21 bezczelnych osób, które są przekonane, że świat kręci się wokół nich

Ludzie
4 miesiące temu

Niektórzy ludzie mają tak osobliwą logikę, że czasami nawet nie wiadomo, co nimi kieruje: arogancja, głupota czy pewność siebie. Szczerze wierzą, że są centrum wszechświata, a nawet czują się urażeni, gdy inni nie uznają tego oczywistego faktu. Kiedy spotyka się takich osobników w życiu, ma się ochotę uciec od nich jak najdalej, ale o ich wybrykach można czytać długo i z przyjemnością.

  • Moja siostra rozwiodła się, kiedy jej córka była mała. Były mąż zniknął. Płacił zasądzone alimenty i tyle. Pojawił się, gdy córka miała już 14 lat, i chciał nawiązać z nią kontakt. Dziewczyna szczerze powiedziała: „Nie znam cię. O czym miałabym rozmawiać z kompletnie nieznanym człowiekiem, skoro nawet mamie nie mówię wszystkiego?”. Obraził się i poskarżył się byłej żonie: „Co z ciebie za matka, skoro córka nie wie, kto jest jej ojcem, i go nie kocha! Mieszka z tobą, powinnaś ją zmusić!”. I miał na myśli dosłowne przymuszenie do relacji. Ostatecznie, tatuś obraził się i nie pojawił się ponownie, a minęły już 2 lata.
  • Mieliśmy nocny lot z wakacji. Obok mnie siedziała pani z rocznym dzieckiem, które krzyczało przez 3 godziny bez przerwy. Sam mam trójkę dzieci, a najmłodsze również marudziło przy starcie. Zapytałem kobietę, czy potrzebuje pomocy, ponieważ dziecko raczej nie krzyczy przez 3 godziny bez powodu. Wyjaśniła, że odzwyczajają je od smoczka. Zapytałem: „Nie możecie tego zrobić po locie?”, ale kobieta po prostu zignorowała moje pytanie. Było oczywiste, jak bardzo ona i jej dziecko byli zmęczeni tym wszystkim, co się działo, ale najwyraźniej kobieta myślała, że w tym momencie dokonuje jakiegoś heroicznego czynu.
  • Leżałam na leżaku na nadmorskiej plaży. Odwróciłam głowę i zobaczyłam dziecko w wieku około 5 lat namiętnie grzebiące w mojej torbie plażowej. Na początku zaniemówiłam. Potem zobaczyłam mamę dziecka i zapytałam ją z oburzeniem, o co chodzi. A ona na to: „Nie powinna pani zabierać ze sobą na plażę czegoś wartościowego! I w ogóle, co tam pani ma takiego, że dziecko nie może się bawić?”. Do tego momentu nie wierzyłam, że tacy ludzie istnieją.
  • Od pół roku prosiłam męża o wymianę słuchawki prysznicowej. Ciągle słyszałam tylko: „Nie mam czasu, jestem zmęczony, chory” itd. Kupiłam, wymieniłam, przykręciłam sama. Mój niespełna 4-letni syn to zauważył. Mąż też zauważył. A kiedy byłam z kotem u weterynarza, zadzwonił do mnie i powiedział, dosłownie: „Następnym razem, gdy będziesz wymieniać słuchawkę, załóż dwie uszczelki. Myślisz, że nie mam nic lepszego do roboty niż robienie tego za ciebie?!”. Ależ się wciekłam! Ten człowiek mieszka w moim domu! Mamy wspólny biznes, syna, a on zachowuje się w ten sposób.
  • Nasza rodzina zawsze miała obsesję na punkcie pieniędzy, chociaż finanse mojej mamy są w porządku. Ale narzekała na każdą rzecz, którą musiała kupić dla mojej siostry i dla mnie, nawet jedzenie, ubrania, leki, zabawki czy przybory szkolne. Zawsze dokładnie wiedziałyśmy, ile kosztujemy mamę. Nie śmiałyśmy nawet prosić o cokolwiek droższego. Kiedy skończyłam 18 lat, mama zaproponowała mi wynajęcie pokoju w naszym domu i rozliczyła mnie z każdego centa, którego kiedykolwiek na mnie wydała. Kwota ta obejmowała nawet prezenty urodzinowe i wydatki, które poniosła, będąc ze mną w ciąży. Kiedy moja siostra skończyła 18 lat, czekało ją to samo. Dostałyśmy pracę, prawie wszystkie pieniądze oddawałyśmy mamie. Dopiero gdy skończyłam 21 lat, a moja siostra 19, wiele osób powiedziało nam, że cała ta sytuacja nie jest normą. W końcu udało nam się z tego wyjść. Wyprowadziłyśmy się z domu mamy i nie mamy już z nią kontaktu. © WaningRelevance / Reddit
  • Pewnego dnia moja babcia wyszła do ogrodu warzywnego i zobaczyła dwie kobiety, które wyjadają jej truskawki. Spytała:
    — Dlaczego jecie moje truskawki?
    Odpowiedź była nonszalancka:
    — Bo jesteśmy uczulone na maliny.
  • Moja kuzynka ma bardzo rozpieszczone dziecko, które w wieku 4 lat kompletnie ma jest nauczone manier. Potrafi spokojnie wskazać kogoś palcem i powiedzieć: „Jesteś bardzo brzydki”. Zawsze mnie to oburza i wielokrotnie poruszałam ten temat. Ale jedynym argumentem było: „Urodź i wychowaj własne dziecko, to zobaczymy!”. I tak by to trwało, gdyby nie pewien incydent. Wszyscy krewni zebrali się na rodzinnym obiedzie, a syn tej kuzynki oznajmił głośno: „Moja mama jest taka głupia i brzydka! Chciałbym zamieszkać z inną mamą, bo moja nawet nie wie, jak wychowywać dzieci. Tak powiedział tata”. Trzeba było widzieć jej minę! Mam nadzieję, że wyciągnie wnioski.
  • Byłam z córeczką na badaniach profilaktycznych w przychodni dziecięcej. Jest tam pokój matki i dziecka z dwoma wygodnymi krzesłami i przewijakami. Wchodzę, krzesło bliżej drzwi jest puste, drugie zajęte. Siadam, zaczynam karmić piersią. Mama z fotela nr 2 wkrótce wychodzi. Wchodzi inna kobieta z dzieckiem i mężem. Facet wchodzi, widzi mnie w trakcie karmienia i natychmiast wyciąga żonę za drzwi. Ale słyszę, jak mówi głośno i z oburzeniem: „Widziałaś to? Nawet cycków nie przykryła!”. Człowieku, czy naprawdę oczekujesz, że będę przykrywać biust podczas karmienia w pokoju matki z dzieckiem, żeby nie zawstydzić jakiegoś biedaka? © Linorelai / Reddit
  • Moja przyjaciółka ma obsesję na punkcie jak najszybszego ślubu. Ona i jej chłopak spotykają się dopiero od czterech miesięcy. On jej nie odpowiada: nie zarabia wystarczająco dużo, jest beztroski, nieuważny i prawie nie pomaga w domu. Mimo to tak go naciskała, że w końcu się oświadczył. Tydzień temu dostała upragniony pierścionek, jest szczęśliwa. Zaciągnęła mnie do salonu ślubnego, żeby wybrać suknię. Zapytałam ją, co zrobi ze wszystkimi wadami narzeczonego. Przecież ciągle słyszę, jaka jest z niego niezadowolona, a chce zalegalizować związek. A przyjaciółka na to: „No cóż, po ślubie wszystko ustalimy. Najważniejsze, żebym go zaobrączkowała. A potem, jak coś będzie nie tak, rozwiodę się i znajdę nowego”.
  • Moja synowa wpadła kiedyś do nas w odwiedziny z synem. Chłopiec był chory na poważną infekcję jelitową, ale nikt nam wtedy o tym nie powiedział. A ja współczułam maluchowi, że taki ospały i płaczliwy. Tej samej nocy mój 1,5-roczny syn dostał strasznej biegunki. Pojechaliśmy karetką do szpitala, 2 tygodnie leczyli go zastrzykami i głodówką. Jak sobie przypomnę tamten czas, to chce mi się płakać. Po wypisie synowa z synem znowu nas odwiedzili, a ona powiedziała ze śmiechem: „No tak, byliśmy chorzy akurat wtedy, kiedy do was przyjechaliśmy... Ale po co zabierałaś go do szpitala? My się wyleczyliśmy w domu”. Na pytanie, czy zwariowała, usłyszałam odpowiedź: „Mój zawsze na coś choruje, a twój nie. Możesz się cieszyć, że wzmocniłam mu układ odpornościowy!”. Ależ się wtedy pokłóciłyśmy.
  • Postanowiłem poznać mojego dobrego kolegę z moją dobrą koleżanką. Oboje rozwiedzeni. Oboje mają dzieci. Ona po prostu się zgodziła bez żadnych uwag. A facet: „Wyślij mi jej zdjęcie”, „I zdjęcie z boku”, „A dlaczego jest rozwiedziona?”, „Dlaczego nie młodsza?”, „Chciałbym ją zobaczyć na portalach społecznościowych”. Jest samotny od ponad 10 lat, gruby, bez kasy, schorowany itd. Jaki jest sens takich analiz? Wkurzył mnie. Nie dałem mu jej telefonu. Co za książę!
  • Przeprowadziłam się z mężem do nowego mieszkania, a ponieważ mamy psa, od razu znaleźliśmy wspólny język z wieloma sąsiadami. Pewnego dnia jakaś nieznajoma dziewczyna napisała do mnie: „Cześć, jestem dziewczyną Maksa, on też ma psa. Dlaczego obserwujesz go w mediach społecznościowych?”. Rozśmieszyło mnie to i natychmiast wyjaśniłam, że nie jestem zainteresowana jej Maksem, obserwujemy się nawzajem z grzeczności i rozmawiamy tylko wtedy, gdy wyprowadzamy nasze psy w tym samym czasie. Wtedy dostałam długą wiadomość z informacją, żebym więcej się z nim nie kontaktowała i natychmiast przestała go obserwować. Wtedy żartobliwie napisałam: „A czy mój mąż może spotykać się z Maksem, czy też musi przestać?”. Myślałam, że zda sobie sprawę z mojej ironii, ale nie, dostałam poważne: „Tak, wolno mu”. Teraz ten biedny Maks mnie unika jak zarazy, ale on i mój mąż są praktycznie najlepszymi przyjaciółmi. Zupełnie jak w przedszkolu.
  • Niedawno byłem na weselu znajomych. Było tam tylko dwoje dzieci, całkiem dobrze wychowanych jak na ich wiek, ale człowieku! Ich rodzice to co innego. Co musi mieć w głowie człowiek, który postanawia założyć dzieciom na czyjeś wesele piszczące buty? Punkt kulminacyjny nastąpił, gdy goście zaczęli składać życzenia: „Poznaliśmy pana młodego — klik-klak! — na studiach — klik-klak! — i — klik-klak! — zostaliśmy przyjaciółmi”. Patrzyłem tylko na tych rodziców z przerażeniem i zastanawiałem się, jak można wpaść na pomysł założenia tych cholernych piszczących butów dzieciom? © Cymbal_Monkey / Reddit
  • Przed podróżą samolotem zarezerwowałam sobie miejsce przy oknie. Kiedy weszłam na pokład, zobaczyłam kobietę siedzącą na moim miejscu, z dzieckiem w wieku około 6 lub 7 lat. Grzecznie powiedziałam jej, że prawdopodobnie pomyliła miejsca, a kobieta nonszalancko: „Och, cóż, proszę usiąść na moim, to nic takiego!”. Problem polegał na tym, że jej miejsce nie było przy oknie, a dla mnie to było ważne. Powiedziałam jej: „Proszę zwolnić moje miejsce”. A ona się nie ruszyła! Chciałam już robić awanturę, ale wtedy mężczyzna z następnego rzędu zaproponował mi swoje miejsce przy oknie, a sam usiadł na miejscu tej matki. Nie rozumiem takich ludzi: jeśli ważne jest dla ciebie, aby siedzieć z dzieckiem, zarezerwuj miejsce z wyprzedzeniem! Na dodatek nawet nie zapytała mnie, czy możemy zamienić się miejscami, tylko postawiła mnie przed faktem dokonanym. © yomrants / Reddit
  • Mój mąż i ja wybraliśmy się na spacer z grupą znajomych rodziców z dziećmi. Były trzy pary, każda z 4-5 miesięcznym dzieckiem. Moja córka spała w wózku, a ja usiadłam obok siostry, żeby pogadać. Mój mąż stał obok wózka. Córka popłakiwała i marudziła. Mąż bujał wózek, a potem krzyknął tak, żeby wszyscy słyszeli: „Patrzcie, jaka z niej matka! Dziecko płacze, a ona nawet nie drgnie!”. Wszyscy byli tym zażenowani. Widziałam, jak patrzyli na siebie inni ojcowie, którzy zajmowali się dziećmi, chodzili na spacery, dawali żonom odpocząć, nie uchylali się od obowiązków. Później oczywiście się rozwiedliśmy.
  • Mam 26 lat, jestem mężatką od 3 lat. Od dawna planowaliśmy dziecko i 3 tygodnie temu dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Byliśmy bardzo szczęśliwi! Ale kilka dni temu zdarzyła się taka sytuacja: mieliśmy iść spać i mój mąż przypomniał mi, żebym przeszła się po domu i upewniła się, że wszystkie światła są wyłączone. Zwykle tak robię, ale tego wieczoru nie czułam się najlepiej i poprosiłam go, by sam to sprawdził. Mój mąż był oburzony: „Nie, to twój obowiązek!”. Poczułam się urażona, ale nie kłóciłam się i zrobiłam to sama. Kiedy wróciłam, mąż wygłosił mi tyradę: „To, że jesteś w ciąży, nie oznacza, że cokolwiek musi się zmienić. Gotowanie, sprzątanie i inne rzeczy to twoje obowiązki i nie zamierzam ich przejmować!”. Byłam zszokowana, bo nigdy wcześniej tak nie powiedział. Powiedziałam: „A jak zamierzasz mi pomóc?”. Okazało się, że nie zamierza! On zarabia pieniądze (a ja studiuję, tak przy okazji), więc to tak naprawdę nie jego sprawa. Skończyło się na tym, że powiedziałam: „Gdybym wiedziała o tym wcześniej, nigdy nie zdecydowałabym się z tobą na dziecko!”. Mąż się wściekł i wyszedł. A potem moja teściowa i szwagierka zaczęły do mnie dzwonić, mówiąc, że skrzywdziłam biednego chłopca i powinnam go przeprosić. Naprawdę? © throwaway2204729 / Reddit
  • Zostałam skrzyczana przez teściów za to, że przyjechali do nas z ziemniakami, a mnie — niespodzianka! — nie było w domu. I w ogóle nikogo nie było w domu. Okazuje się, że miałam na nich czekać, bo oni zawsze w soboty biorą ziemniaki z piwnicy. Oczywiście oni nie zniżą się do tego, żeby zadzwonić i uprzedzić. To ja powinnam do nich zadzwonić i czekać od rana. A ja, niewdzięczna, zabrałam dzieci w odwiedziny, poszłam coś kupić i nie mogłam od razu zmaterializować się pod drzwiami. I z jakiegoś powodu nie pomyślałam o tym, że mogą wpaść. Wciąż jestem zszokowana tymi ludźmi.
  • Od ponad roku wożę moją koleżankę do i z pracy. Mieszka niedaleko mnie i nie było to dla mnie trudne. Oczywiście nie brałem od niej ani grosza. W weekend mój samochód się zepsuł. Powiedziałem koleżance, że nie mogę jej podwieźć w poniedziałek i wtorek. Odpowiedziała: „Och, to żaden problem, mój chłopak mnie podwiezie”. Zapytałem, czy przy okazji może mnie też zabrać, a chłopak zgodził się bez problemu, ale za 20 dolarów. Byłem wściekły. Powiedziałem, że sam dojadę, ale zapamiętałem to sobie. Wczoraj koleżanka zapytała: „No, naprawili ci samochód? Możesz mnie podwieźć?”. Odpowiedziałem, że mogę, ale za 30 dolarów tygodniowo. Nazwała mnie małostkowym i powiedziała, że jest bardzo rozczarowana. Szkoda. © ChannelGreat2791 / Reddit
  • Pokłóciłam się z moim chłopakiem. Mieszkaliśmy osobno przez 1,5 miesiąca, ale potem się pogodziliśmy. W tym czasie udało mu się zaciągnąć pożyczkę na 2,5 tysiąca dolarów i wszystko wydać. Dowiedziałam się o tym, co się stało, dopiero kiedy już do siebie wróciliśmy i kiedy okazało się, że teraz spłaca masę pieniędzy na ten kredyt (straszne odsetki plus ubezpieczenie), i tak będzie przez 5 lat. Na moje pytanie, dlaczego to zrobił, odpowiedział, że to moja wina, bo zostawiłam go samego. Po prostu brak słów.
  • Pewnego dnia moi rodzice zostali zalani przez sąsiadów z góry. Bańka na suficie podwieszanym sięgała prawie do podłogi. Kiedy rodzice przyszli do sąsiadów, żeby załatwić sprawę, długo nie otwierali drzwi, ale potem wpuścili ich do wysprzątanego na sucho mieszkania (na kaloryferach były szmaty, a w pokoju wiadra) i nonszalancko powiedzieli, że nikogo nie zalali, tylko kot nasikał na podłogę.
  • Znajomi zaprosili nas na grilla. Postanowiliśmy pojechać tam o 14:00 w sobotę. Powiedzieli, że przyjadą trochę wcześniej, kupią mięso i warzywa dla wszystkich, a wtedy akurat my dojedziemy. O 14 wyszliśmy z domu ze składanymi krzesłami, napojami, plecakiem zabawek dla córki. Zadzwonił telefon. „Och, wiecie, jesteśmy tu od 4 godzin, mięso zgrillowane i zjedzone, wracamy do domu” — oznajmili nasi przyjaciele. Wkurzyliśmy się, że nie poczekali na nas, i po prostu poszliśmy na spacer do parku. A potem przyszła wiadomość: „Jesteście nam winni 17,5 dolara”. Nie rozumieliśmy, za co, więc oddzwoniliśmy. A znajomi powiedzieli nam: „Jak to, za co? Wzięliśmy też dla was mięso i warzywa, więc podzieliliśmy koszty na pół”. Odmówiliśmy zapłacenia i nigdy więcej nie mamy zamiaru umawiać się z nimi na grilla.

Bezczelne i egoistyczne osoby można spotkać na każdym kroku: w pracy, na ulicy, a nawet we własnym domu. Na szczęście niektórzy potrafili dać im dobrą nauczkę, która może zmusi takich ludzi do refleksji.

Komentarze

Otrzymuj powiadomienia
Masz szczęście! Ten wątek jest pusty,
co oznacza, że masz prawo do pierwszego komentarza.
Śmiało!

Powiązane artykuły