17 historii o niespodziewanych konsekwencjach odwiedzin w czyimś domu

Ludzie
20 godziny temu
17 historii o niespodziewanych konsekwencjach odwiedzin w czyimś domu

Goście mogą przynieść nie tylko ciasto do herbaty, ale także mnóstwo niezapomnianych przeżyć. Czasami przyjacielska wizyta zamienia się w komedię sytuacyjną, gdzie gospodarze zaskakują swoją bezpośredniością, a zaproszeni opanowaniem (lub odwrotnie). Bohaterowie naszego zestawienia zmierzyli się z gościnnością, która wykroczyła poza standardowe ramy, i teraz z uśmiechem wspominają te przygody.

  • Przyjaciółka żony ze swoim mężem zaprosili nas na sobotni wieczór. W pewnym momencie zrozumiałem, że to potrwa długo i będę musiał zwracać się do gospodarza po imieniu, którego nie pamiętałem... Biorę telefon, piszę wiadomość: „Jak ma na imię gospodarz?!”, i podaję telefon siedzącej obok żonie. Żona bierze telefon i wyraźnie, głośno oraz starannie na głos odczytuje:
    wiadomość, po czym patrzy na mnie z niezrozumieniem i pytaniem w oczach.
    Na sekundę zapada cisza, którą przerywa gospodarz:
    — Khem... Sasza.
    Dobrze, że ludzie mieli poczucie humoru, pośmiali się i kontynuowali rozmowę... ale pozostał nieco niezręczny i wstydliwy osad. © / Pikabu
  • Poszliśmy z chłopakiem do jego rodziców. Jego mama powiedziała: „Jedz, nie krępuj się!”. Wzięłam więc kawałek chleba. Zobaczyłam, że gospodyni zrobiła dziwną minę. Kiedy poszłam do toalety, usłyszałam, jak szepcze, jak do mojego chłopaka: „Rękoma, Sasza, jak tak można?! Ona przecież jest dziewczyną! Poprosiłaby o szczypczyki!”. No to tak. O specjalnej etykiecie, jak brać chleb, oczywiście nie wiedziałam. Wróciłam do pokoju, starając się nie patrzeć na chleb.
  • Zaprosili nas kolega imieniem Innocenty i jego żona w gości. Kolega poprosił, byśmy kupili coś do jedzenia. W domu żona przygotowała sałatki i upiekła kurczaka. Przyjechaliśmy, jedliśmy. Patrząc na górę naczyń w zlewie, bez zastanowienia zaproponowałem, że umyję naczynia. Gospodarz wielkodusznie pozwolił. Podczas mycia podchodził trzy razy i przypominał mi, że dobrze byłoby wyłączać wodę w trakcie. Ale kiedy prawie krzyknął, że trzeba zmniejszyć strumień wody, bo ma wodomierze, nie wytrzymałem, poszedłem po portfel i przyniosłem mu pieniądze. On, nie mrugnąwszy okiem, schował banknot do kieszeni. Szybko zaczęliśmy się zbierać do domu. Już w taksówce żona śmiała się prawie do łez: „Gdzie jeszcze możesz umyć górę naczyń za własne pieniądze? Doceniaj mnie, kochanie. W końcu w domu pozwalam ci to robić za darmo!”. © / Pikabu

„Kiedy nie jesteś mile widziany”.

  • Siedzę w gościnie u krewnych. Relacje z nimi zawsze były skomplikowane, ale co zrobić. Ciocia z mężem wpatrują się we mnie. Mąż wznosi toast dotyczący niezamężnych: życzymy, aby wszyscy znaleźli swoją drugą połówkę. Ciocia od razu dodaje: „Tak, Nastusiu, obyś szybko wyszła za mąż, przecież jesteś taka dobra!”. I wtedy ich mały syn, nie mrugnąwszy okiem, rzuca: „Mamo, a przecież wczoraj mówiłaś, że z takim charakterem nikt jej nie zechce!”. Cały pokój zamarł, a ja nie wiedziałam, gdzie patrzeć — na zarumienioną ciocię czy na małego „bohatera” dnia!
  • Znajomi Portugalczycy zaprosili mnie w gości. Postanowiłem ich zaskoczyć i przygotowałem dwa duże półmiski „śledzia pod pierzynką”. Pierwszy zniknął natychmiast, drugi gospodyni schowała do lodówki, mówiąc: „Zostawmy na jutro, przedłużmy przyjemność”. Mija sześć dni. Dzwoni do mnie przyjaciółka i mówi, że dziś zdecydowali się zjeść resztki mojego śledzia. Oczywiście, ich żołądki nie doceniły takiego „starzenia się”, a skutki dla ich samopoczucia były przykre. I teraz, według niej, rachunek za usługi medyczne powinienem pokryć ja! Powiedzieć, że jestem w szoku, to mało. Sałatka z majonezem po prawie tygodniu... Serio? © ilya.bass
  • Moja teściowa to mistrzyni niespodziewanych wizyt. Zazwyczaj, gdy do mnie przyjeżdża, zawsze przygotowuję coś smacznego, sprzątam w domu, bo nie chcę się zawstydzić. A tu w sobotę postanowiła wpaść, aby pochwalić się nową fryzurą. Dzień wolny. Mąż na dyżurze całodobowym. Zazwyczaj w soboty niewiele robię, niedziela to mój dzień sprzątania i gotowania, a w sobotę odpoczywam. Dzwoni i mówi, że będzie za pół godziny. Szybko odkurzyłam, ale nie miałam nic do poczęstunku. Znalazłam wyjście z sytuacji: otworzyłam paczkę pierogów, przełożyłam do zwykłej torebki i, gdy przyjechała, powiedziałam, że sama ulepiłam rano. Zjadłyśmy razem, a ona cały czas mlaskała i mówiła, jakie są pyszne, od razu czuć, że domowe, a nie sklepowa chemia. © / VK

„Tak miło, gdy jesteś mile widziany”

„O nie! Tylko nie ty”

  • W rodzinie przyjaciół są trojaczki — dwie dziewczynki i chłopiec. Przyszliśmy do nich w gości. Trojaczki długo ustalały, że mój drugi syn to brat pierwszego, że mają urodziny w różne dni i że młodszy jest młodszy o kilka lat. Byli bardzo zdziwieni.
    Pytam:
    — No przecież fajnie się razem bawicie?
    A oni odpowiadają:
    — Nie, wszyscy mają braciszków lub siostrzyczki, a my jesteśmy sami.
    Stoją trzej obok siebie. Oni sami. © irinamaksuta23
  • Pewnego pięknego dnia dzwoni do mamy jakiś przyjaciel ojca i mówi, że przyjedzie z żoną i 8-letnią córką na wakacje na 10 dni. I chce u nas zostać. Mama się zgodziła. Trzy nieznane osoby, i to jeszcze na 10 dni... czekaliśmy ich z „niecierpliwością”. Są z południa, przywieźli ze sobą mnóstwo smakołyków. Całymi dniami spacerowali po mieście, w domu ich prawie nie było widać. Kupowali dużo produktów, gotowali dla wszystkich pyszne potrawy, zawsze po sobie sprzątali, a czasami także po nas. Wieczorami wszyscy razem siedzieliśmy w kuchni, wesoło rozmawialiśmy. Po zakończeniu ich wakacji, kiedy pakowali walizki, nawet było nam smutno, że wyjeżdżają. Pierwszy raz takie coś. © / Pikabu
  • Kiedyś tata przypadkowo spotkał kolegę i zaprosił go do nas na kolację. Mama dowiedziała się o tym już po przyjeździe gościa. Barszczu starczyło wszystkim dokładnie na jeden talerz, na dnie garnka zostało już tylko odrobinę. Podczas kolacji gość pochwalił barszcz i gospodynię. Tata zaczął go namawiać na jeszcze jeden talerz. Gość odmawiał, tata nie ustępował. Mama w tym czasie niemal nie oddychała, robiła tylko miny i kopała tatę pod stołem.
    I wtedy gość ustąpił i powiedział:
    — No dobrze, dawajcie jeszcze!
    Mama poszła do kuchni i zaczęła czarować „zupę z gwoździa”. Potem tata dostał za to, że nie uprzedził, za to, że namawiał gościa jak tylko mógł, i przy okazji wyszły na jaw wszystkie stare urazy. © i_best_kz

„Babcia postanowiła wyczyścić panel... metalową szczotką. Efekt jest widoczny”.

  • Odwiedziły nas dwie hiszpańskie staruszki. Pokazywaliśmy im zabytki i częstowaliśmy przeróżnymi daniami. Staruszki były zachwycone wszystkim. Wszystko im się podobało. Dały za wygraną na okroszce, którą w restauracji przygotowano na mocnym kwasie, wzmocnionym dodatkowo musztardą z chrzanem i obficie posypanej koprem. W mgnieniu oka pochłonąłem swoją porcję i chciałem jeszcze więcej. A staruszki, ledwo posmakowawszy, odłożyły łyżki i siedzą.
    — Może dodać jeszcze śmietany? — zapytałem z ciekawością.
    — Dziękujemy — odpowiedziała jedna z nich — zupełnie nie jesteśmy głodne.
    — Ta zupa — po chwili dodała druga — ma bardzo nietypowy smak.
    Później staruszki jadły pierogi i patrzyły, jak pochłaniam drugą porcję okroszki. Pod koniec wycieczki cicho zapytały moją żonę:
    — A Sergio dobrze się czuje? © serkab / Pikabu
  • Mój mąż ciągle żartuje, że ma dwie kochanki. Już się do tego przyzwyczaiłam, bo wiem, że to nie o jakieś tajemnicze kobiety chodzi, a o nasze kotki, które wprost za nim szaleją i śpią tylko z nim. Kiedyś byliśmy z wizytą u przyjaciół, zasiedzieliśmy się do wieczora, a mąż nagle wstaje i mówi: „No, Alena, zbieraj się, muszę jeszcze kochanki nakarmić!”. Nawet na to nie zwróciłam uwagi, ale przyjaciółka najwyraźniej nie zna naszych domowych żartów. Następnego dnia dzwoni i ostrożnie pyta: „Alena, a twój mąż ma kochanki?”. Z trudem powstrzymałam się od śmiechu i wyjaśniłam, że chodzi tylko o nasze kotki. © / VK
  • Pobraliśmy się, kupiliśmy mieszkanie, zrobiliśmy remont. Zaprosiliśmy przyjaciół na parapetówkę.
    Pewna para przyniosła nam w prezencie koc. Minęło kilka lat, a oni też kupili mieszkanie i zaprosili nas na parapetówkę. Ja, bez zastanowienia, też przyniosłam koc.
    Ale, wydaje się, że się obrazili. Po tym nie zapraszali nas więcej w gości, a kontakt stopniowo się urwał. A parę dni temu, czytając komentarze, przypomniało mi się, że dawali do zrozumienia, że chodziło im o klimatyzator. © kalta_toiga_tartu
  • Mąż wyjechał w podróż służbową. Napisałam do przyjaciółki: „Mąż w podróży służbowej, wpadnij”. Przypadkiem wysłałam tę wiadomość mężowi. Zadzwonił z awanturą, z kim się umawiam pod jego nieobecność. Wyjaśniłam. Siedziałam z przyjaciółką, gdy nagle ktoś zapukał. Okazało się, że jego przyjaciel przyszedł odebrać wiertarkę. Obszedł całe mieszkanie, zjadł naszą pizzę i bez słowa wyszedł. Nie wziął ze sobą wiertarki. © / VK
  • Czasami dyskutują o mnie siostry męża. Zawsze noszę długie kozaki i futro z soboli. I oto kiedyś przyszliśmy do nich w gości, a jedna z nich mówi:
    — Ojej, a czemu się tak wystroiłaś? Jakoś wulgarnie...
    A mój mąż przy wszystkich mówi:
    — Kochanie, następnym razem weźmiemy ci dłuższe sobole. Z taką figurą to nie wstyd. © eliza199909
  • W naszej rodzinie zmywa, gotuje i sprząta głównie mąż. On pracuje do obiadu, a ja do późnego wieczora siedzę w biurze. Nigdy nie mieliśmy rozmów na ten temat: że ty powinnaś to, a ty powinieneś tamto. Wszystko jakoś się samo ułożyło. Ostatnio przyszli do nas goście i zaczęli mnie chwalić, jaka jestem gospodyni, jak wszystko smacznie przygotowałam itp. Oczywiście, powiedziałam, że to wszystko przygotował mąż, a przedtem jeszcze sam umył górę naczyń.
    Jego kolega trochę się zdziwił:
    — Jak to, przecież jesteś facetem, nie powinieneś.
    Ale odpowiedź męża była tak genialna, że zmusiła wszystkich do refleksji. Powiedział:
    — Wiesz, przyjacielu, tak się w życiu złożyło, że nie mogę zarobić tyle pieniędzy, ile bym chciał. I niestety, nie mogę sobie pozwolić na prowadzenie jej do najlepszych kosmetologów, opłacanie drogich manicure, dlatego będę robił wszystko, by jej ręce pozostały tak piękne tak długo, jak to możliwe.
    Prawie się rozpłakałam. © Mamdarinka / VK
  • Tata ma dobrego przyjaciela, znamy ich rodzinę już od dawna, często przyjeżdżają do nas w gości. Otóż ten mężczyzna to prawdziwy lowelas. Zmienia kochanki jak rękawiczki, a jego żona o wszystkim wie, ale go nie opuszcza, znosi to. Długo nie rozumiałam, w czym tkwi haczyk, dopóki sama się nie zainteresowałam. Podeszłam do niej na rodzinnym święcie i spytałam:
    — Ciociu Nadziu, dlaczego to wszystko znosisz?
    Myślałam, że powie, że to wszystko miłość, ale odpowiedziała inaczej:
    — Ech, Taniu, gdybyś wiedziała, ile on zarabia. A ja mam pełny dostęp do wszystkich jego oszczędności. Odkładam sobie na szczęśliwą starość, która nadejdzie około za rok, kiedy stuknie mi 37 lat. Wyjadę sobie do jakiejś Italii, znajdę prawdziwego mężczyznę i zacznę szczęśliwe życie! © Palata nr 6 / VK
  • Pewnego razu miałam szczęście gościć u pewnej pary z Niderlandów. Trzy tygodnie razem żyliśmy pod jednym dachem, jeździliśmy po kraju, jedliśmy razem kolacje, oni zapoznawali mnie ze swoją kulturą, a ja ich ze swoją. Postanowiłam stopniowo nauczyć ich gotować to, co najlepsze. Po moim pobycie u nich nauczyli się gotować placki ziemniaczane, barszcz i kapuśniak. Miesiąc po moim powrocie do domu dzwonię do nich, pytam, jak im idzie, co tam u nich, i słyszę słowa dziewczyny:
    — Kochany, gdzie jest torba z reklamówkami?
    To był mój główny wkład kulturowy w ich rodzinę! © / VK

Komentarze

Otrzymuj powiadomienia
Masz szczęście! Ten wątek jest pusty,
co oznacza, że masz prawo do pierwszego komentarza.
Śmiało!

Powiązane artykuły