12 zasad gościnności naszych rodziców, które dzisiaj odeszły w niepamięć

Ciekawostki
2 godziny temu
12 zasad gościnności naszych rodziców, które dzisiaj odeszły w niepamięć

Nasze mamy i babcie zazwyczaj spotykały się z bliskimi i przyjaciółmi nie przy stoliku w kawiarni lub restauracji, lecz u siebie w domu. Istniało wiele zasad etykiety, których przestrzegali zarówno gospodarze, jak i goście. Na przykład, odejście bez pełnego najedzenia się było po prostu niemożliwe, a często goście zostawali na noc. Postanowiliśmy przypomnieć sobie, jakie zasady gościnności istniały kilka dekad temu, a teraz niemal całkowicie przeszły do historii.

Wszyscy siedzieli przy jednym stole, w tym małe dzieci.

Na uroczystościach, zarówno wielkich zabawach, jak i kameralnych spotkaniach, dzieciakom nikt nie organizował osobnego stołu. Nawet na imprezach urodzinowych dla dzieci dorośli i dzieci zbierali się razem. Faktem jest, że młodsze pokolenie niezbyt długo siedziało przy talerzach. Po skosztowaniu posiłku maluchy uciekały, by gdzieś się bawić. Chociaż, jeśli miały ochotę, mogły pozostać w towarzystwie dorosłych do końca przyjęcia. I wszyscy znów zasiadali przy stole, gdy gospodyni podawała słodkości, herbatę i kawę.

Niezbędne meble można było pożyczyć od sąsiadów.

Jeśli w domu zbierała się cała gromada gości, to często brakowało miejsc do siedzenia dla wszystkich. To jednak nie oznaczało, że trzeba było natychmiast biec do najbliższego sklepu meblowego i dokupować potrzebne taborety i krzesła. Po pierwsze, taki sklep nie zawsze znajdował się tuż za rogiem, a i asortyment tam nie zawsze cieszył oko. Po drugie, zapasowe taborety często nie miały gdzie być przechowywane. W takich sytuacjach pomocą służyli sąsiedzi. U nich zawsze można było pożyczyć dodatkowe meble, a czasem i naczynia, jeśli oczywiście sami nic nie świętowali.

Gospodynie starały się, w miarę możliwości, ozdobić dania.

Dobra gospodyni odpowiedzialnie podchodziła do organizacji świątecznego stołu. Dziś różnorodne przysmaki można znaleźć w najbliższym sklepie kulinarnym lub po prostu zamówić z dostawą. Wówczas jednak zdobycie gotowych dań było prawdziwym wyzwaniem.

Ciężko było nie tylko przygotować smaczne potrawy, ale także pięknie je podać. Sałatki często zdobiono kwiatkami wycinanymi z gotowanej marchewki, a na talerze wykładano myszki i grzybki zrobione z gotowanych jaj. Jeśli uroczystość odbywała się pod koniec lata lub na początku jesieni, gospodyni mogła wykonać koszyk owocowy z arbuza.

Gospodarzy należało zaprosić z rewizytą.

Delektując się kulinarnymi rarytasami i przyjemnymi rozmowami, goście zazwyczaj proponowali gospodarzom wizytę zwrotną. Dokładna data i godzina rzadko były ustalane. A ponieważ nie wszyscy mieli wówczas telefony, zaproszeni mogli pojawić się zupełnie niespodziewanie.

To rzadko kogoś zasmucało, gdyż każda przyzwoita gospodyni w szafach trzymała wszelkiego rodzaju zaprawy, które można było szybko podać na stół. Albo takie spontaniczne spotkania ograniczały się do herbaty i ciasteczek.

AI-generated image

Czasami ludzie niespodziewanie pojawiali się na progu z jakąś błahą prośbą: chcąc pożyczyć książkę lub trochę pieniędzy do wypłaty. Takich gości również obowiązkowo sadzano przy stole i częstowano czymś, jeśli nie sycącą kolacją, to przynajmniej herbatą. Jeśli dziecko zapraszało do domu kolegów z klasy, trzeba było również nakarmić i ich, niezależnie od tego, jak bardzo się wykręcali.

  • Pamiętam, jak poszłam do koleżanki z klasy, aby dowiedzieć się, co zadano na jutro, i od razu posadzono mnie przy stole. Tego dnia na obiad były duszone warzywa, których nie mogłam znieść. Było niegrzecznie odmówić, więc spędziłam jakieś czterdzieści minut nad talerzem, grzebiąc w cukiniach. Jakoś uporałam się z obiadem, ale warzyw długo potem nie jadłam. A zadanie domowe zapisane było skrupulatnie.

Na stole pojawiły się kiszonki i inne przetwory.

Koniec lata wielu osobom kojarzył się z sezonem przetworów. Z szaf wyciągano puste szklane słoiki, do których wkładano ogórki, pomidory, papryki, grzyby. A także przecierano owoce leśne i robiono dżem. Wszystkie te specjały świąteczne zawsze znajdowały się na stole. Co więcej, niektóre delikatesy, takie jak solone rydze, były przechowywane tylko na uroczyste okazje. W inne dni ciężko było je zdobyć.

  • Dziadek słynął wśród wszystkich krewnych ze specjalnego przepisu na kiszoną kapustę. Przygotowywał ją mistrzowsko i od razu w dużych ilościach. Zimą słoiki z kapustą kusiły apetycznym blaskiem między ramami okiennymi. Za każdym razem, gdy do domu przychodzili goście, wszyscy z niecierpliwością patrzyli na tę kapustę, łapczywie oblizując wargi. I choć babcia starała się wymyślać niezwykłe sałatki albo piec nowe paszteciki, daniem popisowym i tak pozostawała kapusta dziadka.

W przedpokoju przechowywano zestaw kapci dla gości.

AI-generated image, AI-generated image

Gościnni gospodarze trzymali w szafie cały stos kapci dla gości. Co więcej, niektórzy szczególnie często odwiedzający goście mogli liczyć na to, że w domu będą mieli swoją indywidualną parę, którą gospodarze skrzętnie przechowają do następnej wizyty. Jednak gdy zapraszano ludzi na dużą uroczystość, podczas której miało się zebrać całe mnóstwo osób, niektórzy świadomi goście przynosili kapcie ze sobą z domu. W przeciwieństwie do zapasowych taboretów, proszenie sąsiadów o pożyczenie kapci było jakoś niezręczne.

Goście, którzy przyszli po raz pierwszy, byli oprowadzani po mieszkaniu.

AI-generated image

Jeśli ktoś pojawił się w domu po raz pierwszy, to po porcji przekąsek należało go zapoznać z mieszkaniem. Gości z entuzjazmem oprowadzano po domu, pokazując wszystkie pokoje i opowiadając, skąd pochodzi ten lub inny element wystroju wnętrza. Niektórzy gospodarze chwalili się biblioteką, bo duża liczba książek była osobnym powodem do dumy. Inni z dumą prezentowali sprzęt i płyty.

Przy okazji wyciągano na światło dzienne wszelkiego rodzaju kolekcje: znaczków, samochodzików, monet, a nawet pudełek zapałek. Niektórzy szczególnie zapaleni gospodarze nawet wyciągali z szaf rodzinne albumy. Należało je oglądać z uczuciem i rozwagą, zadając różnorodne pytania. Dlatego albumy zazwyczaj pojawiały się na stole przed podaniem herbaty.

Jeśli goście zostawali na noc, dostawali najlepsze miejsce do spania.

AI-generated image, AI-generated image

Czasami wizyta kończyła się po północy, kiedy transport publiczny już nie działał. Ale zaproponowanie gościom, którzy spóźnili się, aby zamówili taksówkę, było w złym tonie. Wtedy po prostu zapraszano ich na nocleg. Niektórzy szczęśliwcy mieli na antresolach schowaną kanapę specjalnie na takie okazje. Inni ustępowali lepsze miejsce do spania gościom, a sami rozkładali się na podłodze lub robili prowizoryczne łóżko z foteli i krzeseł.

  • Moja mama miała koleżankę Galę, która często wpadała do nas w gości. Jakoś rodzice się z nią zasiedli i przegapili zamknięcie metra. Galę położono w moim pokoju. W środku nocy obudziły nas oburzone krzyki taty. Okazało się, że ciocia Gala zdołała się zamknąć w toalecie i nie mogła się z niej wydostać. Przez całą godzinę tata tłumaczył jej, co zrobić z zamkiem. W końcu dał sobie spokój i wyważył drzwi. Było wesoło.

Spotkanie odbywało się przy włączonym telewizorze.

Nie zawsze w telewizji pokazywano coś interesującego i zazwyczaj podczas imprezy skromnie stał w kącie. Jednak jeśli podczas uroczystości zaczynał się pokaz jakiegoś popularnego serialu lub ulubionego filmu, telewizor był koniecznie włączany. Co więcej, nie było konieczności oglądania w pełnym milczeniu: goście żywo rozmawiali i z przyjemnością kontynuowali ucztę.

Święto koniecznie było fotografowane.

Wiele rodzin miało własny aparat fotograficzny, choć wywoływanie klisz i drukowanie zdjęć było niełatwym zadaniem. Dlatego na dużych spotkaniach towarzyskich zawsze w domu znajdował się co najmniej jeden fotograf. Na standardowej fotografii świątecznej można było zobaczyć gospodarzy i wszystkich zaproszonych gości, grzecznie siedzących przy nakrytym stole. Jeśli różnorodne potrawy nie zmęczyły zbytnio właściciela aparatu, mógł uchwycić również tańce. Ale do herbaty aparat zazwyczaj odkładano na bok. Zdjęcia później drukowano i koniecznie wklejano do albumu, dodając datę i krótkie opisy.

Goście musieli przynieść ze sobą jakiś delikates.

Pojawianie się na progu domu bez poczęstunku uważano za oznakę złych manier, nawet jeśli wpadałeś z wizytą dosłownie na kilka minut. Zazwyczaj przynoszono coś do herbaty: zestaw cukierków, domowe wypieki lub własne przetwory. Szczególnym szykiem było poczęstowanie gospodarzy jakimś delikatesem: słoikiem kawioru, konserwowaną wątrobą dorsza lub jesiotrem w sosie pomidorowym. Wszystkie dary oczywiście wystawiano na stół.

Nikt nie zostawiał gospodyni samej z górą brudnych naczyń.

AI-generated image

Po zakończeniu święta goście zawsze pomagali gospodyni sprzątać ze stołu i zmywać naczynia. Niektóre panie grzecznie odmawiały, ale wspólne krzątanie się w kuchni było częścią rytuału świątecznego. Mężczyźni zazwyczaj nie brali w tym udziału i zaszywali się gdzieś w pobliżu gramofonu lub telewizora. To właśnie podczas zmywania można było spokojnie omówić najnowsze wiadomości z życia osobistego przyjaciółek i krewnych, osiągnięcia dzieci i historie z pracy.

A jak przyjmowaliście gości w swoim domu? Może mieliście jakieś swoje tradycje lub zasady? Czy nadal ich przestrzegacie, czy już z nich zrezygnowaliście? Podzielcie się w komentarzach.

A oto wybór nostalgicznych zdjęć, które przeniosą was do szkolnej ławki.

Komentarze

Otrzymuj powiadomienia
Masz szczęście! Ten wątek jest pusty,
co oznacza, że masz prawo do pierwszego komentarza.
Śmiało!

Powiązane artykuły