Rodzice opowiadają o blaskach i cieniach życia z adoptowanymi dziećmi

Rodzina i dzieci
10 miesiące temu

Bycie rodzicem to jedna z najtrudniejszych prac na świecie, ponieważ wymaga całodobowego poświęcenia przez wiele lat. Dla matek i ojców adopcyjnych jest to podwójnie trudne, ponieważ zdecydowali się na wychowywanie dziecka, którego nie urodzili. Życie w rodzinie adopcyjnej ma swoje blaski i cienie, które trudno zrozumieć komuś, kto nie podjął się takiego zadania.

  • Nieco ponad rok temu adoptowaliśmy 3-letniego chłopca z domu dziecka. Prawie nie umiał mówić, do wszystkich zwracał się „ciociu” i „wujku”. Wszystko było dla niego nowe: przez pierwsze dwa dni ciągle włączał i wyłączał światła, bardzo mu się to podobało. Początki nie były łatwe. Był agresywny, wkładał wszystko do buzi, nie potrafił bawić się zabawkami i nie oglądał bajek. Niedawno skończył 4 lata. Mówi świetnie (w przedszkolu powiedzieli, że jak na ten wiek jego mowa jest idealna), śpiewa piosenki, tańczy, umie żartować. Musieliśmy się bardzo napracować, żeby to osiągnąć! Ale kiedy mnie przytula i mówi, że mnie kocha, uświadamiam sobie, że to naprawdę mój syn.
  • W wieku 23 lat poddałam się operacji, by nie mieć dzieci. Nie chodzi o to, że ich nie lubiłam — po prostu nie mieściły się w moich życiowych planach. Chciałam podróżować, bawić się i pracować dla własnej przyjemności. Tak to właśnie wyglądało. A potem zakochałam się w facecie, który miał problemy rodzinne. W każdym razie zaproponowano nam adopcję jego pięciu siostrzenic i siostrzeńców, ponieważ ich biologiczni rodzice nie dbali o dzieci. Zgodziliśmy się. I teraz każdy dzień to dla nas ogromny wysiłek: musimy budować relacje z dziećmi, każde z nich wymaga specjalistycznej terapii, wszystkie mają trudności w szkole. Ale nie żałujemy, że się na to zdecydowaliśmy. © Agree_2_Disagree303 / Reddit
  • Dziesięć lat temu adoptowałam trzyletniego chłopca. Bał się wszystkiego, był bardzo chudziutki. Razem z mężem daliśmy mu dużo miłości i czułości, choć chwilami nie było to łatwe. Kiedy mój syn miał 6 lat, powiedział mi: „Żałuję, że to nie ty mnie urodziłaś. Ale jesteś najlepszą mamą na świecie”. Dla takich słów warto żyć.
  • Kiedy poznałem moją przyszłą żonę, wychowywała samotnie córkę. Jej były partner był bardzo despotyczny, więc dziewczynka bała się mężczyzn. Stopniowo zacząłem zdobywać jej zaufanie. Pewnego dnia poprosiła mnie, abym poszedł z nią do zoo popatrzeć na żyrafy. Tego dnia kupiłem nam pluszowe żyrafki, a ona zaśmiała się i powiedziała: „Tato, jesteś za stary na pluszaki!”. Przez lata bardzo się zżyliśmy. Teraz mamy już w rodzinie dwóch synów, moja żona jest w ciąży z córką, ale najstarsza zawsze będzie moją pierworodną. To ona uczyniła mnie tatą. © Unknown author / Reddit
  • Moja najstarsza córka ma teraz 18 lat. Zaadoptowałam ją, gdy miała 6 miesięcy. Miała wiele problemów, szkolne lata były dla nas bardzo trudne. Kiedy była nastolatką, prawie osiwiałam ze stresu. Byłam na granicy poszukania jej choćby na miesiąc jakiegoś ośrodka dla trudnej młodzieży. Ale pomimo wszystkich swoich wybryków córka nigdy nie powiedziała, że nie jestem jej matką. I w ogóle, mimo naszych konfliktów, buntu i niezrozumienia, zawsze wiedziałam, że to bardzo miła, wrażliwa i sympatyczna dziewczyna. Rodzicielstwo to ciężka praca. Ale bycie rodzicem adopcyjnym to jeszcze większy wysiłek!
  • Najstarszą córkę adoptowaliśmy, gdy miała osiem i pół roku. Teściowa i moja mama marudziły, że to się nie uda, ale na szczęście nie dały tego do zrozumienia dziecku. Teraz Nika ma 16 i pół roku. Skończyła szkołę i studiuje na pierwszym roku na uniwersytecie. Chce zostać lekarzem. Jej babcie już dawno zapomniały, że nie jest naszą rodzoną córką, i rozpieszczają ją bezgranicznie. Dla nas jest naszym życiem, tak samo jak młodsze bliźniaki.
  • Nie mogliśmy z mężem mieć dzieci, więc postanowiliśmy adoptować malucha z domu dziecka. Wybór padł na Timura. Miał trzy lata, nie umiał mówić. Kiedy pytałam, czy jest głodny, albo czy chce porysować, tylko kiwał głową. Zaczęliśmy z nim pracować, zabraliśmy go do logopedy. Popatrzyła na niego i powiedziała: „Jest niedorozwinięty, jego głowa ma nieprawidłowy kształt”. Powiedziałam, że jej okrągła głowa też nie świadczy o inteligencji, i wyszliśmy. Postanowiłam sama z nim popracować. Dwa miesiące później gaworzył już bez przerwy. Pół roku po adopcji dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Przez 12 lat się nie udawało, a potem nagle sukces. Teraz Timur ma 11 lat, dobrze się uczy i gra na gitarze. Jest bardzo czuły i uwielbia się przytulać.
  • Przygarnęłam 4-letniego chłopca i wychowywałam go sama. Żyliśmy razem szczęśliwie, a potem ktoś zadzwonił do mojego syna i powiedział mu, że jest adoptowany. Miał wtedy około 11 lub 12 lat. Udało mi się go przekonać, że jestem jego prawdziwą matką. Wyznałam mu prawdę, gdy syn miał 20 lat, i przekazałam mu informacje o jego rodzonej matce. Płakał całą noc, a rano powiedział mi: „Jesteś jedyną mamą, jaką mam. Nie chcę nikogo innego!”
  • Moja przyjaciółka zginęła w wypadku. Osierociła małego synka, którego wychowywała sama. Zaadoptowałam go. Mój mąż ma córki bliźniaczki z pierwszego małżeństwa, a ich matka została pozbawiona praw rodzicielskich. Żyliśmy razem jako rodzina, a całą trójkę maluchów wychowywałam jak własne dzieci. Nawet nie myślałam o tym, że nie są tak naprawdę moje, dopóki rodzice nie zaczęli mi wytykać: „Dlaczego zajmujesz się cudzymi dziećmi?”. Na różnych imprezach rodzinnych wtykali dzieciom szpile, mówiąc im, że są przybłędami i ciężarem dla mnie. Mocno ograniczyłam spotkania z nimi, bo nie mogłam tego dłużej znieść. Dzieci dorosły. Okazało się, że potrzebowałam przeszczepu nerki. Cała trójka pobiegła się przebadać, choć o to nie prosiłam. W końcu jedna z córek oddała mi swoją nerkę. Dopiero potem moi rodzice po raz pierwszy zadzwonili do wnuczki i poprosili ją o wybaczenie.
  • Adoptowałam chłopca, a później urodziłam własne dziecko. Starszy syn był bardzo grzeczny, ale widać było, że coś go gryzie. Wszystko wyszło na jaw podczas kłótni między chłopcami. Młodszy dokuczał starszemu, a ja zauważyłam, że starszy nie bardzo się broni. Zbeształam małego i zaczęłam rozmawiać ze starszym. A on się rozpłakał, zaskoczony, że go broniłam, bo pomyślał, że skoro mamy własne dziecko, to jego już nie kochamy. Albo nawet go porzucimy, tak jak jego matka, która wysłała go do sierocińca, gdy urodziła kolejne dziecko. Gdy to usłyszałam, sama się rozpłakałam.
  • Mój przyjaciel i jego żona zmarli rok temu i osierocili 9-letnią córkę. Jej dziadkowie byli zbyt chorzy, aby zająć się dzieckiem, a wujkowie i ciocie nie chcieli wziąć na siebie takiego obowiązku. Nie mogłem zostawić dziewczynki samej i przygarnąłem ją. Prawie wszyscy moi krewni odwrócili się ode mnie, bo „jak to, samotny mężczyzna zajmuje się jakąś dziewczynką, która nawet nie jest jego córką, o co tu chodzi”. Tylko mój brat, siostra i rodzice rozumieli mnie i wspierali. W październiku 2020 roku oficjalnie adoptowałem dziewczynkę. Nie próbuję zastąpić jej ojca: ona ma jednego tatę, a ja jestem tylko człowiekiem, który wziął na siebie obowiązek opieki nad nią i nie pozwoli jej skrzywdzić. © Unknown author / Reddit
  • Mieliśmy z mężem już dwóch synów, ale marzyliśmy o dziewczynce, a ja nie mogłam zajść w ciążę. Zdecydowaliśmy się na adopcję. We Francji znaleźliśmy cudowną dziewczynkę z piegami i niebieskimi oczami. Załatwiliśmy formalności. I wtedy rozpętało się piekło, bo dziewczynka wcale nie była szczęśliwa, że trafiła do rodziny zastępczej, w dodatku odrywaliśmy ją od jej rodzinnego kraju i najbliższych jej osób. Zabraliśmy ją do Londynu. W samolocie tak krzyczała i płakała, że musiałam pokazać jej dokumenty adopcyjne. W domu nie było dużo lepiej i czasami myślałam: „Co myśmy najlepszego zrobili?!”. Ale z czasem moja córka się przyzwyczaiła, zaprzyjaźniła się też z moimi synami. Teraz sama jest matką adopcyjną. © Anonymous / Quora
  • Mam czworo przybranych dzieci. W wieku czterech lat zachowywały się jak dwulatki. Wszystko było dla nich nowe i dziwne: kuchnia, mop, chochla, pralka, kanapa, kot. W domu dziecka tego nie widziały. Z owoców i warzyw znały tylko ogórki, jabłka, banany i pomarańcze. Jedyna zabawa, w którą potrafiły się bawić, to padanie na kolana i szczekanie, gryzienie i plucie. Jedyny kolor, jaki znały, to czerwony. Czerwone było dla nich niebo, trawa i wszystko inne. Teraz są zwykłymi dziećmi. Oczywiście, że miewają humorki. A kto nie ma? Zwłaszcza w wieku nastoletnim. Jest ciężko, ale ważna jest dla mnie świadomość, że może dzięki temu wyrosną na dobrych ludzi.
  • Bardzo chciałam zostać mamą. Marzyłam, że wezmę dziecko i będzie to relacja na całe życie. Adoptowałam chłopca. Po 18 latach miłości i poświęcenia z mojej strony powiedział mi: „Nie jestem twoim synem!” — i wrócił do swojej biologicznej matki. Gdybym wiedziała, że tak się stanie, myślę, że nie zdecydowałabym się na adopcję. © Sarah Rabb / Quora
  • Wraz z żoną adoptowaliśmy dziecko ze specjalnymi potrzebami. Wcześniej przez wiele lat mieszkaliśmy sami, tylko z naszymi zwierzętami domowymi. Rodzicielstwo okazało się dla nas trudne, jesteśmy przyzwyczajeni do życia tak, jak chcemy, a nie jesteśmy już młodzi. Szczerze mówiąc, brakuje mi moich hobby, na które nie mam już czasu ani pieniędzy. Adopcja była dużym testem dla naszego małżeństwa, ale wcale nie żałuję, że zostałem ojcem. © Anonymous / Quora
  • Nie mogłam zajść w ciążę. Razem z mężem przez 3 lata staraliśmy się zostać rodzicami, ale nic z tego nie wychodziło. W końcu zaadoptowaliśmy pięknego chłopca. Byłam bardzo szczęśliwa i autentycznie kochałam synka, ale po 2 latach, podczas świąt, mąż wyznał, że dłużej nie da rady. Powiedział, że nie kocha tego dziecka, że go denerwuje, że od 1,5 roku ma kochankę i że nie potrafi dłużej żyć ze mną. Zabrałam syna i wyszłam. Płakałam przez 3 miesiące, nienawidziłam całego świata i wszystkich mężczyzn oprócz mojego syna, ale wierzyłam, że dam radę. Potem poznałam cudownego faceta. Po pół roku nasz trzylatek zaczął nazywać nas mamą i tatą. Teraz jestem w 5 miesiącu ciąży i jesteśmy szczęśliwi.
  • Adoptowałam dziecko moich krewnych. Maluch cały czas płakał. Nie mogłam go zostawić ani na chwilę samego, bo inaczej krzyczałby jak najęty. Kiedy poszłam do pracy, musiałam zatrudnić zmianowo trzy nianie, bo żadna nie wytrzymywała jego płaczu przez cały dzień. Potem okazało się, że dziecko ma lekką formę porażenia mózgowego. Byłam na skraju załamania i myślałam, że może powinnam go oddać, bo dłużej nie dam rady. Ale potem usunęliśmy mu migdałki (okazało się, że płakał, bo ledwo oddychał), zrobiliśmy operację nóżek i stał się najsłodszym chłopczykiem na świecie. Teraz ma ponad 20 lat i jest dla mnie najdroższy na świecie. Jestem szczęśliwa, że udało mi się przetrwać te pierwsze lata. © Dee Rose / Quora

Komentarze

Otrzymuj powiadomienia
Masz szczęście! Ten wątek jest pusty,
co oznacza, że masz prawo do pierwszego komentarza.
Śmiało!

Powiązane artykuły