15 historii, w których relacje rodzinne przypominają pełnoprawną operę mydlaną

Rodzina i dzieci
godzina temu
15 historii, w których relacje rodzinne przypominają pełnoprawną operę mydlaną

Zdarza się, że życie rodzinne bardziej przypomina serial z nieskończoną liczbą zwrotów akcji, dramatów i komicznych scen niż spokojną przystań. Raz emocje buzują z powodu drobiazgów w rodzaju pierogów „nie takich jak u mamy”, innym razem ktoś nagle zostaje „głównym czarnym charakterem sezonu”. Krewni potrafią zarówno wesprzeć, jak i doprowadzić do białej gorączki — czasem nawet tego samego dnia.

  • Brat mojego męża ożenił się z nieśmiałą, 19-letnią Kasią. Pomyślałam sobie: „Teściowa ją pożre”. Urodziło im się pierwsze dziecko, przyszliśmy w odwiedziny, a teściowa siedzi... w okularach przeciwsłonecznych. W domu. Pytam Kasię, o co chodzi, a ona na to: „No jak to? Przecież to na wypadek złego spojrzenia”. Teściowa ciągle powtarzała, że na niemowlę nie wolno się intensywnie patrzeć, bo można w ten sposób przypadkiem „rzucić na nie urok”. Więc Kasia w końcu powiedziała jej, że w okularach złe oko jest słabsze i mniej szkodzi. © VK
  • Pracuję w urzędzie stanu cywilnego. Pewnego dnia przyszły dwie pary i poprosiły o rozwód. Rozwiedliśmy ich, a oni... od razu złożyli nowe wnioski o ślub. Tylko że już z innymi osobami, wymienili się partnerami. A najlepsze było w tym wszystkim to, że zarówno faceci, jak i dziewczyny byli bliźniętami. © VK
  • Spotykałam się z jednym facetem, było poważnie. Ale potem jego mamusia zaczęła mu mącić w głowie: „Ta dziewucha chce cię usidlić!”. Według niej moje pochodzenie było „niewystarczająco dobre”, a poza tym rodzice planowali ożenić synka z córką jakichś swoich znajomych. No cóż, skoro dziewczyna z rodziny profesorskiej wam nie pasuje, to szerokiej drogi. Efekt? Facet ma dziś ponad 40 lat i nadal mieszka z rodzicami. © ADME
  • Z mamą mamy świetny kontakt, właściwie jesteśmy jak dwie kumpelki. Nawet radzę się jej w sprawach facetów. Niedawno odkryłam świat aplikacji randkowych. Zanim pójdę z kimś na randkę, wysyłam mamie zdjęcia kandydata i pytam, co o nim myśli. Ona odpisuje, komentuje i próbuje odgadnąć charakter po samej fotce. A jeśli już zdecyduję się na spotkanie, potem opowiadam jej, jak było i sprawdzamy, czy dobrze go „rozszyfrowała”. I nagle któregoś dnia to ja dostaję od mamy wiadomość, jakieś zdjęcie. A zaraz potem pytanie: „No i jak? Fajny? Warto się z nim spotkać?”. Zatkało mnie. Przecież ona jest mężatką od 26 lat! Otwieram zdjęcie, a tam... stara fotografia mojego taty. Mama stwierdziła, że ona też chce się mnie poradzić. © VK
  • Mamy dużą rodzinę. Kiedy mojej córce urodziła się dziewczynka, wszyscy bardzo chcieli jej pomagać. Problemy pojawiły się wtedy, gdy świeżo upieczona mama zaczęła czepiać się absolutnie wszystkiego. Dochodziło do tego, że gdy wujek albo ciocia pilnowali małej, córka bez przerwy zasypywała ich wiadomościami albo po prostu stała nad nimi i kontrolowała każdy ruch.
    Miała uwagi w stylu: zły płyn do prania, jedzenie za zimne albo za gorące. Najgorsze było to, że córka uważała, iż robi nam łaskę, pozwalając pobyć z dzieckim. W końcu chętnych do opieki po prostu zabrakło.Córka nazwała wszystkich egoistami i przestała się odzywać także do mnie, kiedy wytłumaczyłam jej, w czym problem. Rozumiem, że to jej pierwsze dziecko i się martwi, ale nasza cierpliwość też ma swoje granice. © Reddit
  • W dniu ślubu już od samego rana zjawiła się moja przyszła teściowa. Ponieważ uważa się za pępek świata, musiała koniecznie pochwalić się swoją kreacją. Miałam ważniejsze sprawy na głowie, więc rzuciłam tylko: „Dobrze, jasne, nie mogę się doczekać, aż ją zobaczę”. Poszła do łazienki się przebrać i... wyskoczyła stamtąd w białej, koronkowej sukni! A potem stała zadowolona i czekała na moją reakcję — ewidentnie chciała mnie przyćmić na moim własnym ślubie. Jednego jednak nie przewidziała. Do dziś pamiętam jej kwaśną minę, gdy szłam do ołtarza... w czerwonej sukni. Teściowej nawet nie przyszło do głowy, że suknia ślubna nie musi być biała — a mojej wcześniej nie widziała. Wyglądała na tak poirytowaną, że z niektórych zdjęć musieliśmy ją nawet wyciąć. © Reddit
  • Kuzynka poprosiła mnie, żebym zaprojektowała zaproszenia na jej wieczór panieński. Trzeba było w nich zaznaczyć dress code: dowolny kolor, byle nie czarny. Panna młoda miała uszytą na zamówienie przepiękną czarną suknię i chciała być jedyną osobą w tym kolorze. Problem w tym, że w rodzinie mamy jedną specyficzną krewną, dosłownie „królową dramatu”. Wiedziałyśmy, że jeśli poprosimy ją, by nie przychodziła w czerni, to na pewno zjawi się właśnie w tym kolorze. Wpadłyśmy więc na podstępny plan. Wydrukowałam zaproszenia, w których goście byli proszeni, by nie zakładać czerni, a do tego jedno specjalne zaproszenie — z prośbą, by nie zakładać różu. Wyłącznie dla tej krewnej. W dniu imprezy dama zjawiła się w lejącej się, różowej sukience rodem z filmu o Barbie. A kiedy zobaczyła pannę młodą w czerni, jej pełen samozachwytu uśmiech natychmiast zmienił się w konsternację. Przyłapałam ją nawet na tym, jak sprawdzała jeszcze raz treść zaproszenia. Przez większą część wieczoru unikała panny młodej. © Reddit
  • Moja teściowa wysłała mnie na rynek po twaróg do pewnej Natalii, sprzedawczyni ze złotymi zębami. Jakoś ją znalazłam i mówię, że jestem od pani Teresy (imię matki męża). Ona pyta: „A kim ona jest dla pani?”. Odpowiadam, że teściową. I wtedy Natalia wykręciła niezły numer: nie wzięła ode mnie pieniędzy, a nawet dodała: „Proszę jeść na zdrowie, potrzebne są pani witaminy, żeby nerwy zregenerować”. © VK
  • Za każdym razem, gdy z mężem zaczynamy odkładać pieniądze na urlop, teściowa nagle znajduje jakiś „pilny” wydatek: „muszę zrobić remont”, „trzeba wymienić dach na działce”, „potrzebuję pieniędzy na badania”, „trzeba opłacić ubezpieczenie samochodu” — zawsze coś. Mąż daje jej wtedy wszystkie pieniądze, które odkładał na nasze wakacje. Kiedy jednak dobrał się też do moich oszczędności, tłumacząc: „Zabrakło mi”, postanowiłam trzymać swoje pieniądze osobno, na własnym koncie, i zaczęłam jeździć na urlop sama. Gdy wracam, on chodzi obrażony, wzdycha demonstracyjnie i pyta z zazdrością: „Dobrze ci było?”. Od pięciu lat nigdzie nie wyjeżdża, ale rozmowy nic nie dają — kaprysy mojej teściowej zawsze są na pierwszym miejscu. Prosiłam nawet, by po prostu nie mówił jej, że planujemy urlop, ale on „nie chce oszukiwać mamy”. Coraz częściej myślę o rozwodzie. © Ideer
  • Romantyzm ma różne oblicza. Mój mąż na trzeciej randce zaciągnął mnie do obskurnego fast foodu — po prostu strasznego miejsca z punktu widzenia zdrowego odżywiania. Okazało się, że jego tata ma wrzody, więc cała rodzina zawsze jadła „porządnie”: dania gotowane w wodzie i na parze. Dziadek od czasu do czasu urządzał jednak wnukowi małe święto nieposłuszeństwa — w ukryciu przed mamą i tatą zabierał go do jakiegoś fast foodu. Siedziałam więc, maczałam frytki w sosie i słuchałam wyznania, że to jego ulubiony grzeszek i że jestem pierwszą osobą, której o tym powiedział. Podarowany mi parę lat później pierścionek zaręczynowy nawet się do tego nie umywał pod względem poziomu wzruszenia! © VK
  • Brat mojego męża ostatnio wyraził genialną ideę: że skoro wyszłam za mąż mając dziecko na rękach, to dziecko urodzone w małżeństwie — nie jest od mojego męża. Ale jak szybko się wycofał, gdy zaproponowałam zrobienie testu DNA. Córka zresztą i z wyglądu, i z charakteru to kopia męża. © Pikabu
  • Mój były mąż wyjechał kiedyś na dwa tygodnie, a jego mamusia mieszkała po sąsiedzku. No i zaczęła do mnie zaglądać — niby sprawdzić, czy wszystko w porządku, „troszcząc się” o mnie: zawsze wcześnie rano albo późnym wieczorem. Za trzecim razem powiedziałam jej, że jestem już dorosła i wiem, że lepiej jest chodzić do kochanka niż przyjmować go u siebie, zwłaszcza gdy teściowa mieszka w sąsiedniej klatce. I nie — nigdy nie zdradziłam mojego męża. © Ideer
  • Wynajmuję swój dom, ale czasem pozwalam rodzinie pomieszkać w nim za darmo. Kiedy odpoczywał tam mój brat z rodziną, jego 14-letni syn przypadkiem wywołał pożar w kuchni. Usunięcie szkód kosztowało około 8700 dolarów. Problem w tym, że moja polisa nie obejmuje sytuacji, gdy dom udostępniam znajomym lub rodzinie bez opłat. Delikatnie zasugerowałem bratu, że wypadałoby pokryć straty. Odpowiedział, że nie zamierza płacić za „niewinną dziecięcą pomyłkę”. Nie chciałem się kłócić, więc zapłaciłem za remont z własnej kieszeni. Problem w tym, że niemal wszyscy znajomi i krewni stanęli po jego stronie, twierdząc, że jestem niesprawiedliwy. Wobec tego ogłosiłem, że od teraz dom nie jest już dostępny na darmowe pobyty, będzie można jedynie wynająć go za opłatą. Podniósł się krzyk, że inni krewni są niewinni. Zaproponowałem więc, żeby w takim razie złożyli się na remont albo opłacili ubezpieczenie domu. Większość szybko się wycofała. © Reddit
  • Moja siostra jest ode mnie młodsza o pięć lat i w dzieciństwie bardzo dobrze się dogadywałyśmy. W wieku nastoletnim jednak zupełnie się pogubiła — odpuściła naukę, wyszła za mąż, urodziła syna i została gospodynią domową. Ponieważ wynajmują mieszkanie, nie są w stanie odłożyć pieniędzy na własny dom. My natomiast z mężem mamy wykształcenie medyczne i dobrą pracę, choć też spłacamy kredyty. Kiedy z radością poinformowałam rodzinę, że wpłaciliśmy zaliczkę na własny dom, siostra natychmiast poprosiła mnie o pomoc finansową — dla niej i jej rodziny. Odmówiłam. Poskarżyła się mamie, a ta stanęła po jej stronie. Wtedy wyjaśniłam, że gdy moja siostra korzystała z młodości i swobody, ja się uczyłam i budowałam karierę. Niesprawiedliwie jest oczekiwać, że teraz, gdy z mężem zbieramy owoce swojej pracy, mam zacząć utrzymywać innych, którzy przez cały ten czas po prostu „cieszyli się życiem”. © Reddit
  • Mąż poprosił mnie, żebym zrobiła domowe pierogi. Spędziłam nad nimi pół dnia i wyszły naprawdę dobre. Dzieci były zachwycone. Mąż wrócił z pracy, spróbował, skrzywił się i powiedział: „No, takie sobie... mama robi lepsze”. Strasznie mnie to zabolało i było mi naprawdę przykro. Potem przez cały tydzień nie ugotowałam mu ani jednego posiłku. Na początku drugiego tygodnia bez domowego jedzenia sam do mnie podszedł i powiedział: „Kochanie, przepraszam. Nakarm mnie swoim rosołkiem — jest najsmaczniejszy na świecie”. Następnym razem dwa razy się zastanowi, zanim zlekceważy pracę ukochanej żony. © VK

Miłość to dziwna sprawa: jednych łączy przypadek, innych — poczucie humoru. Te historie pełne są absurdalnych zbiegów okoliczności, rodzinnych radości i zabawnych przywar żon i mężów, bez których życie byłoby o wiele nudniejsze.

Komentarze

Otrzymuj powiadomienia
Masz szczęście! Ten wątek jest pusty,
co oznacza, że masz prawo do pierwszego komentarza.
Śmiało!

Powiązane artykuły