18 osób, które najwyraźniej nie rozumieją pojęcia „granice osobiste”

Ludzie
5 miesiące temu

Wszyscy znamy ludzi, którzy uwielbiają wtrącać się w życie innych, zabierać cudze rzeczy bez pytania lub przychodzić w odwiedziny bez zapowiedzi. Najprawdopodobniej takie osoby dorastały w środowisku, w którym było to normą, a teraz nie potrafią zrozumieć, co jest w tym złego. Nieustannie naruszają więc granice osobiste innych ludzi, dopóki nie spotkają kogoś, kto się temu sprzeciwi.

  • Byłam studentką pierwszego roku, mieszkałam w akademiku. Kupiłam sobie fajne kapcie z puszystymi pomponami. Po jakimś czasie zauważyłam, że kapcie nie leżą tam, gdzie je zostawiłam, a potem przyłapałam moją współlokatorkę na ich noszeniu. Poprosiłam, żeby nie zabierała moich rzeczy, ale wkrótce znów znalazłam kapcie pod jej łóżkiem. Kiedy zapytałam ją, dlaczego, do licha, to robi, odparła beztrosko: „Och, co w tym wielkiego? Mieszkamy w akademiku. Więc dzielimy się wszystkim!”. No dobra, niech będzie. Oznajmiłam, że skoro tak, to dzielmy się także bielizną! To była dość ryzykowna propozycja, ale na szczęście nikt się nie zgodził. I nikt już nie zabierał mi kapci.
  • Ojciec opowiedział mi historyjkę: „Siedziałem w kawiarni. Jakieś dziecko, którego nikt nie pilnował, biegało dookoła i krzyczało. Podbiegło do sąsiedniego stolika i wypiło czyjąś kawę”. Facet, który pił tę kawę, zwrócił mamie uwagę, ale ona powiedziała, że to przecież dziecko, a dziecku się niczego nie zabrania! A mężczyzna jej odpowiedział: „Och, ja mu nie żałuję. Po prostu właśnie zostałem wypisany z oddziału leczenia gruźlicy i nie wiem, czy jestem już całkiem zdrowy”. Nie pozwolili później dziecku odejść na krok od ich stolika.
  • Mamy za domem mały sad i ogród warzywny. Razem z mamą uprawiamy tam cukinie, groszek, zioła, marchew, pomidory, a nawet winogrona. Pewnego dnia siedziałam w domu i usłyszałam jakiś hałas. Wyjrzałam i zobaczyłam dwoje dzieci z sąsiedztwa zbierających warzywa z naszego ogródka. Miały ręce pełne cukinii i marchewek, a pomidory w kieszeniach. Zapytałam ich, co się dzieje i dlaczego zabierają nasze warzywa bez pytania, a one na to: „Przecież to nasza okolica, my też tu mieszkamy i możemy brać, co chcemy”. Chciałam odebrać im łupy, ale pomachali mi przez płot i zniknęli. Kilka dni później zobaczyłam, jak te same dzieci, ale z matką, znów zbierają nasze warzywa, wyrywając rośliny z korzeniami. Na moje oburzenie kobieta powiedziała tylko z irytacją: „My też mieszkamy w tej okolicy i też potrzebujemy jedzenia”. Sąsiedztwo może być wspólne, ale ogród jest nasz! Ogólnie rzecz biorąc, gdyby ładnie poprosili, nie odmówiłybyśmy im, ale robić to tak bezczelnie, to przekracza granice. Zdeptali nasze cukinie, pomidory i groszek, złamali krzak winogron. Nasza cierpliwość się skończyła i zamknęłyśmy furtkę na kłódkę. Sąsiedzi zaczęli dobijać się do naszych drzwi, ponieważ nie mogli wejść do naszego ogrodu. Musiałyśmy ich straszyć policją. © Razziquet / Reddit
  • Jest w pracy kobieta, która pomimo tego, że jestem sekretarką, uważa mnie za swojego osobistego lekarza. Ciągle przychodzi do mnie z pytaniami o to, co wziąć na ból, co zrobić na biegunkę, jak obniżyć gorączkę i tak dalej. Ostatnio przeszła samą siebie! Przyniosła swoją podpaskę i powiedziała: „Spójrz na tę wydzielinę. Co to może być?”. Krzyknęłam, żeby poszła do lekarza, to się dowie. Teraz uważa mnie za najgorszego wroga, ale przynajmniej nie muszę już oglądać jej podpasek.
  • Moja mama często nas odwiedzała i pierwsze, co robiła, to przestawiała rzeczy tam, gdzie jej zdaniem powinny być. Było to bardzo irytujące, ponieważ po jej wyjściu mój mąż i ja często nie mogliśmy czegoś znaleźć, ponieważ umieściła to w miejscu oczywistym dla niej, ale nie dla nas! Pewnego dnia nie mogłam już tego znieść i stanowczo powiedziałam: „Mamo, kiedy jestem w twoim domu, szanuję twoje zasady, ale w tej chwili to ty jesteś w moim domu, więc bądź łaskawa zrobić to samo!”. Oczywiście mamie się to nie spodobało, ale nie żałuję. © Maggie-Ph / Quora
  • Moja teściowa uważa, że ma świetne podejście psychologiczne. Postanowiliśmy z mężem podarować jej na urodziny włoską torebkę. Poszliśmy do sklepu, wybraliśmy ją razem, a wtedy teściowa powiedziała: „Och, potrzebuję też nowego portfela. Zaraz sobie wybiorę, będziecie mogli też dać mi w prezencie!”. Mąż nie reaguje w żaden sposób na takie teksty, widocznie się przyzwyczaił. A ja nie rozumiem takiego zachowania. Na działce to samo: „Komary mocniej gryzą, kiedy się nie ruszasz. Idź na grządkę, podwiąż pomidory”. Uważa, że wszyscy wokół są głupi. Nauczę moje dzieci asertywności, żeby potrafiły się obronić przed takimi ludźmi.
  • Brat mojej żony zawsze pytał mnie, ile kosztują rzeczy, które kupiłem. I za każdym razem było to w kontekście tego, że mógł znaleźć tę samą rzecz taniej i po co w ogóle ją kupować? Po kolejnym pytaniu „Za ile to kupiłeś?” odpowiedziałem w końcu: „Czuję się bardzo niekomfortowo, rozmawiając o moich wydatkach”. On nalegał: „Dlaczego?”. Spojrzałem mu prosto w oczy i powiedziałem: „Głównie dlatego, że to nie twoje pieniądze i nie twoja sprawa!”. Obraził się. © Brian Murphy / Quora
  • W moim ogrodzie stoi trampolina, która została po mojej młodszej siostrze. Rok temu wprowadziła się sąsiadka z czwórką dzieci. Dałam jej rower i huśtawkę dla dzieci, ale ona upatrzyła sobie trampolinę (nie mogę jej dać sąsiadce, bo nie mają na nią miejsca na posesji). Pewnego dnia zapytała, czy dzieci mogą poskakać na trampolinie, zgodziłam się. Po 3 godzinach przyszli do mnie znajomi i poprosiłam dzieci, żeby wyszły. Płakały, a ich mama wychyliła się przez okno i krzyknęła: „Nie mogłyby jeszcze poskakać?”. Nie. Nie jestem ich opiekunką. W zeszłym tygodniu wróciłam do domu, a na moim podwórku było czworo dzieci z sąsiedztwa i ich kuzyn. Powiedziałam ich mamie, żeby nie przychodziły do mojego ogrodu bez pytania, a ona na to: „Niech się bawią, przecież i tak nie korzystasz z trampoliny”. Pokłóciłyśmy się i zamknęłam wejście na trampolinę. Była sobota, chciałam się trochę przespać. Ale już o 9 rano dzieci sąsiadów przyszły do mojego ogrodu, a ich tata wyłamał kłódkę. Skończyło się na tym, że zadzwoniłam na policję, żeby ukarali sąsiada grzywną za włamanie. Bo mam już tego dość! © IrnBruDependant / Reddit
  • Moja teściowa była nadmiernie przywiązana do swojego syna. Dzwoniła do niego sto razy dziennie, musiała wiedzieć o każdym jego kichnięciu. Interesowało ją wszystko: „Co jadłeś? Gdzie poszedłeś? I z kim?”. Kiedyś pojechaliśmy z mężem na tydzień na wakacje i teściowa zgłosiła się na ochotnika do opieki nad dziećmi. Kiedy wróciłam, byłam oszołomiona. Poukładała i poprzestawiała wszystko w domu tak, jak uważała za stosowne, ale to nie wszystko. Wyjęła też wszystkie moje ubrania, włożyła je do pudełkek i schowała z tyłu szafy. Myślę, że to była wyraźna wskazówka, że nie chciała mnie w pobliżu swojego syna. © Leah / Quora
  • Mieszkam w mieście, gdzie jest kilka kompleksów szpitalnych (w pobliżu domu mam 9 szpitali różnego poziomu). Jeśli ktoś z rodziny lub znajomych zachoruje i zostanie przyjęty do szpitala, kto powinien chodzić tam codziennie, być pielęgniarką i przynosić wszystko, co potrzeba? Oczywiście ja. U kogo nocują wszyscy krewni chorego? U mnie (chociaż mieszkamy w cztery osoby na 26 metrach kwadratowych). No dobra, rozumiem, jeśli chodzi o bliskich krewnych czy dobrą przyjaciółkę: w tych przypadkach nie ma się co zastanawiać. Ale kiedy dzwoni moja mama i zaczyna: „Pomóż, bo tam u ciebie leży Mania z sąsiedniego bloku (albo jakiś kuzyn typu dziesiąta woda po kisielu, którego nawet nie pamiętam)”, to już lekka przesada. A ostatnio mama błysnęła: „Po Nowym Roku moja koleżanka ma badania kontrolne i zatrzyma się u ciebie. Przynajmniej zmień tapetę w kuchni i przedpokoju, bo będzie mi wstyd!”. Chodziło mi o to, że moja mama zamierzała zmusić mnie do przenocowania jakieś swojej znajomej. Pokłóciłyśmy się.
  • Jakaś staruszka w tramwaju zaczęła narzekać, że przez takich jak ja spóźnia się do przychodni. Nie zareagowałam. Ona kontynuowała: „No patrzcie tylko, beret założyła! Myśli, że jest Francuzką, czy co? Przynajmniej torebkę wybierz w tym samym kolorze!”. Ja nadal milczałam, a babina gadała dalej: „Włosy masz farbowane, szminkę jak jakaś ulicznica”. Uśmiechnęłam się, ale nic nie powiedziałam. Ludzie zaczęli się oburzać i mówić kobiecie, żeby się uspokoiła. Na próżno: ich też zaatakowała. Tramwaj zatrzymał się na moim przystanku, wstałam. Ona znowu coś mi dogryzła. Wstałam gwałtownie, może ją wystraszyłam. Nie wytrzymałam, odwróciłam się do niej i powiedziałam: „Miłego dnia!”. A potem naciągnęłam jej czapkę aż na nos. Babcia zamilkła z tego szoku. A ja wyszłam.
  • Byłam na wakacjach. Przyszłam na plażę, rozłożyłam rzeczy, podłączyłam słuchawki, opalałam się. Nagle poczułam, że ktoś stuka mnie w ramię. Otworzyłam oczy i zobaczyłam nad sobą jakąś babę z małymi dziećmi, która oznajmiła: „Niech pani stąd idzie! W takim stroju kąpielowym nie wypada pokazywać się przy dzieciach! Proszę sobie znaleźć inne miejsce”. I wraz z mężem, kilka metrów ode mnie, zaczęli rozkładać zabawki, wbijać parasole, rozwijać ręczniki. Powiedziałam babie, że jeśli moje bikini jej się nie podoba, to plaża jest duża, ale zaprotestowała, że nie ma innych miejsc blisko wody. Oczywiście nie odeszłam. Godzinę później poszłam się wykąpać i zobaczyłam z wody, jak ta wariatka i jej mąż złożyli moje rzeczy i gdzieś je zabrali. Zadzwoniłam na policję i oskarżyłam ich o kradzież. Policja się nimi zajęła, a ja położyłam się, by dalej się opalać. © tigerlily47 / Reddit
  • Wynajmowałam mieszkanie z przyjaciółką. Wyjechałam na kilka dni, a kiedy wróciłam, zorientowałam się, że ktoś śpi w moim pokoju. Okazało się, że moja przyjaciółka zaprosiła gości, w tym dziewczynę, której nie znoszę, i położyła ją spać u mnie. Nie dość, że ta dziewucha spała w moim łóżku, to jeszcze wzięła kilka moich ubrań. Zwróciła je brudne i twierdziła, że noszę tanie szmatki. A co najgorsze, moja przyjaciółka pozwoliła jej grzebać w mojej szafie! © Niamh Smith / Quora
  • Pamiętam, jakby to było wczoraj: miałam jakieś 3,5 roku. Obudziłam się z popołudniowej drzemki i czekałam na podwieczorek. Zadzwonił dzwonek. Znajoma mamy przyszła coś odebrać. Wyszłam na korytarz i zobaczyłam kobietę z dziewczynką, taką małą, jak ja. I wtedy stało się coś nieprawdopodobnego: dziewczynka, nie zdejmując butów, wbiegła do mojego pokoju! Chwyciła moje zabawki, wyrzuciła je z pudełek, wszystkiego dotykała. Kiedy zobaczyła szklankę soku i ciastko na stole, złapała i to. Byłam w szoku! Dziewczynka, wcale nie zawstydzona, zjadła i wypiła wszystko, a potem potuptała w stronę wyjścia. Kobieta pożegnała się i obie wyszły. Mama zamknęła drzwi. Spojrzałam na nią, a potem zaczęłam pytać z niedowierzaniem: „Mamo, ona zjadła wszystko..... Dlaczego nie zdjęła butów? Przecież nie można nosić butów w domu, prawda?”. Mama odbyła ze mną długą rozmowę o tym, jak należy się zachowywać w gościach.
  • Stałam w przymierzalni w sklepie odzieżowym i przymierzałam sukienkę. Był tam cały rząd przymierzalni, chyba z 15. Chłopiec w wieku około 4 lat biegał wzdłuż nich i bawił się, odsuwając zasłony, jedna po drugiej. Krzyknęłam: „Czyje dziecko się tak wygłupia? Proszę je zabrać!”. Z sąsiedniej przymierzalni usłyszałam histeryczny wrzask: „Zostaw moje dziecko w spokoju! To nie twoja sprawa, co robi!”.
  • Niedawno poszłam do przychodni z moim sześciomiesięcznym dzieckiem (nie miałam z kim go zostawić). W takich miejscach zawsze jest masa nietaktownych ludzi, którzy uwielbiają się czepiać! Siedziałam w kolejce, przyszła jakaś kobieta w wieku 50-60 lat i rzuciła się na mnie z wyrzutami, że rozebrałam dziecko i jest mu zimno. Syn był ubrany w śpioszki bez nogawek, a na zewnątrz było jakieś 30 stopni. Zanim się zorientowałam, ta wariatka już zaczęła macać nogi i ręce mojego dziecka. Po upewnieniu się, że są ciepłe, pogroziła mi palcem i wyszła.
  • Miałam urlop i po południu poszłam na basen. W damskiej przebieralni była mama z chłopcem w wieku około 5-6 lat, chociaż są tam oddzielne przebieralnie dla mam z dziećmi. Chłopiec usiadł na ławce i z zainteresowaniem przyglądał się przebierającym się kobietom. Zapytałam mamę: „Przepraszam, ale do jakiego wieku zamierza pani prowadzać swojego synka do damskiej przebieralni?”. Och, co to było za oburzenie! Czego ja się musiałam nasłuchać! I że co mi do tego, i że na pewno jestem bezdzietna, skoro nie rozumiem, że to tylko dziecko, i że na pewno jestem bezrobotna, skoro przyszłam na basen po południu. Dowiedziałam się o sobie wielu innych rzeczy.
  • Kiedy mój brat się ożenił, jego żona zaczęła remont. Jej mama zgłosiła się na ochotnika do pomocy. Jako odpowiedzialna i zorganizowana kobieta zaczęła się coraz bardziej angażować, a jej sugestie zaczęły przybierać autorytarny ton. W pewnym momencie żona brata spojrzała na mamę i powiedziała spokojnie, stanowczo i z wielką czułością: „Musisz przestać być mamą. Potrzebuję teraz pomocy przy remoncie. Jeśli chcesz być mamą, idź do domu i czekaj, że cię odwiedzę”. To było spontaniczne, brzmiało zabawnie i nieobraźliwie, ale natychmiast pomogło wyznaczyć granice i rozładować napięcie. Genialne. © Kimberly Shaw / Quora

Wiele osób po prostu nie ma wyczucia i nie rozumieją, że naruszają czyjąś przestrzeń osobistą. Oto kilka powodów, dlaczego tak się zachowują.

Komentarze

Otrzymuj powiadomienia
Masz szczęście! Ten wątek jest pusty,
co oznacza, że masz prawo do pierwszego komentarza.
Śmiało!

Powiązane artykuły