15 przezabawnych dialogów, które udowadniają, że życie jest najlepszym scenarzystą

Ludzie
2 godziny temu
15 przezabawnych dialogów, które udowadniają, że życie jest najlepszym scenarzystą

Czasem najlepszego scenariusza nie trzeba wymyślać — wystarczy po prostu słuchać, co mówią ludzie dookoła. Od absurdalnych dialogów w kolejce („Wstyd mi, że nie ma wózków”) po niewyobrażalny chaos w rozmowach telefonicznych („Kot powiedział, że pan to Grzegorz”). Zebraliśmy 15 przezabawnych i niedorzecznych dialogów, które już same w sobie zasługują na Oscara.

  • Dzisiaj byłem świadkiem przezabawnej scenki. Wielki, zahartowany życiem budowlaniec brygadzista wręczył młodemu chłopakowi, który był pierwszy dzień na budowie, narzędzie pracy, mówiąc charakterystycznym basem:
    — Masz, trzymaj łom. I pamiętaj, co nam śpiewała Maryla.
    — Kto?
    — Maryla Rodowicz.
    — A co śpiewała?
    — Niech żyje bal... ale łomu mi nie złam! © Pikabu
  • Dziś kupowałem dmuchaną „oponkę” do zjeżdżania z górki. Sprzedawca akurat ją pompował i patrzył na manometr (to takie urządzenie do mierzenia ciśnienia podczas pompowania). I nagle podchodzi kobieta z facetem i dość natarczywie pyta sprzedawcę:
    — Czy macie w sprzedaży wózki dziecięce?!
    Sprzedawca, nie odrywając wzroku:
    — Nie, nie mamy.
    — A dlaczego, odpowiadając, nie patrzy mi pan w oczy?
    — Bo mi wstyd, że nie mamy wózków. © Pikabu
  • Mój syn podzielił się ostatnio ze mną swoją opinią:
    — Tato, wydaje mi się, że to nie Święty Mikołaj przynosi prezenty na Gwiazdkę.
    — A kto?
    — Myślę, że ty z mamą!
    — To kto w takim razie przynosi prezenty nam?
    Syn się speszył i niepewnie wypalił:
    — No... Święty Mikołaj?!
    Gratuluję, synku! Jeszcze jeden rok dzieciństwa! © Pikabu
  • Siedzę na balkonie, piję kawę. Widzę przy wejściu do lasu faceta z psem. Zauważa, że na niego patrzę i macha do mnie ręką. No to krzyczę: „Chodźmy do kina!”. On: „Dobra, za dwie godziny będę czekać na placu!”. Ja: „Okej!”. No i w ten sposób umówiłam się do kina. A ludzie narzekają, że niby nie ma gdzie się zapoznawać. © tatty_matsumi
  • Moje dziecko ma fioła na punkcie dinozaurów. Ubrania w dinozaury, zabawki, książki, aplikacje w smartfonie, plecak-dinozaur, piżama-dinozaur — jednym słowem: wszystko w dinozaury. W związku z tym zna mnóstwo nazw gatunków, choć mówi jeszcze tak sobie. Wczoraj trafiliśmy do sklepu, w którym było mnóstwo porządnych figurek dinozaurów za grosze, grzech nie wziąć. Sprzedawca, facet w średnim wieku, bardzo uprzejmie zapytał małego klienta:
    — Co byś chciał, młody człowieku?
    — Dinozaura — odpowiada syn.
    — A jakiego dokładnie?
    — Dilofozaura!
    Na twarzy sprzedawcy pojawiło się lekkie zdziwienie, po czym powiedział:
    — Młody człowieku, ja nie jestem specjalistą. Otworzę witrynę i sam sobie wybierz! © Pikabu
  • Przed chwilą zadzwoniła do mnie jakaś dziewczyna. Odbył się taki dialog.
    — Dzień dobry, czy pani mąż jest w domu?
    — Nie mam męża.
    — Jak to?
    — W sensie?
    — Jest pani u niego w telefonie zapisana jako „żona”.
    Minuta konsternacji.
    — A w ogóle kto dzwoni?
    — Jego kochanka.
    — Świetnie. Nie mam męża, ale jak już będę miała, to mu przekażę, że ma już kochankę. © Pikabu
  • Stoję w kolejce do kasy w supermarkecie. Za mną chłopak błaga mamę o zabawkę.
    — No po co ci to, Stasiu? Przecież dopiero co dostałeś górę prezentów.
    — No mamo, potrzebuję, kup mi!
    — Dobra, to dam ci pieniądze, które dostałeś od babci na urodziny i będziesz sobie za nie sam kupował te wszystkie głupoty.
    Chłopiec oświadczył przerażony:
    — Ale... ale przecież wtedy moje pieniądze się SKOŃCZĄ!
    Tak, Stasiu. Dokładnie tak to działa. © Pikabu
  • Idę dziś do pracy, nikomu nie wadzę, jestem pogrążony w swoich myślach. Naprzeciwko idzie dziewczyna. Widać, że czegoś szuka. Zatrzymuje mnie:
    — Przepraszam, jak dojść na ulicę Młodzieżową?
    — Nie znam takiej ulicy, ale zaraz sprawdzę na mapie w smartfonie i zobaczymy, gdzie jest.
    — W smartfonie to ja sobie sama mogę mapę sprawdzić.
    I poszła dalej. Co to w ogóle było? Pikabu
  • Córka mojej koleżanki chodzi do szkoły. Pisali dyktando, dostała ocenę 4. Podobno była jedyna pomyłka w słowie „tramwaj”. Nauczycielka poprawiła literę „m” na „n”. Koleżanka, długo się nie zastanawiając, poszła z zeszytem do szkoły:
    — Dlaczego postawiła pani mojej córce „4” z dyktanda?
    — Bo źle napisała słowo „tramwaj”. Nie widzi pani?
    — Czyli według pani pisze się „tranwaj”?
    — Oczywiście! Tak samo jak TRANSPORT! © FoxTrot111 / Pikabu
  • Pracuję na oddziale ratunkowym. Pytam 80-letnią pacjentkę, wskazując na około 20-letniego chłopaka obok: „To pani wnuk?”. A ona odpowiada: „Nie, to mój mąż”. Wyszło dość niezręcznie. © Quora
  • Zapisuję przez telefon kota Grzesia do weterynarza na kastrację:
    — Imię?
    — Grzegorz.
    — A kota?
    — Grzegorz.
    — I pan, i kot — obaj Grzegorzowie?
    — Nie, tylko kot.
    — A pan?
    — Ja jestem Aleksander.
    — To dlaczego powiedział pan, że jest pan Grzegorzem?
    — To kot.
    — Kot powiedział, że pan to Grzegorz?
    — Nie. Ja powiedziałem, że kot to Grzegorz.
    — Już rozumiem. Po prostu ja też jestem Grzegorz. Zapisałem pana na jutro na 10 rano. © Pikabu
  • Chyba nigdy nie zaprzyjaźnię ze współpracownikami.
    — Zdarza ci się, że jakaś piosenka „utknie” ci w głowie i nie może wyjść?
    — Tak, mam to teraz.
    — Ja też! Jakaś piosenka Abby sprzed 50 lat! Usłyszałam ją autobusie, a teraz nie mogę przez to normalnie pracować! A u ciebie jaki to utwór?
    — Trzecia symfonia Brahmsa. W sumie mi nie przeszkadza. © X
  • Przyszedł facet z ogłoszenia o sprzedaży lodówki. Ja w sąsiednim pokoju zajmuję się swoimi sprawami i mimochodem słucham dialogu męża z kupującym. Śmieję się w duchu.
    — O, lodówka. O, koty. To sfinksy?
    — Nie, cornish rexy.
    — Czyli takie owłosione sfinksy.
    — No.
    — Dobrze mrozi? Zapachu nie ma?
    — Tak, do kuwety chodzą.
    — Wykastrowane? A to wgniecenie?
    — Małe wgniecenie. Jak je braliśmy, wyglądały na młodsze. A teraz już wykastrowane.
    — Nie cieknie? Nie rysuje się?
    — Wszystko w porządku.
    — O, gitary! Pan gra? © Pikabu
  • Pokazałem kasjerce kartę rabatową na telefonie. Przyłożyła skaner do ekranu, zapikało i zaczęła skanować zakupy. Pani stojąca za mną w kolejce zapytała kasjerkę, co właściwie zrobiłem. Ta odpowiedziała, że dostanę dużą zniżkę. Pani spojrzała na mnie i tonem nieznoszącym sprzeciwu oznajmiła:
    – To ja skorzystam z pana karty rabatowej.
    Takim tonem prezes korporacji pozwala drobnemu urzędnikowi wyświadczyć mu przysługę, z czego urzędnik powinien cieszyć się do końca życia. Najwyraźniej ja też powinienem być dumny. Spojrzałem jednak na nią i zapytałem:
    – Czyżby?
    Skinęła majestatycznie głową:
    – Tak.
    Zapłaciłem i wyszedłem. I jest mi z tym dobrze. © Pikabu
  • Dialog między mamą i mną:
    – Jak tam u ciebie?
    – Wszystko w porządku.
    – U ciebie zawsze wszystko w porządku, nigdy nic mi nie opowiadasz.
    – Firma ledwo zipie, remont przeciąga się w nieskończoność, a do tego zacząłem się spotykać z dziewczyną, która na pewno ci się nie spodoba.
    – Po co mi to wszystko mówisz? Chcesz, żebym dostała zawału? © Pikabu

Cóż, wygląda na to, że najważniejsze to uważnie słuchać rozmówcy i nie dzwonić do mamy ze złymi wiadomościami! Która z tych historii zrobiła na was największe wrażenie? A może macie w zanadrzu dialog ze swojego życia, który zasługuje na Oscara? Podzielcie się nim w komentarzach!

Tutaj znajdziecie nasze kolejne artykuły z rozmowami zwalającymi z nóg:

Komentarze

Otrzymuj powiadomienia
Masz szczęście! Ten wątek jest pusty,
co oznacza, że masz prawo do pierwszego komentarza.
Śmiało!

Powiązane artykuły