16 historii z firmowych imprez, które będą wspominane jeszcze na emeryturze

Ludzie
2 godziny temu
16 historii z firmowych imprez, które będą wspominane jeszcze na emeryturze

Imprezy firmowe często stają się źródłem najbarwniejszych i najcieplejszych wspomnień. Tego magicznego wieczoru surowy dress code ustępuje miejsca karnawałowym kostiumom, a wymagające kierownictwo nagle zaczyna rozdawać premie i spełniać najskrytsze marzenia pracowników. W tak swobodnej atmosferze skromni współpracownicy zamieniają się w prawdziwe gwiazdy sceny, a przypadkowe wpadki przeradzają się w legendy opowiadane przez lata.

  • Poszliśmy na firmowy karaoke. Śpiewali wszyscy oprócz nowej sekretarki. W końcu ją namówiliśmy. A ona jak dała czadu! Flirtowała z szefem, śpiewała o miłości. Rano szef wezwał ją do siebie. Wyszła zadowolona i oświadczyła: „Odchodzę z pracy!”. Wszyscy w szoku, aż tu dyrektor rzuca: „Tak, możecie pogratulować koleżance — zmienia specjalizację. Przechodzi do sąsiedniego działu, akurat szukają tam artysty na imprezy”. I tak na imprezie firmowej niespodziewanie wyszło na jaw, że ma talent. Później zdradziła nam, że od dawna myślała o śpiewaniu, bo ma za sobą nawet szkołę muzyczną, ale jakoś nie miała odwagi. Czasem wpada do nas w przerwie na herbatę i opowiada, jak bardzo podoba jej się nowe stanowisko.
  • Był firmowy bankiet w pracy. Zrobiłam sobie koka z dwoma loczkami przy twarzy i wystroiłam się jak prawdziwa królowa balu. W przerwie postanowiłam usunąć resztki jedzenia spomiędzy zębów, ale nie miałam nici dentystycznej. W desperacji zamknęłam się w kuchni, wyrwałam kilka włosków z fryzury i zaczęłam nimi czyścić zęby. Kto by jednak pomyślał, że część kolegów akurat była na balkonie i wszystko widziała. Ale ostatecznie nawet się ucieszyli, bo ktoś ich tam przypadkowo zamknął. © Ideer
  • Pewnego razu zorganizowaliśmy z kolegami niewielką imprezę firmową z grillem na łonie natury. Z ilością mięsa kompletnie przesadziliśmy — szaszłyków przygotowano tyle, że wszyscy najedli się do syta, a drugie tyle jeszcze zostało. Nikt nie chciał zabierać tego do domu, więc z kolegą wróciliśmy do miasta i po prostu oddaliśmy królewską porcję jakimś facetom spotkanym po drodze. Trzeba było zobaczyć ich miny! Długo nie mogli uwierzyć, że takie rzeczy naprawdę się zdarzają. © Ideer
  • Na imprezie firmowej zaczęto pytać o osiągnięcia w mijającym roku. U jednego urodził się syn, ktoś inny dostał awans. W końcu przyszła kolej na mnie i mówię: „Ułożyłem kostkę Rubika”. Prowadzący dopytuje: „A w życiu zawodowym?”. No to odbiłem piłeczkę, że ułożyłem ją w pracy. Śmietanka towarzyska oddziału oniemiała, mój bezpośredni przełożony też, a pozostałe 293 osoby wybuchły śmiechem. Dla ścisłości dodam, że nadal tam pracuję. © Pikabu
  • Od pięciu lat chodzę z fryzurą jak jeż Sonic — pofarbowałam swoją czuprynę na intensywnie niebieski kolor. W poprzedniej pracy zobaczyli mnie z takimi włosami i „uprzejmie zasugerowali”, żebym poszła na urlop w celu poszukiwania nowej pracy. Wyzwanie przyjęte. Kupiłam porządną perukę długowłosej blondynki i ruszyłam na rozmowy kwalifikacyjne. W efekcie od prawie pięciu lat nikt nie ma żadnych zastrzeżeń — co jakiś czas tylko zmieniam peruki. Podczas noworocznych imprez firmowych nie zawracam sobie jednak głowy strojem: zawsze pojawiam się jako Sonic, tylko co roku w innym wydaniu. W moim drugim roku pracy zastępca dyrektora przebrał się za Shreka, a sekretarka za Smerfetkę. Teraz każde firmowe święta mam jak z bajki. © Ideer
  • Na świątecznej imprezie firmowej dyrektor powiedział: „Pracowaliście ciężko, a dział finansowy nieźle zaoszczędził. Połowę tych oszczędności podzielimy równo między was wszystkich”. Zerkamy do telefonów w nadziei, że przyjdzie powiadomienie o przelewie i wtedy, dokładnie w tym samym momencie, wszystkim faktycznie przychodzą informacje z banku. Na kontach ląduje premia... i trzy pensje (nie tylko wynagrodzenia podstawowe, ale pełne pensje). Nie wiem, czy to przypadek, że pieniądze wpłynęły wszystkim minuta w minutę, ale to było jedno z najlepszych wspomnień z pracy w moim życiu. © Pikabu
  • W zeszłym roku nasza kierowniczka działu HR była na urlopie macierzyńskim, więc nikt nie zajmował się organizacją świątecznej imprezy. W końcu to ja zdobyłam pieniądze na Wigilię, około 10 tysięcy. Potem razem z kolegami ustaliliśmy, kto co przygotuje — bo produkty też kupiłam sama. Z dyrektorem generalnym uzgodniliśmy prezenty dla pracowników od firmy i zorganizowaliśmy Secret Santa. Świętowaliśmy w biurze, było nas około 20 osób, a stół uginał się od pysznego jedzenia. Było wesoło i po domowemu. „Po prostu super!”! © Pikabu
  • Lubię nasze „firmowe świętowanie”. Pakujemy prezenty dla osób, których nawet nie znamy, a potem tuż przed świętami jeździmy po domach, zostawiamy paczki i po prostu odjeżdżamy. Robimy tak od wielu, wielu lat. Nawet moje dzieci, które życie rozrzuciło po całym kraju, przyjeżdżają, żeby mi w tym pomagać. Mówią: „To najlepsza część świąt”. © Reddit
  • Dyrektor zwołał wszystkich do sali konferencyjnej i mówi: „Będzie impreza firmowa. Każdemu daję kopertę z zadaniem. Spotkanie zakończone!”. Wszyscy spojrzeli po sobie, myśląc: „No, coś się szykuje...”. Mówię do kolegi: „Pewnie chce, żebyśmy przebrania włożyli”. Otwieram kopertę, a tam 5 tysięcy złotych i karteczka: „Kupcie sobie, co tylko chcecie. Wesołych Świąt!”. Takiego obrotu spraw nikt się nie spodziewał. Każdy miał takie samo „zadanie”, choć dyrektor nigdy wcześniej nie słynął z hojności.
  • Na świątecznej imprezie firmowej wszyscy czekaliśmy na punkt kulminacyjny wieczoru — ogromny tort, z którego przy muzyce miała wyskoczyć Śnieżynka. Przy gromkich oklaskach dwóch ochroniarzy na salę wjechał gigantyczny tort. Wszyscy zamarli! I wtedy z tortu rozległ się głos elektryka: „Dokąd mnie wieziecie? Jeszcze nic nie podłączyłem!”. © VK
  • Pewnego razu poproszono mnie, żebym przebrał się za Świętego Mikołaja na imprezie firmowej. Zgodziłem się. W dniu wydarzenia udawałem, że muszę wyjść gdzieś zadzwonić. Szybko się wymknąłem, przebrałem się w kostium i wróciłem z donośnym okrzykiem: „Ho, ho, ho!”. Potem rozdawałem prezenty i fotografowałem się ze wszystkimi kolegami. Po chwili powiedziałem, że muszę już iść, bo moje sanie są zaparkowane przy wejściu. Przebrałem się z powrotem i wróciłem na imprezę. I wiecie co? Wielu zaczęło mnie żałować, że przegapiłem całą zabawę, bo „przyszedł Święty Mikołaj i rozdawał prezenty”. Myślałem, że się ze mnie nabijają, ale nawet ci, z którymi dosłownie przed chwilą się fotografowałem, zapewniali, że się nie zorientowali. A przecież to byli dorośli ludzie! W efekcie przez resztę wieczoru wszyscy dyskutowali o tajemniczym Mikołaju, a ja nie mogłem się nadziwić ich naiwności. © Reddit
  • Poszliśmy z kolegami na spontaniczną imprezę firmową. Cztery dziewczyny, które w biurze zawsze zachowywały się przyzwoicie, zaczęły tańczyć na stołach i podrywać facetów. Co ciekawe, trzy z nich są mężatkami, a czwarta ma chłopaka. Teraz kontakt z tymi dziewczynami w pracy stał się dla mnie dość niezręczny. A jeden nudny kolega, z którym często się kłóciliśmy w sprawach służbowych, okazał się całkiem fajnym facetem. © Ideer
  • Nasza główna księgowa nigdy nie da ani grosza więcej, nie uśmiechnie się. Podeszła jednak do mnie na świątecznej imprezie firmowej, wcisnęła mi kopertę do ręki i powiedziała: „Otwórz w domu. Nikomu ani słowa!”. Przestraszyłem się — może coś pomyliłem w raportach? Wchodzę do domu, trzęsącymi się rękami otwieram kopertę, a tam... voucher do sklepu z zabawkami i karteczka: „Słyszałam, że Twój syn od dawna marzył o jednym zestawie, a premię musieliśmy opóźnić. Kup mu go ode mnie, tylko po cichu... Sam wiesz, jestem przecież złą ciotką”. Prawie się popłakałem.
  • W dzieciństwie uwielbiałam śpiewać, ale z czasem porzuciłam tę pasję z powodu szkoły i pracy. Na firmowym karaoke koledzy namówili mnie, żebym zaśpiewała. Długo się opierałam, ale w końcu się zgodziłam. I wiecie co? Fakt, że w domu nadal śpiewałam i nie porzuciłam tej pasji, okazał się warty wysiłku. Mój występ wywołał burzę oklasków i mnóstwo pochwał! Sama się nie spodziewałam, że ludziom aż tak się spodoba. Koledzy byli zachwyceni i zaproponowali, żebym wystąpiła na kolejnym firmowym karaoke. To zdarzenie zainspirowało mnie do zapisania się do szkoły wokalnej i ponownego zajmowania się śpiewem. Odnalazłam w tym ogromną radość i teraz śpiewam nie tylko dla siebie, ale też dla przyjaciół i współpracowników. Nawet myślę, żeby zacząć występować w restauracjach. Jestem naprawdę szczęśliwa! © VK
  • Pracowałam kiedyś w teatrze. Pewnego dnia, 8 marca, cały zespół baletowy zebrał się w biurze i nakryliśmy stół słodkościami i przekąskami. Baletnice postanowiły, że swoich partnerów nie dopuszczą do jedzenia, dopóki nie odpowiedzą na wszystkie pytania w małym quizie. Wtedy główna księgowa, mądra i zdecydowana kobieta, głośno oznajmiła: „Chłopcy, młode panie mają do was same pytania, a ja mam dla was odpowiedzi!”. I wyjęła portfel, rozdając każdemu po 200 złotych. Dziewczyny były w szoku: „Proszę pani, przecież to nasz dzień!”. A ona odpowiedziała:
    „Właśnie dlatego, że to mój dzień, robię, co chcę!”. Po tych słowach wspólnie rozpoczęliśmy długo wyczekiwane świętowanie — jedzenie, rozmowy i śmiech do późna. © Pikabu
  • Na firmowej imprezie szef był zły. Wstał i powiedział: „Rok był trudny. Kowalski, Nowak, Wiśniewski, proszę do mojego biura”. W sali zapanowała cisza, jedzenie stanęło w gardle. No to koniec, zwolnienia. Pięć minut później otwierają się drzwi i wszyscy doznajemy szoku. Z gabinetu wyszli nasi „zwolnieni” współpracownicy z promiennymi twarzami i ogromnymi paczkami. Okazało się, że szef postanowił wysłać ich na firmowy urlop nad morze w nagrodę za najlepszą pracę w roku, a „zwolnieni” zostali tylko na czas dwutygodniowego relaksu. Odetchnęliśmy z ulgą i poszliśmy delektować się tortem.

Impreza firmowa to nie tylko kolejna data w kalendarzu, ale zdarzenie pełne śmiechu, nowych odkryć i ludzkiego ciepła. Po wielu latach z radością będziemy wspominać nie kwartalne raporty, ale właśnie szalony taniec księgowej lub nagłą hojność szefa. Jaka historia z waszych imprez firmowych zasługuje na to, aby dowiedział się o niej cały internet?

Komentarze

Otrzymuj powiadomienia
Masz szczęście! Ten wątek jest pusty,
co oznacza, że masz prawo do pierwszego komentarza.
Śmiało!

Powiązane artykuły