Wzięliśmy kota ze schroniska i często żałowaliśmy tej decyzji

Zwierzęta
6 miesiące temu

Każdego roku wiele tysięcy zwierząt trafia do schronisk. Tylko połowa z nich znajduje nowy dom. Dlatego, kiedy zdecydowaliśmy się na wzięcie zwierzaka, postanowiliśmy, że adoptujemy go zamiast kupować. W ten sposób uratujemy jakąś schroniskową biedę, a kot będzie szczęśliwy, że znalazł opiekunów. Okazało się jednak, że nie wszystkie czworonogi są skore do okazywania wdzięczności.

Po przeprowadzce do nowego mieszkania mój syn zaczął błagać nas o zwierzaka. Był skłonny zająć się nawet chomikiem lub rybką, ale oczywiście lepszy byłby pies lub kot. Przedyskutowaliśmy to z mężem i zdecydowaliśmy, że dorosły kot będzie dla nas idealny.

Siedzimy cały dzień w biurze, a dziecko w szkole i na kółkach zainteresowań, więc nie dalibyśmy rady opiekować się kociakiem czy szczeniakiem. Poszliśmy więc do schroniska i wybraliśmy młodą kotkę. W schronisku powiedziano nam, że ma około roku i dość trudny charakter. Ale my lubimy wyzwania.

Biedna kicia musiała mieć wcześniej ciężkie życie, bo nie wyglądała na specjalnie zadowoloną z przeprowadzki do nowego domu i wcale nie miała ochoty na bliższe kontakty z nami. Przez pierwszy tydzień prawie w ogóle jej nie widzieliśmy. Pusia, jak nazywaliśmy kotkę, siedziała cały czas skulona w jakimś kącie i w ogóle nie chciała stamtąd wyjść. Dziecko było trochę rozczarowane, ale zdecydowaliśmy, że powinniśmy dać kotce czas, żeby się przyzwyczaiła.

Dni przechodziły w tygodnie, ale charakter naszego nowego członka rodziny się nie zmieniał. Oczywiście polubiła nowy dom, ale w nas widziała co najwyżej niefortunny dodatek do mieszkania. Wkrótce odkryliśmy wiele niezbyt przyjemnych cech charakteru Pusi. To, że kotka drapała wszystko, co popadło, zarówno meble, jak i ściany, było dla nas zrozumiałe. W końcu musiała ostrzyć pazurki. Okazało się jednak, że uwielbia też buty i torby pozostawione na podłodze.

Na widok zapomnianego buta czy plecaka Pusia natychmiast biegła do niego i zaczynała załatwiać swoje potrzeby, małe i duże. Pogardliwie ignorowała kuwetę. Jeśli nie znalazła żadnych butów, robiła kałużę na środku pokoju.

Jedną z ofiar Pusi był plecak naszego syna. Dziecko było jednak całkiem zadowolone z tego powodu. Kot obsikał wszystkie zeszyty, dzięki czemu syn mógł tłumaczyć się z nieodrobionych prac domowych. Wiele razy usprawiedliwiał brak zadania dziwnymi zachowaniami naszego pupila.

Ale kolejny wyczyn Pusi kosztował nas dużo pieniędzy. Cały rok oszczędzaliśmy na drogiego laptopa. Mąż bardzo o niego dbał. Pewnego dnia usłyszeliśmy podejrzane dźwięki z pokoju. Wbiegliśmy i zobaczyliśmy, jak nasz ulubiony kotek ze skupionym spojrzeniem załatwia się na klawiaturę. Na szczęście udało nam się uratować sprzęt, ale naprawa sporo kosztowała.

Potem pojechaliśmy nad morze i poprosiłam mamę, żeby zaopiekowała się kotkiem: przychodziła do nas, karmiła go, sprzątała kuwetę. Kilka dni później mama wysłała mi wiadomość: „Nigdy więcej!”. Kiedy wróciłam, powiedziała, że nawet nie widziała kota. Za każdym razem przed jej przyjściem Pusia załatwiała swoje potrzeby na gumową wycieraczkę leżącą tuż przed drzwiami. Gdy mama na niej stawała, po podłodze rozlewała się paskudna kałuża. Pierwszego dnia mama prawie się wywróciła, bo pośliznęła się na mokrej macie.

Z czasem emocje trochę opadły, a kotka rzadziej sikała na buty, torby i wycieraczkę. Ale nadal nie pozwala się pogłaskać i rzuca się z zębami i pazurami na każdą osobę, która odważy się ją dotknąć. Branie Pusi na ręce jest bardzo ryzykowne.

Poważnie zastanawialiśmy się nad oddaniem Pusi do schroniska. Nie wiem, jak kotce, ale nam nie podobało się wspólne życie. Jednak przegapiliśmy właściwy moment: musieliśmy oddać kota w pierwszym miesiącu, a wciąż mieliśmy nadzieję, że wszystko się uspokoi.

W rezultacie ten uroczy potwór mieszka z nami od roku. Szkoda nam oddać Pusi, chociaż nie jesteśmy z nią zbytnio szczęśliwi. Ale przynajmniej pozbyłam się naiwnych wyobrażeń, że każde zwierzę ze schroniska będzie bezgranicznie kochać swoich troskliwych właścicieli.

Nie wszystkie schroniskowe zwierzęta mają trudny charakter, a niektórym ludziom dzięki adopcji zwierzaka udaje się znaleźć prawdziwego przyjaciela.

Komentarze

Otrzymuj powiadomienia
Masz szczęście! Ten wątek jest pusty,
co oznacza, że masz prawo do pierwszego komentarza.
Śmiało!

Powiązane artykuły