18 osób, które kierowały się intuicją i nie pożałowały tego


Czasem życzliwość i praca zespołowa zderzają się z biurowym dramatem. Co innego zrobić coś ponad standard, a co innego być wielokrotnie proszonym o darmową pracę, z której ktoś inny czerpie korzyści. Empatia wobec współpracowników jest cenna, ale ochrona samego siebie nie podlega negocjacjom — jak niedawno przekonał się jeden z naszych czytelników.

Cześć, Jasna Strono!
Mam na imię Jake, mam 29 lat i pracuję w tej firmie od pięciu lat. Zawsze byłem dumny z tego, że jestem graczem zespołowym — zostawałem po godzinach, gdy było trzeba, i pomagałem współpracownikom bez narzekania. Ale ostatnio mój szef zaczął przesuwać granice za daleko. Trzeci piątek z rzędu wręczył mi stos raportów i powiedział: „Popracuj nad tym w weekend. Nie wpisuj godzin”. Zamarłem.
Grzecznie odmówiłem. On prychnął i powiedział: „Prawdziwi gracze zespołowi stają na wysokości zadania”. I tak wziąłem te pliki i wyszedłem, myśląc, że nigdy nie sprawdzi, czy blefuję. W poniedziałek rano odebrałem spanikowany telefon. Mój szef nie miał pojęcia, że wszystko dokumentowałem i wysłałem maila do całego zespołu: „PSA: jeśli menedżer prosi cię o pracę «po godzinach dla zespołu», to jest kradzież wynagrodzenia. Dokumentujcie wszystko”. Dołączyłem nawet zrzuty ekranu z jego powtarzającymi się prośbami.
Nagle zaczął się miotać, publicznie przepraszać, a do sprawy włączył się HR. Nie tylko zabezpieczyłem się prawnie, ale też zapoczątkowałem rozmowę o szacunku, uczciwym wynagrodzeniu i właściwych oczekiwaniach w pracy. To było wzmacniające uczucie — uświadomić sobie, że twarde stawianie granic nie czyni mnie egoistą, tylko profesjonalistą. Mimo to nie mogę pozbyć się wrażenia, że zdradziłem szefa, z którym pracowałem przez pięć lat. Czy postąpiłem słusznie?
— Jake O.

Następny artykul: 15 historii, które dowodzą, że dobroć ma prawdziwą moc











