18 pupili, których inteligencja powinna zostać nagrodzona podwójną porcją smaczków

Zwierzęta
2 godziny temu
18 pupili, których inteligencja powinna zostać nagrodzona podwójną porcją smaczków

Jeśli myślisz, że masz kontrolę nad sytuacją we własnym domu, to spróbuj przygarnąć kota, papugę albo szczura. Te stworzenia szybko wytłumaczą ci, czyje tak naprawdę są ciasteczka, kto będzie spał na twojej poduszce i dlaczego sztuczna choinka musi leżeć na podłodze.

  • Niedawno wpadł do mnie w odwiedziny kolega z pracy. Moja kotka zmierzyła go morderczym spojrzeniem, po czym demonstracyjnie zaczęła zrzucać jego ubrania z oparcia kanapy. Kolega próbował je ratować, ale na próżno. W końcu musiałam wyprosić gościa, a niedługo potem zadzwonił do mnie szef i oznajmił, że jutro od rana czeka na mnie w swoim gabinecie. Okazało się, że ten kolega próbował przedstawiać moje pomysły jako swoje, żeby dostać awans. A przecież się przyjaźniliśmy! Moja kotka jakby to wyczuła, choć zwykle jest bardzo sympatyczna.
  • Mój znajomy ma oswojoną ozdobną szczurzycę i kiedyś chwalił się, że jest nawet „wytresowana” — nauczona komend. Pewnego razu, gdy byłem u niego w gościach, poprosiłem, żeby zademonstrował jej zdolności. Wypuścił ją na stół i powiedział, że pokaże „komendę przywołania”. Zaczął wydawać dźwięki, takie jak mlaskanie językiem o podniebienie: „Cyk-cyk”. Szczur nie reagował, chodził po stole i obwąchiwał ołówki. Kolega więc zrobił to bardziej stanowczo: „Cyk-cyk”. Szczur przestał wąchać i zaczął na nas patrzeć. Następnie wybrzmiało: „Cyk-cyk, no!” — i wtedy szczur pobiegł do niego na ręce. Chyb faktycznie był wytresowany. © Pikabu
  • Z opowieści wujka. Piętro niżej mieszkał sąsiad o imieniu Sławek i miał papugę kakadu o imieniu Witek. Ptak swobodnie latał po mieszkaniu i najbardziej lubił siedzieć właścicielowi na ramieniu. Pewnego dnia Sławek wyszedł na balkon, a Witek siedział mu właśnie na ramieniu. Nagle mężczyzna powiedział do papugi: „Leć, jesteś wolny”. Ptak, rozumiejąc polecenie, zrobił honorowe kółko wokół balkonu, a potem wrócił na ramię właściciela. „Ech, głupi z ciebie zwierzak” — powiedział sąsiad i razem z papugą wrócił do mieszkania. Od tamtej pory spokojnie chodzi z Witkiem po klatce schodowej, nie bojąc się, że ptak ucieknie. © Pikabu
  • Nasza kotka niedawno urodziła. Podczas porodu pojawiły się komplikacje i natychmiast zawieźliśmy ją do kliniki weterynaryjnej, gdzie zostawiliśmy ją na dwa dni, żeby doszła do siebie. Kocięta zostały w domu — wytłumaczono nam, jak się nimi opiekować i karmić je strzykawką. Całą noc czuwaliśmy przy nich na zmianę z mężem. Rano zadzwonił weterynarz i powiedział, że naszej kotki nie ma — uciekła! Nikt nie rozumiał, jak jej się to udało: ledwo oddychała i była jeszcze pod narkozą. A parę godzin później wskoczyła do domu przez uchylone okno. Zwiała z kliniki, żeby nakarmić swoje kocięta. © VK
  • Moja córka była jeszcze mała, miała nocnik. Tata zabrał ją na działkę, a ja zobaczyłam pełen nocnik, więc wylałam zawartość. Po jakimś czasie patrzę — znowu pełny. Pomyślałam, że może za pierwszym razem zapomniałam wylać, więc zrobiłam to ponownie. Po chwili jednak ponownie był pełny! Uznałam, że mam coś nie tak z głową. Wylałam. A potem zobaczyłam, jak kot usiadł na dziecięcym nocniku. Powiedziałam mu, że chyba kompletnie zgłupiał i schowałam nocnik. Wtedy kot westchnął i usiadł na toalecie. Od tamtej pory załatwia się już tylko tam. © Ideer
  • Mieliśmy kiedyś papugę, która znała mnóstwo słów i często rzucała bardzo trafne komentarze. Kiedyś zebrało się u nas sporo gości, a Grzesiu został wypuszczony z klatki. I nagle, zobaczywszy jedną z pań, z okrzykiem „Alarm!” rzucił się lotem nurkowym prosto na jej głowę. Ledwo udało się uspokoić ptaka. A następnego dnia mama dowiedziała się, że ta pani miała ponoć chrapkę na tatę i próbowała rozbić naszą rodzinę.
  • Niedawno było u mnie krucho z pieniędzmi. Chodziłam głodna i mojej kotce też przyszło trochę pogłodować. Jest jednak odważna, a ja mieszkam na parterze, więc czasem wychodzi na spacery. Pewnego dnia budzę się rano, a u moich stóp leżą trzy myszy. Zadowolona mordka patrzy na mnie i zaprasza do jedzenia. Sprytna i troskliwa koteczka! © Ideer
  • Mój były szef od trzydziestu lat hoduje szczury i myszy. Wszystkie są samicami i wszystkie nazywa Marysiami. Jakieś dziesięć lat temu jedna z Marysi zamieszkała w naszej pracowni. Pewnego dnia zakradł się do niej sąsiedzki podwórkowy kot, o czym oczywiście nie mieliśmy pojęcia, bo jak prawdziwy ninja potrafił się przed nami ukrywać przez dwa dni. Marysia najwyraźniej wyczuła go już pierwszego dnia, bo gdy wypuściliśmy ją na spacer, natychmiast pognała za arkusze materiałów ustawione pionowo pod ścianą. Stamtąd od razu rozległy się kocie wrzaski. Po chwili widzimy, jak zza arkuszy wyskakuje wielki, zwinny, jasnorudy kocur, a za nim biegnie Marysia. Drzwi były otwarte i kot w mgnieniu oka znalazł się na podwórzu. Co ciekawe, Marysia po prostu go pogoniła, a potem zupełnie spokojnie, wręcz leniwie, poczłapała po drabince z powrotem do pracowni. Było to naprawdę zabawne zwierzątko. Nauczyła się sama otwierać klatkę, do szaleństwa kochała pietruszkę — wystarczyło, że ją poczuła, a już zaczynała piszczeć i nie przestawała, dopóki nie dostała upragnionej gałązki. Następnie z apetytem ją chrupała, siedząc na klatce. © Pikabu
  • Pamiętam, że kiedy byłem mały, sąsiadka z klatki schodowej miała papugę. To sprytne stworzenie nauczyło się idealnie naśladować dzwonek do drzwi i biedna kobieta bez przerwy biegała je otwierać. Potem kupili jeszcze psa i dzięki niemu zrozumiała, że kiedy dzwoni prawdziwy dzwonek, pies szczeka. Sąsiadka cieszyła się jednak z tego tylko dwa tygodnie, bo papuga zaczęła najpierw „dzwonić”, a potem szczekać. © Pikabu
  • Mój kot uwielbiał wspinać się na naszą sztuczną choinkę. Łaził po gałęziach, a metalowe druty, które je podtrzymywały, po prostu się łamały. W końcu mieliśmy tego dość i położyliśmy pod choinką folię — słyszeliśmy, że u niektórych to działa. I rzeczywiście: kot przestał wchodzić pod drzewko, a więc i się na nie wspinać. Zwierzak szybko jednak wymyślił inny sposób. Mały łobuz wskoczył na drapak i usiadł na samym szczycie, gotowy do skoku. Siedzieliśmy akurat na kanapie i nagle zobaczyliśmy, jak wzbija się w powietrze i ląduje prosto na choince. Cała choinka runęła, bo jedna z nóżek się złamała. Kot wygramolił się tego chaosu z nastroszoną sierścią i spojrzał na nas z miną, jakby mówił: „Możecie sobie kombinować, ludzie. I tak wejdę na tę choinkę”. © Reddit
  • Znałam kiedyś małżeństwo, które miało w domu całe zoo. Okoliczne dzieciaki praktycznie od nich nie wychodziły. Pewnego dnia jeden taki maluch przyniósł im na dłoni szczurzego malucha z piwnicy. Trzeba było go odchować. Nazwali gryzonia Franek. Franek uwielbiał trollować koty — drażnił je, po czym wskakiwał do klatki z papugami i sprytnymi łapkami zamykał zasuwkę. A potem — przysięgam! — śmiał się z tych kotów. W pewnym momencie właściciele zwierzyńca dostali propozycję wyjazdu do pracy do Europy. Całe zoo szybko sprzedali, ale Franek został. W ostatniej chwili zlitowała się mama męża. Trzeba jednak dodać, że ojciec Franka nie znosił. No ale trudno, nie było wyjścia. Zawieźli szczura do rodziców, kiedy tata jeszcze był w pracy. Po pół roku wrócili i poszli w odwiedziny do rodziców. Mama otwiera drzwi, przykłada palec do ust, żeby być cicho i gestami zaprasza ich do salonu. A tam obrazek jak z filmu: tata śpi na kanapie, a na jego gołym brzuchu siedzi Franek, łuska pestki słonecznika i wypluwa łupinki prosto na właściciela. Franek podbił serce taty tym, że gdy pewnego dnia mruknął: „Kurczę, gdzie ja położyłem długopis?”, zwierzak wyciągnął go spod kanapy, przyniósł i położył przed nim, patrząc mu prosto w oczy. Szczurek znał kilkadziesiąt słów, przynosił zagubione klucze, podawał pilota i okulary, wyciągał rzeczy spod mebli. Podczas obiadu siedział na stole i „żebrał” od taty. Swoimi małymi, zręcznymi paluszkami wyciągał kostki cukru z cukiernicy i wrzucał je właścicielowi do herbaty albo kawy. Wyjmował mu cukierki z opakować, nawet kąpał się z nim w wannie! Tata się z nim nie rozstawał. © Pikabu
  • Byliśmy z mężem na zakupach. On z zapałem grzebał w częściach samochodowych, a ja z nudów oglądałam witryny i nagle zobaczyłam... kłódki. Nie wiem pojęcia, co robiły w sklepie z częściami do auta, ale trudno. Oczy mi się zaświeciły i zawołałam do męża:
    — Michał, tu są kłódki! Kupmy jedną do klatki!
    — No... ta może być.
    — Co ty, tę przegryzie w pięć minut! Wyjdzie i znowu zje zegarek!
    — No to może tę... albo szyfrową?
    — Szyfrową wygnie, potem trzeba będzie ją piłować!
    Mąż westchnął, wziął kłódkę, a potem oboje się odwróciliśmy... i napotkaliśmy wzrok grupy kompletnie osłupiałych facetów, którzy słyszeli naszą rozmowę. Nigdy w życiu nie widziałam takich wielkich oczu. A my po prostu mamy w domu papugę arę — z dziobem jak kombinerki, która bez trudu rozłupuje orzechy włoskie, uwielbia czule czesać mi włosy i nauczyła się łapkami otwierać zatrzask w swojej ogromnej klatce. © Pikabu
  • Mam kota rasy maine coon, jest niewiarygodnie puchaty. Ten mały, zabawny futrzasty kłębek szybko zrozumiał, że kiedy tarza się na plecach, gromadzi się na nim ładunek statyczny. Zorientował się też, że nie znoszę, gdy kopie mnie prąd. Więc oczywiście robi to zawsze wtedy, gdy uzna, że poświęcam mu za mało uwagi. © Reddit
  • Miałam kiedyś psa, mieszańca dobermana z labradorem. Pewnego dnia podkradł się od tyłu do mojego znajomego, wyrwał mu kanapkę i uciekł. Sałata poleciała na wszystkie strony. Pies pognał korytarzem, zawrócił, wpadł z powrotem do salonu i przyjął zapraszającą do zabawy pozę. Kiwał głową na boki, rozrzucając resztki kanapki po całym pokoju. W tym czasie mój drugi pies, cocker spaniel, wszystko po nim zbierał i zjadał. Mój znajomy był wściekły: „No pięknie! On nawet nie chciał tego zjeść!”. © Reddit
  • Miałam kiedyś szczurzycę o imieniu Krystyna. Oj, dziewczyna miała charakter. Potrafiła ugryźć, jeśli była w złym humorze. Gdy nie miała ochoty na towarzystwo, chowała się w domku i można było wołać: „Kryśka, Kryśka!”, a ona nawet uchem nie ruszyła. Ale miała jedną słabość. Wystarczyło powiedzieć: „Gdzie jest moja piękna dziewczynka?”, a w okienku od razu pojawiała się spiczasta mordka. © Pikabu
  • Leżałam kiedyś w szpitalu. Sąsiadka z sali opowiedziała mi taką historię. Miała papużkę falistą, która mówiła, a do tego kota. Wraca pewnego dnia z pracy, a papużka lata wokół niej i krzyczy: „Koszmar! Koszmar!”. Ona rozpakowuje zakupy, a ptak dalej swoje: „Koszmar, koszmar” i co chwilę zagląda do sypialni. W końcu kobieta poszła sprawdzić, co się tam dzieje i cóż, kotka właśnie urodziła kocięta... na łóżku. No i faktycznie — koszmar. © Pikabu
  • Kupiliśmy mieszkanie do remontu. Kot zaczął dziwnie się w nim zachowywać: kładł się przy ścianie i wrzeszczał. Wzywaliśmy elektryków, hydraulików — nic nie znaleźli. Kot dalej to robił. W końcu mąż się zdenerwował i rozebrał kawałek ściany, a tam... zamurowana rura wentylacyjna. W środku zbierał się kondensat, wszystko gniło i porastało grzybem. Jeszcze parę miesięcy i trzeba by było kuć pół mieszkania! Od tamtej pory kot śpi, gdzie chce i je tylko drogie karmy. Bo po tej historii uważam, że wolno mu wszystko. © VK
  • Czasem zaglądam do jednego sklepu zoologicznego. Jego główną atrakcją jest wielka biała papuga kakadu. Siedzi zwykle w klatce i medytacyjnie skubie pióra. Ma na imię Stefan. Podczas ostatniej wizyty zastałam Stefana siedzącego na klatce i wychwalającego samego siebie skrzypiącym głosem:
    — Dobry, dobry...
    Podeszłam bliżej. Ptak od razu zauważył pierścionek na moim palcu i sięgnął do niego dziobem. Zaraz potem błysnęła bransoletka, więc papuga przesiadła się na moją rękę. Ale najbardziej spodobały jej się kolczyki — Stefan otworzył dziób i wycelował prosto w moje ucho.
    Wtedy wkroczył właściciel:
    — Sio na miejsce! Nie ruszaj ludzi!
    Papuga wybuchnęła diabolicznym śmiechem, przeskoczyła na klatkę i chichotała dobrą minutę. Kiedy już skończyła, zauważyła sznurek od mojej kurtki z błyszczącymi elementami. Jednym ruchem go przegryzła, drugim zerwała końcową koralikową końcówkę i błyskawicznie wskoczyła do klatki, uciekając w najdalszy kąt.
    Właściciel ryknął:
    — Steeefan!
    A Stefan, nie wypuszczając koralika z dzioba, wyraźnie powiedział:
    — Spadaj. Jestem bogaty. © Pikabu

A oto kolejny zbiór opowieści o futrzastych łobuziakach, którym nieznane są wstyd ani skrucha, a mimo to kochamy ich całym sercem.

Komentarze

Otrzymuj powiadomienia
Masz szczęście! Ten wątek jest pusty,
co oznacza, że masz prawo do pierwszego komentarza.
Śmiało!

Powiązane artykuły