14 ludzi o wielkim sercu, którzy zostali bohaterami mimo woli

Ludzie
3 godziny temu
14 ludzi o wielkim sercu, którzy zostali bohaterami mimo woli

Czasem najbardziej znaczące gesty wykonują ludzie, którzy wcale nie zamierzali zostać bohaterami. Bez kamer, oklasków i wielkich słów — po prostu zrobili to, co podpowiedziało im serce. W tym zestawieniu zebraliśmy prawdziwe historie o osobach z wielkim sercem, które w zwyczajnej chwili okazali innym człowieczeństwo i troskę. Przeczytajcie, a zrozumiecie: dobre uczynki wciąż się zdarzają.

  • Mój młodszy syn ma 10 lat. Był wieczór 23 grudnia. Wracaliśmy razem do domu, a on zapytał:
    „Mamo, a jaki mi dasz prezent?”. Uznałam, że jest już wystarczająco duży, więc wręczyłam mu wcześniej wszystkie podarki, które planowałam położyć pod choinką. Rankiem 24 grudnia obudził mnie głośny płacz. Mój syn szlochał: pod choinką było pusto. Popłakał się, ale szybko otarł łzy i powiedział: „Już wszystko rozumiem. Jestem już duży, a Święty Mikołaj nie zdążył do mnie dotrzeć. Najpierw przecież musi obdarować maluchy, a ich jest całe mnóstwo. Nic nie szkodzi, poczekam”. Następnie poszedł do swojego pokoju i tam wyczekiwał. Ja w panice zadzwoniłam do starszego syna (mieszka osobno), prosząc, żeby gdzieś kupił klocki LEGO i zostawił je pod drzwiami. Wieczorem nagle rozległ się dzwonek. Syn wybiegł ze swojego pokoju i z rozmachem otworzył drzwi (starszy później mówił, że ledwo zdążył odskoczyć w stronę windy). A pod drzwiami — prezent i list. Na całej klatce schodowej rozległ się triumfalny okrzyk: „A nie mówiłem! Wiedziałem, że do mnie przyjdzie!”. Potem wszyscy razem czytaliśmy list z przeprosinami od Świętego Mikołaja, któremu zachorował najważniejszy renifer. Moje przyjaciółki, które przyszły w odwiedziny, ocierały łzy wzruszenia, a syn promieniał ze szczęścia. Nigdy nie zapomnę tego blasku w jego oczach. © Dzen
  • Do szkoły mam daleko, więc w autobusie zazwyczaj toczę nierówną walkę ze snem. Tym razem usiadłam przy oknie, a obok przysiadła się jakaś starsza pani. Podczas jazdy nawet nie zauważyłam, kiedy zasnęłam. Obudziłam się nagle i okazało się, że oparłam głowę na jej ramieniu, a ona jeszcze głaskała mnie po włosach. Zawstydzona próbowałam się odsunąć, ale babcia spokojnie powiedziała: „Powiedz mi tylko, gdzie musisz wysiąść, obudzę cię”. A gdy dotarłyśmy do mojego przystanku, dała mi jeszcze na drogę pierożki. Wiozła je dla wnuków, ale postanowiła podzielić się ze mną. To był przepiękny poranek. © VK
  • Początek lat 80., 24 grudnia. Moja starsza siostra, wtedy studentka, przyjechała do domu na święta. Na Wigilię szła do znajomych razem ze swoim przyszłym mężem. Na pożegnanie powiedziała: „Jak wyjdę, zajrzyj pod choinkę”. Znalazłem tam prawdziwą kostkę Rubika, w niebieskim opakowaniu (dziś powiedzielibyśmy: oryginał). Stała po nią 5 godzin w kolejce! Zawsze jej mówię, że to był najlepszy prezent, jaki kiedykolwiek dostałem. © Dzen
  • W tamtym okresie byłam na granicy wyczerpania — praca, problemy w życiu osobistym, ciągłe zmęczenie. Pewnego ranka w kawiarni osoba stojąca przede mną niespodziewanie zaproponowała, że zapłaci za moją kawę. Zamieniliśmy kilka zdań, po prostu chwilę porozmawialiśmy o życiu, ale w ciągu tych paru minut po raz pierwszy od dawna poczułam, że ktoś naprawdę mnie wysłuchał. Tak, nieznajomy miał kupon na dwie kawy w cenie jednej, ale ten prosty gest w nieoczekiwany sposób odmienił mój dzień i przypomniał mi, że nawet najmniejsza życzliwość potrafi dodać sił — zwłaszcza wtedy, gdy najbardziej ich brakuje. © Reddit
  • W naszej klasie są dwie dziewczyny. Przez długi czas były najlepszymi przyjaciółkami. Jedną wszyscy lubili, a drugiej nikt nie znosił. Niedawno się pokłóciły i ta „wredniejsza” wydrukowała kompromitujące zdjęcia tej pierwszej, dopisała do nich różne obelgi i porozwieszała po całej szkole. Biedna dziewczyna ze łzami w oczach biegała po korytarzach i zrywała swoje zdjęcia. Ale następnego dnia wydarzyło się coś niezwykłego. Uczniowie z różnych klas wydrukowali jej ładne, udane zdjęcia i na każdym napisali coś miłego. Niektórzy dziękowali jej za wsparcie, inni za pomoc w nauce. Dziewczyna znowu płakała, ale tym razem ze szczęścia. Z tamtą koleżanką już się nie przyjaźni, a ja cieszę się, że na świecie wciąż istnieje dobro. A skoro istnieje, to nie wszystko jeszcze stracone. © VK
  • Moja przyjaciółka miała iść na operację. Z kolegami z pracy łączyły ją raczej zwyczajne, zawodowe relacje, ale kiedy dowiedzieli się o zabiegu, zrobili jej prezent. Bardzo lubi suszone śliwki, więc kupili jej cały worek tych owoców i życzyli szybkiego powrotu do zdrowia. Nie spodziewała się takiej troski i była wzruszona do głębi.
  • To był początek lat 80. i jakimś cudem mieliśmy w domu dwie choinki. Wieczorem 23 grudnia, około 21:00, mama powiedziała: „Chodźmy na spacer”. Wzięliśmy jedną choinkę i wyszliśmy z bloku. A przed wejściem spotkaliśmy dwie siostry, miały jakieś 12 i 14 lat, mieszkały piętro wyżej. Szły przed nami, nie widziały nas. Starsza mówi do młodszej: „Chodź, może poszukamy jakichś gałązek, postawimy je i udekorujemy. Mama wróci ze zmiany i będzie się cieszyć”. A wtedy my zrobiliśmy im niespodziankę i podarowaliśmy choinkę. Do dziś pamiętam tę radość: i naszą, i tych dziewczynek. © Dzen
  • Pewnego razu musiałam zostać dłużej w pracy. Było już późno, zimno, stałam na przystanku i czekałam na autobus, który wcale się nie pojawiał. Nie miałam pieniędzy na taksówkę, mieszkam na obrzeżach miasta i nikt nie jechał w moją stronę. Sytuacja wydawała się niemal bez wyjścia.
    Wtedy zatrzymał się samochód, a w środku siedzieli chłopak i dziewczyna. Zapytali, dokąd jadę. Powiedziałam im, ale dodałam, że nie mam pieniędzy. „Wsiadaj, zawieziemy cię” — usłyszałam. Po drodze zaczęliśmy rozmawiać i okazało się, że oni po prostu jeżdżą nocą po mieście i przy okazji podwożą takich jak ja. Do dziś, gdy o tym myślę, robi mi się ciepło na sercu. Niech dobra wraca do takich ludzi! © Ideer
  • Kiedyś w młodości zasiedzieliśmy się z przyjaciółmi tak długo, że komunikacja miejska przestała kursować. A do domu przecież trzeba było jakoś wrócić. Została tylko taksówka, ale nie miałam na nią pieniędzy. Na szczęście znajomi mnie poratowali: wysypali na stół całą górę drobnych, wszystko, co zostało im w portfelach. Studenci... Ledwo, ale wystarczyło. Wsiadam do taksówki, podaję kierowcy pieniądze. On spojrzał na monety, ciężko westchnął i powiedział: „Od tego bogatszy nie będę, proszę pani. Zawiozę panią za darmo”. Nie wierzyłam własnym uszom. Do dziś jestem wdzięczna temu panu. © Ideer
  • Mieszkaliśmy wtedy całą rodziną w domu jednorodzinnym. Pamiętam pewną wyjątkowo mroźną zimę, nocami temperatura spadała nawet do −40 stopni. Do naszej okolicy przybłąkała się wataha bezdomnych psów: 5 dorosłych i 2 szczeniaki. Wszędzie je przeganiano, ale nam zrobiło się ich żal. Mieliśmy szopę, więc zrobiliśmy im tam miejsce, nasypaliśmy siana. Kupiliśmy worek karmy, dawaliśmy ciepłą wodę. Psy okazały się łagodne, nawet trochę płochliwe. Przetrwały u nas największe mrozy, doszły do siebie. Z czasem wszystkie zawieźliśmy do weterynarza i wysterylizowaliśmy, poza tym również trochę podleczyliśmy. Część udało się oddać do domów znajomych i rodziny, a dwa zostały z nami. Mieszkają u nas już 6 lat, biegają po podwórku. U naszych znajomych też mają się dobrze, pilnują domów i wiodą szczęśliwe życie. © Ideer
  • W 2012 roku straciłam pracę, a do tego zepsuł mi się samochód. Dojeżdżałam więc autobusem po mojego 9-letniego syna do szkoły, a potem razem czekaliśmy na autobus do domu, czasami nawet 30-45 minut. Zimą było to strasznie uciążliwe. Pewnego dnia podeszła do mnie kobieta. Okazało się, że mieszka niedaleko, jesteśmy sąsiadkami. Zaczęła podwozić mnie i syna do domu, zupełnie za darmo. Do dziś jestem jej ogromnie wdzięczna za tę pomoc, zwłaszcza że zrobiła coś takiego dla zupełnie obcej osoby. © Reddit
  • Mój chłopak wrócił kiedyś późno do domu i przyniósł mi kwiaty. Budżet mieliśmy bardzo ograniczony. Był to zwykły, skromny bukiet, bez żadnej okazji. Zdziwiłam się i zapytałam: „Po co?”. A on na to: „Wychodziłem z metra i stała tam starsza pani z jednym bukietem, cała zmarznięta. Zrobiło mi się jej strasznie żal. Wydałem ostatnie pieniądze, ale za to ona od razu mogła wrócić do domu”. Wiem, że nie zrobił nic nadzwyczajnego, ale ten gest bardzo mnie wzruszył. © Ideer
  • Jechałam autobusem i płakałam, bo przeczytałam historię pewnej organizacji charytatywnej. Jej oddział właśnie powstaje w naszym mieście. Organizacja codziennie zapewnia posiłki samotnym seniorom. Wszystko zaczęło się od jednego starszego pana, który przyszedł do kawiarni prowadzonej przez założycielkę fundacji. Nie miał wystarczającej ilości pieniędzy na obiad. Siedział przy stole i liczył drobne. Postanowiono nakarmić go za darmo, ale żeby nie czuł się upokorzony, powiedziano, że w kawiarni trwa promocja: wszystkie obiady dla seniorów są tego dnia darmowe. Później zadziałała poczta pantoflowa — zaczęło się zjawiać coraz więcej osób. Właścicielce kawiarni było trudno się w ten sposób utrzymać i nawet rozważała zamknięcie, ale wtedy jej córka, cierpiąca na ciężką postać porażenia mózgowego, nagle wyzdrowiała — prawdziwy cud! Dzięki temu kawiarnia mogła dalej funkcjonować. Dziś to miejsce przerodziło się w fundację charytatywną, która codziennie karmi samotnych seniorów gorącymi posiłkami.
  • Pół roku po ślubie mój mąż zaczął coraz częściej zostawać dłużej w pracy. Czasem nawet w weekend rano gdzieś wyjeżdżał i po dość krótkim czasie wracał. Pewnego razu postanowiłam go śledzić po pracy. Wsiadł w samochód i pojechał za miasto... na naszą działkę. Wpadam do domku i widzę... dwa małe szczeniaki. Mąż wyznał, że całe życie marzył o psie, a ja przecież mam alergię. A tu u sąsiadki pojawiły się szczeniaki, więc je wziął, żeby nie zmarzły. Dogadaliśmy się z moimi rodzicami i zabrali pieski do siebie do domu. Teraz w każdy weekend jeździmy je odwiedzać. Mąż jest szczęśliwy jak dziecko, a ja... biorę tabletki na alergię. © mommdarinka

Komentarze

Otrzymuj powiadomienia
Masz szczęście! Ten wątek jest pusty,
co oznacza, że masz prawo do pierwszego komentarza.
Śmiało!

Powiązane artykuły