20+ osób, które myślały, że jadą na spokojne wczasy... a tu zonk!


Dla wielu osób dziedziczenie to „świadectwo” relacji życiowych. Kiedy przybrany rodzic wychowuje dziecko przez dziesięciolecia, istnieje niepisana umowa o empatii i poczuciu przynależności. Jednak siła więzów krwi potrafi być niezwykle mocna, co prowadzi niektórych do priorytetowego traktowania biologicznej „linii”, nie osoby faktycznie obecnej na co dzień.
Droga Jasna Strono,
mam 68 lat i nigdy nie miałam własnych dzieci. Jednak nie czułam się bezdzietna, bo wychowywałam pasierbicę, Sarę, od szóstego roku życia. Byłam przy każdym obtartym kolanie, każdym złamanym sercu i na każdym ukończeniu szkoły.
Kiedy się zestarzałam, zaczęłam skupiać się jednak na moim nazwisku i moim „prawdziwym” dziedzictwie. W zeszłym miesiącu posadziłam Sarę i powiedziałam jej, że zdecydowałam się przekazać cały spadek mojej siostrzenicy. Była zdruzgotana. Płacząc, powiedziała: „Nazywałam cię mamą przez 20 lat! Opiekowałam się tobą podczas operacji! Jak możesz mówić, że nie jestem twoją rodziną?”.
Poczułam ukłucie winy, ale pozostałam nieugięta. Powiedziałam jej, jak wszystko widzę: „Krew jest gęstsza od wody. Muszę to zostawić w rodzinie”.

Myślałam, że to koniec i to moja siostrzenica będzie dbała o moje dziedzictwo. Jednak tydzień później, wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy moja siostrzenica przypadkiem ujawniła swój tajny czat na czacie grupowym całej naszej rodzinie. Nazywała mnie „samotnym, zdesperowanym bankomatem”.
Przez przypadek wysłała zrzut ekranu z naszej rozmowy o „dziedzictwie” do rodzinnej rozmowy wraz z wiadomością przeznaczoną dla swojej przyjaciółki: „Stara pani w końcu się złamała. Pozbywa się fałszywej córki, by dać mi kasę. Kto by pomyślał, że wystarczyło pojawić się na kilku kolacjach i pogadać o przodkach, żeby zgarnąć 500 tysięcy dolarów? Hurra”.
Siedziałam w salonie, wpatrywałam w telefon i powoli docierało do mnie, że obsesyjnie zajmowałam się „więzami krwi” i zastąpiłam córkę, która naprawdę mnie kochała, siostrzenicą widzącą we mnie tylko transakcję. Nie zależało jej na moim dziedzictwie, a wyłącznie na koncie bankowym. To kobieta bez „biologicznego związku” ze mną była jedyną, której serce naprawdę zostało złamane, podczas gdy moja „krewna” już planowała, jak wydać moje pieniądze.
Pozdrawiam
Alyson
Alyson, twoje serce z pewnością bije teraz szybciej i pewnie czujesz się jednocześnie zakłopotana i zła. Weź głęboki oddech. Nie jesteś „starą” i „zdesperowaną” kobietą, a jedynie taką, która ceniła tradycję. Niestety nie znalazłaś odwzajemnienia swoich uczuć. Jakie możesz podjąć kolejne kroki:
Dasz radę, Alyson. Wciąż się liczysz, wciąż jesteś „mamą” i masz czas, żeby naprawić sytuację.











