18 miłych historii, które rozgrzewają duszę niczym domowy piec

Ludzie
18 godziny temu
18 miłych historii, które rozgrzewają duszę niczym domowy piec

Gdy za oknem panuje zima, a w duszy czujemy chłód, najcieplejszym rozwiązaniem nie będzie koc ani gorąca herbata, lecz dobre historie. Lekkie, szczere i zabawne — poprawiają nastrój i rozgrzewają znacznie lepiej niż jakakolwiek bielizna termiczna. W naszym artykule zebraliśmy niebanalne opowieści, które dowodzą, że na świecie wciąż jest miejsce na cud, nawet jeśli kryje się on w zwykłej pomocy sąsiadowi czy przypadkowym uśmiechu.

  • Syn długo prosił o bezprzewodowe słuchawki — takie duże, wypasione. Nie miałam na nie pieniędzy. I oto 1 stycznia spacerujemy po podwórku. Spadł wreszcie długo wyczekiwany śnieg, piękny, puszysty i mokry, zupełnie jak z bajki. Syn tarza się w śniegu, lepi pięknego bałwana. Był cały mokry, czerwony z zimna i szczęśliwy. Nagle mija nas jakiś chłopak i mówi: „Młody, ale kozacki bałwan!”. Synek odpowiada: „Dzięki, szczęśliwego Nowego Roku!”. Chłopak idzie dalej, jakieś 20 metrów, ale po chwili się zatrzymuje, spogląda na mojego syna, zdejmuje z głowy słuchawki, z których leci fajna muzyka i podaje mu je, mówiąc: „Masz, młody, to prezent!”. Ja w szoku, syn też. Mówię, że nie trzeba, a on na to: „Nie ma problemu, szczęśliwego Nowego Roku!”. Wyobrażacie sobie, że to były dokładnie takie słuchawki, o jakich marzył mój syn! Dziesięcioletnie dziecko znów uwierzyło w cuda. © Pikabu
  • Pewnego razu z córką wracałyśmy z zakupów z torbami pełnymi małych upominków (było to w przeddzień święta). Córka od razu wzięła sobie jedną torebkę z prezentami. Po drodze spotkałyśmy dziewczynę, która rozmawiała przez telefon i dosłownie płynęły jej łzy. Zrobiło mi się bardzo przykro. Zasugerowałam córce, żeby dać tej dziewczynie torbę z prezentami, a ona się zgodziła. Pobiegła, dogoniła ją i wręczyła torebkę, mówiąc: „Wesołych świąt! Nie płacz, uśmiechnij się!”. Dziewczyna się rozpromieniła, przytuliła moją córkę na znak wdzięczności, a potem poszłyśmy dalej. © natalia_s_fs
  • Koleżanka z pracy zawsze ubierała się bardzo kolorowo, jej ulubioną barwą była czerwony. Łączyła rzeczy, które do siebie nie pasowały, przez co dostała obraźliwe przezwisko od naszego programisty. On i jeszcze 2 lub 3 inne dziewczyny ciągle z niej żartowali. Pewnego razu poprosiłam tę koleżankę, żeby podała mi dokumenty z czerwonej teczki, co wprowadziło ją w konsternację. Okazało się, że nie rozróżnia kilku kolorów, a pomaga jej się ubierać sześcioletnia córka. Nie ma ani męża, ani rodziny, na których mogłaby liczyć w tej kwestii. Teraz każdy mój dzień zaczyna się od rozmowy telefonicznej z tą koleżanką — pomagam jej wybrać odpowiedni strój. © threads__kz
  • To było 3 stycznia. Dostawca dał mi w komis różne zabawki w pogniecionych opakowaniach. Wzięłam je więc do domu z myślą o swoich dzieciach i wsiadłam do pociągu podmiejskiego. Niedaleko siedział maluch, naburmuszony i smutny, a obok przygnębiona mama. Kobieta próbowała pocieszyć synka i z ich rozmowy zrozumiałam, że Święty Mikołaj nie przyniósł mu prezentów. Tuż przed moją stacją wyciągnęłam więc z torby kilka zabawek, jakieś pięć czy sześć sztuk, i po prostu wręczyłam je dziecku. Powiedziałam mu: „Chłopczyku, wybacz, Święty Mikołaj nie mógł sam przywieźć prezentu, więc poprosił mnie o pomoc!”. Powinniście zobaczyć minę tego dziecka! © Pikabu
  • Pewnego razu schodziłam do metra i nagle zrobiło mi się słabo. Nawet nie zdążyłam zrozumieć, co się dzieje — wszystko zaczęło mi się rozmazywać, ale mimo to szłam dalej jak na autopilocie. W pewnym momencie oślepił mnie nagły błysk światła i poczułam ból w szyi. Okazało się, że byłam już na peronie, a pociąg wyjeżdżający zza zakrętu mnie oślepił i zaczęłam niebezpiecznie przechylać się w stronę torów. Jakiś mężczyzna złapał mnie od tyłu za koszulę i odciągnął w bezpieczne miejsce. Siedział ze mną na podłodze na stacji przez prawie godzinę, aż przyjechał mój mąż. Nie wziął od nas ani grosza. © ushi_v_ushi
  • Zaginęła mi kotka. Rozwiesiłam ogłoszenia na podwórku. Zadzwoniła kobieta, która powiedziała, że jej córka widziała moją kotkę i podała przybliżone miejsce. Gdy tam dotarłam, trochę się pogubiłam, więc wysłałam im wiadomości: „To tutaj ją widziała? Gdzie dokładnie?”. Wtedy ta pani po prostu zeszła na podwórko razem ze swoimi dziećmi. Okazało się, że jest ich kilkoro — w tym niemowlę — i nie miała z kim ich zostawić. Mimo to zabrała całą gromadkę i ruszyła mi na pomoc w poszukiwaniu kotki. Bardzo mi pomogli, a zwierzak w końcu się znalazł. W ramach podziękowania przyniosłam im tort. Ale pierwsze pytanie dziewczynki nie dotyczyło tortu — najpierw zapytała, jak czuje się moja futrzasta przyjaciółka, potem podziękowała za poczęstunek i poszła. Dziewczynka nie ma jeszcze nawet dziesięciu lat. Oto jak wygląda dobre wychowanie! Ich mama jest naprawdę cudowna. © yeldanabakirova
  • Latem wydarzyła się taka sytuacja: spacerowaliśmy z synem po molo, gdy nagły, silny podmuch wiatru zerwał mu z głowy czapkę i porwał ją prosto do morza. Czapka była ze Spider-Manem, więc oczywiście rozegrał się dramat. Dziecko od razu wybuchnęło płaczem, a moje próby pocieszania nic nie pomagały. Obok stała młoda para. Chłopak zdjął swoją czapkę z głowy i oddał ją mojemu synowi! Mały natychmiast się uspokoił i przytulił sprezentowaną czapkę do piersi. Temu chłopakowi należą się ogromne podziękowania. Jeśli kiedykolwiek przeczytasz ten wpis — wiedz, że twoja czapka do dziś jest jedną z ulubionych. © Pikabu
  • Szłam kiedyś w gości z wózkiem. Blok miał wejście, do którego trzeba było wdrapać się po schodach. Siedziało na nich kilku chłopaków, mieli jakieś piętnaście albo szesnaście lat. Śmiali się i łuskali pestki słonecznika. Trochę się ich wystraszyłam, ale musiałam iść dalej. Wiedziałam, że sama z wózkiem sobie nie poradzę. Mogłam zadzwonić po znajomych, ale zebrałam się na odwagę i zapytałam: „Chłopcy, pomożecie mi, proszę, wnieść wózek? Jest bardzo ciężki”. Natychmiast porzucili swoje zajęcia: dwóch chwyciło wózek, trzeci otworzył drzwi, przepuścili mnie przodem. Niewiele brakowało, a mnie samą by wnieśli i jeszcze zapakowali do windy. Bardzo miłe doświadczenie. © oreiro16 / Pikabu
  • Pewnej nocy córce nagle się pogorszyło. Pojechaliśmy pilnie na ostry dyżur, gdzie przepisano nam całą listę leków. Gdy wracaliśmy do domu około trzeciej nad ranem, pod blokiem zobaczyliśmy pieska corgi. Zrobiło mi się żal zwierzaka, bo wyglądał na kompletnie zagubionego, więc zabraliśmy go do siebie. A rano wydarzył się cud: właścicielka znalazła się błyskawicznie. Okazało się, że mieszka w sąsiednim budynku. Przy spotkaniu wręczyła mi kopertę z kwotą, która dokładnie pokryła wydatki na leki z apteki! © Pikabu
  • Odpoczywałam sama w Tunezji. Wybrałam się tam pod koniec sezonu, hotel nie był pełny, więc wszyscy choć trochę się znali, przynajmniej z widzenia. Szóstego dnia nie wyszłam ani na śniadanie, ani na plażę, ani na obiad. Temperatura mi skoczyła i już prawie zaczęłam majaczyć. Kiedy nie przyszłam również na kolację, moi sąsiedzi zaczęli się martwić i przyszli do mojego pokoju. Potem przynieśli mi jedzenie, napoje i nawet poszli po leki. Po prostu mnie uratowali!! © ana__sova
  • W naszej rodzinie nie było zwyczaju obchodzenia urodzin ani dawania prezentów. Jednak przed moimi 22. urodzinami wydarzyło się coś niezwykłego. Powiedziałam mamie i siostrom, że straciłam kontakt z większością znajomych i nie mam z kim świętować. Odpowiedziały, że to smutne i tyle. Kiedy w dniu urodzin wróciłam do domu, zobaczyłam mnóstwo balonów i dekoracji, a na stole stał duży tort i wiele pięknie zapakowanych prezentów! Mama i wszystkie moje siostry zebrały się w moim domu, żeby świętować ze mną. Nawet tata przyjechał (choć są z mamą po rozwodzie i rzadko się widujemy). Byłam bardzo zaskoczona i ogromnie wzruszona, bo nigdy wcześniej coś takiego mi się nie zdarzyło! Moja siostra nagrała film, jak zdmuchuję świeczki, szczęśliwie się uśmiecham i klaszczę z radości. Teraz, gdy jest mi smutno, oglądam to nagranie, żeby przypomnieć sobie, że miałam szczęśliwe chwile i że wiele dobrego jeszcze przede mną. © Reddit
  • Pewnego razu w trasie zatrzymałam się na stacji benzynowej. Była ze mną moja siostra i jej syn. Staliśmy przy kasie i wybieraliśmy jakieś słodkości. Wzięłam Kinder Delice i zapytałam siostrę oraz siostrzeńca, czy im też wziąć. Kasjerka powiedziała: „Pewnie smaczne, co? Nigdy nie próbowałam”. Wtedy kupiłam tę przekąskę także dla niej. Tak bardzo dziękowała! To było naprawdę miłe. © indira_issenova
  • Trzydzieści lat temu, akademik, wczesny poranek, pukanie do drzwi. Otwieram, a w progu stoi moja mama. Byłem zaskoczony, ale oczywiście przytuliłem ją i ucałowałem.
    — Jak ty się tu znalazłaś?
    — Przysłali mnie służbowo na parę dni po odczynniki. Zanim się zamelduję w hotelu, postanowiłam do ciebie zajrzeć. Nastaw czajnik: przywiozłam wam dżem i trochę kiełbasy.
    Zagotowałem wodę, chłopaki wstali, zjedliśmy śniadanie. My pojechaliśmy na zajęcia, a mama powiedziała, że zostanie u nas do obiadu. Po wykładach wracamy i patrzymy, a mama zrobiła porządek, zrobiło się aż przytulnie. Pod kocem na krześle stoi garnek z kotletami, na stole duża miska sałatki i cytryna. Zrobiła nam prawdziwą ucztę! Już wtedy to zrozumiałem i dziś też wiem, że wszystkie pieniądze z delegacji wydała na nas, a w domu wcale się nie przelewało. Ucztowaliśmy z chłopakami, każdy zjadł po trzy kotlety, siedzieliśmy szczęśliwi i najedzeni. Waldek, mój współlokator, kończąc jedzenie, powiedział:
    — Przekaż mamie podziękowania. Masz mamę jak z bajki — prawdziwą kotletową wróżkę! Przekazałem jej to, podziękowałem i nigdy nie zapomniałem. Do dziś, kiedy jem kotlety maminej roboty, zawsze nazywam ją „kotletową wróżką”. © cma4000 / Pikabu
  • Małżeństwo się rozpadało, przyszły były mąż się wyprowadził, a dom był zagrożony konfiskatą. Zalegałam ze wszystkimi rachunkami. Do tego trzeba było płacić za przedszkole syna. Moja najlepsza przyjaciółka, która kilka lat wcześniej się przeprowadziła, przyjechała do mnie na Boże Narodzenie. Bez zbędnych ceregieli podarowała mi 2 tysiące dolarów, stanowczo podkreślając, że to prezent świąteczny i absolutnie nie wolno mi go oddawać. Dom i tak przejęto ze względu na długi, ale dzięki niej starczyło mi na wszystko inne. Spłaciłam rachunki, pokryłam koszty przedszkola na kilka tygodni wprzód, zrobiłam zakupy spożywcze. Potem wynajęłam małe mieszkanie, na które było mnie stać. W końcu znalazłam lepiej płatną pracę i poznałam mężczyznę, który został moim mężem. Nie wiem, co bym zrobiła bez tej pomocy od przyjaciółki! Jestem jej ogromnie wdzięczna. © Reddit
  • Uwielbiam sprawiać radość obcym ludziom. Niedawno weszłam do kawiarni i zobaczyłam dwie dziewczyny, około dwudziestu lat, które składały zamówienie. Nagle zrobiło się niezręcznie — albo zabrakło im pieniędzy, albo coś poszło nie tak, bo zaczęły przelewać sobie pieniądze z karty na inną kartę. Za nimi w kolejce stał jakiś facet i strasznie marudził. Podeszłam więc do nich i powiedziałam: „Dziewczyny, pozwólcie, że was zaproszę. Wyglądacie przepięknie!”. I przyłożyłam do czytnika swoją kartę. Aż szczęki im opadły z wrażenia. Koszt był niewielki, trzydzieści złotych, a radość wszystkich — ogromna! © _sukhorukova.e_
  • Pracowałam jako sprzedawczyni. W naszym sklepie pewna zamożna dama nie mogła się zdecydować na płaszcz. Proponowałam czarny, ale jej koleżanka prychała: „Nie słuchaj jej, bierz beżowy!”. No i kupiła beżowy. A tydzień później wraca i mówi: „Chcę czarny!”. Przynoszę jej czarny płaszcz, a ona w tym momencie wyciąga potwornie drogą torebkę, stawia ją przede mną i mówi: „To dla pani, taki mały prezent ode mnie”. Mały?! Przecież to pewnie równowartość mojej rocznej pensji!
  • Jakieś cztery lata temu miałem poważne kłopoty finansowe, a do tego w moim mieszkaniu zamarzły i popękały rury, przez co musiałem się wyprowadzić na parę miesięcy. Przyjęli mnie mój przyjaciel i jego narzeczona. Pamiętam, jak obudziłem się rano i znalazłem w kuchni karteczkę:
    „Wszystko będzie dobrze. Bardzo się cieszymy, że tu jesteś i że jesteś naszym przyjacielem! Jeśli masz ochotę na kawę, jest w szafce nad zlewem”. Ależ to było miłe! © Reddit
  • Stoję przy kasie, przede mną para. Już mają płacić, a chłopak się wydziera: „Znowu wzięłaś same głupoty!”. Dziewczyna pali się ze wstydu. Nie wytrzymałam, zapłaciłam za jej zakupy i szepnęłam jej do ucha: „Uciekaj od niego!”. Minęło kilka lat i przypadkiem spotkałam tę dziewczynę na ulicy. Przytuliłyśmy się, a potem opowiedziała mi, że została wizażystką i zaczęła świetnie zarabiać właśnie po tym, jak rzuciła tamtego faceta. Usłyszałam od niej: „Nie wiem, jak mam ci się odwdzięczyć!”. Odpowiedziałam, że za pół roku biorę ślub, a ona zaproponowała, że zrobi mi makijaż za darmo. Dobro zawsze wraca!

Jeśli jesteście miłośnikami mocnych historii, to mamy dla was artykuł o sytuacjach z tak nieoczekiwanym zakończeniem, że nie sposób go przewidzieć!

Komentarze

Otrzymuj powiadomienia
Masz szczęście! Ten wątek jest pusty,
co oznacza, że masz prawo do pierwszego komentarza.
Śmiało!

Powiązane artykuły