15 koleżanek, które najlepiej opisać dwoma słowami: „niezłe agentki”

Ludzie
dzień temu
15 koleżanek, które najlepiej opisać dwoma słowami: „niezłe agentki”

Są koleżanki spokojne, są mądre, są takie „jak wszyscy” — ale są też wyjątkowe. Takie, które potrafią zamienić w przygodę nawet zwykłą drogę do sklepu. Mowa o dziewczynach, dla których bycie „na przypale” dawno stało się oficjalnym statusem przyjaźni.

  • Dziś rano żona wcześnie pojechała do pracy, a ja zaspałem. Co więcej, nie zadzwoniła rano do koleżanki, która codziennie wozi autem swoje i nasze dziecko do przedszkola. W efekcie koleżanka też zaspała. Ostatecznie półprzytomna przyjechała do przedszkola i oznajmiła, że ona razem z tatą drugiego dziecka (czyli ze mną) zaspała, bo mama drugiego dziecka (moja żona) wcześnie rano pojechała do pracy. Tak właśnie wytłumaczyła, dlaczego dzieci zostały przywiezione późno. Niestety po tym wyjaśnieniu pytań wśród obecnych zrobiło się jeszcze więcej. © Picabu
  • Koleżanka zaprosiła mnie do siebie, żeby napić się herbaty, ogrzać, pogadać. Wchodzimy do niej do domu, jest około południa. Mówi, żebym poszła do kuchni i usiadła, a ona zaraz dojdzie. Wchodzę do kuchni, a tam w lodówce grzebie jakiś brodaty facet w szlafroku w różowe jednorożce! Patrzę na niego zszokowana, on patrzy na mnie bardzo zdziwiony. Po chwili mówi: „Dzień dobry. A pani to kto?”. Na szczęście koleżanka w porę weszła do kuchni, rozładowała sytuację i poprosiła brodatego pana w jednorożcach, żeby poszedł się ubrać. Okazało się, że to jej tata, który niespodziewanie wziął sobie wolne. Ale szlafrok miał świetny. © VK
  • Przyjaciółka niedawno wystawiła mnie do wiatru w dniu moich urodzin. Napisała, że nie da rady przyjść, bo ma coś do załatwienia. Normalnie nie miałabym pretensji, gdyby nie to, że dała znać niecałe dwie godziny wcześniej, kiedy całe jedzenie było już zamówione i opłacone. Zamówiłabym wtedy mniej, bo spodziewałam się, że przyjdzie z facetem — a ostatecznie nie przyszedł nikt. Później wyszło na jaw, że o żadnych spraw do załatwienia nie było, po prostu jej się nie chciało. Co zabawne, parę lat temu ona sama publicznie zrugała naszą wspólną koleżankę za to, że nie przyszła na jej urodziny. Jakoś to oczywiście przeżyłam... ale niesmak pozostał. © ADME
  • Miałam kiedyś pewną „koleżankę”. Przyjaźniłyśmy się od pierwszej do ostatniej klasy. Zawsze ode mnie ściągała, bo byłam prymuską. Po szkole namawiała mnie, żebym szła na studia tam, gdzie ona sama chciała się dostać. Kiedy odmówiłam, nasza „przyjaźń” nagle się skończyła. © Picabu
  • Byłam kiedyś na imprezie u koleżanki. Siedzieliśmy w miłej atmosferze, ale coś mnie zdziwiło — panna młoda z panem młodym w ogóle się nie całowali. Postanowiłam więc „naprawić sytuację” i krzyknęłam na całą salę: „Gorzko!”. Wrzasnęłam te słowa jeszcze trzy razy — zero reakcji. W końcu wzięłam krzesło, stanęłam na nim i wydarłam się: „Gorzko!”. Wtedy wszyscy spojrzeli na mnie kompletnie zdezorientowani, a ja poczułam, jak robię się czerwona jak burak. No i wtedy mnie olśniło — to wcale nie było wesele, tylko urodziny. Po prostu dziewczyna miała białą sukienkę, a ja ze zmęczenia pomyliłam daty. I koleżanki. © VK
  • Wychodziłam za mąż i nikogo nie zamierzałam zapraszać. Rano z mężem byliśmy w pracy, potem pojechaliśmy do urzędu stanu cywilnego — cała ceremonia trwała może 40 minut. Podpisaliśmy papiery i każde z nas pojechało z powrotem do pracy w inną stronę. Po tym zdarzeniu koleżanka przestała się do mnie odzywać, bo uznała, że powinnam była ich zaprosić. A mnie było zwyczajnie głupio zapraszać kogoś na 40 minut, tym bardziej że mieszkali daleko. I tak przestała się ze mną kontaktować. A przecież naprawdę nie było żadnego świętowania — żadnej imprezy, sesji zdjęciowej, niczego. Do dziś się zastanawiam: czy to ja faktycznie zachowałam się nie w porządku, czy po prostu ona nigdy nie była prawdziwą przyjaciółką. © ninapavlovna8
  • Miałam kiedyś koleżankę, która przyjechała „robić karierę w wielkim mieście”. Od razu zauważyłam, że przyjaźniła się wyłącznie z ludźmi starszymi i bogatszymi od siebie. Pomyślałam: no cóż, różnie bywa. Ale pewnego dnia zobaczyłam jej rozmowę z mamą i oniemiałam. Mama pisała do niej: „Musisz trzymać się tych, z których jest jakiś pożytek. Nie trać czasu na ludzi, którzy nic nie mogą ci dać. I pamiętaj: każda relacja powinna przynosić korzyści”. Wtedy wszystko stało się jasne – to dlatego nigdy nie interesowała się tym, jak ja żyję, za to zawsze dopytywała, czy znam kogoś kogoś „z perspektywami”. Jak się później okazało, długo mnie wykorzystywała, a potem po prostu zniknęła.
  • Na pierwszych zajęciach z filozofii siedziałyśmy z koleżanką i uważnie słuchałyśmy profesora. W pewnym momencie zadał nam zadanie: „Proszę przypomnieć sobie sytuację, w której widzieliście najszczęśliwszego człowieka”. Cała sala pogrążyła się we wspomnieniach. Studenci po kolei opowiadali, czym dla nich jest szczęście. Gdy przyszła kolej na moją koleżankę, powiedziała bez wahania: „Najszczęśliwszym człowiekiem jest dla mnie moja babcia – w chwili, gdy liczy pieniądze i uświadamia sobie, ile kurczaków może kupić za całą sumę”. Po usłyszeniu tych słów po raz pierwszy od początku zajęć na twarzy wykładowcy pojawił się uśmiech. © VK
  • Mam koleżankę ze specyficznym poczuciem humoru, która czasem potrafi powiedzieć coś dziwnego. Spotykała się kiedyś z chłopakiem, byli razem już od pół roku, aż pewnego wieczoru przyszło jej do głowy zrobić mu żart. Podeszła do niego i powiedziała prosto w twarz: „Słuchaj, Artur… Długo nie wiedziałam, jak ci to powiedzieć… Musimy się rozstać”. Chciała zobaczyć jego reakcję, ale on zupełnie spokojnie odpowiedział: „Tak? No to dobrze się składa, bo od tygodnia zastanawiam się, jak ci to powiedzieć. Dzięki, że sama to zaproponowałaś”. © VK
  • Spacerowałyśmy z koleżanką i na koniec postanowiłyśmy wpaść na herbatę do kawiarni. Usiadłyśmy, złożyłyśmy zamówienie, czekamy. I nagle zauważam, że niedaleko siedzi mój były i zerka w naszą stronę! Szepnęłam o tym koleżance, a wtedy on podchodzi do naszego stolika i... zaczyna ją podrywać, na moich oczach. Koleżanka ani przez chwilę się nie zawahała i wypaliła:
    „Przepraszam, ale pociągają mnie mężczyźni, a pan niestety do tej kategorii się nie zalicza”.
    Gdybym wtedy mogła sfotografować jego minę, oprawiłabym to zdjęcie w ramkę i oglądała codziennie. © VK
  • Poszłyśmy z przyjaciółką po pracy na kolację. Ona postanowiła zaprosić swojego chłopaka. Usiadł z nami, poznaliśmy się, a moja przyjaciółka nagle zaczęła mówić różne toksyczne bzdury. Chłopak zapytał, czy będziemy jeszcze coś zamawiać, a ona nagle wystrzeliła: „Tak, Renata już sama pochłonęła całą pizzę. Jestem w szoku, jak dziewczyna może tak dużo jeść”. Potem pokazała mu moją torebkę i wyciągnęła z rękawa kolejny hit: „Krzysiu, widzisz torbę Renaty? Też chciałam zamówić. Dobrze, że się nie zdecydowałam, fatalna jakość”. Dobrze, że zdążyłam już skończyć jeść, bo nie chciałam robić scen przy jej chłopaku. Po prostu zapłaciłam i wyszłam. Do dziś nie wiem, co to w ogóle było — wcześniej nigdy tak się nie zachowywała. © VK
  • W pracy zaprzyjaźniłam się z koleżanką. Wszystko było w porządku, dopóki w tej samej firmie nie zaczęłam spotykać się z mężczyzną. Długo trzymaliśmy to w tajemnicy, ale gdy koleżanka w końcu się dowiedziała, strasznie się obraziła i zaczęła otwarcie... robić sceny zazdrości. Jak jakiś facet, serio. Zaczęły się uszczypliwe komentarze, potem obgadywanie go. „On do ciebie nie pasuje!”. „A możesz powiedzieć dlaczego?”. Brak odpowiedzi. Później zaczęła sugerować, że on podobno z kimś się spotykał i „zrobił jakiejś dziewczynie coś złego”. Na pytanie: „Co dokładnie i komu?” znowu odpowiedziała ciszą. Wtedy zaczęłam się zastanawiać, czy to w ogóle była przyjaźń. © ADME
  • Moja koleżanka nie umie jeździć na rowerze, a ja postanowiłam ją tego nauczyć. Nie sądziłam, że istnieją ludzie aż tak oporni na naukę. Męczyłyśmy się trzy godziny pierwszego dnia, następnego znowu trzy, potem jeszcze dwie — a Ola wciąż ledwo dawała radę. Czwartego dnia westchnęła: „Oj, strasznie już jestem zmęczona... Może na razie odłóżmy te lekcje?”. „No jasne, odłóżmy — tylko potem nie narzekaj, że wszędzie jeżdżę na rowerze, a ty nie możesz” — pomyślałam sobie. © VK
  • Ja i moja koleżanka mamy chłopaków i przyjaźnimy się „parami”. Tyle że jesteśmy zupełnie różne. Niedawno siedzieliśmy wszyscy razem i rozmawialiśmy. Koleżanka pyta mojego chłopaka: „Słuchaj, a dokąd jutro wyjeżdżasz?”. On odpowiada: „Na urodziny do koleżanki...”. Po chwili ciszy koleżanka patrzy na mnie i mówi: „I tak po prostu mu pozwalasz?” Odpowiadam: „A czemu miałabym nie pozwolić?”. Znów zapada chwila ciszy, po czym ona zwraca się do swojego chłopaka: „Słuchaj, u nas tak nigdy nie będzie. Z żadnymi obcymi laskami nie będziesz się spotykał. A w domu pokażesz mi swoje rozmowy, bo mam wrażenie, że coś przede mną ukrywasz...”. W tym momencie mój chłopak ścisnął mnie mocno za rękę i szepnął: „Dzięki, że u nas tak nie jest”. © VK
  • Przyjaciółka zaczęła podrywać mojego męża: pisała do niego, robiła dwuznaczne aluzje, zaprosiła go na herbatę. Pewnego razu przyszła do nas do domu, sądząc że mąż jest sam. Wchodzi, a ja w szafie. Myślałam, że zacznie przystawiać się do męża, a ona wniosła do domu mnóstwo balonów i powiedziała: „Cześć, Olek! Wiem, że sam byś nie wpadł na taki pomysł, więc zejdź i przynieś jeszcze kilka toreb z samochodu, zrobimy niespodziankę dla Asi!”. Prawie się rozpłakałam! Okazało się, że chciała zorganizować mi niespodziankę na urodziny. Jest najlepsza!

Komentarze

Otrzymuj powiadomienia
Masz szczęście! Ten wątek jest pusty,
co oznacza, że masz prawo do pierwszego komentarza.
Śmiało!

Powiązane artykuły