17 przejazdów taksówką, które dostarczyły więcej emocji niż film akcji

Już na pierwszych lekcjach WF-u w podstawówce słyszałam mnóstwo dobrych rzeczy na temat ćwiczeń rozciągających, ale wtedy nie traktowałam tego tematu poważnie. Kiedy skończyłam 30 lat, od czasu do czasu cierpiałam na bóle pleców. Nie pomagały mi żadne lekarstwa, więc musiałam znaleźć inne rozwiązanie tego problemu. W ramach eksperymentu postanowiłam wprowadzić rozciąganie do mojego rozkładu dnia. Przez miesiąc codziennie przez 10 minut rozciągałam mięśnie i odkryłam, że dzięki temu w moim ciele zaszły nieoczekiwane zmiany.
Specjalnie dla Jasnej Strony dzielę się efektami moich wysiłków i mam nadzieję, że zachęcę was, drodzy czytelnicy, byście poszli w moje ślady.
Zanim przystąpiłam do eksperymentu, ból pleców nie był moim jedynym problemem. Często miałam też problemy ze spaniem. Bezsenność, niespokojny sen, zmęczenie po przebudzeniu — to wszystko było mi doskonale znane. Ku mojemu zaskoczeniu rozciąganie sprawiło, że wreszcie zaczęłam się wysypiać.
Okazuje się, że ćwiczenia rozciągające przed snem rozluźniają mięśnie i zapobiegają nocnym skurczom. A jeśli nic nie przeszkadza nam w wypoczynku, jakość snu się poprawia, a rano czujemy się pełni energii. Nie potrzebuję już herbaty rumiankowej — rozciąganie to najlepsza metoda!
Wiadomo, że rozciąganie to doskonały sposób na świetną sylwetkę. Ale nie o to mi chodzi. Dla mnie ćwiczenia rozciągające stały się sposobem na odzyskanie ciała.
Kiedy siedzicie cały dzień za biurkiem, wracając z pracy do domu, możecie dosłownie nie czuć własnych nóg. Tak było w moim przypadku. Kiedy zaczęłam się rozciągać, uświadomiłam sobie, że organizm potrzebuje mojej uwagi bardziej, niż mi się wydawało. Ta pełniejsza świadomość ciała, którą zyskałam w efekcie rozciągania, pozwoliła mi lepiej wykonywać ćwiczenia, aby wzmocnić słabsze mięśnie.
Kiedyś miałam problemy, żeby utrzymać koncentrację podczas długiego, męczącego dnia w pracy. Wczesnymi popołudniami czułam się tak ospała i apatyczna, że jedyne, o czym myślałam, to jak znaleźć bezpieczne miejsce na drzemkę, kiedy mój szef będzie zajęty innymi sprawami.
10-minutowe rozciąganie przy biurku znacznie podniosło poziom mojej energii. Nie czuję się już rozleniwiona. A wręcz przeciwnie — produktywność w pracy uległa poprawie i nawet wyrobiłam sobie nawyk spacerowania w czasie przerwy obiadowej. Koniec ze zmęczeniem w środku dnia!
Do przeprowadzenia tego eksperymentu zmotywował mnie nieustanny ból pleców. Zawsze słyszałam, że rozciąganie łagodzi bóle w dolnej części pleców i zapobiega im, a wzmacniając mięśnie, zmniejsza ryzyko ich nadwyrężenia. I faktycznie tak jest.
Prowadzę siedzący tryb życia i praktycznie nie mam czasu, żeby codziennie wykonać pełen trening. Dlatego musiałam sięgnąć po sposób, który zmniejszy sztywność w plecach i przywróci mobilność w mięśniach pośladków, a przy okazji nie zajmie mi zbyt dużo czasu. Okazało się, że rozciąganie to świetny wybór.
Po miesiącu wykonywania ćwiczeń rozciągających w końcu poczułam ulgę — nic już mnie nie boli. Oprócz tego moje mięśnie się wzmocniły i nie mam już spiętych barków.
Niektóre badania wykazały, że ćwiczenia rozciągające pomagają obniżyć cholesterol i utrzymać odpowiedni poziom glukozy, zapobiegając miażdżycy i zwiększając przepływ krwi do narządów wewnętrznych. Postanowiłam to udowodnić.
Przed eksperymentem nie za bardzo troszczyłam się o swoje zdrowie. Brak regularnych ćwiczeń, kiepskie nawyki żywieniowe i siedzący tryb życia — wszystko to przyczyniło się do podwyższonego poziomu cholesterolu i glukozy. Codzienne rozciąganie bardzo mi jednak pomogło — wyniki badania krwi wróciły do normy.
„Rozciąganie rozluźnia spięte mięśnie i przywraca równowagę ciała” — takie zdanie przeczytałam miesiąc temu. Cóż, nie mogę stwierdzić, czy w przeszłości miałam problemy z koordynacją — jeśli cały dzień siedzicie na krześle, nie potrzebujecie zmysłu równowagi, prawda?
W każdym razie wiedziałam, że coś jest nie w porządku, kiedy kilka lat temu wybrałam się na przejażdżkę rowerem. Nie mogłam utrzymać go prosto i ciągle się przewracał. Dziś rozumiem, dlaczego tak łatwe zadanie okazało się wtedy zbyt trudne, i z dumą mogę przyznać, że w końcu pokazałam grawitacji, kto tu rządzi!
Jeśli jesteście zestresowani, to prawdopodobnie wasze mięśnie są spięte. To tak zwane dolegliwości psychosomatyczne. I choć zgadzam się z tą teorią, nigdy bym nie pomyślała, że rozciąganie faktycznie działa lepiej niż jakiekolwiek środki uspokajające.
Wspomniałam już, że moja wydajność w pracy uległa poprawie. Ale nie tylko dlatego, że miałam więcej energii. Rozciąganie pomogło mi również się uspokoić i przywróciło dobre samopoczucie. Spokój duszy faktycznie pozwolił mi się odprężyć w pracy i wykonywać zadania z czystym umysłem, bez żadnych irytujących czy negatywnych myśli.
Pewnie już wiecie, że rozciąganie zwiększa dopływ krwi do tkanki mięśniowej. Osobiście nie miałam jednak pojęcia, że wpłynie to pozytywnie nie tylko na moje mięśnie, ale na wszystkie wewnętrzne narządy i części ciała.
Przez to, że zwykle siedzę w bezruchu, zawsze było mi zimno — szczególnie w dłonie i stopy. Wszelkie próby ich rozgrzania na dłuższą metę nie działały — po kilku minutach ćwiczeń moje ręce znowu były lodowate.
Ćwiczenia rozciągające zwiększyły dopływ tlenu i bogatej w składniki odżywcze krwi do całego organizmu. A lepsze krążenie naturalnie pomaga utrzymać normalną temperaturę w każdej części mojego ciała.
Jak często rozciągacie mięśnie? Czy dzięki ćwiczeniom rozciągającym czujecie się lepiej? Podzielcie się swoimi doświadczeniami w komentarzach!