14 osób, którym przytrafiły się tak żenujące wpadki, że nie mogą o nich zapomnieć

Ludzie
6 miesiące temu

W życiu zdarzają się nam niekiedy tak surrealistyczne przypadki, że nigdy byśmy nie uwierzyli, gdyby ktoś nam o tym opowiedział: na przykład znajdujecie w praniu damską bieliznę, a mąż przysięga, że nie ma pojęcia, skąd się tam wzięła; albo koledzy urządzają dla was imprezę urodzinową, kiedy nie ma was w pracy. W takich chwilach nie wiadomo, co zrobić: czy zapaść się pod ziemię z zażenowania, czy śmiać się do łez.

  • Jadłem kolację z żoną w naszej ulubionej restauracji. Moja żona poszła do toalety, a w tym czasie recepcjonistka podeszła do mnie i cicho powiedziała: „Monika była tu niedawno. Szukała pana”. Dość zdezorientowany powiedziałem tylko: „Acha”. Moja żona właśnie wróciła z toalety, stała za plecami recepcjonistki i wszystko słyszała. Poczekała, aż odejdzie, i zapytała mnie, kim do cholery jest Monika? Zacząłem tłumaczyć, że nawet nie znam kobiety o takim imieniu. A moja żona nagle się roześmiała i powiedziała, że mi wierzy, bo mam wszystko wypisane na twarzy. Stało się to rodzinnym żartem na długie lata: kiedy gdzieś się wybieram, moja żona mówi mi, żebym pozdrowił Monikę. © HavingNotAttained / Reddit
  • Wracałam z działki w stroju roboczym. Postanowiłam wziąć taksówkę ze stacji metra. Zamówiłam klasę biznes, bo była niewiele droższa od ekonomicznej. Okazało się, że musiałam biec za tym Mercedesem, a on ciągle mi odjeżdżał. Potem kierowca przepraszał mnie milion razy, ale nigdy nie przyznał się, że ze względu na ubranie uznał, że nie jestem jego klientką.
  • Kiedyś obudziła mnie moja dziewczyna, rzucając mi w twarz stanikiem i wrzeszcząc, że ją zdradzam. Nigdy wcześniej nie widziałem tego stanika. Musiałem jej długo tłumaczyć, że nie ma możliwości, abym przyprowadził hipotetyczną kochankę do domu mojej niepracującej dziewczyny bez jej wiedzy. W końcu się uspokoiła, ale nadal nie wiemy, skąd wziął się ten stanik w naszym mieszkaniu© Patsnation8728 / Reddit
  • Mamy nową pielęgniarkę na oddziale. Młoda i niedoświadczona, jest idealnym celem do zrobienia psikusa. Karmiła pacjenta łyżeczką, w końcu przybiegła do mnie:
    — On nie chce więcej!
    Mówię jej:
    — Dokończ sama!
    Ona:
    — Jak to? Nie chcę!
    Powiedziałam:
    — Takie mamy zarządzenie! Jeśli nie chcesz, idź do dyrektorki i poproś ją o pozwolenie na niedokończenie.
    I zrobiła to! Już żałowałam, że powiedziałam coś tak idiotycznego i czekałam na ochrzan od szefowej.
    Ale wtedy przyszła młoda pielęgniarka z kompletnie oszołomioną miną:
    — Powiedziałam jej to, co mi kazałaś.
    — I?
    — A ona na to: „Zostaw to, sama dokończę!”.
  • Pewnego dnia zobaczyłam biednie ubranego starszego pana, który stał pod drzwiami supermarketu i zaglądał do środka. Stał tam przez długi czas, a kiedy wyszłam z zakupami, zrobiło mi się go żal. Podeszłam do niego i zaproponowałam mu chleb i sałatkę, które kupiłam sobie na lunch. Okazało się, że staruszek czekał na wnuka, który po chwili wybiegł z lodami. Czułam się strasznie zakłopotana moim nieudanym dobrym uczynkiem i tym, że zawstydziłam tego człowieka.
  • Moi koledzy urządzili mi kiedyś przyjęcie urodzinowe w biurze. Nie sprawdzili, że tego dnia pracuję na nocną zmianę. Więc jedli i świętowali beze mnie. © bruckkhy / Reddit
  • Pewnego dnia robiłam pranie. Wyjęłam z pralki majtki i, nie patrząc, rzuciłam je mojej przyjaciółce, mówiąc, że znalazłam jej bieliznę. Spojrzała na nie i spokojnie powiedziała: „To nie mój rozmiar”. Po namyśle stwierdziłam, że należały do przyjaciółki jednej z moich byłych współlokatorek. Prawdopodobnie jakimś cudem zaplątały się w moje rzeczy, kiedy się wyprowadzałam. © Not_Bernie_Madoff / Reddit
  • Pewnego dnia, wracając z pracy do domu, stanęłam przy wystawie z luksusowymi futrami. Zdawałam sobie sprawę, że nie stać mnie na nie, ale dlaczego nie miałabym się pobawić w bogatą dziewczynę?
    Weszłam do środka. Było tam kilka ładnych sprzedawczyń i młody mężczyzna, który oglądał futra. Podeszłam do pierwszej sprzedawczyni, wysokiej, długonogiej blondynki, która niejasno kogoś mi przypominała, i zapytałam ją o jakieś futro. Uśmiechnęła się słodko i odpowiedziała.
    Podeszła kolejna, a ja gawędziłam z nią o futrach, czując się jak Julia Roberts na Rodeo Drive.
    Kątem oka zobaczyłam, że blondynka, z którą rozmawiałam, przymierza piękny płaszcz, pozując przed młodym mężczyzną. Pomyślałam sobie: co za obsługa! Facet pewnie wybiera futro dla swojej dziewczyny, a sprzedawczyni demonstruje je na sobie.
    Dopiero kiedy wsiadłam do metra, zdałam sobie sprawę, że blondynka wcale nie była sprzedawczynią, tylko klientką. W dodatku sławną piosenkarką.
  • Kiedyś do naszego salonu samochodowego wszedł dziwny facet. Tak nieprzyjemnie pachniał, że kierownik zaczął się zastanawiać, czy nie kazać ochronie go wyprowadzić, żeby nie straszył gości. A pół godziny ten facet później kupił nową Kię Soul od ręki za gotówkę.
  • Kiedy miałam 4 lata, pojechałam z mamą do jej rodziców. Pewnego dnia mama i babcia wyszły gdzieś, a ja zostałam z dziadkiem i młodszym bratem mamy. Dziadek miał maszynkę do strzyżenia włosów i widziałam, jak obcinał włosy mojemu wujkowi. Oczywiście ja też bardzo chciałam się ostrzyc! Dziadek miał poczucie humoru i szalenie mnie kochał, nie mógł mi odmówić. Kiedy mama i babcia wróciły, były zszokowane, widząc mnie ogoloną na łyso i szczęśliwą. Dziadek dostał burę od mamy, ale powiedział: „Włosy odrosną, a radość dziecka jest bezcenna!”.
  • Przymierzałam dżinsy w sklepie. Usłyszałam ciche pukanie z sąsiedniej przymierzalni i ktoś zapytał:
    — Przepraszam, czy pani jest kobietą?
    Po namyśle szczerze odpowiedziałam:
    — Najprawdopodobniej tak.
    — Och, cudownie! Niech mi pani pomoże! Tylko po cichu, proszę!
    Ostrożnie zerknęłam do kabiny. Stała tam pulchna kobieta, która przekonała samą siebie, że może wcisnąć swój rozmiar 48 w wąską ołówkową spódnicę o dwa rozmiary mniejszą. I udało jej się. Ale potem pojawiło się pytanie, jak się wydostać. Spódnica po prostu nie chciała zejść.
    — Zawołajmy sprzedawczynię — zasugerowałam.
    Ale zapłakana kobieta błagała:
    — Niech pani tego nie robi! Oskarżą mnie o zniszczenie rzeczy! Proszę pociągnąć z tej strony, może puści!
    Ciągnęłam z każdej możliwej strony, ale spódnica nadal tkwiła na kobiecie. Nasze stękania i lamenty nie pozostały niezauważone i dwie czujne sprzedawczynie wpadły do przymierzalni, a za nimi ochroniarz. Wyjaśniłam, na czym polega problem. Dziewczyny współczuły nieszczęsnej kobiecie. Przez następne pół godziny wysłuchałyśmy wielu dobrych rad (łącznie z namydleniem bioder). Ostatecznie wspólnymi siłami ofiara została uratowana z uścisku spódnicy boa.
    Nikt, łącznie z upartym ubraniem, nie ucierpiał podczas akcji ratunkowej. Po napojeniu pani wodą mineralną jedna ze sprzedawczyń powiedziała ze złością:
    — Dlaczego pani wzięła taki rozmiar? Nie widziała pani, że jest za mała?
    A wyczerpana kobieta westchnęła z rezygnacją:
    — Widziałam. Ale miałam nadzieję.
  • Kiedyś znalazłam w praniu cudze majtki. Wyjęłam z pralki robocze ciuchy męża i — niespodzianka — razem z nimi miniaturowe stringi. Sama nie noszę rozmiaru XS, więc pojawiły się pytania. Mój mąż przysięgał, że nie wie, skąd się wzięły. Wysłałam więc zdjęcie majtek na rodzinny czat. Otrzymałam wiadomość zwrotną, że należały do dziewczyny mojego siostrzeńca. Podczas wizyty u nas dostała okresu i po prostu wrzuciła stringi do naszej pralki, nie mówiąc nikomu ani słowa. © MrsLoki12Odin / Reddit
  • Mój ojciec ma 70 lat, chodzi o lasce po wymianie stawu, jeździ ładnym samochodem, ma mniej więcej normalną emeryturę, generalnie nie jest biedny. Kiedyś czekał na mnie na parkingu pod drzwiami sklepu, żeby odebrać jedną z toreb. Był ubrany w stare, znoszone ciuchy, w jakich chodzi na grzyby. Podeszła do niego jakaś miła dziewczyna i podała mu bochenek chleba i paczkę cukierków. W tym momencie wyszłam, ojciec wziął ode mnie jedną z toreb i usiadł za kierownicą. Dziewczyna patrzyła na to kompletnie oszołomiona. Urocze!
  • Poniedziałek rano. Odwoziłam córkę do przedszkola. Zauważyłam, że założyła lewy but na prawą stopę. Myślałem, że teraz założy prawy na lewą stopę i zorientuje się, że coś jest nie tak. Nic z tego! Założyła lewy but na lewą stopę! Drugi lewy but! Wtedy w końcu zdałem sobie sprawę, że oba buty były lewe i w różnych rozmiarach. Zadzwoniłem do żony. Moja żona natychmiast ogarnęła temat: otworzyła grupę przedszkolną na WhatsApp, a tam było już pytanie: „Czyje dziecko wróciło do domu w piątek w różowym lewym bucie w rozmiarze 28? Mamy wasz prawy but!”.

Każda osoba przynajmniej raz chciała zapaść się pod ziemię ze wstydu i wymazać z pamięci jakąś żenująca wpadkę. Niestety nasz mózg ma skłonność do przechowywania zawstydzających sytuacji przez całe lata. Za to możemy podzielić się historiami, które sprawiają, że czytelnicy czują zakłopotanie na równi z bohaterem takiego zdarzenia.

Komentarze

Otrzymuj powiadomienia
Masz szczęście! Ten wątek jest pusty,
co oznacza, że masz prawo do pierwszego komentarza.
Śmiało!

Powiązane artykuły