15 osób, które weszły do sklepu po zakupy, a wyszły z zabawną historią do opowiedzenia

Ludzie
10 miesiące temu

Najzwyklejsza wyprawa do sklepu może zamienić się w tragikomedię z nieoczekiwanym zakończeniem. Czasem sprzedawca zachowuje się w dość nieprzewidywalny sposób, a niekiedy inni klienci robią coś nietypowego. Bywa też, że nieznajomy pies nie pozwoli ci kupić towaru, bo sam go upatrzył dla siebie.

  • Kupowałam artykuły spożywcze z listy i nagle poczułam nieprzepartą ochotę na jajka przepiórcze. Wzięłam je i poszłam do kasy. Kiedy kasjer miał je zeskanować, upuścił karton. Pokrywka odpadła, a potłuczone jajka spłynęły po ladzie. Wtedy sprzedawca zapytał: „Chce pani te jajka, czy mam je wymienić?”. Oczywiście powiedziałam, że chcę wymienić. Facet oznajmił odkrywczym tonem: „No cóż, to wcale nie jest oczywiste. O wiele wygodniej zrobić omlet w ten sposób, nie trzeba już rozbijać jajek. To są jajka przepiórcze, tak małe, że ich rozbijanie jest niewygodne”. Byłam oszołomiona taką bezczelnością. Zapytałam z niedowierzaniem: „Uważa pan, że powinnam teraz zgarnąć te rozbite jajka z lady, a potem w domu zrobić z nich omlet?”. Kasjer się obraził: „Nie, to nie”.
  • Kupowałam parę rzeczy w supermarkecie, między innymi kilka pokrywek do 3-litrowych słoików. Kasjer nabił moje zakupy, zapłaciłam. Wtedy zdałam sobie sprawę, że na rachunku jest o wiele za duża kwota, za 40 pokrywek zamiast czterech. Odbyłam z kasjerem przedziwny dialog:
    — Policzył mi pan 40 pokrywek, a ja wzięłam cztery. Proszę to anulować.
    — Ale przecież może pani wziąć 40 pokrywek, prawda? Mogłaby pani zrobić więcej przetworów, żeby uszczęśliwić męża i dzieci. Na pewno ma pani rodzinę.
  • Pamiętam, jak ostatnio poszłam wieczorem do supermarketu. Nie zauważyłam, że jest późno, i zapomniałam, że w niedzielę sklep jest otwarty do 21.00. Podeszłam do automatycznych drzwi, ale się nie otworzyły. Widziałam, że w sklepie są ludzie. Pomyślałam, że może drzwi są uszkodzone. Podchodziłam więc do nich i odchodziłam, mając nadzieję, że zadziałają. Potem zobaczyłam, że są na nich jakieś światełka. Uznałam, że to czujniki ruchu, więc zaczęłam podskakiwać w ich pobliżu. Nadal nie rozumiałam, dlaczego nie mogę wejść. W końcu pomyślałam, że sprawdzę, do której sklep jest otwarty i która jest godzina. Okazało się, że jest 21:02. Byłam totalnie zażenowana. Wyobrażałam sobie ten obraz na kamerach: mnie skaczącą i chodzącą w tę i z powrotem przed zamkniętymi drzwiami.
  • Starszy pan podszedł do półek, na których leżały słodycze luzem. Wziął do ręki łopatkę. Ale zamiast włożyć słodycze do torby i pójść do kasy, zaczął je jeść. Jeden kawałek po drugim. Nie zwracał nawet uwagi na zdziwione spojrzenia innych klientów. Był tylko on i czekoladowa rozkosz! © Maja Burazin / Quora
  • Weszłam do działu z żywnością dla niemowląt i zobaczyłam tam pracownika leżącego na podłodze, z butelką środka czyszczącego w dłoni. Facet najwyraźniej postanowił się zdrzemnąć, gdy nikt nie widział. Gdy mnie zobaczył, próbował wstać i udawać, że sprząta dolną półkę. © Jessi Elliott / Quora
  • Dwa lata temu brałam ślub. Wybrałam się z moim przyszłym mężem do sklepu, żeby kupić suknię ślubną. Nie mieliśmy zbyt wiele pieniędzy, ale chciałam mieć ładną sukienkę. Sprzedawczyni (jak się potem okazało, zarazem właścicielka) najpierw zapytała mnie, czy jestem w ciąży. Odpowiedziałam, że nie. Zaczęłyśmy rozmawiać. Dowiedziała się, że nie mieszkamy razem i nie mamy żadnych materialnych zobowiązań. Potem powiedziała, że jestem pierwszą „prawdziwą” panną młodą za jej pamięci i dała mi dużą zniżkę na sukienkę. Ale ze mnie szczęściara.
  • Przede mną w kolejce do kasy stała kobieta ubrana w koc. Wyglądało to tak, jakby wyszła spod prysznica i wzięła koc zamiast ręcznika. Trzymała go jedną ręką, podczas gdy drugiej używała do przenoszenia artykułów spożywczych z wózka na taśmę. © Lisa Olson / Quora
  • Stałam w kolejce w sklepie wielobranżowym. Przede mną stała kobieta. Postawiła dwie tubki przed kasjerem:
    — Która jest lepsza?
    — Nie wiem.
    — Jak można nie wiedzieć? Powinien pan znać sprzedawane produkty! Która tubka jest lepsza, ta czy ta?
    — Nie wiem. Skąd mam wiedzieć?
    — Widziałam obie w reklamach! Powinien pan to wiedzieć! I ma pan obowiązek mi doradzić!
    — Proszę pani, jedna tubka to pasta do zębów, druga to krem dla dzieci! Skąd mam wiedzieć, która będzie dla pani lepsza?
    — Ups, pomieszało mi się.
  • Byłem kiedyś w sklepie zoologicznym. Wybrałem legowisko dla kota, ale okazało się, że to posłanie dla psa. Co gorsza, po sklepie chodził należący do innego klienta pies husky, który najwyraźniej był bardzo zainteresowany tym legowiskiem. Skończyło się na tym, że pies gonił mnie po całym sklepie, a ja próbowałem od niego uciec z posłaniem w rękach. © Allan Koh / Quora
  • Stałam w długiej kolejce w sklepie i tylko jedna kasa była czynna. Wszyscy byli oburzeni, a jakaś kobieta krzyknęła do kasjerki: „Może jeszcze pani wstanie i sobie pójdzie?”. A ona wstała i poszła sobie.
  • Postanowiłem po raz pierwszy w życiu wybrać się do sklepu, który sprzedaje artykuły gospodarstwa domowego. Zwykle robi to moja dziewczyna, jest w tym lepsza. W każdym razie poszedłem po szczotkę do toalety. Stałem przy kasie i chciałem zapłacić, ale nagle w terminalu wyskoczył straszny napis: „Brak środków”. Spróbowałem jeszcze raz — nadal to samo. Nerwowo powiedziałem kasjerce: „Przepraszam za kłopot, rezygnuję”. I wtedy dziewczyna, która stała za mną, wyjęła kartę i powiedziała: „Nie ma problemu, ja zapłacę za tego pana!”. Nieznajoma kupiła mi szczotkę do toalety, wciąż jestem w szoku!
  • Podeszłam do ulicznego straganu z owocami i warzywami, przyglądając się arbuzowi, który leżał na ladzie. Obok stał jakiś mężczyzna. Odwróciłam się do niego, wskazując na wybranego arbuza. Popatrzył na mnie i spytał: „Na pewno ten?”. Popukałam w arbuza — sądząc po dźwięku, był dobry — i pokiwałam głową twierdząco. Mężczyzna zręcznie wziął arbuza i położył go na wadze. Patrzyliśmy na siebie w milczeniu. On poddał się pierwszy: „Chyba powinniśmy go zważyć?”. „Zważmy go” — zgodziłam się. Nadal patrzyliśmy na siebie. Po chwili dotarło do nas, że oboje jesteśmy klientami.
  • Moja córka uwielbia pieczywo, szczególnie ciepłe i świeże. Przedwczoraj poszłam z nią do sklepu. Musiałam kupić tylko makaron, więc nie przejmowałam się tym, jak wyglądam. Córka poprosiła też o słodycze, ale mieliśmy ich w domu pod dostatkiem, więc odmówiłam. Stałyśmy przy kasie i moja córka zapytała mnie: „Mamuniu, czy możemy kupić chociaż trochę chleba?”. Mężczyzna w kolejce pomyślał, że jesteśmy biedne, i kupił nam bochenek chleba. Oto, co się dzieje, gdy wychodzisz z domu w starych dresach i kupujesz tylko makaron.
  • Podeszliśmy z żoną do kasy, wyładowując wszystko z wózka. Przed nami stała pani w sile wieku. Spytała: „Czy może mi pani pożyczyć kartę sklepową?”. Żona mówi, że nie ma sprawy, ale kobieta już rozmawiała przez telefon. Powiedziała tylko, że jak przyjdzie jej kolej, to pożyczy kartę. Tak też zrobiła. Szliśmy już w stronę parkingu, gdy dogoniła nas ta kobieta i spytała: „Nie odda mi pan pieniędzy, które zapisały się na waszej karcie za moje zakupy?”. Szczerze mówiąc, czas skończyć z działalnością charytatywną.
  • Poszedłem do sklepu spożywczego niedaleko mojego domu. Właściciel jest moim dobrym znajomym. Przy kasie stała młoda dziewczyna. Wziąłem chleb, to i tamto. Dałem dziewczynie banknot o dużym nominale. Popatrzyła na mnie podejrzliwie. W końcu wrzuciła pieniądze do kasy i wydała mi resztę. Kiedy wkładałem zakupy do torby, wyszedł do mnie właściciel, a dziewczyna poszła na zaplecze. Oto nasz dialog:
    — Cześć, jak się masz?
    — W porządku, jakoś leci.
    — Dałem tej dziewczynie duży banknot, a ona spojrzała na mnie tak podejrzliwie, jak na kryminalistę.
    — To ta nowa, głupia jak korek. Nie radzi sobie. Mam ją zwolnić? Gaja! Chodź tu! To koniec, Gaja, nie pracujesz już dla nas! Pakuj się i wracaj do domu!
    Dziewczyna spojrzała na mnie i poszła na zaplecze.
    — Chyba trochę przesadziłeś, to było okrutne. Nie mogłeś przynajmniej zrobić tego po pracy?
    — Daj spokój, żartowałem, to moja córka. Pomagała mi dzisiaj w sklepie. Po prostu się nudziłem.

Czasami nawet nie bierzemy wózka, myśląc, że wchodzimy tylko po chleb, a następnie idziemy do kasy z górą artykułów spożywczych, których nie planowaliśmy kupić. Ale są ludzie którzy wprawdzie wracają do domu tylko z arbuzem, za to zyskują ciekawe anegdotki do opowiadania znajomym.

Komentarze

Otrzymuj powiadomienia
Masz szczęście! Ten wątek jest pusty,
co oznacza, że masz prawo do pierwszego komentarza.
Śmiało!

Powiązane artykuły