14 dowodów na to, że jazda taksówką czasem przypomina sitcom

Ludzie
miesiąc temu

Taksówka to nie tylko szybka i wygodna podróż z miejsca na miejsce, ale czasem także niezapomniane przeżycie. I to zarówno dla pasażerów, jak i kierowców. Można tu spotkać życzliwych ludzi, którzy wożą nauczycieli za darmo, dziwnych pasażerów czy dyspozytora, który decyduje, do kogo pojedzie taksówkarz.

  • Jestem taksówkarzem. Właśnie pewna dziewczyna poskarżyła się na mnie w centrali za zbyt szybką jazdę. Zaplanowała sobie godzinę na dojazd ze względu na korki, bo była umówiona na rzęsy. A my dotarliśmy tam w 20 minut. I co ona ma teraz zrobić przez 40 minut? Stała tuż obok mojego samochodu i narzekała przez telefon.
  • Jechałam z taksówkarzem, a on powiedział: „Pracuję tylko w nocy, wie pani, dlaczego?”.
    Zapytałam: „Bo w ciągu dnia pracuje pan gdzie indziej?”. Spojrzał na mnie jak na głupią i powiedział: „Bo jestem sową”. Jechaliśmy dalej w milczeniu.
  • Rano zamówiłam taksówkę. Samochód nie przyjeżdżał. Zwykle korzystam z usługi o stałej cenie. Anulowałam zamówienie, znalazłam inną firmę, która wycenia według wskazań taksometru. Samochód przyjechał po minucie. Kierowca, uśmiechając się, spytał: „Co, nie doczekała się pani? Widziałem to zamówienie, ale nie chciałem jechać po stałej cenie, nie jestem głupi!”. Dojechaliśmy na miejsce, a on spojrzał na taksometr i podał cenę o pięćdziesiąt procent niższą niż zapowiadał operator przy stałej cenie. Wciąż pamiętam jego zdziwioną minę.
  • Pewnego razu wychodziłam z restauracji i zauważyłam nietypowy napis na taksówce: z tyłu samochodu widniał napis Carpathia. A Carpathia to statek, który przyszedł z pomocą pasażerom Titanica. Nie mogłam się powstrzymać przed zapytaniem kierowcy, dlaczego udekorował swój samochód takim napisem. Powiedział mi, że miał starszego brata, który zmarł. Po tym smutnym wydarzeniu to on musiał zaopiekować się rodziną brata. W ten sposób stał się Carpathią dla jego rodziny, statkiem zbawicielem. Uderzyła mnie taka kreatywna interpretacja. Podziękowałam taksówkarzowi za opowieść i odeszłam. © Srushti Govilkar / Quora
  • Tę historię opowiedział mi kolega taksówkarz. Dostał zamówienie, przy którym było napisane w komentarzu: kobieta chce, aby taksówkarz podjechał, wysiadł i otworzył dla niej drzwi samochodu. Co się stało dalej, według opowieści kolegi:
    Podjechałem do wejścia. Wyszła kobieta: buty na szpilkach, futro prawie do ziemi, piękna fryzura. Wysiadłem, otworzyłem drzwi. Kobieta podeszła do otwartych drzwi, pośliznęła się i wpadła prosto pod mój samochód. Dosłownie cała. Przed samochodem widać było tylko głowę z bardzo rozczochraną fryzurą. Trzeba było widzieć jej oczy! Wyciągnąłem ją, otrzepałem ze śniegu, wsadziłem do samochodu. Cała czerwona, siedziała tam, milcząc. Ruszyliśmy w ciszy. Pięć minut później usłyszałem jej chichot. Aż się zgięła wpół ze śmiechu:
    — Miałam siedzieć z przyjaciółmi w restauracji, przygotowana, wystrojona. Chciałam być królową i żeby kierowca otworzył mi drzwi. I co się stało? Królowa pod samochodem! Pięknie wsiadłam!
    Śmialiśmy się całą drogę. Zatrzymałem się niedaleko restauracji, wysiadłem, otworzyłem jej drzwi, wziąłem za łokieć i poprowadziłem prosto do drzwi.
  • Któregoś dnia wezwałem taksówkę. Przyjechał młody mężczyzna, wsiadłem, wyjaśniłem, że jestem spóźniony do pracy i jestem gotów dać mu napiwek. Taksówkarz od razu zaczął się wykłócać, że to on jest właścicielem samochodu, że mam mu nie mówić, jak ma jeździć, i że nie potrzebuje moich pieniędzy. Myślę sobie, no dobra, niech mnie po prostu dowiezie na miejsce. Jedziemy, patrzę na zegarek: jestem spóźniony, ale nie za bardzo. I wtedy taksówkarz postanowił zatrzymać się na stacji benzynowej. Wysiadł, spojrzałem na wskaźnik paliwa — pół baku. Pomyślałem, że może wskazówka wskaźnika jest zepsuta, ale zobaczyłem, że kierowca stoi przy stoliku, pije kawę i je bułkę, patrząc na mnie. Spóźniłem do pracy pół godziny. Mógłbym przyjechać wcześniej, gdyby kierowca nie był złośliwy. Chyba tak to jest, gdy taksówkarz pracuje nie dla pieniędzy, a po to, żeby pokazywać klientom, kto tu rządzi.
  • Kiedyś, gdy byłem studentem, musiałem wrócić do domu późnym wieczorem z nieznanej dzielnicy. Transportu prawie nie było, w kieszeni miałem ostatnie trzy dychy, a przede mną była długa droga. Nie wystarczyłoby mi na taksówkę, więc postanowiłem złapać prywaciarza. Byłem skromnym facetem, nie umiałem się targować, więc przyjąłem postawę, że niezależnie od tego, jaką cenę mi podadzą, odpowiem lakonicznie: „Trzy dychy!”. I tak stałem, ćwicząc w głowie dialog z kierowcą. W końcu zatrzymał się porządny sedan. Podszedłem do drzwi wejściowych. W głowie miałem tylko jedną myśl: „Trzy dychy!”. Chciałbym, żeby mnie zabrał, bo już zamarzałem. Podszedłem do otwartego okna. Dialog z kierowcą:
    — Dokąd jedziemy?
    — Ulica taka a taka, dom numer pięć.
    — Dwadzieścia.
    — Trzydzieści!
    — Jedziemy.
    I pojechaliśmy. Za trzydzieści.

Kiedy naprawdę lubisz barszcz.

  • Taksówkarz stoi przed bazarkiem i czeka na klientów. Podchodzi kobieta z dwiema pełnymi torbami. Idzie prosto do bagażnika samochodu, sygnalizuje kierowcy, aby otworzył bagażnik, wkłada torby i wraca na targ. Mija piętnaście minut, kobiety nie ma. Mija kolejny kwadrans. W końcu taksówkarz otwiera bagażnik, a tam dwa ogromne worki śmieci.
  • Kiedy urodził się mój syn, przyjaciel dał mi fotelik, z którego jego dziecko wyrosło. Po roku moje dorosło do fotelika, a mój brat zaczął regularnie prosić o podwiezienie siostrzeńca. Kupiłem więc kolejny fotelik bez oparcia. Potem postanowiłem kupić synowi wygodniejszy fotelik, ale stary wciąż był w bagażniku, a ten bez oparcia był z tyłu. Przez jakiś czas pracowałem wtedy jako taksówkarz. Dostałem informację przy zamówieniu, że będzie potrzebny fotelik. Podjechałem, zobaczyłem trzech dorosłych z trójką dzieci. Powiedziałem im, że są tylko cztery miejsca, więc co najmniej dwie osoby poczekają na następny samochód. Zaczęli jak zwykle: „Wszyscy jadą”, „Nikt się nie zatrzyma”, „To niedaleko” i tak dalej. Byłem nieugięty. Wtedy facet powiedział: „Jak pan taki mądry, to proszę zawieźć mnie i trójkę dzieci, ale tak, żeby wszystkie siedziały w fotelikach”. I złośliwie się uśmiechnął. Wysiadłem z samochodu, otworzyłem bagażnik i wyjąłem trzeci fotelik. Trzeba było widzieć ich miny.
  • Jechałem dziś taksówką i kierowca nie pobrał ode mnie opłaty. Okazało się, że było to jego ostatnie zamówienie przed przejściem na emeryturę. Zgodnie ze starą tradycją taksówkarze nie biorą pieniędzy za pierwsze i ostatnie zamówienie w swoim życiu. A zaczął jeździć taksówką w 1965 roku. Podziękowałem mu i życzyłem wszystkiego najlepszego. © danbarker / Twitter
  • Dziewczyna zamówiła taksówkę, wysłałem do niej samochód. Około 20 minut później zadzwoniła znowu z pytaniem, gdzie jest auto. Sprawdziłem zamówienie i zobaczyłem, że jest anulowane, a adnotacją „Pijana”. Ręcznie dodajemy adnotacje do każdego anulowania, aby wszyscy dyspozytorzy widzieli powód. Jestem zaskoczony, bo dziewczyna brzmiała całkiem w porządku. Upewniłem się, że podróżuje sama. Zadzwoniłem do kierowcy: co się do cholery dzieje? Mówi, że odwołanie przyszło z dyspozytorni, a zaraz potem nowe zlecenie w tym samym rejonie, a on teraz wozi klientów. Zdenerwowany, znalazłem samochód w sąsiedniej dzielnicy, przeprosiłem dziewczynę, na szczęście nie denerwowała się za bardzo. A na zmianie byłem tylko ja i nowa pracownica. Poszedłem do niej, zapytać, czy to ona odwołała. A ona na to: „Z tej samej okolicy dzwoniła kobieta z dzieckiem. W okolicy był tylko jeden samochód, więc anulowałam zamówienie tej kobiety i wysłałam kierowcę po matkę z dzieckiem”.
  • Trafiłem na rozdrażnionego taksówkarza. Jechaliśmy, a on spytał: „Dlaczego wszyscy w tym mieście mówią: «tak-tak-tak» albo: «nie-nie-nie»? Czy jeden raz nie wystarczy?”. Urażony odpowiedziałem, że wcale tak nie mówimy. Kiedy dotarliśmy do mojej uliczki, zapytał: „Czy mam tu skręcić?”, a ja odpowiedziałem: „Tak, tak, tak”.

Transport publiczny jest również skarbnicą pamiętnych incydentów. Zobaczcie historie o irytujących i dziwnych współtowarzyszach podróży.

Komentarze

Otrzymuj powiadomienia
Masz szczęście! Ten wątek jest pusty,
co oznacza, że masz prawo do pierwszego komentarza.
Śmiało!

Powiązane artykuły