16 uroczych historii, które ogrzeją twoje serce

Ludzie
miesiąc temu
16 uroczych historii, które ogrzeją twoje serce

Są takie historie, które stają się ciepłym kocem dla duszy. Zebraliśmy właśnie takie momenty: proste, dobre, prawdziwe. Takie, po których chce się westchnąć, uśmiechnąć i powiedzieć: no cóż, świat jednak nie jest taki zły.

  • Rano rano spieszyłam się do pracy, zamówiłam taksówkę. Siadłam, a na desce rozdzielczej pojemnik z bułkami. Zapytałam kierowcę: „Sprzedaje je pan?”. On się uśmiechnął: „Nie, częstuję. Żona piecze, pyszne są, więc niech ludzie mają radość”. Wyciągnął bułeczkę, cieplutką, z dżemem. Jadłam i prawie się rozpłakałam, bo no kurczę, po prostu człowiek postanowił zrobić coś dobrego. Na koniec jeszcze kierowca powiedział: „Będziesz miała dobry dzień, czuję to!”. I wyobraźcie sobie, tego dnia zwolnili mnie za częste spóźnienia. I naprawdę, taksówkarz miał rację, że dzień był dobry, bo nie znosiłam swojej pracy, ale sama bałam się odejść. © / VK
  • Pewnego razu przysnęłam w porannym autobusie i prawie przegapiłam swój przystanek. Teoretycznie to byli sami obcy ludzie, ale jednak „znamy się” z nieoficjalnie przydzielonych miejsc. Jeden chłopak ruszył mnie obudzić, inny poprosił kierowcę, by poczekał. Sam kierowca powiedział: „Czy tu ktoś nie wysiada?”. A kiedy w pośpiechu prawie zapomniałam płaszcza, podali mi go. To było takie miłe i troskliwe. Następnego dnia przyniosłam im czekoladki w podziękowaniu. © SierraSeaWitch / Reddit
  • Pewnego razu zabrakło mi benzyny na wiejskiej drodze. Wokół nikogo, do miasta daleko. Przejeżdżający obok chłopak zabrał mnie, zawiózł na stację, a potem z powrotem do mojego ciężarówki. Kiedy zaproponowałem zapłatę, odmówił i powiedział: „Po prostu pomóż komuś, kiedy będzie potrzeba”. © Buwaro / Reddit
  • Szłam do domu i jednocześnie sprawdzałam komunikatory. Zobaczyłam w jednej grupie, że jakiemuś dziadkowi ukradziono portfel, a tam była cała emerytura, którą właśnie otrzymał. Podano kontaktowy numer telefonu i adres. Przez szczęśliwy zbieg okoliczności dosłownie pięć minut wcześniej przechodziłam obok tej okolicy. Wróciłam, wyciągnęłam pieniądze z portfela i zadzwoniłam do drzwi. Powiedziałam, że znalazłam trochę pieniędzy i pomyślałam, że jemu są bardziej potrzebne. Okazało się, że byłam piątą osobą, która „znalazła” zgubę. Dziadek płakał, kiedy o tym opowiadał. Uścisnęłam go i życzyłam miłego wieczoru. © / VK
  • Leciałem kiedyś samolotem i zasnąłem. Chłopak siedzący obok obudził mnie, kiedy stewardesa rozdawała lody, i sam wziął lody, żebym mógł zjeść od razu dwa. Nigdy tego człowieka nie zapomnę. © ashenartist / Reddit
  • Mój tata jest zapalonym miłośnikiem psów. Przeprowadzili się do wynajmowanego domu, podczas gdy w ich domu trwał remont. O siódmej rano tata wyszedł na spacer z naszymi dwoma psami, a tam mieszkała lokalna wataha psów. Zaczęły szczekać, otoczyły go. Tata powiedział do nich: „No i po co szczekacie? Chodźcie z nami na spacer”. I przez prawie pół roku tata wyprowadzał nasze psy oraz psią watahę — dziewięć osobników. Jak one się do niego łasiły! Potem przeprowadziliśmy się z powrotem do naszego domu. Niedawno tata był w tej okolicy w jakichś sprawach, i nagle wybiegła jego wataha: wszystkie psy rzuciły się do niego i zaczęły go lizać. © / Ideer
  • Moja córka już nie jest mała, a i ja nie mam teraz zbyt wiele wolnego czasu. Ale nasze tradycje pozostają niezmienne. Kiedy była mała, każdą niedzielę spędzałyśmy na kupowaniu smakołyków, włączałyśmy kreskówki z disneyowskimi księżniczkami i cieszyłyśmy się chwilą. Teraz ona studiuje na uniwersytecie, ja mam dużo pracy, ale tradycji nie zamierzamy zmieniać. Zamówiłam pizzę, córka przyniosła świeże pączki i teraz będziemy oglądać „Królewnę Śnieżkę”. © / VK
  • Mój tata jest niesamowity. Robiliśmy remont, tata wymieniał sejf w swoim gabinecie. Zobaczyłam, jak wyjmuje dokumenty, jakieś kosztowności i filiżankę. Spytałam, co to za cenna filiżanka. Trudno uwierzyć, ale powiedział: „Tę filiżankę kupiłem, bo twoja mama piła z niej na naszej pierwszej randce”. Tata już wtedy wiedział, że z mamą będą na całe życie... To jest miłość.
  • Moja mama jest nauczycielką gry na fortepianie. Pewnego razu weszła do sklepu muzycznego, a tam przyszedł chłopiec, około dziesięcioletni, który chciał kupić swój pierwszy instrument, marzył o ukulele. Sprzedawca pokazał opcje od 65 dolarów.
    Chłopiec wybiegł do mamy do samochodu, a potem wrócił i zapytał, jaki mają najtańszy instrument. Pokazali mu kazu za trzy dolary. Mamie zrobiło się go tak żal, że podeszła i zapytała, czy naprawdę chce ukulele i będzie się uczyć. Kiwnął głową, a mama kupiła mu instrument, książkę i kostki do gry. Kiedy wyszła, chłopiec z mamą czekali przy drzwiach, żeby ją przytulić. © Nieznany autor / Reddit
  • Mieszkaliśmy z rodziną w domu jednorodzinnym. Zima była bardzo mroźna, w nocy temperatura dochodziła do −40 stopni. Do naszej miejscowości zawędrowała wataha bezdomnych psów, pięć psów i dwa szczeniaki. Wszędzie je przepędzano, a nam zrobiło się ich żal. Mieliśmy ocieploną szopę, postanowiliśmy tam zrobić miejsce i nałożyć siana. Kupiliśmy worek karmy, podawaliśmy ciepłą wodę. Psy okazały się nieagresywne, nawet bojaźliwe. Przetrwały mrozy, zaokrągliły się. Stopniowo wszystkie woziliśmy do weterynarza, sterylizowaliśmy, leczyliśmy. Niektóre oddaliśmy przyjaciołom i krewnym, dwa zostawiliśmy u siebie. Już od sześciu lat z nami mieszkają, spacerują po podwórku. Również u znajomych żyją szczęśliwie, pilnując domów. © Podsłuchane / Ideer
  • Zdecydowałam się upiec pierożki i trochę źle policzyłam ilość ciasta. Zamiast planowanych piętnastu, wyszło ich około czterdziestu. Sama bym tylu nie zjadła, mieszkam sama. Dlatego trochę zapakowałam dla kolegów z pracy, a resztę postanowiłam rozdać sąsiadom. Chodziłam po mieszkaniach i rozdawałam im ciepłe pierożki do herbaty. Miło było obserwować, jak sąsiedzi zmieniają wyraz twarzy, dziękują. Po kilku dniach zadzwoniła do mnie sąsiadka z kawałkiem szarlotki w rękach. Powiedziała, że wyszło jej duże ciasto i postanowiła się podzielić. A po jakimś czasie przyszła babcia z pierwszego piętra i przyniosła dwa słoiki przetworów. Wydaje się, że zaczęłam fajną tradycję — wymiany smakołyków z sąsiadami. © / VK
  • Mój tata jest najlepszym tatą na świecie. Jakoś tak zawsze się składało, że wiedział, co powiedzieć lub zrobić, żebym się uspokoiła i go posłuchała. A niedawno rozmawialiśmy o tym i opowiedział mi, że na początku było mu bardzo trudno: raz mnie prawie upuścił, raz zostawił w samochodzie, innym razem zasnął i ja wymazałam się maminymi kremami. Ale najważniejsze było to, że chciał być dobrym ojcem, dlatego dużo ze mną rozmawiał i zawsze starał się pomóc. Niedługo sama będę miała dziecko i dzięki słowom taty wiem, że nie wszystko będzie idealnie, ale stanę się dobrą mamą. © / VK
  • Wezwałam taksówkę po imprezie firmowej w pracy. Kierowca przyjął zlecenie i napisał mi, że w samochodzie będzie piesek, pytając, czy to nie będzie przeszkadzać. Powiedziałam, że nie, wszystko w porządku. Przyjechał szybko, a na tylnym siedzeniu rzeczywiście miał szczeniaka, otulonego jakąś kurtką. Taksówkarz wyjaśnił, że wykonywał zlecenie i zobaczył przed blokiem pudełko z pieskiem, który bardzo zmarzł, był głodny i mokry, a na zewnątrz ciągle padał śnieg. Wziął go do samochodu, nakarmił, ogrzał, chciał jeszcze popracować, a potem pojechać z nim do domu. Cieszę się, że na tym świecie wciąż istnieją tacy dobrzy i wrażliwi ludzie — kto wie, może kiedyś oni uratują świat. © / VK
  • Ja i mój mąż poznaliśmy się dziesięć lat temu, kiedy oboje pracowaliśmy w niezłej restauracji: on był kelnerem, a ja śpiewałam tam z zespołem. Początkowo prawie nie rozmawialiśmy, tylko czasami wymienialiśmy się paroma słowami, kiedy mieliśmy chwilkę, a on często pytał, jaka muzyka mi się podoba, czasami przynosił płyty i rzadkie winyle. Nie lubiłam tej pracy, bo musiałam śpiewać jakieś staroświeckie przeboje dziesięć razy w trakcie wieczoru. Ale był jeden moment, który bardzo mnie poruszył: zarezerwował na cały wieczór kolejkę piosenek, o których kiedyś mu opowiadałam i które sama uwielbiałam śpiewać. Jeden z najlepszych wieczorów: on wziął wolne od pracy i po prostu siedział w kącie i słuchał. © Mamdarinka / VK
  • Kiedy mój młodszy brat miał jakieś dziewięć lat, przyszedł do domu z dyplomem „Uczeń miesiąca”. Okazało się, że woźny szkolny wrócił do pracy po operacji kręgosłupa. Brat, dowiedziawszy się o tym, zebrał kilku przyjaciół i po obiedzie pomógł mu — zamietli całą stołówkę, aby woźny mógł trochę odpocząć. Nawet się tym nie chwalił, po prostu zrobił dobry uczynek i nie oczekiwał, że ktoś to zauważy. © wreck_it_rita / Reddit
  • Całe życie bałam się psów. Wyszłam za mąż. Mąż pasjonował się psami i chciał mieć jednego, a ja wolałam kota. Odmawiałam psa, a mąż odmawiał kotów, ponieważ ich nie lubi. Ale któregoś razu zimą wracaliśmy od przyjaciół i zobaczyliśmy na drodze potrąconego szczeniaka. Nie wiem, co mną kierowało, ale wzięłam to maleństwo i natychmiast zaczęłam dzwonić do całodobowych klinik weterynaryjnych. Mąż był w szoku, ale jeździł ze mną po mieście. W końcu udało nam się wyleczyć szczeniaka, zostawiliśmy go, a on wyrósł na niesamowicie dobrego, posłusznego i łagodnego psa. A ostatnio uratowaliśmy też życie kotkowi, którego ktoś wyrzucił gdzieś przy drodze. © / VK

Jeśli chcecie przeczytać więcej historii o dobrych ludziach, którzy są wśród nas i wywołują uśmiech na twarzach innych, zajrzyjcie do tego artykułu.

Komentarze

Otrzymuj powiadomienia
Masz szczęście! Ten wątek jest pusty,
co oznacza, że masz prawo do pierwszego komentarza.
Śmiało!

Powiązane artykuły