23 zabawne dowody na to, że remont to nie projekt, a próba charakteru

Projektowanie
2 godziny temu
23 zabawne dowody na to, że remont to nie projekt, a próba charakteru

Remont to klęska żywiołowa, która zazwyczaj wykracza poza budżet, terminy i zdrowy rozsądek. Mogą cię zalać przez nieistniejące akwarium, zostawić z rozebraną połową dachu albo doprowadzić do załamania nerwowego, domagając się czajnika. Zebraliśmy ponad 20 przezabawnych historii o tym, jak fachowcy i mieszkańcy przeżywali remontowe kurioza — takie, które aż się proszą o ekranizację.

  • Zabraliśmy się za remont. Kasy wpakowaliśmy w niego tyle, że aż strach. Prace dobiegały już końca, gdy nagle mąż krzyknął: „Co jest?!”. Patrzę, a z sufitu kapie woda. Rzuciliśmy się biegiem do sąsiadów: „Zalewacie nas!”. A tam starsza pani, zarzeka się, że nic nie wie. I wtedy zza jej pleców odzywa się dziecięcy głos: „Ja wiem, to wszystko przez moje akwarium”. Wtedy jakby ją olśniło. Babcia natychmiast zakręciła wodę i zaprosiła nas do mieszkania. Wyjaśniła, że zepsuł jej się bojler. Przyszedł fachowiec, coś przy nim pogrzebał i wyszedł po części, a urządzenie najwyraźniej zaczęło przeciekać. W tym czasie wnuk bawił się obok: nalał wody do miski i „prał” w niej wszystkie swoje zabawki. Uznał więc, że to jego „akwarium” jest winne zalania. Na szczęście skończyło się bez strat — śladów zalania praktycznie nie było widać. Mimo to babcia uparła się, że pokryje ewentualne koszty.
  • U koleżanki zepsuła się pralka. Znalazła w internecie „specjalistę”, zadzwoniła, przyjechał. Długo coś grzebał, kręcił, sprawdzał... Po czym skasował sporo pieniędzy i oznajmił, że pralka jest do wyrzucenia, bo nie nadaje się do naprawy. Koleżanka załamana — na nową nie ma pieniędzy. I wtedy, zupełnym przypadkiem, zagadała na klatce schodowej z sąsiadem. Ten przyszedł, obejrzał sprzęt i szybko wyszło na jaw, że „fachowiec” spalił jakąś płytkę, a sama usterka była banalna i kosztowała grosze. Kupili potrzebne części, sąsiad naprawił pralkę i urządzenie działa do dziś. © VK
  • W naszym pionie pękła rura z zimną wodą w stropie między piętrami. Lało się konkretnie. Przyjechało pogotowie wodno-kanalizacyjne, a panowie fachowcy zapytali mnie z powagą:
    „A po co nas pani wzywała? Sama by pani sobie nie poradziła? A jak ludzie dawniej żyli bez pogotowia?”. Nie jestem z tych, co chowają język za zębami, więc odpowiedź była szybka i treściwa. Po niej panowie równie szybko zabrali się do roboty. © Pikabu
  • Zatrudniliśmy kobietę do tapetowania. Najpierw podała jedną cenę, a potem nagle... dwa razy wyższą. Zacisnęliśmy zęby i się zgodziliśmy. Pani poczuła władzę i wtedy się zaczęło. W trakcie pracy dzwoni do mnie i syczy do słuchawki: „Proszę natychmiast przyjechać, są poważne kłopoty!”. Rzucam wszystko w pracy, pędzę do mieszkania, w głowie najczarniejsze scenariusze: tapety wadliwe, klej się skończył, ściany się sypią... Wchodzę, a ona stoi z rękami skrzyżowanymi na piersi i oznajmia z godnością: „Ja tu haruję w pocie czoła, a u was nawet czajnika nie ma! Jak mam sobie herbatę zrobić?”. No tak — problem kosmicznego kalibru.
  • Padł mi telefon komórkowy, więc zadzwoniłem do serwisu. Powiedziano mi, żebym przyszedł za trzy dni. No dobrze. Przynoszę telefon, chłopak pokręcił w nim jakieś pięć sekund i zabrał go gdzieś na dziesięć minut. Wraca i mówi, że urządzenie padło całkowicie i bezpowrotnie, ale mogę od razu kupić u nich nowego smartfona. Po prostu szczęka mi opadła — przecież kupiłem ten telefon zaledwie półtora roku temu. © Reddit
  • Trzeba było wymienić dach w domu. Skontaktowałem się z jedną firmą, która zaproponowała najniższą cenę. Poprosili o zaliczkę na zakup potrzebnych materiałów. Zapłaciłem. Następnego dnia przyszli, zdjęli połowę dachu i zniknęli. Nigdy więcej ich nie widziałem. Od tamtej pory nie daję pieniędzy, dopóki praca nie jest wykonana. © Quora
  • Zepsuł się piekarnik, a bez niego jestem jak bez ręki. Przyszedł fachowiec, wyliczył całkiem sporą kwotę. Zgodziłam się — nowy kosztowałby pięć razy więcej. Dałam zaliczkę na części, kazano mi czekać cztery dni robocze. Mija tydzień, coś już mi nie pasuje. Dzwonię do serwisu, a tam dziewczyna spokojnym głosem mówi, że na części trzeba będzie poczekać jeszcze dwa tygodnie. Oczy mało nie wyszły mi z orbit.
  • Odłączyli nam domofon, więc zadzwoniłam do firmy. Powiedzieli, że zepsuła się słuchawka i wyślą fachowca. Okej, czekamy. Trzy dni później wieczorem domofon nagle zadzwonił. Podnoszę słuchawkę, a tam: „Trzecie mieszkanie? Tu serwisant, naprawiłem pani słuchawkę, wszystko działa, do widzenia!”. Aż mnie zatkało — jakiś cudotwórca, telepatycznie naprawił nam domofon! © Pikabu
  • W naszym bloku winda nie działała przez miesiąc. Mówili, że to poważna awaria silnika. Dziś nadszedł szczęśliwy dzień: windę uruchomili! Wołam ją, drzwi się otwierają, a w kabinie trzech mechaników i majster — właśnie skończyli naprawę. Jedziemy w dół i tuż przed parterem winda staje. Po paru sekundach odruchowo sięgam po przycisk alarmowy. Z tyłu odzywa się ponury głos: „Po co wciskasz, przecież my tu jesteśmy”. © VK
  • Kupiliśmy nową suszarkę i tymczasowo postawiliśmy ją w korytarzu. Po tygodniu użytkowania zaczęła przeciekać. Wszystko obejrzałem, ale nie znalazłem problemu. Przyjechał serwisant, włączył suszenie i znalazł małą dziurkę w wężu. A potem mówi: „Ja nawet wiem, kto to zrobił” i pokazuje na naszego kota. Okazało się, że ta rurka czasem wibruje, a koty często próbują złapać źródło hałasu i przegryzają wężyk. © Pikabu
  • Miałem ciekawe doświadczenie z pewnym warsztatem. Woziłem tam rower do naprawy i za każdym razem próbowali mi wcisnąć „diagnostykę”. Po długich dyskusjach cena tej usługi zawsze magicznie malała. © Reddit
  • Byliśmy kompletnie spłukani, w portfelach pusto, a tu jeszcze nasza stara pralka padła. W serwisie za naprawę zawołali kosmiczną sumę. Znaleźliśmy fachowca z ogłoszenia. Gość pogrzebał w pralce, zabrał jakąś część, wyszedł i zniknął. Mija tydzień — cisza, drugi — telefonu nie odbiera. Już traciliśmy nadzieję, aż tu nagle dzwoni. Okazało się, że biedak trafił do szpitala, ale już wyszedł i nawet naprawił tę część. W efekcie kategorycznie odmówił wzięcia całej kwoty — mówi, że opóźnienie było z jego winy. A pralka działa do dziś.
  • U nas w kuchni pracował elektryk, który, jak się zdaje, miał trochę nie po kolei w głowie. Mało tego, że powykręcał wszystkie żarówki, to jeszcze zrobił nową instalację tak, że teraz nie możemy jednocześnie włączyć klimatyzatora i mikrofalówki. © Quora
  • Jakieś trzy lata temu zepsuła nam się pralka — po prostu stanęła. Wezwaliśmy fachowca. Przyjechał młody facet i przywiózł ze sobą córkę, tak na oko 13-15 lat. I wtedy oniemiałem: facet tylko wysunął pralkę z wnęki, a całą resztę robiła dziewczyna. Stałem jak wryty i patrzyłem, jak majster podaje jej narzędzia. W końcu wymienili silnik, a cenowo wyszło całkiem niedrogo. Od tamtej pory pralka działa bez zarzutu. © Pikabu
  • Zleciliśmy ekipie remont w łazience. Trzeba było zamontować wannę i przenieść sedes. Efekt? Toaleta teraz normalnie się nie spłukuje, a z umywalki i wanny śmierdzi kanalizacją. Przyszedł hydraulik, popatrzył i powiedział, że z rurami jest totalna masakra i wszystko trzeba robić od nowa. © Reddit
  • Zapchała nam się rura kanalizacyjna. Wezwałem hydraulika. Dłubał przy niej strasznie długo, ale ostatecznie nic nie naprawił, skasował pieniądze i poszedł. A potem jeszcze odkryłem, że z jakiegoś powodu nalał wody do muszli klozetowej. A ja nie mogłem tego spuścić! Czyste chamstwo. © Quora
  • W sypialni wisiał telewizor, używany bardzo rzadko. Nagle, bez żadnego ostrzeżenia, przestał się włączać. Znalazłem lokalnego fachowca, przyszedł, zabrał telewizor. Po paru godzinach oddzwonił i powiedział, że padł moduł sterujący. Zaproponował, że weźmie sprzęt na części albo — jeśli zapłacę za diagnostykę — odda nam go z powrotem. No dobra, zapłaciłem. Telewizor długo stał w kącie, kurzył się i nie dawał mi spokoju. W końcu rozkręciłem obudowę — nic podejrzanego nie znalazłem. Skontaktowałem się przez internet z innym fachowcem, a ten poradził wymienić procesor. Od tamtej pory telewizor działa jak nowy, a internetowy mistrz odmówił przyjęcia pieniędzy. Bardzo mu dziękuję! © Pikabu
  • Kiedyś zaczął mi cieknąć bojler, właściwie tylko kapało. Zadzwoniłem do serwisanta od kotłów, przyjechał, znalazł miejsce przecieku i powiedział, że trzeba wymienić część. Szybko znalazłem odpowiednią. Dzwonię do fachowca, a on mówi, że może przyjechać dopiero następnego dnia, bo ma pełen grafik. Następnie dodał: „Załóż to sam — to banalna sprawa. Zapłać mi tylko symbolicznie za diagnostykę, a na naprawie zaoszczędzisz. Jak nie wyjdzie, to wtedy przyjadę”. No i zrobiłem wszystko sam — teraz nic nie cieknie. A przy okazji zaliczyłem zdalny kurs hydrauliki. © Pikabu
  • Moja mama męczyła się z ogrzewaniem, dopóki się nie przeprowadziła. Mieszkała na ostatnim piętrze i musiała spuszczać z kaloryferów po dwa—trzy wiadra wody. Co zabawne, zimno było głównie w mieszkania na niższych piętrach, a nie u mamy. Dlatego, na prośbę sąsiadów, to ona zajmowała się tym absurdalnym obowiązkiem. Dzwoniono też do administracji, bez żadnego efektu. W końcu mama przeprowadziła się do innego miasta. Jakiś czas później dostała telefon ze spółdzielni z informacją, że sąsiedzi skarżą się na zimno i musi odpowietrzyć grzejniki albo wpuścić kogoś do mieszkania. Mama oczywiście odmówiła. Ostatecznie jej koleżanka, która miała klucze, kilka razy wpuściła hydraulików. Coś tam zrobili i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystko wreszcie zaczęło działać. Minęło już kilka lat i nikt więcej nie dzwoni. © Pikabu
  • Fachowiec był ode mnie starszy o 25 lat. Zgodził się odrestaurować szafę bez zaliczki i szybko nabrał zwyczaju wpadania do mnie wieczorami „na herbatkę”. Na różne sposoby próbowałam go zniechęcić, aż w końcu powiedziałam wprost, że wpuszczę go wyłącznie z gotową szafą. Ostatecznie przywiózł ją po trzech miesiącach. Gdy ją otworzyłam, okazało się, że zamiast półek z litego drewna zamontował deski z taniej płyty wiórowej.
  • Zaczęliśmy remont i przez znajomych znaleźliśmy fachowca. Od razu nas uprzedzono, że chłopak jest pracowity, ale robi wszystko bardzo wolno. Nie był to dla nas problem — i tak pracował, gdy z mężem byliśmy w pracy. Pewnego dnia mąż wpadł w ciągu dnia do domu i już z klatki schodowej usłyszał podejrzane dźwięki. Wbiega do mieszkania, a tam cała grupa chłopaków ostro gra na gitarach. Okazało się, że nasz „specjalista” popracował tylko kilka godzin, a potem z kolegami urządził próbę zespołu, bo nie mieli gdzie ćwiczyć. Dziwne, że sąsiedzi nie zgłosili żadnej skargi.
  • Wracam z pracy, a tu dzwoni do mnie córka kompletnie roztrzęsiona: chciała iść do sklepu, ale drzwi się zacięły i nie może wyjść. W pośpiechu dzwonię po fachowca i pędzę do domu. Gdy przyjeżdżam, mężczyzna już dłubie przy drzwiach i jednocześnie uspokaja moją córkę: „Nie martw się, mama już jest, zaraz otworzę”. I wtedy moje dziecko wypala: „Proszę pana, a może mógłby pan jeszcze trochę ponaprawiać te drzwi? Bo ja jeszcze nie odrobiłam lekcji”. Fachowiec długo się śmiał, ale drzwi i tak otworzył w pięć minut.
  • Pewien niezbyt rozgarnięty majster zamontował nam w łazience podgrzewacz wody. Siedziałam w pokoju, gdy nagle usłyszałam potężny huk — jakby ktoś rozbił talerz, tylko dziesięć razy głośniej. Wbiegłam do łazienki i zobaczyłam bojler leżący na podłodze, a z sedesu i umywalki zostały tylko kawałki. Wezwałam innego hydraulika, a na tamtego krzyczałam przez telefon chyba z piętnaście minut. Do dziś z przerażeniem myślę o tym, że w tamtej chwili ktoś mógł być w łazience. © Reddit

Cóż, wygląda na to, że przy remontach najważniejsze jest nie tylko znalezienie pieniędzy, ale także zachowanie poczucia humoru! Która z tych historii zrobiła na was największe wrażenie? A może macie w zanadrzu własną opowieść o absurdalnym remoncie albo nierzetelnym fachowcu? Podzielcie się nią w komentarzach!

A oto jeszcze kilka naszych historii z remontowego frontu:

Komentarze

Otrzymuj powiadomienia
Masz szczęście! Ten wątek jest pusty,
co oznacza, że masz prawo do pierwszego komentarza.
Śmiało!

Powiązane artykuły