20 podróżników, którzy noszą ze sobą cały plecak historii

Miejsca
2 godziny temu
20 podróżników, którzy noszą ze sobą cały plecak historii

Podróże są wspaniałe, bo pozwalają nam zmienić otoczenie i zdobyć nowe doświadczenia. Poza tym dość często zdarzają się wtedy nietypowe sytuacje, dzięki którym z wyjazdu można przywieźć nie tylko upominki dla przyjaciół i rodziny, ale też całe morze wrażeń.

  • Pojechałyśmy na obóz taneczny do Chin. Nasz nauczyciel okazał się prawdziwym strażnikiem porządku i moralności. Dostałyśmy listę, co nam wolno robić, a czego nie. Na przykład mogłyśmy spacerować tylko do 23:00, choć najmłodsza z nas miała 25 lat. No i pewnego wieczoru nauczyciel wyjechał na spotkanie, a mnie udało się wymknąć na randkę. Uprzedziłam dziewczyny: jak nasz „kontroler” wróci, dajcie znać. Jest godzina pierwsza w nocy, podchodzę do drzwi, a tu przychodzi SMS: „Wrócił, siedzi w salonie”. Pomyślałam: no cóż, już nie ma gdzie uciekać. Zaczęłam wpisywać kod do drzwi i nie zdążyłam go nawet w całości wprowadzić, gdy drzwi nagle się otworzyły. A tam nasz trener, który spojrzał na mnie w szoku i zapytał: „A ty co tu robisz?”. Nic mądrego nie przyszło mi do głowy, więc pewnym tonem wypaliłam: „Byłam w supermarkecie” i z godnością pomaszerowałam do swojego pokoju. Nauczyciel okropnie się wystraszył, myśląc, że to jacyś włamywacze próbują się do nas dostać i przez to następnego dnia nawet nie dał mi żadnej reprymendy.
  • Przyleciałam do Egiptu. Wszyscy już wyszli, a mojego walizki wciąż nie ma. Na taśmie kręci się tylko jedna, należąca do kogoś innego. Biegam po hali w panice, syna wysłałam do wyjścia, żeby się rozejrzał: może ktoś zabrał nasz bagaż. Podchodzi pracownik lotniska, a ja, prawie płacząc, tłumaczę mu sytuację. Wtedy on ściąga tę jedyną walizkę, która się kręci i pokazuje mi na niej... moje nazwisko. Po prostu kupiłam ją niedawno i w pamięci była jakby beżowa, a okazało się, że jest szara. © aigularis
  • Pojechałam z koleżanką na wakacje do Turcji. Weszłyśmy do lokalu, w którym było mnóstwo kotów, a ona jest na ich punkcie kompletnie zakręcona. Zamówiłyśmy jedzenie, przynieśli nam dania, a te wąsate pyszczki tylko siedziały i terroryzowały nas spojrzeniami. Ja, twarda kobieta, nie dałam się i ich nie karmiłam, ale koleżanka uległa kociej sile. Oddała prawie całą swoją porcję kotom, zamówiła kolejne danie i... znowu wszystko im oddała. Mam więc dla was małą wskazówkę: jeśli chcecie, żeby moja koleżanka przepisała na was swoje mieszkanie, przebierzcie się za kotka, zróbcie maślane oczka i gotowe. Mieszkanie będzie wasze. © VK
  • Na wakacjach w Tunezji zawsze zostawialiśmy napiwek w pokoju. Ostatniego dnia postanowiliśmy na pożegnanie zostawić większy banknot. Poszliśmy na plażę. Wracamy do pokoju: półmrok, włączony telewizor, na łóżku ktoś siedzi. Włączamy światło, a tam... okazuje się, że pokojówka ułożyła z ręczników postać człowieka. Miał na sobie okulary przeciwsłoneczne, czapkę z daszkiem i trzymał pilota w ręku. Jak my się wtedy uśmialiśmy!
  • Pojechałam na urlop do Turcji, wynajęłam mieszkanie. Taszczę walizki, a tu podbiega do mnie sympatyczny mężczyzna i pomaga mi z bagażami. Okazało się, że to mąż sąsiadki. Od tamtej pory zaczęła mi się bardzo uważnie przyglądać. Pewnego dnia wracam do domu, a pod moimi drzwiami siedzi jej kotka, czarna jak smoła. Odebrałam to jako „sąsiedzki sygnał ostrzegawczy”. Roześmiałam się i odprowadziłam futrzastego gościa z powrotem do właścicielki.
  • Tak się złożyło, że zakochałam się w kompletnie nieromantycznym facecie, który za bardzo nie potrafił okazywać czułości. Na dobre pożegnałam się z pięknymi gestami i byłam z nim przez cztery lata. Pewnego razu pojechaliśmy nad morze. Postanowiliśmy zanurkować z akwalungiem, a chłopak zamówił sesję foto i wideo. Wszystko było niesamowicie ciekawe i piękne. Po jakichś dziesięciu minutach naszej podwodnej wyprawy podpływa do mnie, z trudem klęka na dnie i wyciąga pudełeczko z pierścionkiem. Niezgrabnie kiwam mu głową, chcąc powiedzieć „tak”, a on zakłada mi pierścionek. Operator wszystko nagrał. Rozpłakałam się na dnie morza. © Telegram
  • Pojechaliśmy na wycieczkę. Przywieziono nas tam małą motorówką, było około dwunastu pasażerów. Wszystkim podano godzinę zbiórki. Gdy nadszedł czas powrotu, na jeziorze rozpętała się burza, a jednej pary wciąż nie było. Zrobił się wieczór, wszystkie inne łodzie już odpłynęły, została tylko nasza. Nie mogliśmy odpłynąć bez nich, a numerów telefonów do nich nie mieliśmy. Po jakichś dwudziestu minutach zobaczyliśmy, że nadbiega chłopak, ale dziewczyny przy nim nie było. Dopiero po kolejnych dziesięciu minutach pojawiła się na horyzoncie i, powoli przebierając nogami, kołysząc się na boki, doczłapała się do łodzi. Widać było, że zupełnie nie zamierzała się spieszyć. Wracaliśmy w sztormie — rzucało nami po całej łodzi, a oni we dwoje spokojnie wyciągnęli kanapki i jakoś dali radę je jeść mimo tej huśtawki. © ADME
  • Kiedyś z przyjaciółmi wybraliśmy się w długą podróż na Mistrzostwa Europy w piłce nożnej, jechaliśmy dwoma samochodami. Wszystko było super, ale na jednym z ostatnich odcinków drogi powrotnej w jednym aucie zaczęło kończyć się paliwo. Stacji benzynowych po drodze nie było i nic nie zapowiadało, że się pojawią. Zastanawialiśmy się już, czy przelewać paliwo z jednego auta do drugiego albo czy ktoś z nas nie powinien pojechać do przodu i uprosić pracowników stacji, żeby nalali benzyny do kanistra. W końcu postanowiliśmy sprawdzić, jak daleko auto zajedzie na samych resztkach. Nasze zdziwienie było ogromne, bo przy świecącej się na czerwono kontrolce braku paliwa samochód przejechał jeszcze całe 50 kilometrów i dosłownie na oparach dotoczył się na stację benzynową.
  • Mam krótkowzroczność, więc noszę soczewki kontaktowe, ale czasem po prostu nie chce mi się ich zakładać. I tak oto pewnego razu, w ostatni dzień podróży, staliśmy z mężem na dworcu kolejowym. Wczesny poranek, niewyspani, ja bez soczewek, czekaliśmy na nadjeżdżający pociąg. Nagle uświadomiłam sobie, że muszę skorzystać z WC, bo pociąg jest stary, a podróż potrwa jakieś dwie godziny. Popędziłam więc do dworcowej toalety, pokazałam bilet (z nim wstęp jest darmowy), wpadłam do otwartej kabiny i wyszłam z niej już znacznie spokojniejsza. Następnie rozejrzałam się dookoła i swoim nieostrym wzrokiem zobaczyłam w pobliżu dwie osoby, które coś między sobą komentowały z wyraźnym niezadowoleniem. I nagle wszystko złożyło się w całość — to byli faceci stojący przy pisuarach, którzy właśnie mnie obgadywali. Byłam zła sama na siebie, wyleciałam stamtąd jak poparzona, bileterka spojrzała na mnie z dezaprobatą, a mąż pękał ze śmiechu, bo z daleka widział, że skręciłam nie w to skrzydło. © VK
  • Mój młodszy brat po raz pierwszy w życiu wybrał się w podróż całkiem sam. Zamiast samolotu czy pociągu postanowił jechać... autostopem. Z rodzicami strasznie się o niego martwiliśmy, cały czas próbowaliśmy być w kontakcie, ale któregoś dnia brat nagle przestał się odzywać. Nie odbierał telefonu, nie odpisywał na wiadomości, nie było z nim żadnego kontaktu. Kompletnie nie wiedzieliśmy, gdzie jest. Już nawet myśleliśmy, żeby iść na policję, ale w końcu sam zadzwonił. Okazało się, że po prostu rozładował mu się telefon. Taki drobiazg, a człowiek jakby przestał istnieć! © VK
  • Kiedyś pojechaliśmy z przyjaciółmi na wycieczkę po naszym kraju. W pociągu spotkaliśmy grupę młodych ludzi, którzy też jechali na wakacje. Jedna ładna dziewczyna podeszła do mojego kolegi i poprosiła, żeby zamienił się z nią miejscami, bo chciała być razem ze swoimi znajomymi. Zgodził się — był jedyną osobą w tamtym przedziale, a do naszego i tak by się nie zmieścił, więc było mu wszystko jedno. Przez dwa tygodnie byliśmy w podróży, a ostatnim punktem była mała wioska na wschodzie. I właśnie tam spotkaliśmy... tę samą dziewczynę! Jakie są szanse na taki zbieg okoliczności?! Dwa tygodnie, różne trasy, różne plany i nagle ta sama osoba w maleńkiej wiosce na końcu kraju! Powiedzieliśmy koledze, że to znak i przeznaczenie, że musi do niej podejść, zagadać, wymienić się kontaktami. Zebrał się na odwagę i poszedł. Wiecie, co jej powiedział?
    „No i jak się spało w pociągu?”. Zamienił z nią kilka niezręcznych zdań i wrócił do nas. Totalna porażka. © VK
  • Często jeździmy z mężem na wakacje do różnych krajów i w każdej podróży zatrzymujemy się w fajnych hotelach. Moim ulubionym momentem podczas tych wyjazdów jest wejście do pokoju po sprzątaniu i to pełne napięcia oczekiwanie, co tym razem zobaczę na łóżku... Tak, chodzi mi o figurki zwierząt zrobione z ręczników. Widziałam już chyba wszystko: łabędzie, krokodyle, małpy. Za każdym razem ogarnia mnie dziki zachwyt, gdy na nie trafiam. Czasem nawet „bawię się” z obsługą sprzątającą — zostawiam swój kapelusz i zakładam na niego okulary. Najczęściej podejmują grę i wtedy czekają na mnie ręcznikowe słonie albo żaby w okularach. Ogólnie każdemu, kto choć raz będzie w hotelu, polecam ten ręcznikowy sposób na odstresowanie! © VK
  • Leciałam kiedyś samolotem, siedziałam przy oknie. Na dwóch sąsiednich miejscach siedziała mama z około sześcioletnią córką. Nikomu nie przeszkadzały, były bardzo spokojne. W pewnym momencie przysnęłam. Kiedy się obudziłam, odwróciłam głowę i dosłownie oniemiałam: dziewczynka spokojnie siedziała na fotelu przy przejściu, coś rysowała albo czytała (już nie pamiętam), a jej mama... na środkowym fotelu uprawiała jogę! Nie mam pojęcia, jak da się tak powyginać na samolotowym siedzeniu, żeby z kompletnie niewzruszoną miną unieść obie nogi do góry, opierając się rękami o fotel przed sobą, ale taki widok tuż po przebudzeniu był, delikatnie mówiąc, oszałamiający. © VK
  • Byłam w Berlinie i po długim dniu zwiedzania marzyłam tylko o tym, żeby szybko coś zjeść, bez zbędnego zamieszania. Znalazłam pizzerię, w której zamawiało się przy ladzie, wzięłam papierowe menu i zaczęłam przeglądać ofertę. Pizza numer 9 z warzywami, pepperoni i innymi dodatkami wyglądała bardzo apetycznie. Chłopak za ladą spojrzał na mnie wyczekująco i powiedział coś po niemiecku. Uznałam, że pyta, co podać. Starając się wyglądać na wyluzowaną, uśmiechnęłam się i odpowiedziałam: „Nine”. Wyraźnie się zdziwił i poprosił o doprecyzowanie. Powtórzyłam więc: „Nine”, myśląc, że po prostu nie dosłyszał. On znowu spojrzał na mnie tak, jakbym była z innej planety. Ponownie wskazałam palcem na menu i powiedziałam: „Nine”. I wtedy mnie olśniło. Jestem w Niemczech, a „nine” po angielsku brzmi niemal identycznie jak niemieckie „nein”, czyli „nie”. Przez cały ten czas radośnie odpowiadałam mu „nie” na każde pytanie! Zrozumiałam swój błąd, przeprosiłam po angielsku i pełnymi zdaniami dokończyłam składanie zamówienia. © Reddit
  • Uczyłam się na wymianie w Szkocji i w czasie wakacji dużo podróżowałam. Pewnego razu leciałam samolotem z Londynu do Glasgow i — naprawdę! — byłam jedyną kobietą na pokładzie, nie licząc kilku stewardes. Cały samolot zajmowała irlandzka męska drużyna rugby: wszyscy mniej więcej dwudziestopięcioletni, a jakieś 90% stanowili rudzielce. To było po prostu morze hałaśliwych rudowłosych facetów, którzy przez cały lot krzyczeli, skandowali i śpiewali drużynowe przyśpiewki. W pewnym momencie poczułam się jak uczestniczka jakiegoś żartu. Sytuacja była naprawdę zabawna i stała się zdecydowanie jednym z najbardziej pamiętnych momentów całego mojego pobytu za granicą. © Reddit
  • Pewnego razu pojechałyśmy z córką w podróż samochodem po krajach Kaukazu. Gdzieś na odludziu w Armenii zobaczyłyśmy przy drodze starszego pana łapiącego stopa. Zatrzymałyśmy się, a on poprosił, żebyśmy podwiozły go do pobliskiej wioski. Zabrałyśmy podróżnika, dojechałyśmy na miejsce, a wtedy on powiedział: „Nie mogę was tak puścić bez poczęstunku!” i zaprosił nas do swojego domu. A że była to gościnność po kaukasku, w mgnieniu oka zbiegła się niemal cała wioska. Siedziałyśmy, piłyśmy herbatę i zajadałyśmy całą masą pyszności. W pewnym momencie poczułyśmy, że jesteśmy już najedzone, więc powiedziałyśmy: „Dziękujemy za gościnę, ale czas ruszać”. Na co dziadek odpowiada: „Jak to? Przecież my tylko herbatę wypiliśmy, zaraz przyniosą obiad!”. I faktycznie — po chwili na stole pojawiły się kolejne góry jedzenia. Wtedy zrozumiałyśmy, że wpadłyśmy po uszy. Musiałyśmy wziąć udział w wielogodzinnej, wiejskiej uczcie — niewiarygodnie pysznej, ale... w ilościach nie do przejedzenia.
  • Moi rodzice pojechali w podróż poślubną na Węgry i zapisała się ona nie tylko w naszym rodzinnym archiwum, ale dosłownie przeszła do historii. Podczas zwiedzania twierdzy—muzeum Esterházy na niepozornej szafce leżała otwarta księga. Przewodnik wyjaśnił, że to coś w rodzaju księgi pamiątkowej i poprowadził grupę dalej. A moi rodzice, bez dłuższego zastanowienia, wpisali się tam od serca, że bardzo im się podobało. Później wybuchł skandal: w tej księdze podpisywali się królowie, książęta, arcyksiążęta i inni możni. I tak oto moi rodzice zapisali się w światowej historii. © VK
  • Po tygodniu spędzonym na oglądaniu całego Władcy Pierścieni weszłam do toalety na lotnisku i zobaczyłam tam chłopca, który miał około 5-6 lat, siedział w kucki na umywalce, pluskał się w bieżącej wodzie i wydawał dźwięki jak Gollum. Dopiero gdy z kabiny wyszła jego mama, kazała mu zejść. © Reddit
  • Pojechałam sama do Belgii autokarem turystycznym. Gdy nadszedł czas powrotu, utknęłam na jakimś koncercie i przegapiłam godzinę odjazdu. Mój plecak i wszystkie rzeczy zostały w autobusie, przy sobie miałam tylko telefon i portfel. Wpadłam w panikę, poszłam na dworzec i kupiłam nowy bilet do Amsterdamu (tam mieszkałam). Telefon był już prawie rozładowany, więc zapytałam przypadkową dziewczynę w sklepie: „Czy mogę pożyczyć ładowarkę? Nie uwierzysz, co mi się przydarzyło”. Zaczęłyśmy rozmawiać i okazało się, że ona też została porzucona przez autobus. © Reddit

  • Jesteśmy z Kolorado, jechaliśmy samochodem do Kalifornii. Zatrzymaliśmy się na światłach i nagle jakiś facet za nami zaczął trąbić i coś krzyczeć. Wpadliśmy w panikę, zastanawiając się zastanawiać, czym go tak wkurzyliśmy. Ruszyliśmy więc i rzuciliśmy się do ucieczki, jeździliśmy jak wariaci po całym Los Angeles, próbując się go zgubić. W końcu nas dogonił, zajechał nam drogę, wyskoczył z auta i pobiegł do okna kierowcy, pokazując gestami, żeby opuścić szybę. A potem, z uśmiechem od ucha do ucha, powiedział: „Cześć! Zobaczyłem, że też jesteście z Kolorado. Ja pochodzę z Littleton. A wy skąd?”. Okazał się bardzo miłym facetem, który po prostu zatęsknił za domem. © Reddit

W podróży zawsze dzieje się coś interesującego. Niektóre sytuacje zostawiają w naszym sercu niezatarte wspomnienia. Czy wy też macie jakieś wyjątkowe historie związane z podróżami? Podzielcie się nimi w komentarzach!

Komentarze

Otrzymuj powiadomienia
Masz szczęście! Ten wątek jest pusty,
co oznacza, że masz prawo do pierwszego komentarza.
Śmiało!

Powiązane artykuły