18 osób, które poszły do fryzjera, a ich wizyta zamieniła się w pokręconą przygodę

3 tygodnie temu

Znalezienie dobrego fryzjera to niełatwe zadanie, dlatego niektórzy ludzie wolą strzyc się sami. Jednak ci, którzy nadal powierzają swoje włosy profesjonalistom, czasami oprócz nowej fryzury otrzymują niechcianą porcję wrażeń.

  • Poszłam do domu koleżanki, która jest fryzjerką. Umówiłyśmy się wcześniej, że obetnie mi włosy za opłatą. Podjęła się pracy, ale widziałam, że tak naprawdę nie chciała tego robić. W ciągu 2 godzin z mojej burzy loków do łopatek został krzywy (nie asymetryczny, tylko naprawdę krzywy) bob z centymetrową grzywką. Kiedy z przerażenia odebrało mi mowę, powiedziała, że nie jest dziś w nastroju do strzyżenia i jak mi się nie podoba, to muszę iść do salonu. Dzięki, kochana, od tamtej pory już zawsze tak robię.
  • Poszłam dziś do fryzjera. Zapytano mnie: „Gdzie robi pani przedziałek?”. Odpowiedziałam, że na pewno nie na środku. W końcu fryzjerka dała mi grzebień i poprosiła, abym sama wyznaczyła przedziałek. Nie mogłam sobie przypomnieć, po której stronie nosiłam go wcześniej. Tak to jest z dwójką małych chłopców i na drugim roku urlopu macierzyńskiego — cały czas noszę kucyk. W ten sposób zrobiono mi fryzurę z przedziałkiem na samym środku.
  • Los przywiał mnie kiedyś do małego miasteczka, w którym polecono mi fryzjera. Umówiłam się na wizytę i na nią poszłam. Nałożono mi farbę, minęło trochę czasu i pan powiedział: „Na kolana, zmyję ci farbę z grzywki”. Zapytałam zszokowana: „Słucham?!”. Wtedy mistrz fryzjerstwa, oburzony moją głupotą, wskazał na zlew i powtórzył, że mam uklęknąć, aby mógł zmyć farbę z mojej grzywki, bo na reszcie włosów preparat musi jeszcze zostać. Potem, kiedy już mogłam wrócić do dużego miasta, podzieliłam się tą przygodą z moją fryzjerką. Poprosiła mnie, żebym nie opowiadała jej więcej takich dziwnych historii.
  • W naszym mieście otworzyli salon fryzjerski dla dzieci. Były tam różne fikuśne krzesełka, kreskówki i inne atrakcje. Przyjmowali klientów oczywiście tylko po wcześniejszym umówieniu. Mój najstarszy syn był w pierwszej klasie i postanowiliśmy pójść do tego wyjątkowego salonu. Pokazałam fryzjerce zdjęcie, jak ma obciąć dziecku włosy: nic skomplikowanego, zwykła krótka sportowa fryzurka. Stylistka, do której trafiliśmy, nie była wcale młodą studentką, tylko właścicielką z mnóstwem certyfikatów i dyplomów. Obcinała włosy mojego syna godzinę i zupełnie nie mogła sobie z tym poradzić. Dziecko mam cierpliwe, poza tym cały czas leciały kreskówki, a ja nawet się nie denerwowałam, tylko spokojnie siedziałam. Sama kiedyś uczyłam się fryzjerstwa i choć nie pracowałam już od dłuższego czasu, nie straciłam umiejętności, bo szkoła była naprawdę dobra. Fryzjerka w końcu przyznała, że nie wie, jak ma obciąć włosy, więc musiałam wziąć nożyczki i dać jej lekcję. Oczywiście nie zapłaciłam za usługę i nigdy więcej tam nie poszliśmy, ale zaproponowano mi pracę.
  • Mój były kontrolował mnie pod każdym względem — czytał moją korespondencję, zmusił mnie do porzucenia przyjaciół. Kiedy wspomniałam, że od niego odejdę, zrobił mi straszną awanturę. Siedziałam u fryzjera i płakałam. Chciałam zakończyć ten związek, ale bałam się reakcji mojego partnera, bo czułam, że stać go na wszystko. Fryzjer zauważył moją rozpacz i powiedział: „Dziewczyno, łzy do ciebie nie pasują. Uśmiechnij się, bo nierówno obetnę ci włosy”. Nie wytrzymałam i powiedziałam mu o moich zmartwieniach, a on stwierdził: „Nie przejmuj się tym”. Właśnie jadę z tym fryzjerem i jego przyjaciółmi odebrać od byłego swoje rzeczy, a później idziemy na randkę.
  • Lubię sam strzyc włosy i się golić, ale we wrześniu ubiegłego roku pojechałem do Stambułu i nie zabrałem ze sobą maszynki. Po kilku dniach musiałem iść na spotkanie, ale nie chciałem się na nim zjawić z długą brodą. Wiele salonów fryzjerskich było zamkniętych i ledwo znalazłem jeden, który przyjmował klientów. Podoba mi się broda o określonej długości, ale niestety fryzjer, na którego trafiłem, w ogóle nie wiedział, jak ją przyciąć. Musiałem więc pożyczyć jego maszynkę i samodzielnie skrócić swoją brodę do minimum, żeby poprawić jego błędy. Inny klient to zobaczył i poprosił mnie, abym jego również ogolił. Byłem w dobrym humorze, więc postanowiłem pomóc temu mężczyźnie. Po tym wszystkim zastanawiałem się jednak, jak kobiety mogą komukolwiek powierzać swoje wspaniałe włosy?
  • Moja mama była fryzjerką i mieliśmy nawet w domu naprawdę ładny fotel obrotowy. Wydawało mi się jednak, że wszystkie fajne dzieciaki strzygą się w innym salonie, niedaleko centrum handlowego. Bardzo chciałam tam pójść. Na miejscu spotkałam fryzjera, który prawie nie mówił w moim języku, tylko ciągle powtarzał coś w stylu: „miska chilli”. To mnie okropnie przestraszyło. Ostatecznie wizyta w salonie przebiegła dobrze, ale wciąż drżę, gdy przypominam sobie, ile razy powtórzył słowa: „miska chilli!”.
  • Miałam kiedyś gęste i długie włosy, sięgały aż za pupę. Dbanie o nie było jednak nie lada wyzwaniem. Ciężko się je myło, bardzo długo schły. Nie mogłam chodzić z rozpuszczonymi, bo ciągle się w coś zaplątywały. Cały czas nosiłam więc warkocz. Wtedy postanowiłam: „Koniec, mam już dość!”. Poszłam do fryzjera, a oni odmówili ścięcia mojej czupryny, mimo że powiedziałem: „Chcę być łysa, zmieniam swój wizerunek!”. W końcu poszłam do domu, sama ścięłam włosy i wróciłam do tego salonu. Żalili się, że mogli je porządnie obciąć, bo ktoś potrzebuje włosów na perukę, ale było już za późno. Lekkość, którą poczułam po ich ścięciu, zupełnie mnie zaskoczyła. Wiedziałam, że są ciężkie, ale nie sądziłam, że aż tak. Teraz mam włosy średniej długości. Dobrze się układają, łatwo się je myje, mogę chodzić z rozpuszczonymi i o nic nie zaczepiają. Nie używam żadnych odżywek. Dziewczyny z długimi włosami wyglądają pięknie, ale ja już ich nie chcę.
  • Kiedyś pozbawiono mnie większości włosów, nawet nie zmieniając ich długości. Poszłam do fryzjera, żeby odświeżyć fryzurę. Fryzjerka umyła mi głowę i zaproponowała strzyżenie maszynką. Nigdy o tym nie słyszałam, ale pomyślałam, że będzie fajnie i się zgodziłam. Przez cały czas używała maszynki i ani razu nie sięgnęła po zwykłe nożyczki. Nie zauważyłem dużej zmiany w długości, a potem przejechałem palcami po włosach i szczęka mi opadła. Były strasznie rzadkie. Podczas strzyżenia „specjalistka” kilkakrotnie podkreślała, że moje włosy są bardzo gęste. Zastanawiam się więc, dlaczego postanowiła to zmienić? Moja fryzura przypominała tzw. wilcze cięcie, które na pewnych osobach faktycznie wygląda świetnie, ale zupełnie nie o to prosiłam. Ponadto strzyżenie było krzywe: miałam krótkie pasma z tyłu i nierówności po bokach.
  • Zależało mi na każdym centymetrze włosów i zawsze mówiłam fryzjerom, że ścinali mi ich jak najmniej. Po miesiącu moje końcówki jednak znów zamieniały się w siano. W końcu poszłam kiedyś do salonu i stwierdziłam stylistce: „Zetnij moje włosy tak, żeby wyglądały normalnie”. Martwiłam się, że za bardzo zeszła z długości, ale minęło już sześć miesięcy i końcówki nadal są ładne. Bardzo mi się to podoba. Owszem, włosy są krótsze, ale wyglądają schludnie.
  • Moja znajoma miała długie, gęste i kręcone włosy. Pewnego dnia poszła do fryzjera podciąć końcówki, bo ciężko było je rozczesać. Obcięli ją mocniej niż chciała, bo musieli pozbyć się zniszczonych włosów. Była strasznie zdenerwowana. Zrobiła zdjęcie efektu i zapytała mnie, czy bardzo się zmieniła. Powiedziałam jej zgodnie z prawdą, że jest nie do poznania. Znając tę historię, już chyba nigdy nie będę płakać, gdy fryzjer obetnie mi 10 cm zniszczonych włosów zamiast 2 cm.
  • Kiedyś znalazłam doskonałą fryzjerkę. Pierwsze strzyżenie wyszło pięknie, przy drugim wspomniałam o koloryzacji i dobrała mi świetny kolor. Przy trzeciej wizycie wszystko się jednak posypało. Kiedy przyszłam na umówioną godzinę, okazało się, że fryzjerka farbuje inną klientkę, najwyraźniej swoją koleżankę. Gdy skończyła i nałożyła farbę na moje cienkie włosy, przyszedł do niej jakiś inny szanowany klient bez umówionej wizyty — taki, któremu się nie odmawia. Podczas gdy ona kończyła go strzyc, ja siedziałam z farbą na włosach przez nieco ponad godzinę. Nie, włosy nie wypadły mi po tym garściami. Fryzjerka elegancko pokryła je odżywką i wszystko wydawało się ok, ale w dotyku coś było tak. Dopiero, gdy nadszedł czas mycia, zdałam sobie sprawę, że moje włosy były spalone jak po trwałej ondulacji. Czułam wściekłość, bo moje włosy długo odrastają, a musiałam je po tym obciąć. Nie zrobiłam awantury stylistce, bo zostałam zbyt dobrze wychowana, ale byłam naprawdę urażona.
  • Mam zdrowe włosy sięgające aż do ud, ale fryzjerzy ciągle chcą je ścinać, cieniować itp. Widziałam kiedyś filmik, w którym stylista przyglądał się strzyżeniu dziewczyny z długimi włosami. Zrobiono jej fryzurę do ramion, a on powiedział: „Wow, jest o wiele lepiej!”. Tymczasem ona zaczęła płakać, gdy tylko zobaczyła się w lustrze. Dlaczego wszyscy fryzjerzy są tacy sami? Wkładam wiele wysiłku w moje włosy: stosuję maski, produkty ochronne, staranną pielęgnację. Nie chcę przycinać moich włosów bardziej niż to konieczne z powodu przekonań innych ludzi. Zaczynam już myśleć o podcinaniu końcówek w domu.
  • Pewnego razu poszłam do drogiego salonu fryzjerskiego, ponieważ chciałam zrobić sobie fryzurę „na już”. Mam kręcone, porowate, sztywne włosy, które były pocieniowane, ale dość dawno temu — czupryna już mi odrosła i straciła swój kształt. Poprosiłam więc o takie samo cięcie i lekkie skrócenie. Fryzjerka zaczęła mi mówić, jak prawidłowo powinno się je obciąć. Tłumaczyła, czym jest forma, krytykowała moją fryzurę i beztalencie osoby, która ją wykonała. Następnie zaczęła mnie uczyć, jak prawidłowo czesać włosy, podczas gdy sama używa grzebienia z taką siłą, że łzy spływały mi po policzkach. W każdym razie, czesała moje włosy przez ponad godzinę. Nawet je wyprostowała, tłumacząc, że to dla niej ważne, aby zobaczyć, czy są gładkie. Zawsze noszę naturalne loki, więc nie byłam w stanie docenić jej dzieła. Wróciłam do domu zapłakana, umyłam włosy i wysuszyłam je tak, jak lubię. Wtedy zobaczyłam na głowie tzw. wilcze cięcie — fryzurę z lat 80., w dodatku bardzo krótką. Zapuszczenie włosów zajęło mi strasznie dużo czasu i przez kilka lat nie mogłam się ostrzyc na odpowiednią długość. Nigdy więcej nie pójdę do drogich salonów zatrudniających „mistrzów” fryzjerstwa, którzy myślą, że są wielkimi ekspertami. Nawiasem mówiąc, zawsze obcinam włosy w przypadkowych miejscach, po prostu wchodzę do salonu, który mam akurat po drodze i jeśli ktoś jest wolny, siadam w fotelu. Nikt nigdy nie zepsuł mojej fryzury tak spektakularnie.
  • Niedawno moja przyjaciółka ukończyła kurs fryzjerski i zaproponowała, że mnie ostrzyże. Zaufałam jej całkowicie i powiedziałam, że chcę wyglądać jak gwiazda Hollywood. Koleżanka obcięła mi włosy po swojemu. Myślałam, że to będzie cięcie typu bob, a w rzeczywistości skończyłam z fryzurą „na garnek”. Powiedziała mi, że taki jest trend... Udawałam, że mi się podoba, żeby jej nie urazić. To moja wina, że zaryzykowałam i zaufałam czyjemuś gustowi. W każdym razie zamówiłam sobie sztuczny kucyk. Mam nadzieję, że będzie mnie ratował, dopóki moje własne włosy nie odrosną.
  • Zawsze miałam długie, ciemne, kręcone włosy. Jakieś 10 lat temu uznałam, że mi się znudziły. Nie zamierzałam ścinać włosów, ale postanowiłam zmienić kolor z ciemnego na jasny. Zafarbowałam włosy i je wyprostowałam. Wróciłam do domu, a mój mąż nie zareagował. Nie wytrzymałam i powiedziałam: „Nic nie zauważyłeś?”. Spojrzał na mnie i odparł: „Obcięłaś włosy?”.
  • Moja mama cały czas chodziła do tego samego fryzjera, ale pewnego dnia musiała pójść do innego. Ma bardzo jasne blond włosy i lubi krótkie fryzury. Pojechałam z nią i gdy wstała z fotela, nie mogłam powstrzymać się od śmiechu — jej głowa wyglądała jak jajko. Swoją drogą moja mama była tego samego zdania, ale fryzjerka stwierdziła, że przesadza i się obraziła. W końcu obcięła ją inna dziewczyna i wyszło bardzo dobrze.
  • Kiedyś poszłam do fryzjera w Turcji. Pokazałam zdjęcie i niczym się nie martwiłam — to była standardowa fryzura typu bob. Kiedy fryzjer skończył, efekt był taki sam jak na zdjęciu, ale tylko z przodu... Tył wyglądał okropnie. Turek bezczelnie oświadczył: „Zrobiłem to tak, jak na zdjęciu!”. Problem w tym, że zdjęcie było zrobione od frontu.

Wielu z nas pewnie nieraz znalazło się w sytuacji, kiedy fryzjer wyczarował na nam na głowie coś zupełnie innego, niż chcieliśmy. Mamy prawo czuć rozczarowanie, gdy zrobił to przyjaciel lub małżonek, ale prawdziwa tragedia spotyka nas wtedy, gdy wydamy fortunę na fryzurę, która w ogóle nam się nie podoba.

Komentarze

Otrzymuj powiadomienia
Masz szczęście! Ten wątek jest pusty,
co oznacza, że masz prawo do pierwszego komentarza.
Śmiało!

Powiązane artykuły