24 biurowe opowieści, które bawią do łez

Ludzie
7 miesiące temu

Prawdopodobnie każdy z nas ma do opowiedzenia jakąś zabawną historię z miejsca pracy. Czasami współpracownicy zaskakują nas dowcipem, a niekiedy sami przyczyniamy się do powstania śmiesznych sytuacji. Na przykład, gdy mylimy oznaczenia na drzwiach lub próbujemy zidentyfikować złodziejaszka, którzy zabiera innym jedzenie ze wspólnej lodówki.

  • Nasz dyrektor miał w swoim biurze akwarium, w którym żyła bajecznie droga i kapryśna rybka: arowana azjatycka. Pewnego dnia, gdy zapomniano ją nakarmić, dyrektor napisał notatkę i położył ją na biurku głównego księgowego. Treść notatki brzmiała: „Nie masz sumienia. Arowana”.
  • Nasz informatyk od dawna jest w konflikcie z działem księgowości. Kobiety, które tam pracują, są całkiem w porządku. Ale ten facet ma ogromne ego. Pewnego dnia nieźle się uśmialiśmy. Tak wkurzył dział księgowości, że dostał od nich prezent: czapkę Napoleona.
  • Jako jedyna w zespole zdrowo się odżywiam. Moje koleżanki ciągle komentują to, co jem: „Fuj, nienawidzę owsianki. Czy ryba już ci się nie znudziła? Jak możesz pić herbatę bez cukru?”.
    Milczałam lub żartowałam. Ale pewnego dnia miałam już dość i postanowiłam zapytać: „Co to jest? Chińska zupka? Ohyda. Och, majonez! To oczywiście świetny produkt, ale używam go do smarowania zawiasów drzwi”. Z jakiegoś powodu nie spodobało się to moim koleżankom. Zaczęły szeptać za moimi plecami i spuszczać wzrok. Tydzień później oznajmiły:
    „Twoja dieta to twoja sprawa, dlaczego krytykujesz nasze jedzenie? Jemy tak, jak chcemy”. Zapytałam, czemu one mogą to robić, a ja nie, i usłyszałam: „To zupełnie coś innego”.
  • Mam znajomego, który odciągnął swoich kolegów od komputera w biurze za pomocą kaktusa. Małe biuro. Trzy komputery: w dziale księgowości, u dyrektora i dla pracowników. Kolega postawił kaktus obok komputera i powiedział, że wykaże, że promieniowanie z komputera szkodzi. Oczywiście wszyscy go wyśmiali. Ale kiedy po miesiącu kaktus zaczął żółknąć i usychać, zastanowili się nad tym. Kupili więc większy kaktus, który przeżył dwa miesiące. Nie trzeba dodawać, że ludzie zaczęli siadać do komputera tylko wtedy, gdy było to konieczne. Okazało się, że kaktusy chorowały nie z powodu promieniowania, ale dlatego, że mój przyjaciel regularnie solił ziemię w doniczkach.
  • Kolega wyjechał na wakacje i zostawił swoje buty pod biurkiem. Wysłałem mu wiadomość na czacie, że mamy sytuację awaryjną i są ofiary.
  • Pracuję w firmie, która napełnia kartridże i naprawia drukarki. Zadzwoniła zdenerwowana dziewczyna: drukarka w biurze się zepsuła, a raczej zawiesiła w trakcie drukowania. Nie rzucałem żartów w stylu: podłącz do gniazdka albo sprawdź, czy drukarka w ogóle tam jest, po prostu poszedłem. Okazało się, że było jeszcze „straszniej”: skończył się papier, a dziewczyna nie wiedziała, że trzeba załadować nową ryzę.
  • Kolega z pracy był geniuszem komputerowym, ale mniej interesowały go inne aspekty życia. Miał brudnawą brodę i raczej rzadko brał prysznic. Ale pewnego dnia musiałem wysłać go do bezpośredniej komunikacji z klientem w celu rozwiązania problemu. Przypomniałem mu, żeby się odpowiednio ubrał. Pojawił się w pomiętej koszuli i krawacie, którego nie zawiązał pod kołnierzykiem, ale tuż przy szyi. Kiedy zwróciłem mu uwagę, że źle zawiązał krawat, powiedział: „Jeśli to mój jedyny problem, to dobrze nam idzie”. © Nieznany autor / Reddit
  • Pośród zwykłego biurowego szumu rozlega się okrzyk:
    — Kto właśnie zeskanował dokumenty?
    Wszyscy milkną, pytanie jest powtarzane nieco głośniej:
    — No koledzy, kto właśnie zeskanował dokumenty?
    Cisza.
    — Znalazłem dokumenty w skanerze, jeśli właściciel się nie zgłosi, wyrzucę je.
    Cisza.
    — Koledzy, biorę dokument i.... No tak. To ja skanowałem i zapomniałem wyjąć.
    Pauza.
    — Wczoraj.
  • W naszym zespole jest zwyczaj, że solenizant lub solenizantka kupują tort. Zauważywszy kolejny tort, nie mogłem sobie przypomnieć, czyje to urodziny. Wpadając na jednego z kolegów na korytarzu, zapytałem go po cichu:
    — Słuchaj, kto ma dzisiaj urodziny?
    — Ja — szepnął w odpowiedzi.
    Roześmiałem się, ale głupio mi się zrobiło.

Tak ciepło postanowiliśmy pożegnać kolegę z pracy.

  • Przyzwyczaiłam się, że moi współpracownicy są bardzo uważni i troskliwi. Włączyłam czajnik, postawiłam kubek i pomyślałam, że pójdę sprawdzić pocztę. Pięć minut później wróciłam, a moi mili koledzy już przygotowali mi herbatę. Wzięłam kubek i siadłam przy biurku. Po chwili weszła moja szefowa ze słowami: „I jak ci smakuje moja herbata? Dobra?”. Pomyślała, że ktoś życzliwy przygotował dla niej kubek, więc zrobiła sobie herbatę i wyszła na pięć minut.
  • Nasza koleżanka miała bardzo zazdrosnego męża. A szef naszego banku bardzo lubił organizować spotkania po godzinach pracy. Siedzieliśmy na kolejnym takim spotkaniu, a jej telefon wibrował co 3 minuty. W końcu nie wytrzymała, postanowiła odebrać i szybko odpisać, że jest zajęta i nie ma czasu. Głośnik w telefonie był na tyle mocny, że usłyszeliśmy, jak jej mąż krzyczy do słuchawki: „Co ty, do cholery, znowu robisz poza domem?”. Zarumieniła się. Wszyscy nagle zamilkli, a szef zakaszlał i stwierdził: „Cóż, myślę, że już pora, aby zakończyć zebranie”. Od tego czasu spotkania po godzinach przestały się odbywać.
  • Pracowałem w biurze, w którym co roku, w dniu urodzin firmy, wybierano najlepszych pracowników z każdego działu. Uroczyście ich nagradzano, wręczano symboliczne upominki, fotografowano, a ich zdjęcia wieszano na tablicy honorowej i wisiały tam do następnego roku. Okazało się, że jedna z najlepszych pracownic sprzedawała informacje do konkurencji i zwolnili ją w atmosferze skandalu. Ale do następnego roku jej zdjęcie nadal wisiało na tablicy honorowej.
  • Mieliśmy kolegę, który lubił aktorkę Kate Beckinsale. Dla żartu drukowaliśmy jej zdjęcie i zastępowaliśmy nimi fotografię jego dziewczyny, która stała w ramce na jego biurku, a potem czekaliśmy, aż to zauważy. Zwykle trwało to dzień lub dwa, ale czasami zdjęcie pozostawało w ramce przez tydzień! © blipsman / Reddit

„Koledzy regularnie przywłaszczają sobie mój zszywacz. Postanowiłem jasno pokazać, że nie może on opuszczać mojego biurka”.

  • Zaczęliśmy tracić słodycze w pracy. Co tydzień kupowałam ciastka i czekoladki i wkładałam je do szuflady w małej kuchni, w której jadaliśmy lunch. Dzień lub dwa później wszystko znikało. W końcu zebrałam wszystkich i zapytałam, kto ostatni wychodził z biura, ponieważ szuflada ze słodyczami była pełna, zanim wyszłam. Księgowy podniósł rękę, ale powiedział, że niczego nie zabrał. Okazało się, że syn przychodził do niego po lekcjach, bo jego szkoła znajduje się po drugiej stronie ulicy. Rodzice zabronili mu jeść cukier, więc brał słodycze i zanosił je do domu. Teraz księgowy kupuje dziecku zdrowe smakołyki.
  • Pracownik w naszej centrali był strasznie irytujący. Zaczynał mnie wkurzać po 30 sekundach interakcji. Tak się złożyło, że od jego ostatniej wizyty mieliśmy wiele zmian kadrowych i do wszystkich został wysłany e-mail z zaproszeniem na lunch. Bez ogródek napisałem, że nie chcę się spotykać na lunchu z tym facetem, a na końcu dodałem w niezbyt poprawny sposób, co myślę o jego zdolnościach intelektualnych. Dopiero gdy usłyszałem śmiech w różnych zakątkach naszego piętra, zdałem sobie sprawę, że kliknąłem „Odpowiedz wszystkim”. Wtedy przełożony wezwał mnie do swojego biura i powiedział: „Pozwól nam samodzielnie oceniać zdolności umysłowe naszych pracowników”. © Nieznany autor / Reddit
  • Współpracownica rozprowadzała kosmetyki i ciągle próbowała mi coś sprzedać. Jakiś super tusz do rzęs, jakąś szminkę. A ja robię makijaż raz w roku, na bardzo duże okazje. Pewnego dnia postanowiła sprzedać mi krem odmładzający w cenie skrzydła Boeinga. Namawiała, że po jednym posmarowaniu będę wyglądać o wiele młodziej niż na swoje 40 lat! Zamknęła ją dopiero informacja, że mam już 48 lat.
  • Mojej współlokatorce często ginęło jedzenie w pracy. Złodziejaszek szczególnie upodobał sobie domowe posiłki, zwłaszcza kurczaka. Nie sposób było go złapać. Pewnego dnia po powrocie do mieszkania przyłapałam współlokatorkę na robieniu czegoś dziwnego: rozgniatała tabletki między dwiema łyżkami. Okazało się, że mieszała środek przeczyszczający z curry, by posmarować nim kurczaka i ukarać winowajcę. Przez 2 dni jadła kanapki z bufetu, ale jedzenie nie chciało zniknąć. Trzeciego dnia, podczas imprezy firmowej, szef działu nagle zbladł i pobiegł do toalety, ale nie zdążył na czas. Wezwał pogotowie i ogłosił, że zatruł się podczas podróży służbowej, z której wrócił tego dnia. Ale od tego czasu nikt już nie kradł jej jedzenia.

„Odkryłem to w moim biurze”.

  • W pracy wszyscy mówią do zastępczyni szefa po imieniu. Dopiero zacząłem tu pracować i raz powiedziałem do niej po imieniu. A ona oznajmiła: „Dla ciebie, młody człowieku, jestem pani Zawadzka!”. Zapytałem ją, dlaczego, a ona odpowiedziała: „Bo niedługo skończę 50 lat”. Prawdę mówiąc, ja mam 53 lata, ale nie powiedziałem o tym pani Zawadzkiej.
  • Jeden z naszych pracowników chciał wysłać wiadomość e-mail do swojego działu, aby poinformować ich, że przyniósł pączki dla wszystkich z okazji swoich urodzin. Omyłkowo wybrał jednak listę mailingową całej firmy zamiast swojego działu. W rezultacie otrzymał odpowiedzi od pracowników z innych krajów, które brzmiały mniej więcej tak: „Cóż, nie znam cię i nie mogę iść do twojego biura po pączki... Ale wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!”. © Preebos / Reddit
  • Szef lubił stawać cicho za naszymi plecami, obserwując, co robimy. Wielu osobom się to nie podobało, ale nikt nie odważył się powiedzieć o tym wprost. Pewnego razu wspomniał, że założył sobie konto na portalu randkowym. Nie zastanawiając się długo, znalazłam go tam i zaczęliśmy korespondować. Znając szefa, jego nawyki i maniery, wkrótce udało mi się sprawić, że chciał się ze mną spotkać osobiście. A kiedy wysłałam mu zdjęcie jakiejś randomowej piękności z internetu, kompletnie stracił głowę. I choć teraz się trochę tego wstydzę, wtedy tylko się cieszyłam: od początku naszej internetowej znajomości nie pojawił się w biurze.
  • Jestem księgową. Miałam kiedyś straszny nawał pracy. Panikowałam, bo zdawałam sobie sprawę, że fizycznie niemożliwe jest oddanie wszystkiego na czas. Wiedziałam, że nie skończę, nawet gdybym siedziała przy komputerze całą noc. Nagle przypomniałam sobie, że mam na sobie spodnie w urocze małe lamy. Jestem poważną księgową w fajnych spodniach. I nikt o tym nie wie.

Po czym można poznać nowego pracownika.

  • Biuro, godzina 11:55, słyszę głosy na korytarzu:
    — Hej, gdzie idziesz?
    — Jest piątek, skrócony dzień pracy.
    — Ale nie aż o tyle!
  • Przez pół roku w nowym biurze chodziłam do tej samej toalety. Kiedyś wpadłam tam na mężczyznę. Dobra, chyba się pomylił. Potem jeszcze kilka razy. Powiedziałam koleżankom, że faceci tutaj są bezczelni. A one mnie wtedy uświadomiły, że to męska toaleta. Chodziłam do tej łazienki przez sześć miesięcy i ani razu nie zwróciłam uwagi na oznaczenia na drzwiach, a pisuary pomyliłam z nietypowymi umywalkami.

Nowoczesne firmy oferują coraz ciekawsze udogodnienia dla osób, które dla nich pracują. Niektóre z nich zezwalają na przyprowadzanie do pracy psów i kotów, inne zapewniają zaplecze rekreacyjne i sportowe, a jeszcze inne oferują darmowe posiłki. Oto jak znane firmy starają się zapewnić relaks swoim pracownikom.

Komentarze

Otrzymuj powiadomienia
Masz szczęście! Ten wątek jest pusty,
co oznacza, że masz prawo do pierwszego komentarza.
Śmiało!

Powiązane artykuły