16 osób, które wróciły z firmowej imprezy z historią na całe życie

Ludzie
dzień temu
16 osób, które wróciły z firmowej imprezy z historią na całe życie

Imprezy firmowe to nie tylko spotkania z kolegami z pracy w nieformalnej atmosferze, ale także sprawdzian przyjaźni, cierpliwości i umiejętności śmiania się z samego siebie, a czasem nawet nauka wyciągania wniosków. Jeśli choć raz zdarzyło wam się szaleńczo tańczyć z szefem, czuć zakłopotanie z powodu swojego stroju albo flirtować z sympatycznym pracownikiem z sąsiedniego działu, nasz artykuł przywoła w was żywe wspomnienia.

  • Jestem lekarką. Pewnego razu poszliśmy całym oddziałem (20 osób) świętować do restauracji i zamówiliśmy stół bankietowy. Tego dnia akurat dostaliśmy wypłatę — kart wtedy jeszcze nie było, wszystko wypłacano gotówką. Przychodzimy do restauracji, a tam nas przepraszają i pytają, czy nie będziemy mieli nic przeciwko temu, żeby razem z nami bawiło się wesele — zaszła jakaś pomyłka przy rezerwacjach. Nerwowo się zaśmialiśmy i wyraziliśmy zgodę. Umówiliśmy się tylko, że nie będziemy brać udziału w konkursach, nie będziemy podrywać cudzych mężczyzn i nie damy żadnych pieniędzy w ramach prezentu. W rezultacie złamaliśmy wszystkie ustalenia i zostawiliśmy młodym mnóstwo gotówki — całe wypłaty, wszystko, co zarobiliśmy ciężką pracą! A po kilku latach przyszła do mnie pacjentka i zapytała, czy pamiętam, jak razem bawiłyśmy się na weselu. Dodała, że to my daliśmy nowożeńcom najwięcej pieniędzy. © natalia202317
  • Na imprezie firmowej wyglądałam po prostu obłędnie! W pewnym momencie poszłam do toalety. Kiedy z niej wyszłam, zauważyłam, że faceci gapią się na mnie jak zaczarowani i pomyślałam: „Czy ja naprawdę robię aż takie wrażenie?”. Usiadłam przy stoliku i wtedy kelnerka z wielkimi oczami podbiega do nas i szepnęła mojej koleżance, że moja sukienka zahaczyła się z tyłu o rajstopy, podwinęła się i w takim stanie paradowałam przez całą restaurację! A ja naiwnie myślałam, że wszyscy patrzą na mnie dlatego, że świetnie wyglądam! © myfavoritedaybook
  • U znajomej imprezy firmowe zawsze przebiegały bardzo żywiołowo — dzikie tańce w restauracji, poprzebierani pracownicy, którzy bawią się na całego. A dyrektor wszystko nagrywał i następnego dnia wrzucał filmik z najśmieszniejszymi momentami. W tym roku wszyscy przygotowali się na ten sam scenariusz, ale dyrektor zrobił mistrzowski zwrot akcji i zabrał wszystkich na koncert orkiestry symfonicznej. Następnego dnia były już tylko nagrania z kwaśnymi minami. © ADME
  • Zebraliśmy się na noworocznej imprezie firmowej, podczas której miało odbyć się losowanie cennych nagród. Na 15 minut przed losowaniem dziewczyny zaczęły przygotowywać swoje losy, które, jak się okazało, leżały pod talerzami. Szukałam swojego, ale nie mogłam go znaleźć! Szybko zawołałam kelnerkę i powiedziałam, że nie mam losu. Wtedy ona przyniosła mi los z wolnego stolika. I właśnie ten los okazał się wygrany — dostałam świetny telefon! Do dziś jestem w szoku, choć minęły już dwa lata. © aiddimm
  • Do firmy, w której pracowałam, przyszedł nowy dyrektor handlowy — młody, ambitny. Dwa dni później odbyła się impreza firmowa. Dyrektor szalał, tańczył i tak ostro flirtował z dyrektorką generalną, że nie zauważył ani obrączki na jej palcu, ani jej męża stojącego obok. Po tej imprezie firmowej już nigdy więcej nie pojawił się w pracy. © mrs.avellano
  • Pracowałam w dobrej firmie. Imprezy integracyjne zazwyczaj odbywały się w biurze, ale raz postanowiliśmy wybrać się do restauracji. Oczywiście wystroiłam się jak należy i czułam się świetnie, a szef... po prostu nie dawał mi spokoju: „Pani Anno! Ma pani tatuaże!”, „Aniu! Jak pani świetnie tańczy!”. Po Nowym Roku wróciłam do pracy znacznie pewniejsza siebie i gotowa zdobywać kolejne szczyty — bo nie musiałam już przed szefem udawać kogoś, kim nie jestem. © Pikabu
  • Mieliśmy noworoczną imprezę firmową, na którą przyjechał ze stolicy szef ze swoją dziewczyną. Właśnie tam zakochał się w naszej pracownicy. Nie zwodził ani jednej, ani drugiej: ze swoją partnerką się rozstał, a z naszą koleżanką zaczął się spotykać. Są razem do dziś (już od 13 lat) i mają dwoje dzieci. © ena_rass
  • Jedna dziewczyna z naszej pracy bardzo chciała uwieść dyrektora — młodego i wolnego. Próbowała zbliżyć się do niego na różne sposoby, ale nie wychodziło. Podczas imprezy firmowej wykonała bardzo odważne tańce. Dyrektor był oczywiście pod wrażeniem, ale skwitował to krótko: takie zachowanie zdecydowanie zasługuje na naganę. Cóż... nie na taki efekt liczyła. Choć trzeba przyznać, że tańczyła naprawdę zjawiskowo. © ADME
  • Nigdy nie lubiłem imprez integracyjnych, bo zawsze czułem się niezręcznie w nieformalnych kontaktach z kolegami z pracy. Pewnego razu doszedłem jednak do wniosku, że trzeba się z tym zmierzyć. Na noworocznym firmowym spotkaniu postanowiłem więc zatańczyć step. Pożyczyłem specjalne buty, nauczyłem się układu, poprosiłem o chwilę uwagi i — ku zaskoczeniu wszystkich — dałem prawdziwe show. Początek był świetny, ale potem przypadkiem zahaczyłem piętą o drugą nogę, wpadłem na choinkę, a ta przewróciła się na stół. Bombki się potłukły, stół się wywrócił, a razem z nim sałatki i talerze. To był jedyny raz w moim życiu, kiedy jednocześnie popsułem ludziom nastrój i go poprawiłem. © VK
  • Kiedyś świętowaliśmy firmową imprezę w saunie i... zasnąłem. Koledzy musieli mnie ubierać. Do domu wróciłem więc w cudzych dżinsach i skarpetkach. Żona, oczywiście, trochę posyczała, ale nie pozostała dłużna — na swojej imprezie integracyjnej zrobiła szpagat i wróciła do domu niemal bez spódnicy. © Dzen
  • Pewnego razu na imprezie firmowej przegrałam zakład z koleżanką. Moim zadaniem było pójść do najbliższego spożywczaka i pocałować dowolnie wybraną osobę. Weszłyśmy do sklepu, a tam byli tylko: starszy pan ochroniarz, ekspedientka i ktoś przebrany za dinozaura. Postanowiłam zaryzykować i wybrałam właśnie dinozaura. Pod ogromnym kostiumem krył się całkiem sympatyczny facet. I tak właśnie poznałam mojego chłopaka, którego bardzo kocham. © VK
  • Znajomy zaprosił mnie na imprezę firmową, której motywem przewodnim były „trujące grzyby i owady”. Ludzie naprawdę się postarali — jedni przyszli przebrani za muchomorki, inni za komary... A sam gospodarz balu zjawił się w stroju dezynsektora. Typowe dla niego. © ADME
  • Kilka lat temu poszłam na firmową imprezę w koktajlowej sukience i wysokich obcasach. Toalety w sali balowej znajdowały się na górze, a prowadziły do nich szerokie, eleganckie schody wyłożone dywanem. Poszłam do toalety, załatwiłam swoje sprawy i zaczęłam schodzić w dół... Do dziś nie wiem, jak to się stało, ale w połowie drogi straciłam równowagę, zrobiłam salto i wylądowałam na dole. Było mi potwornie głupio! Wstałam jednak z gracją, a koledzy zaczęli bić brawo temu „akrobatycznemu popisowi” — i jeszcze przez kilka kolejnych lat mi o nim przypominali. © Reddit
  • Na naszej imprezie firmowej losowano nagrody. Najpierw w quizie zdobywaliśmy „pieniądze kuponowe”, a potem mogliśmy za nie wykupić nagrody, które prowadzący brał ze stolika ustawionego na środku sali. Wśród nagród były m.in. napoje, vouchery na jeden, dwa, a nawet trzy dni urlopu. Na stoliku dumnie stało też modne pudełko po bardzo drogim telefonie. Postanowiłem nie rozmieniać się na drobne: gromadziłem kupony i marzyłem tylko o tym, żeby wykupić telefon. Na koniec okazało się jednak, że pudełko stało tam wyłącznie dla ozdoby — to wcale nie była nagroda! W efekcie ci mniej chciwi dostali za darmo napoje i dodatkowe dni wolne, a ja, przez własną zachłanność, nie dostałem nic. © Pikabu
  • Mój pracodawca zorganizował imprezę firmową, na którą można było przyjść z osobą towarzyszącą. W pewnym momencie jeden z moich kolegów spojrzał na parę tańczących pracowników i powiedział do stojącej obok kobiety: „Proszę pani, oni są razem już od roku!”. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że ta kobieta była... żoną tańczącego faceta. Po tym wydarzeniu nikt już nie przychodził na imprezy firmowe z małżonkami. © Reddit
  • Kilka lat temu w naszym niewielkim miasteczku zbiegły się dwa święta: Dzień Pielęgniarki i Dzień Nauczyciela. Postanowiono uczcić je razem w najlepszej restauracji w mieście. Oczywiście cały lokal był wypełniony samymi kobietami: nauczycielkami i pielęgniarkami. Ale gdzieś bliżej północy do restauracji przypadkiem wpadło czterech mężczyzn. I wtedy się zaczęło... Atmosfera momentalnie ożyła, panie wypiękniały, ruszyły na parkiet, zaczęły flirtować i zapraszać panów do tańca. W końcu rozpoczęły się nawet spory o to, „do kogo należą” kawalerowie. A gdy kobiety wymieniały się argumentami, mężczyźni niepostrzeżenie... zniknęli z restauracji. Choć możliwe też, że jednak ktoś ich dyskretnie „wyprowadził”. © Pikabu

Jakie epickie i kuriozalne sytuacje przydarzyły się wam na imprezach firmowych? Opiszcie je w komentarzach!

Komentarze

Otrzymuj powiadomienia
Masz szczęście! Ten wątek jest pusty,
co oznacza, że masz prawo do pierwszego komentarza.
Śmiało!

Powiązane artykuły