Nie mogłam uwierzyć w okrutne słowa syna — więc odpłaciłam mu doskonałą zemstą


Wszyscy przywykliśmy do tego, że lot to czas na sen, czytanie książki lub oglądanie filmu. Jednak dla pasażerów rejsu Dakar — Rzym zwykła podróż zmieniła się w prawdziwy scenariusz hollywoodzkiego dramatu z najszczęśliwszym możliwym finałem. Przygotujcie chusteczki: ta historia udowadnia, że cuda zdarzają się właśnie wtedy, gdy najmniej się ich spodziewamy.

Załoga ITA Airways stanęła przed sytuacją, której nie da się w pełni wyćwiczyć na symulatorach. W połowie lotu u jednej z pasażerek rozpoczęła się akcja porodowa. Na wysokości 10 kilometrów, gdy do najbliższego szpitala były tysiące mil, liczyła się każda minuta. Personel pokładowy nie stracił zimnej krwi: błyskawicznie zmienili tył samolotu w improwizowaną salę porodową. Na szczęście na pokładzie znaleźli się lekarz i pielęgniarka, którzy wraz z załogą pomogli maluchowi przyjść na świat.

Gdy w kabinie rozległ się pierwszy krzyk noworodka, pasażerowie, którzy do tej pory wstrzymywali oddech, wybuchli owacjami. Były to chyba najbardziej szczere brawa w historii lotnictwa cywilnego. Ta historia to przypomnienie dla nas wszystkich: nawet w najbardziej napiętym grafiku zawsze znajdzie się miejsce na cud.











