16 historii, które mogły wydarzyć się tylko w restauracjach

Ciekawostki
rok temu

Czasami w restauracjach można zetknąć się z naprawdę surrealistycznymi sytuacjami. Niektóre są zabawne i sympatyczne, ale bywają też tak nieprzyjemne, że nie mamy ochoty wracać do tego lokalu. Ale to dotyczy nie tylko klientów. Pracownicy restauracji mają w zanadrzu mnóstwo ciekawych historii o tym, co dzieje się w ich miejscu pracy.

  • Pracuję jako kelnerka w barze. Widziałam już dziwnych wiele rzeczy, ale wygląda na to, że nadal może mnie coś zaskoczyć. Miałam dzisiaj taka sytuację. Młody chłopak poprosił mnie o przyniesienie cebuli, talerza, noża, ketchupu i serwetek. No cóż, klient nasz pan! Podałam mu, co chciał, i patrzyłam z zainteresowaniem, co będzie dalej. Pokroił cebulę, ostrożnie skropił ją ketchupem, przykrył całość serwetką i powiedział: „Proszę to zanieść mojej żonie przy tamtym stoliku, z podziękowaniami za 5 lat wspólnego życia!”. Po czym odwrócił się i wyszedł z baru.
  • Kiedyś w Brukseli zamówiłam sobie jakieś danie z owoców morza z sosem. Kiedy zjadłam, kelner zapytał mnie, czy życzę sobie czegoś jeszcze. Mówiłam wtedy po angielsku dość dobrze, ale trochę myliły mi się różne zwroty. W każdym razie rzucił mi bardzo dziwne spojrzenie, zabrał mój talerz, a następnie przyniósł mi mały pojemnik z resztkami sosu, zawinięty w folię. Najwyraźniej powiedziałam coś w stylu „Zapakuj na wynos”. Zaśmiałam się, zerwałam folię i nabrałam sos na łyżkę. Patrzyli na mnie jak na wariatkę.
  • Dziś w kawiarni pewna kobieta, siedząca przy stoliku obok, wpatrywała się we mnie dłuższą chwilę. Po czym podeszła do mnie z kubkiem kawy, wylała na mnie zawartość, krzycząc, że wyglądam jak kochanka jej męża, i wybiegła na ulicę. Niezłe zaskoczenie!
  • Kiedy już zjadłem trochę mojej sałatki, zobaczyłem w niej jakiś błyszczący kawałek. Podniosłem go widelcem i wyciągnąłem. Było to skrzydło i odwłok ogromnego konika polnego. W panice rzuciłem widelec na stół. Nigdy więcej nie wrócę do tego lokalu. © tedofgork / Reddit
  • Czasami w restauracjach goście witani są zbyt skomplikowanymi zwrotami. Wchodzi jakiś facet, który najwyraźniej chce zjeść lunch:
    — Zechce pan do nas dołączyć? — pyta go ładna hostessa przy wejściu.
    — Że co? — nie rozumie mężczyzna.
    — Czy chce pan do nas dołączyć? — powtarza dziewczyna.
    — Dobrze, mogę się do was przysiąść! — zgadza się facet.
  • Kiedyś zamówiłem posiłek na wynos w kawiarni. Kiedy podszedłem do kasy, pracownik zignorował moją kartę, gdy wyciągnąłem ją, by zapłacić, i po prostu wręczył mi zamówienie. Gdy wróciłem do domu, zaciekawiony sprawdziłem swoje konto, ale nie było śladu transakcji. Unikałem tego miejsca przez kilka tygodni, zanim wróciłem, ale nikt mi nic nie powiedział. © spookycamphero / Reddit
  • W moim koszyku z przekąskami znalazłem stos obgryzionych kości ze skrzydełek kurczaka. Po prostu położyli na nich nowy arkusz papieru i wypełnili go krążkami cebuli. Zwróciłem na to uwagę kierownikowi i wyszedłem. © GooberMcNutly / Reddit
  • Pewnej nocy poszliśmy z żoną do naprawdę eleganckiej restauracji. To było jak scena z filmu — żona podniosła do ust widelec z nabitym małżem i zobaczyła na nim karalucha. Powiedzieliśmy o tym kelnerce, a ona szybko sprzątnęła talerze i obrus, nakryła znów do stołu i powiedziała: „Jedzenie na koszt firmy, miłego wieczoru”. I wyprowadziła nas za drzwi. Miałem wrażenie, że zdarzyło się to tak wiele razy, że mają teraz procedurę szybkiego radzenia sobie z tym. © nieznany autor / Reddit
  • Najbardziej epicka historia przydarzyła się mnie i mojej żonie w Hiszpanii. Postanowiliśmy odwiedzić małą wioskę. To bardzo malownicze miejsce, ale musieliśmy tam jechać 3 godziny wąską, serpentynową górską drogą. Cóż, usadowiliśmy się wygodnie i zaczęliśmy czytać menu, ale trudno było cokolwiek zrozumieć. Wszystko było po hiszpańsku. Próbowaliśmy wygooglować niektóre dania, ale był tam bardzo kiepski zasięg. Jedynym znajomym nam słowem było „carpaccio”, ale ono też występowało w kilku odmianach.
    Poprosiliśmy właściciela lokalu, który nas obsługiwał, i zapytaliśmy go, czym się różnią te dania. Próbował nam wyjaśnić, że jedno to mięso kangura, a drugie — zebry, ale tak nas to zaskoczyło, że byliśmy pewni, że nie rozumiemy. Wtedy właściciel wbiegł do domu i wyszedł z obrazkową książeczką dla dzieci. Pokazał nam, że to carpaccio jest z zebry, a to z kangura. Zamówiliśmy zebrę i krokodyla. Myśleliśmy, że to chwyt marketingowy, ale nie, naprawdę było zrobione z tych zwierząt.
  • Najdziwniejszą kradzież telefonu przeżyłam późno w nocy w zatłoczonej kawiarni. Ktoś po prostu wyjął mi go z kieszeni i uciekł. Zalałam się łzami. Po chwili podszedł do mnie młody mężczyzna i spytał, co się stało. Opowiedziałam mu, opisałam złodzieja, a on po prostu wsiadł do samochodu i odjechał. Pięć minut później wrócił z moim telefonem i wyszedł bez słowa. Nadal nie mam pojęcia, o co w tym wszystkim chodziło.
  • W moim mieście jest kawiarenka, którą odwiedzam mniej więcej dwa razy w miesiącu. Kilka miesięcy temu weszłam tam i poprosiłam o zamówienie na wynos. Kelnerka powiedziała mi, żebym poczekała, bo musi sprawdzić, czy nadal mogą przyjmować zamówienia (było około 18:30, więc nie było powodu, dla którego by ich nie przyjmowali). Wyszła na około 15 minut, wróciła i powiedziała, że już nie przyjmują zamówień. Gdy to mówiła, do środka weszła jakaś para i usiadła. Kelnerka podała im menu i powiedziała, żeby złożyli zamówienie, gdy będą gotowi. Powiedziałam: „To chyba jakieś żarty! Nigdy więcej tu nie przyjdę” i wyszłam. © Pink_lover / Reddit
  • W moim jajku sadzonym była mała muszka. Nawet mi to nie przeszkadzało, nie jestem konfliktowy. Nie chciałem nawet nowego dania, chciałem tylko nowe jajko. Kelnerka wróciła z kuchni i powiedziała, że szef kuchni upiera się, że to jakaś przyprawa, której użył podczas gotowania. Kelnerka była tak pewna siebie, że zdałem sobie sprawę, że nie warto się kłócić. © titangrove / Reddit
  • Jak złamałam ząb i straciłem przyjaciółkę. Zaprosiłam ją do restauracji na kolację, bo nie widziałyśmy się od dłuższego czasu. Zamówiłam sałatkę grecką i kilka innych dań. Czas mijał szybko, gdy rozmawiałyśmy, w końcu przyniesiono nam posiłek. Włożyłam do ust kawałek sałatki, a potem poczułam chrupnięcie i ogromny ból. Okazało się, że oliwka miała pestkę, którą wyplułam wraz z częścią zęba. Wszystkie oliwki w sałatce miały pestki. Poprosiłam menagera restauracji, który przeprosił mnie i powiedział, że zwrócą pełny koszt leczenia. Ale teraz przyjaciółka uważa, że to moja wina, i jest na mnie obrażona, bo przeze mnie ukarali kucharza.
  • Pewnego dnia spacerowałam z córką po mieście. Było bardzo gorąco, ale musiałyśmy coś zjeść. Postanowiłyśmy wstąpić do pobliskiej restauracji i zamówić chłodnik. Wydawałoby się, że to proste danie, ale okazało się, że to była jakaś bardzo wyrafinowana restauracja. Dwie kelnerki podeszły do nas triumfalnie i przyniosły chłodnik, który składał się z dwóch części. Pierwsza to była mała miseczka, o bokach 15 cm. W miseczce znajdowała się sałatka z gotowanych ziemniaków, świeżych ogórków i gotowanych buraków. Druga część to była karafka z bladoróżową wodą, którą kelnerka jak baristka polała sałatkę. I to wszystko. Bez kwaśnej śmietany, bez zieleniny, bez jajek. Chłodnik był bardzo drogi, ale oczywiście nie zjadłyśmy go.
  • Pracuję jako kelnerka. Pewnego letniego piątkowego wieczoru przyszła jakaś para. Zjedli posiłek, pili herbatę i rozmawiali. Po jakimś czasie młody mężczyzna wstał od stolika, podszedł do mnie i powiedział: „Jeśli to możliwe, chciałbym teraz zapłacić rachunek. Potem poproszę o rachunek przy stoliku, pani mi go poda, a my wyjdziemy, jakby bez płacenia”.
    Oczywiście początkowo zamarłam na kilka sekund, ale klient nasz pan. Wydrukowałam mu rachunek, mężczyzna zapłacił i dał napiwek. Zapytałam, dlaczego to robi, a on wyjaśnił, że chciał zaaranżować romantyczną przygodę dla dziewczyny.
  • Dużo czasu zajęło nam dobranie odpowiedniego dania dla naszego pięcioletniego syna, ponieważ ma liczne alergie i nie może jeść wielu potraw. W końcu wybraliśmy coś mniej lub bardziej odpowiedniego, ostrzegliśmy kelnera, że nie powinni niczego innego dodawać do tego dania, i czekaliśmy na zamówienie. Wtedy kucharz wyszedł i zaczął nas pytać, jakie produkty może tam dodać, aby zrobić danie odpowiednie dla syna. W rezultacie zrobił mu pieczoną szynkę i placuszki cukiniowo-ziemniaczane z jajkiem i cebulą. Dziecku najbardziej smakowała cebula i mięso. Szef kuchni kilkakrotnie podchodził do syna i pytał, czy danie mu smakuje i czy ma ochotę na coś jeszcze. Syn był bardzo szczęśliwy i zapytał, czy może sobie zrobić z nim zdjęcie.

Komentarze

Otrzymuj powiadomienia
Masz szczęście! Ten wątek jest pusty,
co oznacza, że masz prawo do pierwszego komentarza.
Śmiało!

Powiązane artykuły