18 historii o tym, jak zwykła wycieczka zamieniła się w kabaret

Ludzie
22 godziny temu
18 historii o tym, jak zwykła wycieczka zamieniła się w kabaret

Wyjazd na łono natury często zaczyna się od wielkich planów i świetnego nastroju. Wydaje się, że świeże powietrze, dobre jedzenie i towarzystwo przyjaciół po prostu nie mogą zawieść. Ale natura, podobnie jak człowiek, ma doskonałe poczucie humoru. Ten artykuł pokazuje, jak niewinne wypady za miasto zamieniają się w historie, które później długo wspominamy z uśmiechem.

  • Pewnego razu pojechałem do znajomych na działkę i z jakiegoś powodu uznali, że jestem ekspertem od robienia szaszłyków. Wcisnęli mi do rąk szpikulce, mięso i wysłali do grilla. Oczywiście starałem się, jak mogłem. Efekt był jednak taki, że z jednej strony mięso spaliło się na czarno, a z drugiej zostało surowe. Najpierw się pośmiali, a potem zaproponowali mi inne zajęcie. Teraz rozlewam napoje. © VK
  • W końcu przekonałam męża, że kemping to świetna sprawa! Spakowałam wszystko, co potrzebne na wesoły weekend z psami: namiot, dmuchany materac, kuchenkę turystyczną. Przyjechaliśmy nad jezioro około 16:00, rozładowaliśmy samochód i zaczęliśmy rozstawiać namiot. Okazał się jednak tak mały, że dmuchany materac dosłownie zajął w nim całe miejsce. W rezultacie ja spałam na ziemi na zewnątrz z jednym psem, a mój mąż w namiocie z drugim. Po powrocie do domu kupiłam największy namiot, jaki tylko udało mi się znaleźć. Od 5 lat z powodzeniem jeździmy na biwaki. © Reddit
  • Niedawno byłam na wycieczce pod namiotami. Nad ranem wypełzłam z namiotu i patrzę, a tam stoi sobie jenot. Wzięłam jedno ciastko i postanowiłam go poczęstować. Trzymam je w ręce i wołam zwierzaka, żeby podszedł. On błyskawicznie podbiegł, wziął ciastko, przy okazji złapał nasz czajnik i uciekł do lasu. Samego czajnika specjalnie mi nie żal, wodę można przecież zagotować w menażce. Bardziej ciekawi mnie coś innego: dlaczego on uciekł? Przecież mogłam mu tutaj nalać herbaty. A może bardziej lubi u siebie? Tak sobie teraz wyobrażam, jak zaparza herbatę, je ciastko i myśli, jak sprytnie nabrał człowieka. © Telegram
  • Widziałam kiedyś na stoku narciarskim, jak mężczyzna uczył swoją żonę jeździć na snowboardzie. Dziewczyna ciągle się przewracała i stresowała. W pewnym momencie, pod wpływem emocji, wypaliła: „Nic mi nie wychodzi! Ja tylko barszcz potrafię gotować!”. A on na to: „Spokojnie, barszcz na początku też był taki sobie”. To ją naprawdę podniosło na duchu — zmotywowała się, nabrała nowych sił i uznała, że jeszcze nie wszystko stracone. © Ideer
  • Mój mąż razem z bratem postanowili kiedyś zabrać dzieci na wyprawę do lasu. Nocleg w namiotach, jedzenie z ogniska, wędkowanie, jezioro. Zapowiadali, że będą uczyć dzieci, jak przetrwać w lesie i co robić w nieprzewidzianych sytuacjach. W efekcie wrócili do domu jeszcze tego samego wieczoru. Namiot zepsuli już przy rozkładaniu, ogniska nie udało się rozpalić, bo gałęzie były mokre, a z „wykładu” nie wyszło nic, bo nie potrafili znaleźć w lesie mchu, żeby opowiedzieć, że zawsze rośnie od strony północnej. Mąż z bratem wrócili źli i zmęczeni, ale dzieci były zachwycone, bo wykąpały się w jeziorze. © VK
  • Mój mąż ze swoim najlepszym przyjacielem postanowili w weekend pojechać za miasto, żeby zrobić grilla. A była zima, śniegu po kolana, mróz. Jeszcze w domu mówiłam mu, że nic z tego nie wyjdzie — mój ukochany zawsze miał dwie lewe ręce. Nikt mnie jednak nie posłuchał, pojechali do lasu. Nie było ich jakieś trzy godziny, po czym mąż dzwoni i mówi: „Kochanie, ugotuj nam pierogi, wracamy do domu”. Nie tylko nie upiekli sobie szaszłyków — przez trzy godziny nie udało im się nawet rozpalić ogniska! © VK
  • Ostatnio byłam na biwaku z przyjaciółmi. Mają dwoje dzieci. Na początku rozładowały się ich gadżety, potem znudziło im się wspinanie po skałach i zwróciły uwagę na mnie. A ja akurat czytałam na tablecie „Wojowników” i zaproponowałam, żeby poczytać razem. Kto by pomyślał, że współczesne dzieci można przez trzy dni zabawiać po prostu czytając im na głos książkę! © Telegram
  • Najzabawniejsze dla mnie podczas wędrówek jest to, że za każdym razem, kiedy zapłakana próbuję pokonać strome podejście w Korei, obok mnie spokojnie i lekko przechodzi jakiś osiemdziesięcioletni Koreańczyk, poruszając się dwa razy szybciej niż ja. © Reddit
  • Mój przyjaciel i ja wybraliśmy się do rezerwatu i wstąpiliśmy po drodze do sklepu po ostatnie potrzebne rzeczy. Wzięliśmy kajaki, załatwiliśmy pozwolenie i wjechaliśmy na teren. Rozbiliśmy obóz, rozpaliśmy ognisko i dobrze się wyspaliśmy. Obudziliśmy się wcześnie, żeby zaparzyć kawę i nacieszyć się porankiem, ale okazało się, że kumpel kupił ziarna kawy, a młynka nie mamy. Ostatecznie wsypaliśmy je do woreczka i rozbiliśmy kamieniem. Przygotowanie dwóch filiżanek zajęło nam 30 minut, haha! © Reddit
  • Wybraliśmy się z chłopakiem na wyprawę pod namioty na noc. Nocą niespodziewanie zrobiło się chłodno, śpiwór już nie wystarczał. Budzę chłopaka i mówię: „Kurtka jest w twoim plecaku pod głową. Trzeba założyć, zimno”. Bez otwierania oczu ten koleś wyciągnął z plecaka moją kurtkę, założył ją na siebie i z powrotem zasnął. © VK
  • Pewnego razu spacerowałam po lesie. Cisza, spokój, harmonia w otoczeniu przyrody. Nagle wpadło mi coś do głowy, chciałam czegoś spróbować. Rozejrzałam się, nikogo nie było w pobliżu, więc krzyknęłam z całych sił: „Ekspresso!”. Posłuchałam echa, a tu nagle znikąd pojawił się jakiś mężczyzna z koszykiem grzybów i oświadczył: „Proszę pani, w zasadzie to powinno się mówić «espresso»”. © VK
  • Weszłam na szczyt Cadair Idris w Snowdonii i spotkałam tam najbardziej bezczelną owcę na świecie — czekała na turystów na samym wierzchołku. Każdy, kto wędrował w pobliżu zwierząt gospodarskich, wie, że zwykle zwierzęta są płochliwe albo w ogóle nas ignorują. Ale ta owca z jagnięciem śmiało podchodziła do ludzi i wyrywała jedzenie prosto z rąk. Ukradła nam jajko, paczkę chipsów, jabłko i mój jeszcze nieotwarty baton. Zabrałaby też kanapkę, gdybym nie była czujna. A jej jagnię w tym czasie ganiało za mewą. Przed zejściem zdążyłam zrobić sobie z nią selfie. © Reddit
  • Odpoczywaliśmy nad jeziorem pod koniec maja. Jak na te strony było jeszcze chłodno, ale dzień trafił się słoneczny. Las, piękno, sosny, głazy, dźwięcząca cisza. Położyłam się na ogromnym, porośniętym mchem kamieniu, słońce na twarzy, rozkoszuję się chwilą, uśmiecham się... i nie mam z kim podzielić się tymi wrażeniami. Odwracam głowę, a na sąsiednim głazie wygrzewa się potężna żmija, z dokładnie takim samym błogim wyrazem „twarzy”. Spojrzałyśmy na siebie. Ona odpełzła, ja zsunęłam się z kamienia, próbując uspokoić oszalałe bicie serca. Właśnie tak wygląda zjednoczenie z naturą! © Ideer
  • Kilka lat temu wspięliśmy się z przyjaciółmi na szczyt góry. Postanowiliśmy chwilę odpocząć. Siedzimy, relaksujemy się i nagle komuś wpada do głowy pomysł, żeby zbiec na dół na wyścigi. No to pobiegliśmy. Wybiegamy zza zakrętu, a naprzeciwko idzie rodzina. Ojciec, zobaczywszy nas, z twarzą pełną przerażenia zaczyna krzyczeć: „Niedźwiedź?! Niedźwiedź?!”. Ja krzyczę w odpowiedzi: „Nie, my tylko się ścigamy!”. Przelatujemy obok. A on krzyczy za nami i przeklina, że nastraszyliśmy mu dzieci. Najzabawniejsze było to, że dzieci wyglądały zupełnie spokojnie — dopóki on sam nie zaczął panikować i wrzeszczeć o niedźwiedziu. © Reddit
  • Wybraliśmy się z przyjaciółmi na łono natury. Wszystko jak należy: grill, mięso, gitara. Postanowiłem odejść na stronę do toalety. Znalazłem miejsce trochę dalej i nagle słyszę głos: „Dzień dobry, straż leśna. Co tu się dzieje?”. O mało nie zapadłem się pod ziemię. A facet zupełnie spokojnie dodaje: „Wie pan, lepiej by pan odszedł kawałek dalej, bo niedawno zamontowaliśmy tu kamerę — nagrywaliśmy dziki, a pan jest dokładnie na wprost”. Prawie osiwiałem ze strachu! Potem opowiadałem to znajomym — śmiali się ze mnie przez trzy dni. © VK
  • Byliśmy z żoną na wędrówce i dotarliśmy do wąskiej ścieżki. Naprzeciwko szła para. Gdy się spotkaliśmy, przywarliśmy do skały, żeby ich przepuścić. I w tym momencie głośno zaburczało mi w brzuchu — akurat mieliśmy zamiar zjeść obiad po marszu. Kobieta nagle gwałtownie się zatrzymała, chwyciła męża za rękę i spanikowanym szeptem powiedziała: „Kochanie, wydaje mi się, że słyszałam pumę!”. Cicho przeprosiłem i wyjaśniłem, że to tylko mój głodny brzuch tak się buntuje. Następnie wszyscy razem się z tej sytuacji pośmialiśmy. © Reddit
  • Pewnego razu byłem na pikniku z przyjaciółmi i postanowiliśmy zrobić kurczaka z grilla. Jeden z nas wziął na siebie odpowiedzialność za przygotowanie mięsa, ale niestety kompletnie zapomniał o grillu i mięso zamieniło się w węgiel. Był tak zdezorientowany, że w rozpaczy powiedział: „Nie wiem, jak to się stało, ja po prostu chciałem przygotować węgiel na kolację”. Od tamtej pory tego kucharza do jedzenia już nie dopuszczamy. © VK
  • Postanowiliśmy urządzić noworoczny firmowy wyjazd za miasto. Przyjechaliśmy, a tam szaszłyki, przytulny domek, sosny, piękne widoki! I nagle ktoś sobie przypomina: „Zapomnieliśmy o Lechu!”. Lech przyjechał na własną rękę. Pod koniec zabawy zaczęliśmy ustalać, kto z kim wraca. Lech odjechał. Mija trochę czasu, czekamy na kolejny samochód, żeby zabrać resztę, a tu przyjeżdża... Lech. Taksówką. Po czym oświadcza: „Cały wyjazd integracyjny przespałem”. Pośmialiśmy się, wsadziliśmy go z powrotem do taksówki i odesłaliśmy do domu, ale tym razem zadzwoniliśmy do jego żony, żeby go odebrała, bo kto wie... Może znowu by przyjechał. © VK

Czy lubicie spotkania firmowe? A może uważacie je za nudny obowiązek? Podzielcie się swoją opinią w komentarzach! A niezapomniane historie ze służbowych spotkań i wyjazdów znajdziecie poniżej:

Komentarze

Otrzymuj powiadomienia
Masz szczęście! Ten wątek jest pusty,
co oznacza, że masz prawo do pierwszego komentarza.
Śmiało!

Powiązane artykuły