15 historii o konduktorkach, których dobry uczynek uczynił długą podróż naprawdę wzruszającą

Ludzie
5 godziny temu
15 historii o konduktorkach, których dobry uczynek uczynił długą podróż naprawdę wzruszającą

Długa podróż pociągiem to zawsze miniaturka życia z własnymi zasadami, zapachem herbaty w szklankach z metalowymi uchwytami i stukotem kół. Częstymi bohaterami opowieści wędrowców są niezmiennie konduktorzy. Jedni surowo pilnują porządku, inni zaś stają się dla przypadkowych pasażerów prawdziwymi aniołami stróżami: przykrywają kocem w środku nocy, dzielą się swoim obiadem albo bronią przed kapryśnymi sąsiadami. Zebraliśmy 15 wzruszających historii o konduktorkach, które udowodniły, że człowieczeństwo nie zna granic, a każda droga staje się łatwiejsza, gdy obok jest „dobra wróżka” w mundurze.

  • W miniony weekend jechałam do domu pociągiem z najżyczliwszą konduktorką na świecie. Kobieta około sześćdziesiątki — już siwa, ale z ciepłym uśmiechem. Chodziła po wagonie i cerowała skarpetki biednym mężczyznom pogrążonym w kamiennym śnie, których pięty bezwstydnie wystawały na korytarz, a potem częstowała wszystkich chętnych darmową herbatą z własnych zapasów. Chciałam dać jej trochę pieniędzy za tę dobroć, ale tylko machnęła ręką i wesoło się zaśmiała. © VK
  • Wszystko zależy od tego, jak bardzo kochasz swoją pracę. Udowodniła mi to konduktorka pociągu na trasie „Nowosybirsk—Adler”. Rozjaśniła moją trzydobową podróż w piekle najtańszej klasy Kolei Transsyberyjskiej. Rano, zawsze z uśmiechem, zadbana i schludna, chodziła po wagonie i pytała o samopoczucie swoich pasażerów. Po każdym postoju przechodziła z pytaniem: „Wszyscy przyjaciele już wsiedli?”. A gdy do mojego wysiadania zostało pół godziny, obudziła mnie słowami: „Słoneczko, wstawaj i leć się umyć, zanim będzie kolejka”. Jak stać się tak samo szczęśliwą? © Ideer
  • Pracuję jako konduktorka. Kiedyś na stacji końcowej sprawdzam wagon, a pod siedzeniem transporter. W środku kot, oczy wielkie ze strachu, właściciela ani śladu. Wzięłam więc kotka i pobiegłam do dyżurnego ruchu. Po pół dnia zjawił się zdyszany chłopak i wyznał, że zgubił ukochanego pupila. Okazało się, że wysiadł zaspany z bagażami, a o kocie zapomniał! Zrozumiał, co się stało i przyjechał do naszego miasta taksówką, co zajęło mu cztery godziny. Gdy kot tylko go zobaczył, zaczął mruczeć tak głośno, że było go słychać na całym dworcu. A chłopak później przyniósł mi w podziękowaniu pudełko czekoladek.
  • Kilka lat temu byłem w delegacji i wracałem do domu. Początek listopada, nocny pociąg z wagonami do leżenia. Wieczorem zasnąłem przykryty tylko prześcieradłem. Obudziłem się w środku nocy, było potwornie zimno i ciemno, a koc leżał gdzieś na górze. Nie chciało mi się wstawać i go szukać. Zasnąłem ponownie, ale sen był płytki i niespokojny — niby śpisz, a jednak jest zimno i niewygodnie. Obudziłem się dopiero wtedy, gdy konduktorka delikatnie przykryła mnie kocem. Zrobiło mi się ciepło nie tylko fizycznie, ale i na sercu. © Pikabu
  • Dodaję punkty do karmy konduktorkom! Kiedyś starsza pani się na mnie uwzięła i grzecznie jej tłumaczyłem, że kupiłem miejsce na dolnym łóżku, bo mam problemy z kręgosłupem i fizycznie nie jestem w stanie wspiąć się na górę (jechałem w gorsecie ortopedycznym). Wtedy na horyzoncie pojawiła się pani Teresa. Szanowna konduktorka Teresa wstawiła się za mną z takim rozmachem, że aż miło było patrzeć! Starsza pani nawet nie zdążyła się pozbierać i odpowiedzieć, a już straszono ją kolejową ochroną. W jednej chwili, niczym górska kozica, wskoczyła więc na swoje górne łóżko i w milczeniu jechała aż do swojej stacji. © Pikabu
  • Odbierałem dziecko z dworca po zawodach. Przyjechała z medalem — niby powód do radości, ale była zupełnie bez humoru. Okazało się, że zgubiła smartfona i nie wiedziała nawet kiedy ani w jakich okolicznościach. Uznaliśmy więc, że telefon przepadł bezpowrotnie i postanowiliśmy o nim zapomnieć. A tu po dwóch dniach dzwoni telefon mojej żony, numer nieznany. W słuchawce kobiecy głos mówi, że telefon się znalazł i że możemy go odebrać 19 grudnia o 17:24 z pociągu relacji Warszawa—Gdańsk, wagon 13, zgłaszając się do konduktorek Kasi albo Wioli. Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się tego. Dnia 19 grudnia przyjechaliśmy na dworzec o umówionej porze, a w wagonie faktycznie czekały dwie młode dziewczyny — Kasia i Wiola. Oddały nam telefon cały i nienaruszony. Został znaleziony pod poduszką, na której spała córka. Dziękujemy wam, Kasiu i Wiolu! © Pikabu
  • Jakieś 30 lat temu, jako biedna studentka, jechałam do domu na Święta Bożego Narodzenia. Bilet na nocny pociąg kupiłam za ostatnie pieniądze — na jedzenie już nie starczyło, ale uznałam, że jedną noc wytrzymam. Siedzę, czytam książkę, a w brzuchu burczy mi niemiłosiernie. Nagle puka konduktorka i kiwa głową. Patrzę na nią pytająco, a ona konspiracyjnie mówi: „Kochanie, musisz coś zjeść. Proszę, częstuj się, śmiało. Sama byłam studentką, wiem, jak to jest”. I podje mi herbatę oraz kanapki z serem. Aż się wtedy rozpłakałam. Ta zwykła pociągowa herbata smakowała lepiej niż jakiekolwiek danie z restauracji.
  • Jeździłam z miasta do miasta, żeby zawieźć wyniki badań. Przez trzy dni zjadłam może dwa posiłki. Nerwy, stres i upał zupełnie odbierały mi apetyt. W końcu musiałam wrócić do domu. Z biletów zostało tylko miejsce na górnym, bocznym łóżku, tuż przy toalecie. Trudno, nie było czasu na wybrzydzanie. Weszłam do wagonu, z trudem dotarłam na swoje miejsce i usiadłam. Po chwili przyszli pasażerowie, którzy mieli miejsca na dolnym łóżku. Wstałam, spojrzałam w górę i zrozumiałam, że nie dam rady się tam wdrapać. Nie miałam już siły, ani trochę. Ręce jak z waty, nogi drżały ze zmęczenia.
    — Przepraszam — powiedziałam. — Czy mogę posiedzieć chwilę na brzegu? Odpocznę trochę i spróbuję wejść na górę. Chyba musiałam wtedy wyglądać naprawdę źle, bo się zgodzili. Zapytali, jak się czuję. Poczęstowali mnie jedzeniem, dali wodę. Przyszła też konduktorka i zapytała o moje samopoczucie. I wtedy się rozpłakałam. Nie wiem, ile zrozumieli przez łzy, pociąganie nosem i nerwowe jąkanie, ale w pewnym momencie konduktorka objęła mnie ramieniem, zaprowadziła do swojej małej służbowej kabiny, położyła, przykryła prześcieradłem i zamknęła drzwi. Obudziła mnie dopiero przed moją stacją. W życiu spotkałam wielu ludzi, ale częściej trafiałam na tych dobrych — życzliwych, uważnych, gotowych wysłuchać i pomóc w trudnej chwili. © Pikabu
  • Kilka lat temu jechałam nocnym pociągiem. Wagon bezprzedziałowy, środek nocy, komplet pasażerów. Miałam miejsce na dolnym łóżku przy oknie — było cicho, spokojnie, czytałam książkę.
    Nagle pojawia się kobieta około pięćdziesiątki, zaczyna hałasować, trzaskać torbami i siatkami. Patrzy na mnie i mówi: „To moje miejsce”. Spokojnie odpowiadam, że nie, jest moje. Zaczyna podnosić głos. Sprawdzamy bilety: numer miejsca ten sam, ale nazwiska różne. Po prostu sprzedano jedno miejsce dwóm osobom. Kobieta wpada w szał, krzyczy, że ją to nie obchodzi i że to mnie mają gdzieś przesadzić. Ja siedzę cicho. Przychodzi konduktorka, szybko ocenia sytuację i pyta: „Jedzie pani sama?”. Kiwnęłam głową. „Proszę zabrać rzeczy, zmienimy pani miejsce”. Kobieta promienieje zadowolona, rozkłada się na łóżku — zwycięstwo! I wtedy konduktorka dodaje:
    „Przydzielimy pani wolny przedział. Był w rezerwie, teraz cały jest do pani dyspozycji”. Odeszłam z podniesioną głową, a tamta została z kompletnie zszokowaną miną. © VK
  • To jedno z najcieplejszych wspomnień, jakie mam. Byłam wtedy w bardzo trudnej sytuacji życiowej. Cudem uzbierałam pieniądze na bilet do domu, cudem kupiłam jedyny wolny bilet i bez pieniędzy, bez jedzenia, bez telefonu wsiadłam do pociągu. Podróż trwała trochę ponad dobę, a wcześniej prawie cały dzień nic nie jadłam. Jedna studentka oddała mi swoje zapasowe spodnie, żebym nie marzła. Konduktorka częstowała mnie herbatą za darmo. Inni współpasażerowie dzielili się jedzeniem, żebym nie była głodna. Minęło wiele lat, ale do dziś pamiętam, jaka potrafi być ludzka dobroć — i sama staram się taka właśnie być. © VK
  • Jechałem pociągiem i strasznie zgłodniałem. W przedziale konduktorka sprzedawała jedzenie, ale miałem przy sobie tylko angielskie funty. Spojrzała na nie, pokręciła głową i powtarzała, że nie może ich przyjąć, potrzebne są inne pieniądze. A potem chyba zobaczyła rozpacz na mojej twarzy. Wyjęła wtedy ciastko, które miała przy sobie i oddała mi połowę! Byłem w szoku — taka dobroć naprawdę mnie wzruszyła. © Quora
  • Mój dziadek jechał, żeby oświadczyć się babci. Na tę ważną okazję włożył nowe, eleganckie buty i usiadł w wagonie bezprzedziałowym. Kładąc się spać, zostawił je pod łóżkiem, a rano już ich nie było. Konduktorka znalazła je w schowku i oddała dziadkowi. W tych butach dziadek poprosił babcię o rękę. Są razem już 50 lat. © Pikabu
  • Mali artyści wracali koncertów. Był lipiec, w ciągu dnia upał, a jednak wieczorem zrobiło się zimno, aż zęby szczękały. W nocy budzę się i widzę, że wszyscy, i dzieci, i dorośli, są przykryci kocami, odsłonięte moją tylko nosy. To konduktorka wszystkich przykryła. Wyobraźcie sobie — stare, wełniane, ciężkie koce, wagon wypchany po brzegi, sezon wakacyjny... A ona mimo to biegała, pilnowała i okrywała pasażerów. © Pikabu
  • Musiałam jechać w delegację pociągiem. Wpadłam na dworzec prosto po siłowni, w legginsach i koszulce. Przywitałam się ze wszystkimi i zaczęłam wspinać się na górne łóżko, gdy nagle starsza pani z dolnej pryczy wrzasnęła: „Co to ma być? Mogłaś przyjść jeszcze w samych majtkach!”. Obok akurat przechodziła konduktorka i powiedziała do mnie: „Proszę pani, mogę przenieść panią do wagonu sypialnego, za darmo. Jest pusty, więc zapraszam, skoro tutaj nie podoba się pani sąsiadom...”.
  • W 1986 roku wracaliśmy z mamą z Kazachstanu do Estonii. Mieliśmy przesiadkę w dużym mieście. Mama miała na rękach dwoje małych dzieci i do tego ciągnęła walizkę z ubraniami. Pociąg miał lada moment odjechać, a nas nie chcieli wpuścić do wagonu. Okazało się, że bilety mama kupiła nie w kasie, tylko z drugiej ręki, i były fałszywe. Zaczęła płakać, zdając sobie sprawę, że zostaje sama z dziećmi w ogromnym mieście. My tylko na nią spojrzeliśmy i również zalaliśmy się łzami. Wtedy konduktorka też się popłakała i, gdy pociąg już miał ruszyć, nie wytrzymała — wpuściła nas bez biletów. Do dziś wspominam tę kobietę z ogromną wdzięcznością. Są na świecie dobrzy ludzie. © Pikabu

To chyba właśnie takie spotkania sprawiają, że wciąż wybieramy pociąg zamiast samolotu — dla tej wyjątkowej atmosfery i ciepła. Która z tych historii poruszyła was najbardziej? A może w waszej pamięci także przechowuje się wspomnienie konduktora lub konduktorki, którego dobrego uczynku nigdy nie zapomnicie? Podzielcie się swoją podróżną historią w komentarzach!

A oto jeszcze kilka poruszających artykułów:

Komentarze

Otrzymuj powiadomienia
Masz szczęście! Ten wątek jest pusty,
co oznacza, że masz prawo do pierwszego komentarza.
Śmiało!

Powiązane artykuły