Pracownicy punktów odbioru zamówień ujawniają historie, o których długo nie mogli zapomnieć

Ludzie
miesiąc temu
Pracownicy punktów odbioru zamówień ujawniają historie, o których długo nie mogli zapomnieć

Kiedyś godzinami chodziliśmy po sklepach, a dziś równie długo potrafimy „siedzieć” w internecie, wybierając kolejny produkt. To przecież takie wygodne: zamawiasz, a potem po prostu przychodzisz odebrać. Ale co z ludźmi, którzy pracują w punktach odbioru? Zdarza się, że klienci nie tylko wpadają po swoje zakupy, ale robią prawdziwy najazd. Na przykład potrafią przyjść do punktu na 10 minut przed zamknięciem i domagać się wydania zamówienia. A ci szczególnie uciążliwi mogą nawet bez powodu złożyć skargę! Na szczęście trafiają się też życzliwi klienci, których wizyty od razu rozweselają dzień.

  • Otworzyłam punkt odbioru w domu. Przychodzą klienci, dzwonią do mnie, ja pytam o imię i nazwisko i wydaję im zamówienia. Pewnego dnia myłam naczynia w kuchni, moje okno wychodzi prosto na bramę. Nagle ktoś zaczął gwizdać, głośno i natarczywie. Zanim zdążyłam umyć i wytrzeć ręce, zagwizdali jeszcze cztery albo pięć razy. Pies zaczął szczekać. Otworzyłam drzwi i krzyknęłam: „Proszę nie gwizdać!”. Podeszłam do bramy i powiedziałam, że można było po prostu zapukać, i tak bym usłyszała. Facet odpowiedział bardzo grubiańsko: „A czemu pani nie wychodzi? Skąd mam wiedzieć, jak panią zawołać?”. Wyjaśniłam, że na bramie wyraźnie, drukowanymi literami, jest napisany mój numer telefonu i można było zadzwonić albo zapukać. Kobieta stojąca obok oburzyła się: „Dzwoniłam, a pani nie odebrała”. Tłumaczyłam, że nie miałam żadnego połączenia, bo inaczej na pewno bym odebrała. Przy nowej dostawie przychodzi mi nawet po sto paczek naraz i wtedy dosłownie wszędzie chodzę z telefonem. Nawet jeśli ktoś nie dzwoni, nasz pies od razu szczeka, więc i tak wszystko słyszę. Mężczyzna jednak dalej się upierał, że dzwonili. Poprosiłam więc, żeby pokazali numer, który wykręcali. Spojrzałam i ostatnia cyfra była błędna. Zwróciłam mu na to uwagę, a on krzyknął: „Co za różnica?”. Zrobili hałas na całą ulicę. Potem facet jeszcze coś burknął pod nosem i odszedł. © janaikka
  • Już szykowałam się do zamknięcia punktu, kiedy wbiegła do mnie para. Powiedzieli, że następnego dnia mają ślub cywilny i muszą wybrać strój dla panny młodej. Byłam w szoku i zapytałam, czy w ogóle spojrzeli na godzinę. Ostatecznie jednak mnie namówili, żebym została. Gdy dziewczyna mierzyła sukienki, chłopak pobiegł do pobliskiej kawiarni i przyniósł mi deser oraz kawę. Dużo żartowali i okazali się bardzo sympatyczni. Zaproponowali nawet, że opłacą mi taksówkę do domu, ale się nie zgodziłam. I tak było mi bardzo miło — miałam poczucie, że w jakiś sposób uczestniczyłam w ważnym wydarzeniu w ich życiu.
  • Jestem właścicielką punktu odbioru i uwielbiam klientów—mężczyzn. Jeśli towar jest bez wad, zostawiają wszystko, co zamówili. Pewnego dnia obsługiwałam sama. Przyszedł jeden klient, w zamówieniu miał jakieś 8 rzeczy: dres, komplet bluzek z długim rękawem i kilka drobiazgów. Drobiazgi otworzył, obejrzał i wszystkie zabrał. Wyciągnął dres, rzucił okiem na rozmiar i powiedział: „Idealny, o to chodziło”. Spodnie przyłożył do siebie — „Idealnie”. Bluzę narzucił — też „Idealnie”. Wyciągnął jeden longsleeve, założył go na koszulkę, nawet nie poprawiał: „Idealnie. Biorę wszystko”. A potem przyszedł kolejny klient. Zamówił chyba około 30 rzeczy. Wszystko otworzył, obejrzał i zabrał. Ubrań w tym zamówieniu nie było. © olga.problog
AI-generated image
  • Pracuję w punkcie odbioru. Zawsze jestem uprzejma dla klientów, często idę na ustępstwa. A tu pewna kobieta napisała na mnie skargę, że nie noszę biustonosza, co ją oburzyło do głębi duszy. Musiałam pisać wyjaśnienie. Zemsta jednak nie kazała na siebie długo czekać. Ta sama kobieta przyszła raz pod sam koniec mojej zmiany i zaczęła mnie prosić, żebym „postawiła się na jej miejscu”, bo pilnie potrzebowała odebrać rzeczy na następny dzień. Wzruszyłam tylko ramionami i powiedziałam: „Przepraszam, moja zmiana już się skończyła. Takie są zasady. Ale może pani napisać skargę — gdzie, to już pani wie”. Widok jej niezadowolonej miny był bezcenny. Wyszła, trzaskając drzwiami.
  • W naszym punkcie odbioru mamy stałą klientkę imieniem Lidka. Zawsze przychodzi i pyta, co u mnie słychać, przynosi cukierki. Niedawno otrzymaliśmy cały stos paczek, aż nie było mnie widać za pudełkami. Przychodzi Lidka, widzi ten apokalipsę i mówi: „Zaraz wracam!”. Wybiegła, a za jakieś dziesięć minut wróciła z kawą i przekąskami. Pomogła też poprzestawiać niektóre pudełka. Byłam naprawdę miło zaskoczona. Teraz zastanawiam się, jak jej podziękować przy następnej okazji. Chyba też kupię dla niej coś smacznego.
  • Mam punkt odbioru w swoim prywatnym domu. Pracuję od 10:00 do 20:00, niedziele wolne. Godziny są podane i w aplikacji, i na bramie. Pewnego poranka, o 7:50, zadzwonił telefon. Zaspana pomyślałam, że to budzik i go wyciszyłam. Telefon zadzwonił ponownie. Spojrzałam, a tam nieznany numer. Odebrałam. Męski głos podał imię i nazwisko i zażądał wydania towaru. Zerknęłam na zegarek i jeszcze półprzytomna odpowiedziałam: „Wydajemy paczki od dziesiątej! Ja jeszcze śpię!”. A on zaczął na mnie krzyczeć: „No niech pani wyda, co to za problem?”. Odpowiedziałam mu: „Jestem w piżamie, pan chyba żartuje?”. Facet trochę ponarzekał i poszedł. W porze obiadu zdążyłam już o tym zapomnieć. Nagle znów telefon i ten sam głos: „No i co, obudziła się już pani?”. Odpowiedziałam ostro: „Pan sobie ze mnie kpi? Bo nie rozumiem”. Od razu zaczął się wycofywać. Powiedziałam mu wtedy: „Poza tym dziś jest niedziela, dzień wolny. Dla pana wiadomości, nie mam żadnego obowiązku wydawać panu paczki”. W słuchawce rozległ się krzyk: „To pani nie chce mi wydać towaru?!”. Odpowiedziałam, że mam do tego pełne prawo. Zaczął przepraszać. Ostatecznie wydałam mu jego paczkę, ale na szczęście więcej już się nie pojawił. © janaikka
  • Przyszedł do nas facet odebrać swój zamówiony „supermocny” odkurzacz. Dziesięć razy powtórzył, że będzie go sprawdzał, bo inaczej od razu rezygnuje. No dobrze, nie ma problemu, proszę bardzo. Wyjął odkurzacz, założył jakąś końcówkę... i w tym momencie dosłownie mnie zatkało. Zamiast sprawdzić siłę ssania ręką, jak robią wszyscy, energicznie wyszedł na zewnątrz i zaczął odkurzać podwórko. Już czułam nadciągający skandal — przecież odkurzacza z brudnym filtrem nie da się potem zwrócić. Koledzy stali jak wryci, a on się tylko coraz bardziej rozkręcał: poszedł w stronę osiedlowych śmietników, zaczął wciągać jakieś worki i śmieci. Po chwili wrócił, jakby nigdy nic, i stwierdził spokojnie: „No, w sumie okej. U mnie w domu jest mniej więcej tak samo brudno — da radę”.
  • Pracuję w punkcie odbioru i strasznie mnie irytują klienci, którzy zamawiają dla siebie, a po odbiór wysyłają swoje babcie i dziadków z przeterminowanym kodem. Ci biedni ludzie się denerwują, bo nie rozumieją, czego od nich potrzebuję. Ja oczywiście też nie jestem zachwycona takimi sytuacjami. Dosłownie przed chwilą przyszła starsza pani odebrać paczkę dla wnuczki. Rozmawiałyśmy z tą wnuczką przez głośnik w telefonie i byłam w szoku. Po drugiej stronie słuchawki jakaś kobieta, najwyraźniej zupełnie pozbawiona szacunku do starszej osoby, krzyczała i irytowała się, że babcia jej nie rozumie. Jesteś dorosła — idź i odbierz swoje zamówienie sama! Albo przynajmniej nie wrzeszcz, nie histeryzuj, tylko spokojnie wytłumacz, żeby nikt nie musiał się denerwować. Kochajcie i szanujcie swoje babcie i dziadków — oni naprawdę zasługują na cierpliwość i zrozumienie. © VK
  • Pracuję w punkcie odbioru. Robię już piątą zmianę i wciąż nie mogę się nadziwić, jak niektórzy pracownicy potrafią marnować cały wolny czas wyłącznie na oglądanie filmików. Wiecie, wchodzicie odebrać paczkę, a obsługa ciągle siedzi w mediach społecznościowych. A przecież w tym czasie można zrobić tyle fajnych rzeczy. Ja w wolnych chwilach czytam książkę, rysuję w małym szkicowniku, a jeśli mam ze sobą laptopa — obrabiam zdjęcia. Na co dzień pracuję jako fotografka, więc podczas spokojniejszych momentów szukam inspiracji do sesji i przygotowuję różne materiały na swojego bloga. Każdy może znaleźć coś ciekawego dla siebie — a czas mija dużo szybciej, kiedy jest się czymś zajętym. © alina.elisxanova
  • Mam swój punkt odbioru. Nie mogę zrozumieć, czym kierują się ludzie, kiedy zamawiają towar, a potem przychodzą, pokazują kod i mówią: „Możecie nawet nie przynosić paczki, od razu anulujcie zamówienie”. Jest co najmniej 5 lub 7 takich klientów dziennie. Jeśli też tak robicie, możecie mi wyjaśnić, po co? © esken_idrisov
  • Do mojego punktu odbioru przyszedł chłopak, 16 lat, szukał pracy na lato. Zaproponowałam mu 2-3 dni próbne. Po pół godzinie dzwoni jego mama i zaczyna przesłuchanie: „A jak? A co? A kiedy? Za ile?”. No dobra, sama chodziłam z córką na rozmowy, kiedy miała 15 lat i szukała pracy jako animatorka. Ale potem on przyszedł się szkolić, a ona dzwoni do niego co trzy minuty. Powiedział matce, że teraz nie może rozmawiać. Chłopak jest fajny, szybko łapie, spodobał mi się. W szczycie pracy mama znów się uaktywnia. Mamy dostawę, ludzie przyszli tuż przed zamknięciem i każdy ma po 20 rzeczy do przymierzenia — nie mamy czasu na mamę. On mówi jej, że oddzwoni, a ona dzwoni do mnie. Zaczynają się pytania: czy mamy internet, co robią pracownicy, gdy nie ma klientów. Okazuje się, że on ma telefon z klawiaturą i absolutnie nie wolno mu pracować przy komputerze z internetem. Matka pyta: „Czy da się jakoś pracować bez internetu?”. Tak, jasne, wyślemy paczki gołębiem pocztowym. Mówi mi: „Nie pozwalajcie mu w ogóle przyprowadzać znajomych i ogólnie pilnujcie, żeby się nie bawił w pracy”. Kobieta jest dziwna, ale jej syn naprawdę w porządku. Następnego dnia chłopak znów przychodzi, pracuje już bez mnie. Matka znów dzwoni, on znów mówi, że nie ma czasu na rozmowę. Ona bierze taksówkę i sama przyjeżdża do naszego punktu. Patrzę na kamery i nie mogę się nadziwić. Zaczęła przesłuchiwać pracownicę, pytać, czy można pracować bez internetu. Powiedziała, że chce siedzieć z nim na zmianie. Poszła na magazyn bez pozwolenia. W końcu zabrała syna z pracy, twierdząc, że jej się ta praca nie podoba. Ale następnego dnia chłopak znów przyszedł na zmianę. Historia zaczęła się powtarzać. © olga.problog
  • Pamiętam, że przyszła do mnie pewna pani. Patrzę na jej dokumenty: przesyłka już opłacona, ale nazwisko na paczce i w dowodzie się nie zgadza. Mówię: „Nie mogę wydać, bo odbiorca to inna osoba”. Na co ona odpowiada: „Specjalnie podałam inne nazwisko, to mój pseudonim”. Tłumaczę: „Świetnie, ale i tak nie mogę wydać. Może pani zadzwonić do obsługi klienta i zmienić dane odbiorcy”. Tak dyskutowaliśmy przez jakieś 20 minut. Ona się zezłościła, zrobiła naburmuszoną minę i wyszła. Po 20 minutach wróciła z koleżanką, obie po pięćdziesiątce. Jeszcze raz wszystko im wytłumaczyłem, ale nie — teraz we dwie zaczęły mnie pouczać. Pozostało mi tylko śmiać się z tej sytuacji. © TikTok
  • Przyszła do mnie babcia, zamówiła podobno dwie rzeczy, a w punkcie odbioru była tylko jedna przesyłka. Wyjaśniłem jej, że drugiej paczki u nas nie ma i w systemie też nie widnieje. Odpowiadałem grzecznie, nie dając się sprowokować. Do tego musiałem jeszcze w tym samym czasie przyjmować towary, więc nie chciałem tracić czasu. Powiedziała, że napisze skargę, a ja na to: „Dobrze”. Po jakimś czasie wróciła i powiedziała: „Przepraszam, zamówiłam do innego punktu odbioru”. Teraz, kiedy do mnie przychodzi, zawsze przeprasza. © TikTok
  • Wczoraj przyszła do mnie dziewczyna na 5 minut przed zamknięciem, miała zamówione 23 rzeczy. Mówię do niej: „Jeśli będziesz wszystko przymierzać, nie zdążysz przed zamknięciem. Może przyjdziesz jutro?”. Ona na to: „Przepraszam, wszystko zostawiam, wszystko jest już opłacone”. Kwota wynosiła 5 tysięcy złotych. Rzeczywiście wszystko zabrała i na odchodne przeprosiła chyba jeszcze ze sto razy. © TikTok
  • Zmiana była dobra, nastrój też. Przyszła pewna pani po towar i mówi, że nie chce aktywować naszej karty, bo tam proszą o dane z paszportu. Zaproponowałam, żeby podpiąć inną kartę do płatności. A ona oburzona: „Nie chcę podawać swoich danych, a tym bardziej dodawać karty. To wy powinniście to zrobić, doładujcie mi konto sami przez komputer!”. Odpowiedziałam jej stanowczo: „Albo płaci pani za towar, albo robimy zwrot”. Pokrzyczała jeszcze trochę i sobie poszła. © TikTok
AI-generated image
  • Przyszła do nas pewna dziwna pani w okularach przeciwsłonecznych. Wchodziła do przymierzalni i wychodziła, coś sobie nucąc. Potem wyciągała jakieś karteczki z napisami i pokazywała je do kamery. Na końcu zabrała swój zamówiony towar i wyszła. Opowiedziałam o tym koleżance na zmianie, a ona machnęła ręką i wyjaśniła: „To kobieta z sąsiedniego domu, razem z synem wiecznie zakładają się o jakieś szalone rzeczy. Widocznie przegrała zakład. Mają swojego bloga”. Ech, ci blogerzy...

Pracownikom punktów odbioru można by postawić pomnik za ich cierpliwość i poczucie humoru. A po tygodniu pracy może się u nich nazbierać cały „stos” historii.

Komentarze

Otrzymuj powiadomienia
Masz szczęście! Ten wątek jest pusty,
co oznacza, że masz prawo do pierwszego komentarza.
Śmiało!

Powiązane artykuły