14 opowieści z życia portierów, których uwadze nic nie umknie

Ludzie
2 godziny temu
14 opowieści z życia portierów, których uwadze nic nie umknie

Gdy w bloku mieszka babcia Marysia, która pilnuje wejścia, można spać spokojnie, bo nawet mysz się obok niej nie prześlizgnie. Obecność portiera ma jednak też minusy — jeśli tylko kogoś przyprowadzisz do domu, zaraz wszyscy sąsiedzi się o tym dowiedzą!

  • Rok temu zimą wracałam do domu. Podchodzę do klatki, a tam siedzi kotek. Na mój widok podbiegł, zaczął się łasić i miauczeć. Na dworze mróz, zrobiło mi się go żal, więc wpuściłam go do środka, tym bardziej że portierka akurat spała. Pomyślałam: rano ktoś go zabierze, może po prostu się zgubił, na przykład wyskoczył z okna. Następnego dnia portierka chodziła po mieszkaniach i pytała, czyj to kot, ale nikt się nie przyznał. I tak został u nas w klatce, w cieple i spokoju. Teraz to już gruby, zadbany kot stróżujący. © Ideer
  • Pracuję jako portierka. Mieszkańcy są zabiegani, czasem nawet „dzień dobry” nie powiedzą. Jest jednak u nas jeden elegancki starszy pan — zawsze się uśmiechnie, zapyta o zdrowie. Pewnego razu zniknął na jakieś dwa tygodnie. Zaczęłam się już martwić. Aż tu nagle wraca i niesie ogromny bukiet piwonii. „To dla pani — za to, że pilnuje pani naszego domu. Byłem w sanatorium, a tam takie piękne kwiaty... nie mogłem się powstrzymać”. Aż wzruszyłam się do łez.
  • W naszym bloku pojawił się portier. Na początku wielu mieszkańców narzekało, że to zbędny wydatek i tylko niepotrzebnie podnosi opłaty. Przy wejściu zamontowano kamery, a obraz trafia prosto do portierni — teraz wystarczy, że ktoś podejdzie pod drzwi, a portier od razu je otwiera. Wszyscy są zachwyceni, jakby nagle pojawił się prywatny lokaj. Nie trzeba już wpisywać kodu ani szukać kluczy w torebce. © Ideer
  • Kiedy często wyjeżdżałam, a moja mama zostawała sama w domu. Różnie bywa, więc dałam portierce klucze do mieszkania. Po moim powrocie zaczęła jednak do nas zaglądać bez potrzeby.
    „Kurier przywiózł paczkę, więc ją zaniosłam” — tłumaczyła się. Powiedziałam jej wprost, że tak się nie robi i zabrałam klucze. Przez cały następny rok wypominała mi, że odezwałam się do niej „grubiańsko”, a moja mama nawet nalegała, żebym ją za to przeprosiła. © magical_stan_official
  • Pracuję jako portier w Nowym Jorku. Mieszka u nas bardzo bogata rodzina — mają mnóstwo nieruchomości i ciągle są w rozjazdach. Żona podejrzewała męża o zdradę i obiecywała mi „pieniądze, które zmienią moje życie”, jeśli przyznam, że choć raz widziałem, jak przyprowadza do domu inne kobiety. Uznałem jednak, że nie będę niszczył cudzego małżeństwa i odmówiłem w tym udziału. © Reddit
  • Mamy nowego portiera, młodego i przystojnego. Aż miękły mi kolana, kiedy przechodziłam obok, ale wstydziłam się zagadać. Pewnego dnia wracałam późno z pracy, zmęczona i z ciężkimi torbami. Wchodzę do klatki, a on wstaje, uśmiecha się i podaje mi kubek kawy. „Zauważyłem, że zawsze wraca pani z pracy taka smutna. Pomyślałem, że postawię pani kawę”. Zamurowało mnie. Potem staliśmy razem w holu, piliśmy kawę i rozmawialiśmy. Okazało się, że kupił mieszkanie w naszym bloku na kredyt i dorabia tu na ćwierć etatu, żeby szybciej go spłacić. Teraz wracam do domu jak na skrzydłach.
  • Zgubiłam klucz do skrzynki na listy i postanowiłam ją otworzyć na siłę. Wzięłam śrubokręt, zeszłam na dół i zaczęłam dłubać. Ale skrzynka ani drgnęła. Jeden nieostrożny ruch i wbiłam sobie śrubokręt w palec. Po chwili usłyszałam, że wychodzi portierka. „No to pięknie” — pomyślałam — „zaraz będzie awantura”. A ona bez słowa złapała mnie za rękę i zaprowadziła do swojego kantorka. Obejrzała ranę, polała ją wodą utlenioną, stwierdziła, że szwy są niepotrzebne, posmarowała jakąś maścią i założyła opatrunek. Siedziałam tam kompletnie oniemiała. Na koniec odprowadziła mnie do drzwi i powiedziała: „Przepracowałam 40 lat jako pielęgniarka na chirurgii. Proszę się nie martwić, z palcem wszystko będzie dobrze”. © Ideer
  • Pracowałem kiedyś jako portier w Nowym Jorku, w bardzo ekskluzywnym apartamentowcu. Żeby tam zamieszkać, trzeba było mieć na koncie co najmniej 50 milionów dolarów. Pewnego dnia wszedł do budynku jakiś nieznany mi chłopak. Chciałem zatrzymać młodzieńca, ale menedżer kazał go przepuścić — powiedział, że to syn jednych z mieszkańców. Okazało się, że przychodził do rodziców wtedy, gdy wyjeżdżali. Przyprowadzał tam po kryjomu swoje dziewczyny, ale tylko jak mama i tata byli poza miastem. © Reddit
  • Pięć lat temu wzięłam psa ze schroniska. Oddałam mu całe swoje serce i wszystko układało się wspaniale. Ale kilka dni temu runęła moja wiara w psią wierność: pies odmówił powrotu do domu po spacerze i wybrał sobie nowego właściciela — naszego nowego portiera. Chłopak jest świetny, bardzo lubi mojego psa i nawet niczym go nie częstował. Sam jest w szoku. © Ideer
  • Podczas studiów dorabiałem jako portier. Pewnego wieczoru przyszedł jakiś chłopak i powiedział, że jest synem jednego z mieszkańców, lekarza. Przyjrzałem mu się i podobieństwo było uderzające, więc go wpuściłem. Kilka minut później z windy wyskoczył wściekły doktor, wyprosił tego młodego mężczyznę i kazał mi nigdy więcej go nie wpuszczać. Zdezorientowany powiedziałem, że byłem przekonany, iż to jego syn. Odpowiedź mnie powaliła: „Owszem, to mój syn!”. © Reddit
  • W naszym budynku portier podzielił mieszkańców na dwa obozy. Jedni chcą go zwolnić, inni go uwielbiają. Jak myślicie, w czym rzecz? Ten człowiek to uosobienie komunikatywności i zaangażowania. Zna każdego mieszkańca po imieniu (a mamy, bagatela, 43 piętra!), głośno się wita, pyta o psy, dzieci, szkołę, pracę. Zawsze w garniturze, zawsze na bieżąco z tym, co się dzieje. A jednak dla części lokatorów to prawdziwy koszmar. Wyobraźcie sobie, że są ludzie, którzy specjalnie chodzą okrężną drogą przez parking, byle tylko na niego nie wpaść i nie wdawać się w rozmowę. © luninamary
  • Pewnego lata dorabiałem jako portier. Jednym z mieszkańców był bardzo znany właściciel ogromnej firmy — na tyle znany, że jego nazwisko prawdopodobnie coś by wam powiedziało. Pewnego razu cała rodzina wyjechała gdzieś na weekend. Jakiś czas później podjechał kierowca, zabrał ich psa i zawiózł go w nieznanym kierunku. Tak, pies miał osobistego szofera — dobrze zrozumieliście. © Reddit
  • Znajomy pracował jako portier w luksusowym budynku. Pewnego dnia nie przywitał się z jakąś ważną personą i bardzo szybko przeniesiono go do innego obiektu. Widać „okazane nieuszanowanie” wyjątkowo się tej osobie nie spodobało. © _anxie.tayyy_
  • Mieszkam w Rzymie i w naszym budynku jest portier. Kiedy ledwo co się wprowadziłam, poskarżył się właścicielowi mieszkania, że jestem źle wychowana, bo się z nim nie witam. Byłam w lekkim szoku, bo każdego ranka mówiłam mu „dzień dobry”, co zresztą przekazałam właścicielowi. A on na to, że to za mało: trzeba było jeszcze zapytać, jak się czuje, jak minął weekend, porozmawiać o pogodzie i tak dalej. Samo „dzień dobry” uchodzi tu za niegrzeczne. © bekturova_08

Komentarze

Otrzymuj powiadomienia
Masz szczęście! Ten wątek jest pusty,
co oznacza, że masz prawo do pierwszego komentarza.
Śmiało!

Powiązane artykuły