20 dowodów na to, że to zwierzaki rządzą, a właściciele dają się przechytrzyć

Zwierzęta
22 godziny temu
20 dowodów na to, że to zwierzaki rządzą, a właściciele dają się przechytrzyć

Każde domowe zwierzę potrzebuje uwagi i wychowania. Koty — żeby nie załatwiały się obok kuwety, a psy — żeby sygnalizowały, gdy chcą wyjść na spacer. Niektórzy właściciele uczą pupili różnych komend i potem rozczulają gości tekstami w stylu: „Podaj łapę!” albo „Siad!”. Wygląda jednak na to, że zwierzaki robią dokładnie to samo ze swoimi ludźmi. One także wychowują i tresują właścicieli — w dodatku tak skutecznie, że aż chce się śmiać, jak łatwo się na to nabieramy.

  • Wyprowadziłem się od rodziców i zacząłem myśleć o tym, żeby mieć zwierzaka. Kolega przekonał mnie, żebym wziął kota ze schroniska – według niego są samodzielne i nie domagają się uwagi. No jasne… domagają się, tylko w inny sposób! W końcu się jednak poddałem i zaadoptowałem mruczka. Był stary i spokojny. Opiekując się nim, zauważyłem, że sam zwalniam i przestaję wiecznie gdzieś pędzić. © Reddit
  • Mam najlepszą kotkę na świecie, bardzo mądrą i czułą. Niedawno wydarzyła się taka scenka. Siedzę, a ona obok. Nagle podnosi łapkę, powoli, niemal niepewnie zbliża ją do mojej twarzy i zaczyna delikatnie głaskać mnie po nosie i policzkach. Byłam w szoku, a potem zrozumiałam: ona głaszcze mnie tak samo, jak ja głaszczę ją po pyszczku. Robi to tak ostrożnie, że nie czuję ani pazurków, ani opuszek – tylko futerko. Pogłaskała i patrzyła na mnie, czekając na reakcję. © Reddit
  • Mieszka ze mną genialna jamniczka, nazwałem ją Paróweczka. Jest bardzo mądra, urocza i po prostu uwielbia zajmować się różnymi dziwnymi rzeczami! Na przykład zawijać się w koc, jakby naprawdę była parówką w cieście, albo spać między poduszkami jak między bułkami. Bardzo lubi też jeść pomidory — uwielbia je zgniatać, a potem wylizywać miskę do czysta. No i Paróweczka kocha słońce. Wręcz na siłę wyciąga mnie na spacer, jeśli na dworze jest piękna pogoda. Potrafi godzinami leżeć na słońcu, turlać się w trawie, spać na świeżym powietrzu. Dopiero teraz dociera do mnie, że ona jest jak taki hot dog. Jamnik... Paróweczka... Cóż, jak nazwiesz statek, tak popłynie. © VK
  • Zamieszkałam z chłopakiem. Jego kotka od razu mnie nie polubiła. Próbowałam różnych smaczków i w końcu zmiękła — pozwoliła się pogłaskać. Pewnego razu wróciłam do domu późno i usłyszałam histeryczne „miau”, a kota nigdzie nie było widać. Przeszukaliśmy wszystkie kąty, a nagle chłopak wybuchnął śmiechem. Ta królewna w ten sposób okazywała swoje niezadowolenie z tego, że wróciłam tak późno. Gdy się już naśmiał, wyjaśnił: „Teraz zrozumiałem! Ty myślisz, że ona się do ciebie tylko przyzwyczaiła, ale mój futrzak uważa cię już za swoją. Mnie zaczęła takie numery robić dopiero po drugim roku. Przestałem wtedy włóczyć się do późna, zawsze spieszyłem się do niej do domu”.
  • Mamy przeuroczą, ale niesamowicie głośną kotkę. Miauczy na całe gardło, prawie rozrywając nam bębenki w uszach. Robi to z każdego możliwego powodu: jedzenie, smakołyki, wyjście na dwór, zabawa i tak dalej. W lecznicy weterynaryjnej powiedziano nam, że ona po prostu z natury jest „rozmowna”. Ponieważ hałasu jest mnóstwo, często mówimy do niej: „Cicho”, „Cicho, kotku”. Nawet nam do głowy nie przyszło, że ona uzna to za swoje imię! Teraz, jeśli chcemy ją zawołać, musimy mówić: „Kici-kici, Cicho”. © VK
  • Przez całe życie miałam psy, a teraz mam husky’ego. Wymaga ogromu czasu: długie, godzinne spacery, wychowanie. Moi znajomi też mają psy, a do tego jeżdżę pomagać psiakom w schronisku. Krótko mówiąc – tak bardzo przywykłam do psów, że siedząc wieczorem obok mojego partnera, zaczęłam go odruchowo drapać za uchem. Obraził się. © Ideer
  • Przez cały dzień mój piesek doprowadzał mnie do szału. Skamlał, szczekał, wariował, biegał po mieszkaniu i kradł poduszki z kanapy. Wieczorem nie wytrzymałam i na niego nakrzyczałam. A potem tak sobie siedziałam i dotarła do mnie, że on jest jeszcze młody, chce się bawić, potrzebuje ruchu i bodźców. Poczułam się winna. Spojrzałam na niego: leżał spokojnie i zerkał na mnie spode łba, też czuł się winny. Poszłam do łazienki na pół godziny, wróciłam i zobaczyłam, że jego kolacja nietknięta. Żeberka leżały dokładnie tak, jak mu je położyłam. Wziął je i mi przyniósł. Piję herbatę, zerkam na niego. Piesek nie ustępuje, już niemal wciska mi te żeberka do rąk. I dopiero gdy powiedziałam: „Nie gniewam się na ciebie, jedz”, wziął się za kolację. W nocy spał już obok mnie w łóżku, cicho pochrapując. Czy to nie jest miłość? © VK
  • Znajoma miała kota orientalnej rasy – takiego uszatego, bardzo kontaktowego. Spał wyłącznie wtulony w właścicielkę, a o piątej rano obowiązkowo ją budził, żeby dostać jedzenie. Wtedy myślałam: jak tak można żyć, ciągłe naruszanie granic osobistych! A potem pojawił się u mnie Laluś. Ani jednego dnia nie spał na legowisku, zawsze ze mną. O 6:30 zaczyna mruczeć i ocierać się o moją twarz, a jeśli się nie budzę, gryzie mnie w nos. I co ja na to? Nic – jakie granice osobiste, przecież to moja kochana kuleczka. © ambulannce
  • Mama mojego chłopaka nie jest w stanie wyjść z domu i zostawić psa samego — szczeka bez przerwy przez sześć albo siedem godzin. I co robi mama? Nic! Akceptuje warunki psa! Wzięliśmy go więc do siebie, żeby mama mogła trochę odpocząć. Całą noc próbowałam zasnąć z watą w uszach. Wszystko dlatego, że pies nie jest przyzwyczajony do spania sam, więc siedział pod drzwiami i sapał w szparę. I to tak głośno, że żadna wata nie pomagała! O czwartej rano patrzyłam w sufit ze łzami w oczach i próbowałam zrozumieć, kto w tej sytuacji jest najbardziej poszkodowany: pies, mama czy ja? © Ideer
  • Moja kotka ma swoje dziwactwa. Jedno z nich: jeśli przed snem idę do łazienki i jej o tym nie poinformuję, zaczyna się koncert na cały dom. Biega po korytarzu i żałośnie miauczy, jakby mnie ktoś porwał. Co ciekawe, samo otwarcie drzwi i zawołanie jej nie wystarcza. Trzeba koniecznie wyjść, spojrzeć jej w oczy i oficjalnie ogłosić: „Idę do łazienki, nie panikuj”. Dopiero wtedy się uspokaja i z godnością odchodzi na swoją kanapę, jakby nic się nie stało. Po co jej ten rytuał? Zagadka. © VK
  • Mieszkam za miastem, moja psina biega wszędzie. Bardzo lubi wychodzić poza teren domu, żeby popływać. A ja od razu zaczynam panikować, kiedy nie wiem, gdzie ona jest. Dlatego gdy wraca, doskonale wie, że zrobiła coś, czego nie wolno. I tak pewnego razu zauważyłam, że wychodzi ze stawu, podciągając jedną łapkę. Od razu do niej pobiegłam, by sprawdzić, czy coś jej się nie stało. Oczywiście w ogóle nie byłam zła. Pies to zauważył i wtedy wydarzył się cud. Łapka nagle przestała boleć, znów biegała i było po problemie. Teraz regularnie stosuje ten numer. © Reddit
  • Jestem szczęśliwą właścicielką golden retrievera. W drugim roku życia mój pies opanował sposób na przyspieszenie porannego wstawania swojej pani: przynosi kapcie do łóżka. Najpierw nienachalnie kładzie je na poduszce, potem przesuwa coraz bliżej twarzy, a jeśli to nadal nie działa, bierze kapcia w zęby i zaczyna mnie nim stukać po głowie. Taki oto budzik 3D! © Ideer
  • Kiedy ostatnio obraził się na was kot?! Mój już trzeci dzień chodzi naburmuszony — nie miauczy, nie wita mnie po powrocie z pracy. A kiedy wchodzę do pokoju, w którym leży, demonstracyjnie wstaje i przechodzi do innego. Dziś postanowiłam z nim trochę pożartować. Przez jakieś 10 minut chodziłam za nim do każdego pokoju, do którego przede mną uciekał. W końcu się wkurzył i schował w szafie. © VK
  • Położyłam na stole swoją piżamową bluzkę i zapomniałam ją schować. Teraz moja kotka śpi na niej 24/7 i nie odstępuje jej ani na krok. Zostawiłam ją więc dla tej kruszynki — skoro tak ją lubi, niech sobie na niej leży. Ale zaczęło mnie ciekawić, z czego to wynika? Dlaczego tak się do niej przywiązała? © emmochka_sunny
  • Wieczorem wracam do domu, wchodzę do klatki schodowej, a na schodach siedzi starszy pan z paczką karmy dla kotów. Pytam: „Wszystko w porządku? Na kogoś pan czeka?”. A on odpowiada: „Tak, czekam tu na jednego miejscowego kota, czasem razem spacerujemy, dokarmiam go”. Myślę sobie: no dobrze, różne rzeczy się zdarzają. Otwieram drzwi do mieszkania, a mój kot rusza prosto do tego dziadka. Staruszek od razu bierze go na ręce, przytula, a kot się do niego przymila. Stoję w kompletnym szoku — on nawet ze mną się tak nie zachowuje... Pomyślałam tylko: „Mój kot znalazł sobie dziadka!”. © VK
  • Ludzie, jestem w szoku — dziś zaczarowała mnie uliczna kotka i po pięciu godzinach do niej wróciłam. Zorientowałam się, że w dodatku jest w ciąży, więc popędziłam do weterynarza. Tam mi powiedzieli, że za jakiś miesiąc spodziewać się można kociąt. W skrócie: zawiozłam ją do domu i dopiero wtedy dotarło do mnie, że... przecież mam alergię. Ale powstała między nami niezwykła więź, nie byłam w stanie jej zostawić. Gdzie ja miałam rozum? © ulzhan.co
  • Każdy pies ma swój sposób, by dać znać, że chce wyjść na dwór. Mój po prostu podchodził, szczekał raz i wszystko było jasne. Pewnego razu oglądaliśmy z rodziną film, pies przyszedł i zaszczekał. Poszedłem otworzyć mu drzwi, odwracam się... a ten łobuz zajął moje miejsce na kanapie! Po prostu zmusił mnie, żebym wstał. © Reddit
  • Moja suka to prawdziwa mistrzyni manipulacji. Jej rasa nie słynie z czułości — raczej z ostentacyjnej obojętności, zupełnie jak u kota. A jednak nawet z mojego surowego ojca potrafiła zrobić sobie osobistego służącego. Wystarczy, że podejdzie i spojrzy tymi swoimi „smutnymi” oczami, a tata gotów jest położyć u jej łap wszystkie kości świata, byle tylko dalej obdarzała go swoją uwagą. Pękam ze śmiechu, bo to on jako jedyny był przeciwny pojawieniu się psa w domu. Szkoda tylko, że ta taktyka nie działa też na mamę. © Ideer
  • Moja kotka budzi mnie o trzeciej w nocy, żebym posprzątała jej kuwetę. Właśnie w takich momentach najlepiej rozumiem, co znaczy być rodzicem. Bez cienia irytacji po prostu wstajesz i robisz to, czego potrzebuje twoje futrzaste dziecko. © implamadeala
  • Wyprowadzałam psa i nagle źle się poczułam. Doczłapałam się do jakiejś ławki, położyłam się i poczułam, że za chwilę stracę przytomność. Od razu ogarnęła mnie panika, bo mój pies jest bardzo żywiołowy, wszędzie musi biegać. Bałam się, że ucieknie, a ja nie dam rady go zatrzymać. Ale nie — przez jakieś 20 minut, gdy leżałam i dochodziłam do siebie, pies spokojnie siedział obok, co jakiś czas trącając mnie pyskiem, żeby sprawdzić, czy żyję. Co więcej, na wszystkich kolejnych spacerach, gdy tylko widzieliśmy kogoś leżącego na ławce — nawet jeśli widziałam, że ktoś po prostu odpoczywa z książką — pies nie chciał iść dalej, dopóki nie podszedł i nie upewnił się, że z tą osobą wszystko w porządku. Na początku się opierałam, było mi niezręcznie zaczepiać ludzi. W końcu jednak się poddałam. Podchodzimy, tłumaczymy sytuację, upewniamy się, że wszystko jest okej i dopiero wtedy idziemy dalej na spacer.

Komentarze

Otrzymuj powiadomienia
Masz szczęście! Ten wątek jest pusty,
co oznacza, że masz prawo do pierwszego komentarza.
Śmiało!

Powiązane artykuły