czują się bezpiecznie, komfortowo i nie doskwiera im niechciane towarzystwo. Nasza czytelniczka, Monica (29 lat), musiała podjąć działania, żeby chronić się przed dziećmi, które ją podglądały. Czy postąpiła źle? Zdecydujcie.
Mieszkam w tym miejscu od trzech lat i nie miałam żadnych problemów do chwili, kiedy niedaleko mnie zamieszkała rodzina z dwojgiem dzieci.
Okno mojej sypialni wychodzi na podwórko przed domem, a ponieważ mieszkamy w strefie gorącego klimatu, prawie zawsze jest otwarte. Można przez nie zaglądać do środka, ale zawsze zakładałam, że ludzie zajmą się sobą.
Kiedy nowi ludzie zamieszkali w naszej okolicy, ich dzieci uznały mój trawnik i okno sypialni za źródło rozrywki. Nie tylko zaglądały i krzyczały „Buuu!” o dziwnych porach, ale zaczęły też wrzucać różne rzeczy do mojego domu przez okno.
Na początku były to nieszkodliwe przedmioty, takie jak liście lub kwiaty z trawnika przed domem. Irytowało mnie to, bo musiałam sprzątać, ale nie robiłam z tego wielkiej sprawy. Jednak kiedy dzieci zaczęły wrzucać zużyte kartoniki po soku i opakowania po czekoladzie, kilka razy uprzejmie z nimi porozmawiałam i poprosiłam, żeby tego nie robiły. Zignorowały mnie.
W końcu zwróciłam się do ich rodziców, mając nadzieję, że mnie poprą albo przynajmniej zainteresują się tym, co robią ich dzieci. Zamiast tego wyśmiali mnie, mówiąc: „To tylko dzieci. Jeśli pani przeszkadzają, to proszę zamknąć okna”. Ta odpowiedź mnie zszokowała.
Uczenie dzieci, że normalnym jest wchodzenie na cudze podwórko i wrzucanie rzeczy przez okno, wydaje się bardzo niestosowne. Ale nic się nie zmieniło. Dzieciaki nadal przychodziły niemal codziennie. Nie czułam się bezpiecznie we własnym domu.
Pewnego dnia przy sprzątaniu strychu znalazłam stary dyktafon i nagle wpadł mi do głowy pomysł. Poprosiłam mojego chłopaka, żeby nagrał groźny ryk. Zachowałam to nagranie.
Następnym razem, kiedy usłyszałam dzieci zbliżające się do mojego domu, włączyłam nagranie z ukrycia. Kiedy dzieci podeszły do okna, usłyszały ryk. Wszystko powypadało im z rąk, zaczęły krzyczeć.
Przerażone dzieci uciekły do swojego domu z płaczem. Parę minut później do moich drzwi zapukała ich mama. Nazwała mnie potworem i zażądała przeprosin. Spokojnie odpowiedziałam: „Jestem u siebie w domu. To tylko moja muzyka”. Odeszła wściekła.
Od tej pory przestały do mnie przychodzić, ale sytuacja przybrała nowy obrót. Przy porannym spacerze zatrzymał mnie sąsiad. Zapytał, co zaszło między mną a nowymi sąsiadami. Najwyraźniej matka dzieci chodzi po okolicy i opowiada wszystkim, że „zafundowałam jej dzieciom traumę na całe życie”.
Niektórzy sąsiedzi uważają, że zrobiłam to, co zrobiłaby każda normalna osoba. Inni patrzą na mnie, jakbym była wredną wiedźmą. Niektórzy zasugerowali nawet, że powinnam przeprosić.
Teraz wciąż się zastanawiam, czy postąpiłam właściwie. Z jednej strony czuję się usprawiedliwiona, bo próbowałam rozmawiać, tłumaczyć, prosić, ale nic się nie zmieniło. Z drugiej strony myślę o tym, jak dzieci się przestraszyły i mam przed oczami minę ich mamy.
Czy przesadziłam? Co wy byście zrobili?
Monica
Dziękujemy, że opowiedziałaś nam swoją historię. Czasami nasze prośby trafiają w próżnię i z czujemy potrzebę, żeby zmienić swoje podejście i metody działania, żeby cokolwiek osiągnąć. Oto nasze rady:
Sąsiedzi bywają sympatyczni, ale często bywają wścibscy. Oto historia o kobiecie, której nie podobało się, jak jej sąsiadka się ubierała przy sprzątaniu.











