Poznaliśmy losy 16 byłych prymusów. Spoiler: szkolne piątki nie decydują o przyszłości

Ludzie
4 godziny temu
Poznaliśmy losy 16 byłych prymusów. Spoiler: szkolne piątki nie decydują o przyszłości

szkole obiecywano nam, że czerwony pasek to bilet do życiowej klasy biznes. Rzeczywistość okazała się jednak znacznie bardziej ironiczna. Dziś dowiecie się, dlaczego były chirurg występuje aktualnie na ringu, a posiadaczka dwóch fakultetów zamieniła sale sądowe na pilniczek do paznokci. Sprawdziliśmy, jak naprawdę żyją ci, których stawiano nam kiedyś za wzór.

  • Na spotkaniu absolwentów spotkałam prymuskę Magdę. Ubrana luksusowo, samochód z kierowcą, własny biznes — wszystko u niej wyglądało jak z okładki magazynu, dziewczyna „ustawiona”. A potem wpadłyśmy na siebie w toalecie i po jednym drobnym szczególe zrozumiałam, że robi wszystkich w konia. Z torebki Magdy wysypały się dziesiątki kart kredytowych. Pomogłam jej je pozbierać i oczywiście nie dałam po sobie poznać, że coś zauważyłam. Ale wtedy ona się rozpłakała i przyznała, że jest już potwornie zmęczona życiem w długach.
  • Ja też byłam kiedyś prymuską z czerwonym paskiem. Dziś mieszkam we własnym domu za granicą. Mam za sobą trzy napisane i wydane książki. Nie bez powodu nasza nauczycielka, pani Małgorzata, czytała moje wypracowania na głos całej klasie. Słabsi uczniowie nie lubili, gdy kogoś stawiało się za wzór, więc długo bałam się wyróżniać. A potem... przestałam. I to był najlepszy moment w moim życiu. © irenko_g
  • Nasza szkolna prymuska Ania po maturze wyjechała do stolicy. Na spotkaniu absolwentów była ubrana najskromniej ze wszystkich. Pomyśleliśmy, że wielkie miasto ją przerosło. W pewnym momencie ktoś do niej zadzwonił i momentalnie zbladła. Zaproponowałem, że ją podwiozę. Byłem w szoku, gdy podjechaliśmy pod klinikę weterynaryjną. Czekał tam pies ze złamaną łapą, którego Ania znalazła rano przy drodze. Lekarz powiedział: „Pani Anno, operacja się udała, zdążyła pani w samą porę”. I wtedy dowiedziałem się, że Ania kieruje największą w mieście fundacją pomagającą bezdomnym zwierzętom, przeznaczając na to niemal wszystkie swoje oszczędności.
  • W mojej szkole uczył się też prawdziwy geniusz, był świetny ze wszystkich przedmiotów. Dostał się na jeden z najlepszych uniwersytetów medycznych w kraju. Wszyscy byli przekonani, że zostanie chirurgiem. Studia skończył, ale z medycyną ostatecznie mu nie wyszło. Dziś jest zawodowym bokserem i ma na koncie kilka mistrzowskich tytułów. © Reddit
  • Szkołę skończyłam z czerwonym paskiem. Potem był college, a następnie studia — w sumie siedem lat nauki, łącznie z magisterką i doktoratem. Do tego jeszcze trzy lata na drugim licencjacie. Dziś mam dwa fakultety: z prawa i z filologii. Ale nie pracuję w żadnym z tych zawodów. Od roku zajmuję się manicure’em, przyjmuję klientki w domu i naprawdę to uwielbiam. Zarabiam na paznokciach i jestem szczęśliwa! © VK
  • Pochodzę ze wsi, szkołę skończyłam z czerwonym paskiem. Wyszłam za mąż, urodziłam dziecko. Z natury jestem domatorką, więc spędzam czas w domu: piekę pyszności dla męża i córeczki, parzę ziołowe herbaty, robię rękodzieło, spaceruję z dzieckiem. Dla mnie to jest prawdziwe szczęście, a nie licytacje w stylu: „ja mam lepsze auto”, „a ja najnowszy telefon”. Mąż powiedział, że on zadba o utrzymanie, a moim zadaniem jest tworzyć dom pełen ciepła, spokoju i miłości. Odnalazłam się w macierzyństwie, cel został osiągnięty. © baizhanova.gg
  • Jeden z naszych prymusów obronił magisterkę z jakiegoś niesamowicie ciekawego kierunku, ale kompletnie zmarnował najlepsze lata na gry komputerowe. Dziś jest wściekły na cały świat: przekroczył już czterdziestkę, a całe jego życiowe doświadczenie sprowadza się do umiejętności trzymania w rękach pada od Xboxa. © Reddit
  • A ja byłem trójkowiczem, zawsze ściągałem od naszego prymusa. Żartowałem sobie z nim: „Daj odpisać trójkowiczowi, a w przyszłości zatrudni cię u siebie”. Los jednak z nas zakpił. Prymus po studiach wrócił do rodzinnej wsi i sprytnie przejął upadający dawny PGR wraz z całym majątkiem. W cztery lata zbudował na jego bazie prężnie działający biznes. A ja? Pracuję u niego jako kierowca. © Ideer
  • W szkole byłam stuprocentową prymuską — na koniec miałam oczywiście czerwony pasek. Dostałam się na dobrą uczelnię, studia ukończyłam z piątkowym dyplomem, potem zrobiłam jeszcze drugi fakultet. Po kilku latach pracy w zawodzie przyszło otrzeźwienie: nie ma w tym żadnej przyszłości. Mój chłopak zaproponował, żebym dołączyła do niego i teraz pomagam mu na kuchni w fast foodzie. Czyli pracuję pod kierownictwem człowieka po zawodówce. I wiecie co? Bardzo mi się to podoba! © VK
  • Miałam kolegę z klasy, który skończył szkołę z czerwonym paskiem. Spokojny, cichy, jakby zawsze trochę starszy od nas. Zrobił studia na prestiżowej uczelni, dziś pracuje w ambasadzie. Nie wiem dokładnie na jakim stanowisku, ale żyje naprawdę na wysokim poziomie. Była też inna koleżanka, prymuska idealna. Grała na pianinie, brała udział w konkursach, wzór do naśladowania. Rodzice niemal każdego z nas mówili: „ucz się tak jak ona”, więc — nie ma co ukrywać — raczej jej nie lubiliśmy. Nie dostała się do szkoły teatralnej za pierwszym razem, a potem odpadła w trakcie studiów. Zagrała epizod w serialu w stylu „Trudne sprawy”, po czym wróciła z wielkiego miasta do rodzinnych stron. Dziś pracuje jako sprzedawczyni. © Pikabu
  • Moja przyjaciółka—prymuska marzyła o studiach w akademii weterynaryjnej. Rodzice jej zabronili. Skończyła oceanografię, wyszła za mąż — choć ślub przed trzydziestką też nie był w planach rodziny. Niedawno ją spotkałam. Z radością powiedziała mi, że zaczyna uczyć się na behawiorystkę psów i rzuca znienawidzoną pracę w szkole. Pierwszy raz widziałam, że naprawdę oddycha pełną piersią. © ADME
  • W szkole byłem cichym kujonem-prymusem. Dokuczali mi niemal wszyscy łobuziacy z równoległej klasy. A dziś, wiele lat po maturze, to oni drżą przede mną ze strachu — bo teraz jestem stomatologiem. © Ideer
  • Znajomy biznesmen dla żartu przebrał się na spotkanie absolwentów w dość... ekstrawagancki sposób. Nikt nie odważył się nawet pytać go o życie. Kobiety go ignorowały, a faceci patrzyli współczująco, myśląc: „No nie, los chyba się zemścił na tym prymusie!”. Prawdziwy szok przyszedł jednak pod koniec wieczoru, gdy podjechał pod salę Bentleyem. Zostawił kelnerowi 100 dolarów napiwku i zapytał: „Kto jedzie w stronę lotniska? Mogę podrzucić”. © VK
  • Do tej pory przyjaźnię się z najlepszą absolwentką naszej szkoły, choć zakończyłyśmy naukę aż 16 lat temu! Jest profesjonalną tancerką flamenco i zdobywa teraz tytuł doktora. © Reddit
  • Na spotkaniu absolwentów obserwowałam prymuskę Lenę. Była wystrojona i odpowiadała na telefony zwięzłymi zdaniami. Na pewno została szefową i rozkazuje podwładnym! Potem wyszliśmy na ulicę i doznaliśmy szoku. Po Lenę przyjechał jeep i nagle wysypała się z niej niespodziewanie trójka dzieci w różnym wieku. Lena rozpromieniła się tak ciepłym uśmiechem, jakiego nigdy w szkole nie widzieliśmy, i objęła wszystkie pocieszy naraz. Okazało się, że ci jej „podwładni” to jej własne dzieci. Rzeczywiście została głównym zarządcą — szczęśliwego rodzinnego „przedsiębiorstwa”.
  • W supermarkecie spotkałam prymuskę Sylwię. Była w dresie, bez makijażu i pchała dwa wózki po brzegi wypełnione najzwyklejszymi produktami. Zaproponowałam pomoc, myśląc: „Pewnie codzienne obowiązki ją przytłoczyły”. Gdy wyszłyśmy na parking, otworzyła bagażnik, a ja oniemiałam. Na masce samochodu widniało logo fundacji charytatywnej. Sylwia powiedziała z uśmiechem: „Dzięki za pomoc! Moi wolontariusze się rozchorowali, więc musiałam sama zrobić zakupy dla starszych pań z wioski”. Okazało się, że zrezygnowała z wysokiego stanowiska, by prowadzić fundację wspierającą seniorów. Te „ciężkie torby” to dla niej nie codzienny obowiązek, lecz prawdziwe powołanie.

Wszystkie te historie potwierdzają jedną prostą prawdę: oceny na świadectwie to tylko liczby, które w żaden sposób nie definiują umiejętności bycia szczęśliwym. Prawdziwy sukces mierzy się nie dyplomami ani pochwałami nauczycieli, lecz odwagą, by odnaleźć swoje prawdziwe powołanie — nawet jeśli radykalnie odbiega ono od oczekiwań innych.

A jak potoczyły się losy najbystrzejszych uczniów z waszej klasy? Czy przewidywania nauczycieli co do ich przyszłości się sprawdziły? A może życie napisało własny scenariusz?

Komentarze

Otrzymuj powiadomienia
Masz szczęście! Ten wątek jest pusty,
co oznacza, że masz prawo do pierwszego komentarza.
Śmiało!

Powiązane artykuły