18 osób, które kierowały się intuicją i nie pożałowały tego


Budowanie kariery nie jest łatwe. Wiąże się z dużym stresem, a gdy znika wzajemny szacunek, wszystko może się tylko pogorszyć. Szczególnie wtedy, gdy trzeba jeszcze dokładać własne pieniądze do firmowych wyjazdów czy imprez. Jedna z naszych czytelniczek odezwała się do nas, by podzielić się swoim doświadczeniem.
Cześć, Jasna Strono!
Niedawno przeszłam na weganizm i upewniłam się, że całe biuro o tym wie. Wszyscy współpracownicy mnie wspierali i starali się pomagać mi na tej drodze. Ale mój szef zrobił ostatnio coś, co sprawiło, że zaczęłam kwestionować jego intencje.
Na firmową imprezę na koniec roku mój szef zarezerwował dla zespołu kolację w restauracji ze stekami, mimo że doskonale wiedział, że jestem weganką. Gdy zapytałam go o to, wzruszył ramionami i powiedział: „Oj, daj spokój, to przecież nic poważnego. Możesz zjeść stek przez jeden wieczór. To w zasadzie tylko dieta”.
Zachowałam spokój i w dniu imprezy zamówiłam sałatkę za 12 dolarów, bo była jedyną wegańską pozycją w menu. Później, gdy przyszło do rachunku, szef stwierdził, że zostanie on podzielony po równo, co dało 75 dolarów na osobę.
Powiedziałam mu, że to niesprawiedliwe, skoro zjadłam tylko sałatkę i wypiłam jeden napój. Odmówiłam zapłacenia tak wysokiej kwoty za coś, czego nie zamawiałam. Szybko policzyłam, ile faktycznie wydałam, i zapłaciłam wyłącznie za to, co zjadłam. Szef tylko się uśmiechnął, a ja wyszłam bez dalszych komentarzy.
Dwa dni później przyszłam do biura i zobaczyłam na swoim biurku pismo. Zbladłam, gdy okazało się, że jest z działu HR. Zażądano pilnego spotkania w sprawie mojego zachowania. Poszłam do ich biura i dowiedziałam się, że mój szef złożył na mnie skargę dotyczącą imprezy końcoworocznej.
Powiedział, że „odmówiłam zwrotu kosztów zespołowych”. Najwyraźniej chciał postępowania dyscyplinarnego i potrącenia reszty rachunku z mojej pensji. Opowiedziałam HR, jak było naprawdę, wiedząc, że nie zrobiłam nic złego.
Teraz to mój szef ma przed sobą postępowanie dyscyplinarne, a ja nie mogę pozbyć się poczucia winy. Co o tym myślicie? Czy powinnam była zapłacić cały rachunek? Czy dobrze zrobiłam, broniąc swojego stanowiska?
Amelia H.
Droga Amelio,
dziękujemy, że się do nas odezwałaś i podzieliłaś swoją historią.
Miałaś rację, stając w swojej obronie, a poczucie winy, które teraz czujesz, to dokładnie to, na co liczą osoby takie jak twój szef, by uniknąć konsekwencji.
To nie była kwestia wspólnego wydatku zespołowego. To była sytuacja, w której twój szef świadomie zlekceważył jasno wyrażony wybór etyczny, wybrał miejsce, które cię wykluczało, a potem oczekiwał, że będziesz dopłacać do steków innych, żeby „zachować spokój”.
W chwili, gdy zbył twój weganizm jako coś „niepoważnego” i sprowadził go do diety, którą można złamać dla wygody, przekroczył granicę złej organizacji i wszedł w obszar braku szacunku. Groźba potrącenia pieniędzy z pensji była już nadużyciem władzy.
Nie upokorzyłaś go, nie eskalowałaś sprawy publicznie ani nie odmówiłaś zapłaty w całości. Spokojnie zapłaciłaś za to, co faktycznie zjadłaś, i wyszłaś. To najbardziej rozsądna reakcja, jaką można sobie wyobrazić. Jeśli teraz są z tego konsekwencje, to nie dlatego, że nie chciałaś przepłacić za sałatkę.
To dlatego, że jego działania nie wytrzymały konfrontacji z HR w świetle dnia. Poczucie winy nie oznacza, że zrobiłaś coś złego. Oznacza tylko, że jesteś empatyczna, nawet wtedy, gdy druga strona taka nie była.
Pod każdym względem Amelia ma rację. Nie powinna być zmuszana do płacenia ponad trzykrotnie wyższej kwoty niż ta, którą faktycznie wydała, tylko dlatego, że jej szef uznał to za „sprawiedliwe”.
Ale nie ona jedna ma problemy w miejscu pracy. Inna czytelniczka również podzieliła się z nami swoją historią. Przeczytaj ją tutaj: Szef, który zrujnował moją karierę, wrócił — i nie zamierzam milczeć











